sobota, 30 kwietnia 2011

Panna Cotta



No i witamy kolejnego współtworzącego mojego bloga :) A właściwie kolejną współtworzącą. Małgosia ode mnie z pracy postanowiła mi udostępnić pyszny deserek. Tak sobie któregoś dnia siedzieliśmy i bąki jak zwykle zbijaliśmy (jeżeli to czyta mój prezes to oczywiście nie jest to prawdą – tak tylko piszę, żeby ciekawiej było :)) i na blogu Kwestia Smaku wyszukałem przypadkiem przepis na panna cotta. Nie miałem pojęcia co to jest, ale jak tu od razu nie polubić deseru, który się nazywa Pana Kota? :) Więc tak sobie z Małgosią o tym rozmawialiśmy, aż ona wpadła na genialny w swojej prostocie plan, że ów deserek zrobi! No plan zaiste szatański, ale Małgosia z werwą (no może nie aż tak dużą werwą, bo dopiero trzy dni później :)) zabrała się do pracy.

Nie będę nic na siłę tworzył więc przytoczę przepis żywcem z Kwestii Smaku:

Składniki na 4 większe porcje lub 6 mniejszych:
2 łyżeczki żelatyny w proszku
1 laska wanilii lub 2 łyżeczki ekstraktu z wanilii
250 ml śmietanki kremówki (dobrej jakości, płynnej, z kartonika, UHT, 30% lub 36%)
250 ml pełnego mleka (to chyba chodzi o pełnotłuste mleko :))
80 g cukru
1 łyżka rumu
1 łyżka białego wina
Do ozdoby: świeże maliny lub truskawki, mus lub sos owocowy, orzechy, czekolada…

Żelatynę zalać 2 łyżkami zimnej wody i odstawić na 5 minut. Laskę wanilii przepołowić wzdłuż na pół i łyżeczką wyskrobać ziarenka.

Do rondelka wlać śmietanę kremową i mleko, dodać cukier, ziarenka wanilii i przepołowioną laskę lub ekstrakt z wanilii. Mieszając podgrzewać aż cukier się rozpuści.

Dodać rum i wino, doprowadzić do zagotowania i szybko odstawić z ognia. Dodać namoczoną żelatynę i mieszać energicznie przez około minutę, aż cała żelatyna się rozpuści.

Mieszankę wlać do 4 filiżanek (każda po 125 ml) lub 6 mniejszych naczynek. Odstawić do wystudzenia (można na dwór, gdy jest chłodno). Po ostudzeniu filiżanki przykryć kawałkiem folii i wstawić do lodówki do stężenia, na około 4-5 godzin, lub najlepiej na całą noc.

Aby ułatwić wysunięcie deseru z filiżanek można je włożyć na sekundę do gorącej wody. Deser wyłożyć na talerzyk i podawać ze świeżymi owocami lub musem owocowym. Można też skropić syropem klonowym, posypać orzechami lub czekoladą.

Od siebie – a właściwie od Małgosi – dodam jeszcze, że Małgosia nie dodała wina (jak ją znam to całe wino wcześniej wypiła :)), a zamiast wanilii lub ekstraktu dodała cukier waniliowy. Małgosiu, jeśli coś pominąłem lub pomyliłem to weź no tam szturchnij mnie z boku (w końcu siedzisz koło mnie) to poprawię.

A więcej o deserze Pana Kota przeczytacie na Kwestii Smaku.

środa, 27 kwietnia 2011

Pełnoziarniste kakaowe pancakes


Pancakes, czyli małe amerykańskie naleśniki. Jedna z niewielu rzeczy, które się amerykanom udały :)
Tak sobie z Magdą na śniadanie zrobiliśmy. A właściwie na drugie śniadanie, gdy leniwie siedzieliśmy przed telewizorem. Właściwie - żeby prawdę napisać - to Magda zrobiła. Wolę wspomnieć zanim mi awanturę za to zrobi :) Naleśniki - jak każdy wie - robi się łatwo. Mianowicie tak:
170 g mąki pszennej razowej typ 2000
280 ml  mleka
2 płaskie łyżkeczki proszku do pieczenia
3 łyżeczki brązowego cukru Dark Muscovado
3 jajka
3 łyżeczki (niekoniecznie płaskie) kakao

Wszystko wrzucamy do miski i miksujemy mikserem przez kilka minut. Jak już będziemy mieć jednolitą masę to smażymy na takiej malutkiej patelni o średnicy naszych pankejksów. Robota naprawdę prosta, a efekt znakomity :) Podajemy z sosem czekoladowym, dżemem, bitą smietaną, syropem klonowym, czy co tam lubimy. Ogólnie żeby tak na słodko było :)

wtorek, 26 kwietnia 2011

Zupa-krem brokułowa z zielonym groszkiem


Ile już razy pisałem tutaj, że uwielbiam zupy? Wieeeele razy :) Mogę raz jeszcze... :) Dzisiaj tak na szybko z Magdą zrobiliśmy własnie krem brokułowy z groszkiem. Na szybko, bo w sumie w zupie to większej filozofii nie ma :) Trzeba tylko z sercem robić, a zawsze dobrze wyjdzie.
Więc jak to w zupie: do wody (wody niezbyt wiele, żeby w miarę gęsty krem wyszedł) wrzucamy marchewkę, seler, por, pietrzuszkę, kilka ziemniaków (pokrojonych) i dwa podzielone na mniejsze kawałki brokuły. I zaczynamy gotować. W między czasie dorzucamy dwie bulionowe kostki drobiowe, sól, pieprz, ziele angielskie, liść laurowy i jeśli mamy jakieś ulubione przyprawy to też możemy dać. Gotujemy, aż warzywa będą miekkie. A jak już będą to wywalamy (chyba, że ktoś lubi) pora, selera i pietruszkę, wyjmujemy też ziele angielskie i liść laurowy, a resztę miksujemy blenderem. Jak zmiksujemy to bierzemy puszkę groszku konserowego i wrzucamy do wywaru pół tej puszki. Wrzucamy też dobrą garść drobno posiekanego kopru i trochę przypraw. Dobrze się sprawi granulowany czosnek i chilli dla nadania wyrazistości zupie. Możemy też sypnąć trochę słodkiej papryki, trochę kolendry. Ogólnie co lubimy. Wlewamy też 200 g jogurtu naturalnego (w sumie lepsza będzie śmietana, ale my akurat z jogurtem robiliśmy). Raz jeszcze całość miksujemy, a po zmiksowaniu dodajemy pozostałe pół puszki gruszku. I nakładamy na talerze :)

poniedziałek, 25 kwietnia 2011

Chleb z muesli 2


Jeden chleb z muesli już mam tutaj na blogu (tutaj), a teraz pora na troszkę inny. Tak jakoś mnie natknęły te wszystkie zdrowe świństwa, którymi ostatnio karmi się Magda :) Nie mam pojęcia, czy mój chlebek jest zdrowy i nie tuczący, ale myślę, że z powodzeniem może taki udawać :) Poszperałem po internecie i w paru miejscach znalazłem ten sam przepis. Podobno pierwotnie, jak wieść gminna niesie, zamieściła go u siebie Liska. Ja trochę pozmieniałem, dopasowałem do tego co miałem w szafce i lodówce i wyszedł mi całkiem zacny chlebek.

250 ml wody
200 g mąki pszennej
100 g mąki żytniej typ 2000 
30 g świeżych drożdży 
1 łyżeczka soli
10 g masła
2 łyżki miodu
150 g mieszanki muesli (orzechy włoskie, rodzynki, suszone śliwki, słonecznik, itp.)

Zacznijmy od naszej mieszanki muesli. Ja swoją przygotowałem z różnych resztek, które znalazłem w szafce: orzechy włoskie, rodzynki, suszone śliwki, suszone morele i nasiona słonecznika. Jeśli mamy i lubimy coś jeszcze to nic nie szkodzi na przeszkodzie dodać. Tak żeby w sumie było 150 g. Wrzucamy do miski i zalewamy 220 ml wody. Tak żeby wszystkie owoce były zakryte wodą. Niech postoją tak kilka godzin, muszą zmieknąć.

Jak owoce już odstoją to te większe (morele, śliwki) kroimy na mniejsze kawałki i razem z wodą w której leżały przelewamy do miski, w której będziemy wyrabiać ciasto. Dosypujemy wszystkie składniki i mieszamy porządnie, tak z 15 minut. Ciasto będzie gęste i lepiące się do dłoni. Takie ma być.
Następnie przykrywamy miskę folią spożywczą i odstawiamy na godzinę. Po tym czasie przekładamy ciasto do keksówki, z wierzchu możemy posypać np. otrębami (jeśli bardzo chcemy), przykrywamy ściereczką i znowu odstawiamy do wyrośnięcia. Tym razem na 30 minut.
Nagrzewamy piekarnik do 180 stopni i pieczemy 35 minut.

niedziela, 24 kwietnia 2011

Sałatka "Vege Wiosna!"


Kolejny przepis od Małgorzaty :)
Maila, w którym przysłała mi przepis, zatytuowała własnie Vege wiosna, więc tak też postanowiłem nazwać jej sałatkę. Przyznam szczerze, że sam od niedawna (w związku właśnie z wiosną) żywię się sałatkowo więc przepis oczywiście przetestuję.

A Małgorzata pisze tak:
"Wiosna to taki czas, kiedy porcje mięsa obecne w mojej diecie zmniejszają sie niemal do zera. I tak do jesieni. Zatem witaj vege wiosno!!! Przepis na sałatkę podobny do kiedyś już prezentowanej - ale ku pamięci:

sałata zwykła podarta palcami (NIE KROJONA!!!!)
pomidor
ogórek
czerwona cebula
kukurydza
oliwa z oliwek, suszone pomidory, sól, pieprz, zioła wedle uznania

Ale... czymże jest taka zwykła sałatka bez dodatku? Jednynie zwykłą sałatką. Tym razem postanowiłam zrobić do niej moje ulubione kuleczki ryżowe z serem.

Ryż - najlepszy taki, który będzie się kleił
jajko
bułka tarta

Ugotowany w proporcji 1:2 ryż z solą i szafranem nalezy odstawic do chwili całkowitego ostygniecia. Następnie wbić jajko i dodać troszeczkę bułki tartej. Wszystko wymieszać. Teraz wystarczy tylko lepić kulki wpychając do środka kawałki sera. Następnie otoczyć je w bułce tartej i na rozgrzanym tłuszczu usmażyć jak klasyczne kotlety mielone.

Czy trzeba więcej ?? Ja mogłabym jeść to codziennie ;D

PZDR, M"
 
Kurcze, te kulki ryżowe naprawdę robią na mnie wrażenie :)

sobota, 23 kwietnia 2011

Chleb makowo-cytrynowy

Cały dzień przebimbałem sobie w łóżku na zmianę oglądając filmy i czytając książkę (w sumie okazało się, że i filmy nienajlepsze i książka nienajciekawsza), a Magda pojechała do swojej mamy. Taaak, lubimy takie dni, prawda? :) Ale niestety około 22 przypomniało mi się, że chleba na śniadanie nie ma. Cóż robić, nieważne że noc już ciemna, jeść rano trzeba. Zatem szybki przegląd kuchni zrobiłem, zobaczyłem, że cytryna zalega i chętnych na nią nie ma, więc trzeba wykorzystać zanim wyschnie kompletnie. I tak oto powstał chlebek makowo-cytrynowy :) (pomysł zapożyczyłem z jakiejś książki – autora niestety nie podam, bo tylko kserówkami – niekompletnymi – dysponuję).

200 ml wody
50 ml mleka
50 g masła
450 g mąki pszennej
1 łyżeczka soli
2 łyżeczki cukru
10 g świeżych drożdży (ewentualnie 1 łyżeczka suszonych)
3 łyżki maku
2 łyżki startej skórki cytryny

Wlewamy wodę (może być letnia) i mleko do dużej miski i wkruszamy do środka drożdże. Mieszamy krótko żeby się drożdże rozpuściły. Potem dorzucamy resztę, czyli mąkę, sól, cukier, mak, skórkę z cytryny i masło. Masło możemy lekko podgrzać w rondelku, ewentualnie wyjąć z lodówki na kilka godzin przed robieniem chleba, żeby było miękkie. Cytrynę zlewamy wrzątkiem i delikatnie ścieramy skórkę na drobnej tarce. Żeby mieć dwie łyżki skórki to musimy w sumie pewnie całą cytrynę zetrzeć.

No i jak już mamy wszystko w kupie to wyrabiamy ciasto przez około 20 minut. Ciasto będzie dość rzadkie. Po wyrobieniu przedkładamy je do keksówki natartej tłuszczem lub wyłożonej papierem do pieczenia. Ja osobiście wybrałem papier, bo niestety mój piekarnik jest bardzo stary i kiepski i choćbym nie wiem jak obficie natarł formę olejem to zawsze chleb przywrze i są problemy z jego wyjęciem :/

Teraz to już tylko ostawiamy formę z chlebem na 1 godzinę w ciepłe miejsce, a potem pieczemy w 200 stopniach przez 50 minut.

Przed pieczeniem możemy natrzeć przy pomocy pędzelka wierzch chleba mlekiem – skórka wtedy powinna być bardziej chrupiąca.

WERSJA Z AUTOMATU DO CHLEBA
Bez problemu ten chleb można też zrobić w maszynie chlebowej. Zresztą pierwotny przepis był właśnie przeznaczony na automat. Tutaj sprawa jest prosta: wlewamy wodę i mleko, dodajemy potem całą resztę, odpalamy program podstawowy i gotowe. Po około 3 godzinach i 20 minutach mamy ciepły, świeży i niezwykle aromatyczny chlebek :)

piątek, 22 kwietnia 2011

Tortilla


A teraz Magda wymyśliła sobie, że jak wróci z siłowni to będziemy jeść tortille. Doskonały plan, ja tam na przykład bardzo lubię :)

Niestety kolejny raz poszliśmy na łatwiznę (jakoś ta pogoda mnie wykańcza i jestem chronicznie zmęczony) i użyliśmy gotowych placków. Można je oczywiście zrobić samemu, przepisów w internecie jest mnóstwo. Ale siły mnie opuściły, a jeść trzeba. Zatem wzięliśmy gotowe blaty do tortilli kupione w jakimś markecie.

A potrzebne rzeczy do tego pysznego dania to:

- blaty do tortilli
- pierś z kurczaka
- pomidor
- ogórek
- sałata lodowa
- żółty ser
- kefir
- czosnek
- koperek
- sól, pieprz, inne przyprawy (wedle gustu)

Najpierw zajmijmy się kurczakiem:
Pierś (u mnie 600 g) kroimy na małe kawałki, wrzucamy do miski i zasypujemy ulubionymi przyprawami (pieprz, sól, chilli, kurkuma, papryka słodka, itp.). Zostawiamy na jakąś godzinę żeby się przegryzło.

W tym czasie możemy zrobić sos:
Do miseczki wlewamy jogurt (około 400 g), drobniutko kroimy 4 ząbki czosnku (ja nie lubię miażdżyć zgniatarką, lubię czuć pod zębami drobniutkie kawałeczki), dorzucamy do kefiru, dorzucamy też drobno pokrojony koperek, sól, pieprz i mieszamy. Odstawiamy żeby również się przegryzło.

Kurczaka podsmażamy na patelni prze kilkanaście minut często mieszając żeby się nie przypalił. Możemy go polać w trakcie smażenia kilkoma łyżkami naszego sosu czosnkowego.
Jak już kurczak jest gotowy to nakładamy trochę na blat tortilli, oblewamy sosem czosnkowym, dajemy plasterek, czy dwa pomidora, tyle samo ogórka i plasterek lub dwa żółtego sera. I trochę sałaty lodowej. I zawijamy: najpierw od spodu, potem boki, a na końcu góra. Powinna nam taka trochę jakby kopertka wyjść.

Dobrze by było gdybyśmy mieli na wyposażeniu kuchni patelnie grillową. Wtedy nagrzewamy tę patelnię, wrzucamy na nią tortillę, i mocno dociskając łopatką smaży/grillujemy ze dwie minuty. Przekręcamy na drugą stronę i też dociskamy mocno przez dwie minuty – aż do zrumienienia. Jedzonko proste, szybkie, a teraz już gotowe :)

czwartek, 21 kwietnia 2011

Pełnoziarnisty chleb tostowy z siemieniem


Ostatnio na topie u mnie jest "Pieczenie chleba w domu" Gertrud Weidenger i Marie-Theres Wiener. To już kolejny przepis z tej książki. Jak zawsze z drobnymi modyfikacjami, bo lubię sobie tak pod siebie dopasować :) Szybki, prosty chlebek tostowy. Z siemieniem więc niby i zdrowy powinien być :) Szukam natchnienia i inspiracji na jakiś kolejny dziwny chleb tylko dla odważnych, a tymczasem taki zwykły, który każdemu powinien smakować.

Składniki:

500 g pełnoziarnistej mąki pszennej
30 g świeżych drożdży
1/2 łyżeczki soli
1 łyżeczka miodu
300 ml mleka
1 jajko
30 g masła
2 łyżki siemienia lnianego

Wszystko razem (jajko rozmącamy i na razie bierzemy tylko połowę. Druga połowa będzie na glazurę) wrzucamy do dużej miski wyrabiamy porządnie około 20 minut. Potem nakrywamy ściereczką i zostawiamy do wyrośnięcia na godzinę. Po godzinie raz jeszcze krótko wyrabiamy i przekładamy do natłuszczonej (lub wyłożonej papierem do pieczenia) podłużnej foremki. Odstawiamy pod przykryciem jeszcze na 30 minut. Potem smarujemy po wierzchu resztą rozmąconego jajka.
Nagrzewamy piekarnik do 220 stopni, wstawiamy na dno naczynie z wodą i pieczemy chlebek przez 30 minut.
Po upieczeniu od razu wyjmujemy chleb z formy i studzimy. W książce tej jest jeszcze zalecenie, że chleb przed pokrojeniem powinien poleżeć 1 dzień. Ale u mnie to chyba się nie uda :)

Tak sobie myślę, że z powodzeniem można też ten chleb zrobić w automacie do chleba. Wrzucamy na raz wszystko do pojemnika (oprócz połowy jajka), odpalamy podstawowy program, a po ostatnim etapie wyrastania, gdy zacznie się pieczenie smarujemy chleb glazurą i czekamy na sygnał końcowy :) Prawdopodobnie smak będzie nieco inny niż z piekarnika (bo do maszyny nie wstawimy naczynia z wodą), ale myślę, że mozna bez problemu zrobić. Jak ktoś się pokusi to proszę o stosowny komentarz :)

poniedziałek, 18 kwietnia 2011

Ryba z duszonymi warzywami


I znowu ryba :) Poprzednia wyszła mi naprawdę fantastyczna. Nie to żebym jakoś się specjalnie chwalił, ale naprawdę była niesamowita (przepis tutaj). Więc będąc na fali płynę dalej. Znów Magda znalazła jakiś przepis w internecie i oświadczyła, że ja wróci z basenu to ryba ma być gotowa. I znowu, tak jak poprzednio, miałem ochotę zakląć szpetnie, ale przecież pacierza i ryby nigdy nie odmawiam :)

Tym razem także, jak poprzednio, będziemy bazować na gotowcu Knorra "Fix ryba zapiekana w sosie koperkowym". Zwykle nie pochwalam takich rozwiązań, bo te wszystkie fiksy-sriksy można samemu sobie zrobić, ale ten akurat Knurowi wyszedł wielce smacznie. Nabyłem zatem drogą kupna torebeczkę i wziąłem się do pracy. Popijając podczas pracy reńskie wino Liebfraumilch. Tani sikacz, ale smak ma naprawdę wyborny. Osobiście polecam. :)
A do owej ryby potrzebujemy:

- 3 marchewki
- pół selera korzeniowego
- 1 biała cebula
- 350 g świeżych lub 600 g mrożonych filetów z ryby
- 1 fix Knorra "Ryba zapiekana w sosie koperkowym"
- 200 ml jogurtu naturalnego
- sól, pieprz
- cytryna, koperek (do ozdoby)

Marchewki i selera obieramy i ścieramy na grubych oczkach. Cebulę też obieramy i kroimy w plastry. Wrzucamy wszystkie warzywa na patelnię, przyprawiamy pieprzem i podsmażamy 7-10 minut. Potem przekładamy do naczynia do zapiekania. Na warzywach układamy rybę lekko oprószoną solą.
Fix mieszamy dokładnie z jogurtem naturalnym i wylewamy na rybę i warzywa. Jeśli ktoś nie martwi się - tak jak Magda - "rosnącą dupą" to zalecałbym zamiast jogurtu użyć smietany 18%.
Nagrzewamy piekarnik do 200 stopni i wstawiamy rybę na 25 minut.
Wyjmujemy i przyozdabiamy koperkiem i cytryną. Gotowe i smacznego :)

sobota, 16 kwietnia 2011

Chleb pszenno-żytni

Automat do chleba już chyba na dobre poszedł w odstawkę, pieczenie w piekarniku jest fajniesze :) Trzeba się po same łokcie (no prawie :)) urobić, ale warto! Chlebek właśnie się piecze, a ja w międzyczasie wpiszę tutaj przepis.

0,5 kg mąki pszennej pełnoziarnistej
0,5 kg mąki żytniej typ 2000
750 ml ciepłej wody
50 g świeżych drożdży
łyżka miodu
4 łyżki oleju
1 i poł łyżeczki soli
łyżeczka kminku (opcjonalnie - jeśli lubisz)

W dużej misce mieszamy drożdże, mąkę pszenną i ciepłą wodę. Dodajemy też łyżkę miodu i dokładnie mieszamy aż powstanie gładkie ciasto. Jakieś 5 minut powinno nam to zająć. Następnie odstawiamy w ciepłe miejsce na godzinę. W tym czasie powinno solidnie wyrosnąć.
Następnie dodajemy mąkę żytnią, olej, sól i jeśli lubimy to kminek. Zagniatamy ciasto i wyrabiamy do momentu aż będzie jednolite i miękkie. Mąka żytnia nie lubi długiego wyrabiania więc powinno wystarczyć 5 minut.

Potem przekładamy ciasto do dwóch podłużnych foremek wysmarowanych olejem, wierzch wygładzamy mokrą dłonią i nakłuwamy widelcem w równych rządkach. Odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na godzinę. Nagrzewamy piekarnik do 220 stopni i pieczemy przez 40 minut.

Wyjmujemy, studzimy na kratce, zjadamy - koniecznie w tej właśnie kolejności :)

środa, 13 kwietnia 2011

Ryba z ogórkiem i selerem naciowym


Przychodzi Magda i mówi, że wyjeżdża na dwa dni. A jak wróci to ma mieć zrobione "o te" danie. I daje mi jakiś przepis, który w necie znalazła. Już chciałem na to dictum zakląć szpetnie w stylu: "Jedź kobieto, tylko zanim pojedziesz to mi piwo z lodówki przynieś!", ale patrzę, patrzę i widzę, że to przepis na rybę. A ryba chodziła za mną już od naprawdę dawna. Ha, myślę sobie. Doskonale! Ten przepis ma same zalety: po pierwsze na rybę miałem chęć zapolować już dawno temu, po drugie jest prosty jak sam nie wiem co, a po któreś-tam Magda pomyśli, że taki dobry jestem i specjalnie dla niej to robię i będę miał plusa! :>

Wię zacznijmy od zgromadzenia potrzebnych rzeczy:

- pól obranego świeżego ogórka
- 2 łodygi selera naciowego
- 350 g swieżych lub 600 g mrożonych filetów z ryby
- pieprz, sól
- 2 ugotowane ziemniaki
- Fix Knorra "Ryba zapiekana w sosie koperkowym"
- 200 g kwaśniej śmietany
- koperek
- cytryna

Kroimi ogórka wzdłuż na pół i usuwamy łyżeczką pestki. Następnie kroimi go na cienkie plastry. Selera obieramy z takiego wierzchniego łyka i też ciach-ciach na cienkie plastry. Smażymy na oleju przez 5 minut i przekładamy do naczynia do zapiekania. Na warzywach układamy rybę lekko oprószoną solą i pieprzem. Ziemniaki kroimi na kawałki i kładziemy na rybę. Mieszamy fix Knorra ze śmietaną oraz 4 łyżkami wody. Mieszamy aż wymieszamy i polewamy tym rybę i ziemniaki.
Nagrzewamy piekarnik do 200 stopni i pieczemy przez 30 minut.
Gotowe danie ozdabiamy cytryną i koperkiem.

Nie wiem jeszcze jak rybka smakuje, bo właśnie się robi w oczekiwaniu na Magdę. Ale zapachy z piekarnika idą kuszące :)

wtorek, 12 kwietnia 2011

Chleb marchewkowy


No i mamy kolejną fankę mojego bloga :) Tym razem przepis nadesłała Joanna. Joanna pisze tak:

"Wczoraj upiekłam chleb marchwiowy i niestety nie posiadam jego zdjęcia, bo tak szybko znikł.
Przepis dołączony do automatu i przeznaczony na program express (1kg czas 1:18h) Nie wyrasta tak jak na innych programach, ale i tak jest pyszny.

Składniki:

330 ml wody
1,5 łyżki masła
600g mąki pszennej typ 550
90g drobno startej marchwi
2 łyżeczki soli
1,5 łyżeczki cukru
1 opakowanie suchych drożdży

Wszystkim życzę smacznego
Pozdrawiam
Joanna"

Zaintrygował mnie ten chlebek na tyle, że postanowiłem sprawdzić ten przepis. A że Joanna - tak jak napisała - nie przesłała zdjęć, więc zamieszczam zdjęcia mojego chleba. Dodam tylko, że zamiast opakowania suchych drożdży dałem 20g świeżych.

A dodam jeszcze - celem podbudowania własnego ego :) - że na koniec maila Joanna napisała: "Gratuluje bloga. Jest to najlepszy blog z przepisami na chleby jaki znalazłam."

Dziękuję Joanno :)

poniedziałek, 11 kwietnia 2011

Zapiekane muszelki faszerowane szpinakiem i pomidorami


Jedzonko to podpatrzyłem u Pauliny z pracy. I od razu wiedziałem, że muszę sam też takie zrobić. Troszkę zmodyfikowałem - jak zawsze :) Ale jedzonko wyszło naprawdę niesamowicie pyszne. A czego do niego potrzebujemy? Przede wszystkim takich wielkich  (jak na zdjęciach) makaronowych muszelek. No i farsz:

szpinak
pieczarki
czosnek
śmietana

pomidory w puszce
cebula
przyprawy
starty ser zółty
Teraz potrzebujemy dwóch patelni. Na jednej dusimy szpinak i posiekane pieczarki (450 g mrożonego szpinaku + 150 g pieczarek), a na drugiej pomidory w puszce i posiekana cebulę (u mnie puszka pomidorów i 2 cebule) . Do szpinaku dodajemy jeszcze drobno posiekane dwa ząbki czosnku, sól i pieprz. A pod koniec duszenia ze 3-4 łyżki śmietany. A do pomidorów z cebulą sól, pieprz, tymianek, lubczyk i rozmaryn. Tak żeby ziołowo było :) Oczywiście nie ma przymusu robienia dwóch farszów. Wystarczy sam szpinak lub same pomidory. Ale mi się zamarzyły dwa (tak między nami to ze szpinakiem były o wiele lepsze :))
Tak więc dusimy to na tych dwóch patelniach dość długo, mi to pewnie około godziny zajęło.
Potem gotujemy makaronowe muszelki al dente. Musimy pilnować żeby nie były zbyt miekkie, bo nam się rozpadną podczas napychania farszem. Więc jak mamy je już al dente to napychamy naszym farszem, kładziemy na blachę i posypujemy startym serem.
Rozgrzewamy piekarnik, zmniejszamy ogień na zupełnie mały i pieczemy około 25 minut.

Proste, ładnie wygląda i niesamowicie smaczne :)

sobota, 9 kwietnia 2011

Chleb na zakwasie żytnim

Specjalnie na potrzeby tego chlebka zrobiłem zakwas w dość nietypowy sposób. Bo przepisów na zawas jest naprawdę wiele. Najprostszy to po prostu woda, mąka i czas. Tym razem zrobiłem to inaczej - tak jak mówiłem specjalnie na potrzeby tego chlebka. Zatem co potrzebujemy?

Zakwas:
100 g suchego chleba żytniego
450 g kefiru
150 g mąki żytniej
550 ml wrzątku
3 łyżki cukru

Pokrojony w kostkę chleb wrzuciłem do wielkiego słoja i zalałem wrzątkiem. Gdy woda ostygła dodałem pozostałe składniki. Wymieszałem, przykryłem ściereczką i trzy dni później zakwas był gotowy.
Zatem pora na resztę :)

Ciasto:
400 g mąki żytniej pełnoziarnistej
200 g mąki pszennej
600 g zakwasu
20 g drożdży
3 łyżki oleju
2 łyżeczki soli
80 g słonecznika do ciasta + 20 g do posypania

Przygotowany zakwas należy zmiksować, dodać resztę składników. Drożdże możemy rozczynić z niewielką ilością wody, łyżką mąki i łyżeczką cukru. Po 10 minutach dodać do reszty. Wyrabiamy ciasto przez 20 minut i pozostawiamy do wyrośnięcia na kolejne 40 minut. Potem ponownie wyrabiamy dodając ziarno słonecznika.
Foremkę do pieczenia smarujemy olejem i wysypujemy bułką tartą, a następnie równomiernie wykładamy ciastem. Ciasto od góry smarujemy wodą i posypujemy słonecznikiem. Pozostawiamy do wyrośnięcia na 30 minut. A potem już tylko pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez 50 minut.

Wyszedł mi z tego pyszny razowiec, lekko kwaskowy - znaczy się czuć było, że na zakwasie :)

Wcinaj parówy :)


Tym razem, po raz pierwszy, taki kompletnie bez sensu wpis zrobię :) Ot tak, bo kaprys mam :) Nie będzie przepisu, za to będzie porada: wcinaj parówy! :)

Tak sobie siedzę na Fejsbuku, a tu mnie nagle atakuje zdjęcie Eat Your Vegetables. Kurka, jakiś dzień bez mięska, czy jak? Ja tam nie wiem, nie znam się, ja to tylko chleby piec potrafię. A czasami to i nie potrafię :)

Ale, że Magda wyjechała i czasu mam nadmiar (bo wiadomo, że jak baba w domu to i zajęcie zawsze ci znajdzie) to uruchomiłem program specjalny (znaczy się Illustrator się nazywa), myszkę w dłoń chwyciłem (bo ubolewam, że tabletu nie posiadam) i plakat narysowałem parodiujący owe wcinanie warzywek. A przy okazji parodiujący sam siebie :p

I tym właśnie się z wami chciałem podzielić. A jak jednak koniecznie wolicie zdrowo jeść (co jest kompletnie bez sensu :)) to tutaj znajdziecie co trzeba: http://www.greenplumsss.blogspot.com/

Pozdrawiam i dzisiaj jeszcze, za godzinę, otrzymacie przepis na kolejny chlebek.

piątek, 8 kwietnia 2011

Chleb czekoladowy


No i stało się. Magda stwierdziła, że nie je więcej moich chlebów "bo dupa rośnie!" :) No i dobrze, nawet bardzo dobrze :) Mogę wreszcie robić tyle dziwnych chlebów ile tylko będę chciał :) Wcześniej miałem trochę opory, bo Magda marudziła, że tych "dziwnych" to ona nie lubi. A teraz skoro i tak nie je to mogę robić co chcę. Więc ruszyłem do ataku i tak oto powstał chleb czekoladowy.

200 ml wody
1 łyżka oleju
1/2 łyżeczki soli
1/2 łyżeczki cukru
2 łyżki kakao
1/2 łyżeczki chilli
370 g mąki pszennej
12 g świeżych drożdży
50 g gorzkiej czekolady

Jak zwykle procedura prosta: wszystko oprócz czekolady wrzucamy do dużej miski (drożdże drobno kruszymy) i mieszamy. Żeby dobrze wymieszać to musimy około 20 minut mieszać (po 15 minutach dodajemy drobno posiekaną czekoladę). Otrzymamy idealnie sprężyste ciasto. Przykrywamy miskę ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na godzinę. Po godzinie krótko, z pół minuty, ponownie wyrabiamy, przekładamy do foremki wyłożonej papierem do pieczenia i odstawiamy na kolejną godzinę. Ciasto ładnie nam wyrośnie, a wtedy wstawiamy je do nagrzanego do 180 stopni piekarnika na 45 minut. Prawda, że proste? :)

Jak zwykle moim testerem bedzie Karolina z pracy, ciekawe czy skomentuje jakoś ten przepis :)

środa, 6 kwietnia 2011

Pierożki z barszczem czerwonym


Magda już od bardzo dawna mnie o to męczyła. No i w końcu stało się, zrobiłem to. Własciwie razem zrobiliśmy: ja pierożki, Magda barszcz :) Ja pierdziu, naprawdę udany z nas duet - że tak nieskromnie powiem :) Wyżerka była pierwsza klasa! Pirożki to takie raczej nietypowe były, bo z ciasta drożdżowego, ale taki właśnie był zamysł. Więc już bez zbędnego gadania podaję przepis:

Farsz:
2 średnie cebule
500 g kiszonej kapusty
500 g pieczarek
szklanka bulionu wołowego
1 łyżeczka soli, pieprzu, suszonego rozmarynu
3 czubate łyżeczki sproszkowanej słodkiej papryki

Kapustę płuczemy żeby nie była zbyt kwaśna, pieczarki obieramy. Wszystko to drobno siekamy. Cebulę też. Możemy się posłużyć blenderem, będzie łatwiej. Posiekane wrzucamy na dużą głęboką patelnię. Wok, czy coś takiego. A jak nie mamy to może też być garnek. Zalewamy szklanką bulionu, dosypujemy przyprawy i dusimy na maluteńkim ogniu pod przykryciem 90 minut. Zostawiamy do ostygnięcia.

Ciasto:
500 g mąki
10 g świeżych drożdży
350 ml mleka
1 łyżeczka soli
1 łyżeczka cukru

Wszystko wrzucamy do jednej michy i przez 25 minut wyrabiamy ciasto. Powinno nam wyjść idealnie elastyczne, nie przywierające. A jak wyjdzie to odstawiamy je na 30 minut, niech trochę odpocznie, podrośnie.
Jak już podrosło przez te pół godziny to wywalamy ciasto na stolnicę, dzielimy na 8 w miarę równych części i wałkujemy na długie, niezbyt szerokie prostokąty. Na jednym prostokącie co kilka centymetrów układamy kupkę farszu (tak ze 2-3 łyżeczki na kupkę) i przykrywamy drugiem prostokątem. Dzieki temu tworzą się nam takie jakby pierożki. Dociskamy boki, odcinamy nożem na pojedyncze sztuki i układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Nie wiem, czy dostatecznie jasno to wytłumaczyłem więc zamieszczam również zdjęcie - tam widać to co chciałem powiedzieć :) I tak po kolei z każdym kawałkiem ciasta.
Nagrzewamy piekarnik do 200 stopni i wkładamy pierożki na 5 minut. Po tym czasie odwracamy je na drugą stronę i pieczemy kolejne 5 minut.

Teraz pora na barszcz. Tym zajmowała się Magda, więc przepis jak zwykle chaotyczny :) W sumie przepis jest tak prosty, że można by się było bez niego obyć. Ale niech będzie, napiszę jak Magda robi barszcz. Oczywiście najpierw gotujemy gar wody. Wrzucamy do tej wody przekrojone na pół buraki (my mieliśmy tylko 4 więc wspomagaliśmy się jeszcze suszonymi burakami z torebki), włoszczyznę, ziele angielskie, liść laurowy, wegetę i tym podobne przyprawy wedle gustu i smaku, trzy ząbki czosnku, 2 kostki wołowo-drobiowe, ocet (na pytanie "ile?" usłyszałem "chlup, chlup" :)), trochę soku z cytryny (jedno "chlup"), trochę majeranku. Zagotować, odstawić na dwie godziny i wywalić wszystko co pływa, tak żeby została sama "woda". Barszcz wyszedł niesamowity, a zagryzany moimi pierożkami to naprawdę niebo w gębie! :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...