wtorek, 22 sierpnia 2017

Nalewka z owoców dzikiej róży

Nalewka z owoców dzikiej róży

To nasze drugie podejście do nalewki z owoców dzikiej róży. Nie to, że pierwsza była niesmaczna, skądże znowu. Była bardzo smaczna. Ale była taka raczej tradycyjna, taka jaką każdy robi. A tym razem chcieliśmy zrobić znacznie bogatszą w smaku, bardziej złożoną. Jak zwykle więc w takich sytuacji po prostu wymyśliliśmy przepis. My chyba mamy jakąś taką duszę pijaka, wrodzoną skłonność do alkoholizmu, jakiś taki gen wadliwy. Bo to kolejna już wymyślona przez nas receptura, która sprawdziła się doskonale. Śmiało, bez cienia wątpliwości, każdemu możemy tę nalewkę polecić. Robi się ją długo, bo w sumie prawie rok, ale naprawdę warto ten czas poświęcić, ten złożony smak Wam to wynagrodzi.
     

wtorek, 15 sierpnia 2017

Zakwas chlebowy

Zakwas chlebowy

W tym wpisie chciałbym pokazać, że nie taki diabeł straszny jak go malują. Wielokrotnie na różnych forach spotykałem się z twierdzeniem, że zakwas to jakaś niemalże magiczna sztuka, wiedza, którą nie sposób ogarnąć rozumem. Że to przecież takie trudne. I że ja przecież nie dam rady zrobić, że nawet nie będę próbować, bo przecież nie umiem... Nie wiem skąd się wzięło takie przeświadczenie, ale mam nadzieję, że tym wpisem je obalę. Bo zakwas to naprawdę minimalny nasz wkład. Głównym czynnikiem jest czas, a samej pracy nie ma prawie wcale.

Zanim przejdziemy do głównego zagadnienia, chciałbym również rozwiać wątpliwości na temat chlebów na drożdżach. Wiele razy się spotykałem z twierdzeniem, że prawdziwy chleb to tylko na zakwasie, a ten na drożdżach to jakaś marna podróba. Że przecież nasze babcie wiedziały co dobre i tylko na zakwasie piekły. Absolutnie się z tym nie zgadzam! Nasze babcie (czy prababcie) po prostu nie miały dostępu do drożdży. A chleb na drożdżach jest tak samo pełnowartościowy jak ten na zakwasie. W samych drożdżach nic złego nie ma. A ja lubię i takie chleby i takie. Jak mam czas to piekę na zakwasie. Jest z tym więcej roboty, a to właśnie daje mi przyjemność. Ale czas mam nie zawsze. Dlatego znacznie częściej piekę szybkie chleby drożdżowe.
     

wtorek, 8 sierpnia 2017

Zupa szczawiowa

Zupa szczawiowa

Zupa szczawiowa

Na początek taka krótka historyjka, prosto z kolejki po kawę w znanej kawiarnianej sieci (trochę wulgarna, żeby nie było, że nie ostrzegałem):

"Czy muszę zbudować jebany wehikuł czasu i cofnąć się do lat '90 żeby wypić szybko kawę? Cztery osoby, 21 min., no kurwa! Stoją w kolejce laski z pierścionkami zaręczynowymi i jazgoczą, każda o czymś innym... A że z bitą śmietaną, a że zapłaci kartą, karta oczywiście nie działa, a że zapłaci telefonem, a że chujem, a że stempelki zbiera. Do tego karta witaj, karta żegnaj, spierdalaj, itp. I na końcu zawsze trafi się brodaty chujek w musztardowych spodniach, jebany student prawa lub innej medycyny, z dziewczyną tępą jak trzonek od siekiery, razem próbują wygrzebać jebane 12 zeta żeby zapłacić za jebaną kawę. Niedługo będą przychodzić z żyrantami. Ostatnio widziałem jednego zjeba który wziął fakturę na 5,50 za ciastko. Chcę do starych czasów..."

No więc właśnie, jeśli o stare czasy chodzi... U mnie w rodzinnym domu często jadało się zupę szczawiową. Podejrzewam, że jak w większości domów w tamtych czasach. Uwielbiałem ją. Jednak ta zupa, mimo, że pyszna, miała jeden defekt. Ciężko się było nią najeść. Ot po prostu człowiek zjadł, przeleciała przez przewód pokarmowy i tyle. Dlatego też dzisiaj mamy dla Was nieco bardziej sycącą wersję. Z mięskiem w środku. Jest tak samo smaczna jak ta, którą zapamiętałem, a jednocześnie całkiem sycąca.
     

wtorek, 1 sierpnia 2017

Piekarnia Grochola. Prawdziwy Chleb

www.chleby.info

Często raczę Was tutaj różnymi czerstwymi historiami. Zwykle zupełnie nie mającymi nic wspólnego z prawdą. Tym razem będzie inaczej. Historia będzie całkowicie prawdziwa. I wcale nie czerstwa. Wręcz przeciwnie. Świeża i pachnąca chlebem.
     

wtorek, 25 lipca 2017

Chłodnik litewski

Chłodnik litewski

Zawsze, gdy lato ma się już dobrze, czyli skwar powoli robi się nieznośny, u nas na stole pojawia się on: chłodnik. Pyszny, fioletowo-różowy, pachnący świeżymi warzywami... Tradycyjny chłodnik z botwinki, ten, który chyba każdy zna najbardziej. Chłodniki są bardzo różne, ciężko pewnie nawet je zliczyć. Z ogórków, z awokado, z pomidorów, ze szpinaku... Ale ten z botwinki jest chyba najbardziej znany. To tradycyjny chłodnik litewski, obowiązkowo przyozdobiony jajkiem na twardo. Pewnie w większości polskich domów pojawia się on mniej więcej na początku maja. U nas właśnie mniej więcej wtedy się pojawia i gości aż do końca wakacji. Nic lepiej nie gasi pragnienia i głodu podczas letnich upałów. 

Mówcie co chcecie, róbcie co chcecie, ja zaraz - jak tylko skończę pisać ten wpis - biorę się za robienie kolejnej porcji chłodniku.
     

wtorek, 18 lipca 2017

Łatwe ciasto ze śliwkami

Łatwe ciasto ze śliwkami

Niezbyt często piekę ciasta, to raczej nie moja domena. Ale wiadomo, że czasem każdy miewa zachciewajki i chce zjeść coś na słodko. Jasne, łatwiej wtedy iść do sklepu. Ale wtedy nie ma żadnej zabawy. A poza tym co bym na bloga wpisał? Że byłem w sklepie i jakieś marne ciasto kupiłem? Cukierni koło domu nie mam, a do najbliższego sklepu 1,1 km. I tyle samo w drugą stronę. I to tylko jak deszcz nie pada. Bo po deszczu droga na skróty jest utopiona i trzeba co najmniej 2 kilosy zachrzaniać. A to ciasto jest tak proste, że szybciej jest je zrobić niż lecieć do sklepu. A do tego jest naprawdę smaczne, niezwykle puszyste.

Ja akurat zrobiłem je ze śliwkami, ale możecie użyć innych owoców. Porzeczki, agrest, jeżyny... Pewnie maliny czy borówki też będą dobre. A nawet możliwe, że niegłupio by wyszło z mandarynkami. To takie uniwersalne ciasto, daje duże pole do popisu.
     

wtorek, 11 lipca 2017

Jagodowy sernik na zimno z czekoladą

Jagodowy sernik na zimno z czekoladą

Jagodowy sernik na zimno z czekoladą

Tyle już lat prowadzę tego bloga, a właściwie się w ogóle nie znamy. Pomyślałem więc, że napiszę kilka słów o sobie, zawsze to jakoś tak milej i raźniej będzie. Nie będę już tym obcym blogerem, tylko zawsze jakoś tam bliżej Was.

Mam 41 lat i mogę powiedzieć, że powiodło mi się w życiu. Mieszkam z żoną i trójką dzieci w apartamencie - 42 metry kwadratowe w bloku z wielkiej płyty (otrzymaliśmy ten penthouse z komunalki) i mam stałą pracę na umowę zlecenie - jestem ochroniarzem w Biedronce. Zarabiam 1280 zł, a w dobrych miesiącach z nadgodzinami to i z 1400 zł wyciągnę. Ciężko pracowałem na mój sukces. Po studiach na wydziale filozofii zrobiłem doktorat. Pierwotnie planowałem pracę na uczelni, ale ponieważ nie było etatów, a pojawiła się świetna oferta z Biedronki to długo się nie zastanawiałem. Zarabiam dużo, więc żyję komfortowo. Miałem golfa 2, rocznik '88 po liftingu i na wtrysku. Trochę się zapożyczyłem i znajomy ściągnął mi z Niemiec wygodną limuzynę - Dacię Logan, rocznik 2005. Autko mam w najbogatszej wersji z obrotomierzem i trzecim światłem stopu. Na allegro kupiłem używane kołpaki, żeby odświeżyć dizajn. Dwa razy w miesiącu tankuję na full za 50 zł i jako zapalony turysta podróżuję z rodziną. Już trzy razy byliśmy w tym roku u dziadków na wsi. W lecie lubię pogrillować z rodziną i przyjaciółmi. Ponieważ mam chody w Biedronce i wiem, kiedy są promocje, to wspaniałą, zdrową kiełbasę kupuję po 6.99 za kg, do tego markowe piwo za 1,59 zł. Żyć, nie umierać.

Skoro już znamy się troszkę to przejdźmy do meritum, znaczy do sedna. Czyli do sernika konkretnie. Bo dzisiaj mamy dla Was rewelacyjny sernik na zimno, z warstwą czekolady. Co prawda my z czekoladą przesadziliśmy i zdominowała ona, niestety, smak sernika, ale w przepisie już skorygowaliśmy jej ilość i będzie idealnie. Sernik jest naprawdę świetny. Spód z kruchych herbatników, na to warstwa twarogu z jagodami, na nim czekolada zmiksowana z jagodami, na tym wszystkim jagody i całość zalana galaretką z owoców leśnych. Przyznacie, że mocno jagodowa sprawa, nie? ;)
     

wtorek, 4 lipca 2017

Sernik na zimno z porzeczkami

Sernik na zimno z porzeczkami

Jakiś czas temu natknąłem się na Facebooku na fantastyczny wpis. Otóż śledzę z zapartym tchem profil, za przeproszeniem, Chujowej Pani Domu. I ta właśnie Pani Domu pisze tak:

"Wnioskując z kont na FB, Instagramie, Snapchat'cie czy Twitterze serio nie ogarniam jakim cudem inni ludzie znajdują czas na swoje życie. Wstają o 3.10 aby pobiegać 6 km, a w drodze powrotnej zahaczają jeszcze o pływalnię i przepływają kolejne 30. Po prysznicu śniadanie jak w paro-gwiazdkowym hotelu - wszystkie możliwe owoce, ekologiczna owsianka, domowo pieczony chleb na mące z Gambii oraz herbatę, którą własnoręcznie osuszyli. Potem do pracy na 8h, w czasie przerwy na lunch oczywiście joga, tudzież choćby rowerek lub bieżnia. Po pracy sprzątają całe mieszkanie, zapraszają znajomych na obiady, robią sobie maratony filmowe i piją wieczorne piwka z przyjaciółmi w różnych miejscach. Pieką wymyślne ciasta, dekorują balkony na wiosnę, układają kompozycje z kwiatów, koszą trawniki, robią remont w kuchni, wymieniają okna, malują ściany. Wyjeżdżają na wakacje, nad morze na weekend, pochodzić po górach, pojeździć na nartach, wstawiają piękne klimatyczne zdjęcia na Instagramie, prowadzą lifestyle blogi, zaczynają diety LCHF, znajdują markowe torebki vintage za 2 zł na pchlich targach, spędzają pełne wrażeń popołudnia z dziećmi, odwożą i przywożą je z tańców, karate i tenisa, kupują przemyślane prezenty na kinderbale, odbierają z Paintballa. Mają nawet chwilkę dla siebie i wtedy jest SPA z przyjaciółkami, maseczki na twarzy w wannie ze świecami wokół, nauka Mindfulness i filozofii Wschodu.
Szczerze? Ja wstaję, robię sobie kawę, zapalam papierosa i już jest wieczór."

A piszę to wszystko po to żeby nieco się usprawiedliwić, żeby przeprosić za to, ze od jakiegoś czasu jest mniej przepisów. Kiedyś były co dwa dni, czasami nawet każdego dnia. Teraz raz na tydzień może się uda. Ale po prostu nie ogarniam, nie nadążam. Życie jest szybsze ode mnie. Ale jeżeli wciąż chcecie być ze mną i czytać moje wypociny to jestem Wam wdzięczny i postaram się pisać nie rzadziej niż teraz.

A ostatnio w całym moim zaganianym życiu znalazłem czas na rewelacyjny sernik na zimno. Ja akurat zrobiłem go z czerwonymi i czarnymi porzeczkami, ale możecie użyć dowolnych owoców, swoich ulubionych. Porzeczki akurat dają fajny kwaskowy smak.
     

wtorek, 27 czerwca 2017

Pszenno-żytni chleb z ziarnami dyni i słonecznika

Pszenno-żytni chleb z ziarnami dyni i słonecznika

Dzisiaj mam dla Was przepis na bardzo prosty pszenno-żytni chleb na drożdżach. Jego smak fajnie wzbogaca spora ilość ziaren dyni i słonecznika. Dzięki nim jest również bardziej sycący. Jego zrobienie nie przysporzy Wam problemów, a będziecie z pewnością mile zaskoczeni przyjemnym smakiem i fajnie chrupiącymi ziarnami.
     

wtorek, 20 czerwca 2017

Sałatka wiosenno-letnia

Sałatka wiosenno-letnia

Dzisiaj żegnamy wiosnę, jutro witamy lato. I właśnie z okazji, w przeddzień lata, mam dla Was pyszną sałatkę, taką wiosenno-letnią. Jest bardzo sycąca (dzięki chociażby oliwkom czy jajku) więc z powodzeniem może zastąpić normalny obiad. Latem lepiej jest zjeść coś lekkiego, nie jesteśmy potem tacy ociężali. Ta sałatka ma jeszcze jedną zaletę: zamiast ciężkiej śmietany jest lekki dressing jogurtowy. W sam raz na rozpoczynające się lato. Do ciężkiego i tłustego jedzenia chętnie wrócimy na jesieni i zimą.
     

wtorek, 13 czerwca 2017

Dressing jogurtowy

Sos jogurtowy

Mamy pełnię lata (chociaż właściwie kalendarzowo wciąż trwa wiosna, jeszcze przez tydzień) więc to dobry moment na przerzucenie się z ciężkich śmietanowych sosów na znacznie lżejsze jogurtowe. Ten jogurtowy dressing, który chcę dzisiaj Wam zaproponować idealnie skomponuje się z lekkimi wiosenno-letnimi sałatkami. Bo też teraz znacznie częściej wybieramy właśnie dania lżejsze. Często zamiast sutego obiadu jemy po prostu lekkie sałatki. Na tłuste mięsa przyjdzie znowu czas jesienią i zimą, teraz pora na to, co natura ma nam do zaoferowania.

Ten dressing jogurtowy smakuje równie doskonale jak robiony na bazie śmietany, a znacznie mniej obciąży żołądek, nie spowoduje, że będziemy przejedzeni i nic nam się nie będzie chciało. To doskonała propozycja na lato. A jego przygotowanie nie zajmie więcej niż 2-3 minuty.
     

wtorek, 6 czerwca 2017

Likier truskawkowo-waniliowy

Likier truskawkowo-waniliowy

Parę dni temu wrzucałem przepis na likier truskawkowo-śmietankowy. Teraz mam dla Was podobny trunek, mianowicie likier truskawkowo-waniliowy. Bo to jest jak z tymi lodami: od dziecka nie mogę się zdecydować, które lubię bardziej. Śmietankowe czy waniliowe... I tu tak samo, oba likiery dobre, oba inne i nie wiem, który bardziej mi smakuje. Oba są lepsze ;) Tak, zdecydowanie oba warto zrobić. Albo po to żeby wybrać swój smak, albo żeby tak jak ja nie móc się zdecydować i delektować się jednym i drugim. Tak czy siak jedno jest pewne: alkoholu nigdy nie jest za dużo, on zawsze się przyda i nigdy się nie zmarnuje. Zapas zawsze warto mieć. Na wypadek jakichś gości czy coś. Albo żeby się napić, gdy pada. Albo gdy nie pada...

Więc idzie to tak:
     

wtorek, 30 maja 2017

Likier truskawkowo-śmietankowy

Likier truskawkowo-śmietankowy

Likier truskawkowo-śmietankowy

Opowiem Wam taką historię... Mieszkałem kiedyś na warszawskiej Pradze (dla wyjaśnienia dodam, że rodowity warszawianin mianem "Praga" określa jedynie Pragę Północ, w odróżnieniu od Pragi Południe, która po prostu nazywana jest Pragą Południe). To bardzo stara dzielnica Warszawy, najmniej zniszczona w czasie wojny. Dlatego zaraz po wojnie władze postanowiły odbudowywać pozostałe dzielnice, a Pragę - jako prawie nienaruszoną - zostawiły samą sobie. Efekt tego był taki, że pozostałe dzielnice kwitły i rosły, a Praga jaka była, taka była, czyli bród, smród i halucynacje z niedożywienia. Co prawda w ostatnich latach i Praga doczekała się nieco cywilizacji, czyli tzw. rewitalizacji. Tutaj właśnie kwitną wszelakie klimatyczne knajpki, galerie, tutaj miejsce sobie znajdują różne artystyczne dusze. Ot, taki post-apokaliptyczny klimat przyciągający "degeneratów". Ale wśród tych wszystkich artystów żyją jeszcze starzy mieszkańcy miasta, ci którzy pamiętają czasy wojny. Ich dzieci. I dzieci ich dzieci. Ci, którzy poza Pragą życia nie znają. Moi rodzice osobiście znali osobników, dla których wyprawa na drugą stronę Wisły, czyli poza Pragę, to była zniewaga. Większość nazwałaby ich patologią, ale to po prostu ludzie z Pragi. Specyficzni ludzie. Tutaj się wychowali. Tutaj się wychowali ich rodzice. I rodzice ich rodziców. Stereotyp mówi, żeby po zmierzchu na Pragę się nie zapuszczać. A stereotypy mają to do siebie, że z prawdą niewiele wspólnego mają. Ale ludzie w nie wierzą. Faktem jest, że w każdej bramie stoją typki z tanim winem. A jak są trochę bogatsi to z najtańszym piwem. Stoją i zaczepiają: "Kierowniku, panie szanowny, a może dołoży pan 50 groszy na wino/piwo?". I człowiek albo dołoży, albo nie. A jak nie dołoży to nic złego, kosy pod żebro obawiać się nie musi, wbrew miejskim legendom. A żeby obalić stereotypy to mogę powiedzieć, że w czasach, gdy na owej Pradze mieszkałem posiadałem okazałego irokeza. Takiego, którego pozazdrościć mógłby mi bywalec Jarocina za jego najświetniejszych czasów. I co? I nic. Bo zawsze byłem prawilnym ziomem, a jak byłem pieniężny to pomogłem tym, którym na balsam brakowało, ze szlugów też zawsze chętnie wyskoczyłem. Szemranym typkiem ani geszefciarzem nigdy nie byłem, ale też wiadomo było, że prawilny ze mnie herbatnik. A i mojry nigdy nie czułem. Więc szacun na dzielni był.
     

wtorek, 23 maja 2017

Syrop z kwiatów czarnego bzu, wersja wzbogacona

Syrop z kwiatów czarnego bzu, wersja wzbogacona

W zeszłym roku robiliśmy syrop z kwiatów czarnego bzu. Fantastyczna rzecz, lubiliśmy go dawać do wody gazowanej. W tym roku też postanowiłem zrobić, ale chciałem zaszaleć. Zrobiłem kilka wersji smakowych.

Akurat pretekst był, bo znajomy wypytywał czy u nas rośnie, bo chciałby nazrywać. A jakże, rośnie tyle, że dla każdego wystarczy! Przyjechali więc Pan Boczek i Big Mama, ja wziąłem Anię pod rękę i poszliśmy na łowy.
Uzbieraliśmy dwie ogromne reklamówki kwiatów. Nie pamiętam teraz ile dokładnie tego było, ale chyba prawie 3 kg! Caluteńki dzień, od rana do nocy, to skubaliśmy. A potem kolejny dzień to przetwarzałem. Ale warto było. I tak oto powstało 7 smaków:

1. Zwykły, klasyczny
2. Z pomarańczą
3. Z grejpfrutem
4. Z miętą
5. Z imbirem
6. Z truskawkami
7. Z dziką różą
     

wtorek, 16 maja 2017

Ogórki małosolne na sucho

Ogórki małosolne na sucho

Ogórków małosolnych chyba nikomu nie trzeba ani przedstawiać, ani zachwalać. W moim prywatnym rankingu ogórków są one na samej górze. To znaczy najbardziej lubię małosolne właśnie, potem konserwowe, a na końcu kiszone. Takimi małosolnymi mógłbym się non stop zajadać. Na kanapki, do obiadu, a nawet tak po prostu chwycić w dłoń i pochrupać. Ale słyszeliście o małosolnych na sucho? Robionych bez wody? Od teraz z całą pewnością nie zrobię już w inny sposób, prostota tego przepisu mnie naprawdę urzekła. Zamiast naczynia z wodą (zajmującego sporo miejsca) wystarczy foliowa torba (najlepiej z zamknięciem strunowym, ale nie koniecznie). Wszystko to, co do tej pory robiliście w gliniance z wodą (czy też innym naczyniu) teraz zrobicie w suchych warunkach. Brzmi ciekawie, prawda?
     

wtorek, 9 maja 2017

Tarta rabarbarowa na kruchym spodzie z bezą

Tarta rabarbarowa na kruchym spodzie z bezą

Maj, pora na rabarbar. Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam ten kwaśny smak. Dlatego co roku nie mogę sobie odmówić takiej tarty czy po prostu zwykłego ciasta (na przykład takiego jak tutaj). A mój apetyt dodatkowo rośnie, gdy kwaśny smak rabarbaru zestawimy ze słodką bezą. Wtedy, uwierzcie mi, nic więcej już mi nie potrzeba. Tan smak zostaje ze mną przez cały rok, aż do kolejnej tarty, w kolejnym maju. Warto czekać i wspominać.
Może za rok wymyślę jakąś inną tartę, zobaczymy. To znaczy, oczywiście, też z rabarbarem, ale robioną na inny sposób. Kto wie, czas pokaże...
     

wtorek, 2 maja 2017

Miód z mniszka lekarskiego

Miód z mniszka lekarskiego

Miód z mniszka lekarskiego

Od paru już dni marudziłem Ani: no chodź pójdziemy na mleczyki, no chodź! No zobacz, już mleczyki takie ładne są, no chodź! Marudziłem, marudziłem aż w końcu wymarudziłem. Poszliśmy na taką okoliczną polanę, gdzie pewnie z tona - nie przesadzając - ich rosła. Było ich takie zatrzęsienie, że zebranie właściwej ilości zajęło nam dosłownie kilkanaście minut. A taki mlecz, a właściwie mniszek lekarski, zbierać naprawdę warto, ma on mnóstwo zdrowotnych właściwości. Jest doskonały na przeziębienie, poprawia odporność, pobudza apetyt, wspomaga leczenie miażdżycy, obniża poziom cholesterolu, ułatwia trawienie, a także - panowie, uwaga - ponoć poprawia sprawność seksualną. Pewnie ma też znacznie więcej innych cudownych właściwości. Ale nawet już te wymienione przeze mnie są dostatecznie dobrym powodem żeby pofatygować się i zebrać trochę mleczyków. A potem zrobić z nich pyszny syrop zwany także miodem. Bo - oczywiście - z prawdziwym pszczelim miodem to niewiele ma on wspólnego, więc nazwa "syrop" jest nieco trafniejsza. Ale miód brzmi ładnej. A i w wyglądzie i w smaku do miodu podobny jest.

Jeżeli więc macie gdzie zerwać mniszka lekarskiego to naprawdę warto to zrobić. Taki miód ma nieocenione właściwości, a wyjdzie go tyle, że pewnie do kolejnej wiosny Wam wystarczy.
     

wtorek, 25 kwietnia 2017

Czekoladowy chlebek bananowy

Czekoladowy chlebek bananowy

Chlebek bananowy według pomysłu Kingi Paruzel, mistrzyni słodkich wypieków. Ale nie tylko słodkich, bo jednocześnie zdrowych i fit. Ostatnio zaczynam właśnie eksperymentować z takimi rzeczami. Na słodko, ale i zdrowo. To naprawdę ciekawe połączenie. Od Kingi właśnie dowiedziałem się jak można jeść desery i jednocześnie być fit. Warto tego spróbować, bo zdrowe słodkości niczym nie ustępują tym bardziej kalorycznym. Są równie pyszne. A często robi się je o wiele szybciej. Zachęcam do zapoznania się z wydaną rok temu książką Kingi "Fit Słodkości". A ja tymczasem gładko przejdę do ciasta bananowego nazywanego czasami "chlebkiem".
     

wtorek, 18 kwietnia 2017

Orzechowe kulki zdrowia

Orzechowe kulki zdrowia

Przepis pochodzi z książki Kingi Paruzel wydanej w zeszłym roku "Fit Słodkości". Byłem wówczas na warsztatach prowadzonych przez Kingę i tak rok minął aż się zebrałem i zrobiłem te kulki. Cóż, na niektóre rzeczy opłaca się czekać, nawet i rok. Te kulki są rewelacyjne! Przynajmniej takie jest moje zdanie. I Kingi. Bo historia jest następująca...

Zapakowałem kilka tych kulek Ani do pracy. Zachwalając je uprzednio jakie to są pyszne i w ogóle. I nagle dostaję wiadomość o następującej treści: "Jeżu, Paweł... Jakie te kulki są... paskudne". Hmm, wnioskuję, że chyba Ani nie smakowały... I właściwie nie wiem dlaczego. Pamiętacie Laskę z "Chłopaki nie płaczą"? W pewnym momencie powiedział on: "W ogóle bracie, jeżeli nie masz na utrzymaniu rodziny, nie grozi ci głód, nie jesteś Tutsi, ani Hutu i te sprawy, to wystarczy, że odpowiesz sobie na jedno zajebiście, ale to zajebiście ważne pytanie – co lubię w życiu robić. A potem zacznij to robić." No właśnie... Teraz Wy musicie odpowiedzieć sobie na jedno zajebiście, ale to zajebiście ważne pytanie: czy lubicie orzechy nerkowca? Czy lubicie suszone daktyle? A potem po prostu zacznijcie robić te kulki. Bo warto. Bo są pyszne.
     

wtorek, 11 kwietnia 2017

Kolorowa posypka do ciast

Kolorowa posypka do ciast

Kolorowa posypka do ciast

Dzisiaj mam dla Was ciekawą alternatywę dla słodkich, kolorowych, cukrowych posypek do ciast i innych słodkości. Jeżeli dużo pieczecie to ten patent będzie dla Was idealny. Tego patentu nauczyła mnie Kinga Paruzel. A jeżeli chociaż trochę interesujecie się kulinariami to wiecie, że nikt tak dobrze nie zna się na słodkim jak właśnie ona.

Osobiście nie mam nic do cukru. Lubię go, używam i nie panikuję gdy muszę użyć go nieco więcej niż ustawowa norma. Ale rozumiem, że wiele osób jednak woli się go wystrzegać. Dla tych właśnie osób ten wpis powinien okazać się bardzo pomocny. Bo oprócz tego, że nie ma tutaj cukru, to jeszcze wszystkie barwniki są całkowicie naturalne, zero tzw. "chemii", której wielu z Was boi się jak diabeł święconej wody. Sama czysta natura.
     

wtorek, 4 kwietnia 2017

Domowe masło

www.chleby.info

Ten wpis powstał spontanicznie. Zawsze ubolewałem, że nie ma w Polsce odpowiednika angielskiej śmietany double cream, czyli czegoś o zawartości tłuszczu 40-45%. Z trudem można było znaleźć 36%. Skoro nie było nic innego to zadowalaliśmy się tym. Jak się nie ma co się lubi... Czy jakoś takoś... Aż nagle odkryliśmy, że Piątnica stanęła na wysokości zadania! Tak, jest! Od niedawna jest w sprzedaży śmietana 42%. Dedykowana m.im. do wyrobu domowego masła. Rewelacja! Piątnico, dlaczego kazałaś nam tyle czekać? No nic, dobrze, że się doczekaliśmy. Jest dobrze, cieszymy się. Tak więc właśnie spontanicznie chcieliśmy się z Wami podzielić naszą radością i pokazać jak łatwo z tej śmietany robi się masło. A że Wielkanoc lada moment więc zrobiliśmy masło w kształcie baranka. Potrzebne będą tylko:
    

wtorek, 28 marca 2017

Chleb pszenno-żytni na zakwasie

Chleb pszenno-żytni na zakwasie

Właściwie mąki żytniej w tym chlebie wiele nie ma, ale zdecydowanie nadaje mu ona ciekawy charakter. Nie jest też on może zbyt szybki w zrobieniu, ale w sumie większość chlebów na zakwasie wymaga kilkunastogodzinnego procesu przygotowania. Gdyby nie to, to z pewnością ten chleb gościłby codziennie na naszym stole. A tak... A tak może gościć w każdy weekend, bo wtedy mam nieco więcej czasu i mogę go zrobić. Bo, że będzie co weekend gościł, to nie mam wątpliwości. Przynajmniej do czasu aż upiekę coś lepszego. A prawdę mówiąc o to nie będzie łatwo. Ten chleb jest naprawdę świetny i warto poświęcić mu czas, którego wymaga.
     

wtorek, 21 marca 2017

Domowe nachosy

Domowe nachosy

Domowe nachosy

Domowe nachosy to ciekawa alternatywa dla tych sklepowych i doskonała rzecz na imprezę. Może nie smakują identycznie jak te sklepowe, ale to nie znaczy, że są gorsze. Absolutnie. Po prostu smakują nieco inaczej. Zdecydowanie polecam do przetestowania. U nas z całą pewnością na stałe wchodzą do imprezowego menu. Wystarczy podać do nich jakiś dip (u nas nieustannie z pikantnym dipem serowym) i imprezę mamy załatwioną. Trzeba tylko zadbać żeby i nachosów i dipu nie zabrakło, bo z całą pewnością będą one w centrum uwagi. A nawet jak zabraknie to dorobienie ich w trakcie imprezy nie jest problemem. A takie na ciepło, prosto z piekarnika, maczane w zimnym sosie smakują obłędnie.
     

wtorek, 14 marca 2017

Domowy syrop z imbiru na przeziębienie

Domowy syrop z imbiru na przeziębienie

Sezon zimowy jest dramatem dla większości z nas. Każdy pociąga nosem, kicha, prycha i kaszle. Uniknięcie przeziębienia w takich warunkach jest niemal cudem. Wcześniej czy później każdego to dopadnie. Dopadło mnie również, niestety. Ania wpadła więc na prosty i skuteczny sposób postawienia mnie na nogi: napar z imbiru, cytryny i miodu. Cudowne właściwości tych trzech rzeczy dość szybko mnie wyleczyły. To naprawdę działa! Dlatego właśnie dzielę się z Wami tym pomysłem. Bo wiem przecież, że chorowanie to nic fajnego. Przygotowałem więc sobie kilka butelek takiego syropu, tak profilaktycznie do picia, nie tylko przy przeziębieniu. Trzy razy dziennie po łyżce przez całą zimę i mogę się czuć w miarę bezpiecznie. Bo jak mówi stare chińskie przysłowie: Strzeżonego Pambuk strzeże. A może "Strzyżonego Pambuk strzyże"? Nie pamiętam już, w szkole nigdy nie byłem prymasem.

Tak czy siak ja już swój syrop mam, na wszelki wypadek zrobiłem z podwójnej porcji składników. Teraz czas na Was. 
     

wtorek, 7 marca 2017

Domowy rozgrzewający syrop z majeranku na przeziębienie

Domowy rozgrzewający syrop z majeranku na przeziębienie

Jeszcze jeden domowy syrop na przeziębienie na blogu. Mocno rozgrzewający, warto mieć go pod ręką w razie potrzeby. Nie jest może jakiś wybitny w smaku, zdarzało mi się pić smaczniejsze rzeczy. Ale też nie demonizujmy, zły też nie jest. Ot po prostu leczniczy syrop. Zresztą to nie obiad, nie musi smakować, ma leczyć (to parafraza powiedzenia, którym lubię się posługiwać: wódka to nie obiad, nie musi smakować, ma sponiewierać).

Zatem bez zbędnego gadania warto go zrobić, chociażby dlatego, że jego zdrowotne właściwości są naprawdę nieocenione.
     

wtorek, 28 lutego 2017

Domowy syrop z miodu, pomarańczy i goździków na przeziębienie

Domowy syrop z miodu, pomarańczy i goździków na przeziębienie

Kolejny z domowych syropów na przeziębienie na naszym blogu. Warto korzystać z takich właśnie metod naszych babć. One wiedziały co robią i wiedziały co jest dobre. Dawniej dostęp do lekarzy i ogólnie medycyny był - delikatnie mówiąc - ograniczony. Dlatego ludzie musieli wytworzyć w sobie taką naturalną zdolność przetrwania w trudnych warunkach, na przykład podczas choroby. Te stare metody nie mogły więc być złe, bo dzięki nim ludzkość przetrwała. Warto więc sięgać do takich sprawdzonych metod i w razie potrzeby leczyć się nie tylko specyfikami z apteki (których oczywiście w żadnym razie nie potępiam i nie neguję), ale i domowymi sposobami. Poza tym, ten syrop jest tak smaczny, że gwarantuję, że będziecie go pić nie tylko podczas choroby, ale też profilaktycznie - co oczywiście jest bardzo dobrym pomysłem. Wszak wiadomo, że lepiej zapobiegać niż leczyć.
     

wtorek, 21 lutego 2017

Domowy syrop z miodu i chrzanu na przeziębienie

Domowy syrop z miodu i chrzanu na przeziębienie

Jeszcze jeden domowy syrop na przeziębienie (i ogólne wzmocnienie organizmu). Bo zdrowych rzeczy nigdy dość i o zdrowie zawsze dbać warto. Tym razem mam dla Wam połączenie dwóch bardzo zdrowych rzeczy: chrzanu i miodu. Wydawać by się mogło, że to niezbyt trafne połączenie. miód słodki, chrzan zaś raczej odpychająco ostry. Nic bardziej mylnego, to idealne połączenie. Drapiący (od chrzanu) smak miodu nie dość, że przyjemnie pobudzi kubki smakowe to jeszcze dość szybko postawi Was na nogi w razie przeziębienia. Dodać też warto, że można - a nawet wskazane jest - picie takiego syropu tak po prostu, profilaktycznie. Zdecydowanie lepiej zapobiegać niż leczyć.
     

wtorek, 14 lutego 2017

Domowy syrop z cebuli na przeziębienie

Domowy syrop z cebuli na przeziębienie

Ten syrop pamiętam z dzieciństwa. Pamiętam, że był koszmarem mojego dzieciństwa, niestety. Dzieckiem byłem raczej chorowitym więc co najmniej dwa razy do roku musiałem popijać tę gęstą, lepiącą ciecz. Zapamiętałem dwie rzeczy: po pierwsze, że było to paskudne, po drugie, że nic lepiej nie działało na bolące gardło. Żadne lekarstwa z apteki, żadne syropy czy pastylki do ssania. Domowy syrop z cebuli i już nic więcej mi nie było potrzeba.
Dorastałem, a ten syrop mi towarzyszył w trudnych chwilach przez te wszystkie lata. I stała się ciekawa rzecz. Zaczął mi smakować. On jest naprawdę pyszny! Dzieci chyba z natury nie lubią cebuli, tak mi się wydaje, trzeba do niej dorosnąć. Jednak, gdyby ktoś z Was mimo wszystko uważał ten syrop za dość paskudny to przedstawiam zmodyfikowaną wersję: z miodem i cytryną. Tak zrobionemu syropowi z całą pewnością nie można odmówić smaku. Łyżka lub dwie dwa-trzy razy dziennie przez całą zimę i wczesną wiosnę (tak profilaktycznie) i przeziębienie Was nie ruszy. A jak już ruszy, to ten syrop szybko postawi Was na nogi (wówczas pić 4-5 razy dziennie). U mnie zawsze działał.

Warto go zrobić trochę więcej i trzymać w butelce czy słoiku. W lodówce bez problemu wytrzyma kilka tygodni. Ale i tak zużyjecie go prędzej.
     

wtorek, 7 lutego 2017

Tort orzechowo-kajmakowy na 7 urodziny bloga

www.chleby.info

www.chleby.info

www.chleby.info

Ten moment musiał w końcu nadejść. Co roku nadchodzi nieuchronnie. Akurat zwykle właśnie w lutym :) A mianowicie kolejne urodziny bloga. Siódme już. Ten czas naprawdę szybko leci. Mam jeszcze w pamięci przepis sprzed roku na borówkowy tort tęczowy z okazji 6 urodzin. Ani się obejrzałem, a tu kolejny rok za nami. Na blogu zaszło kilka zmian, również personalnych. Sporo się działo, trochę pozmieniało. Dzisiejszy przepis powstał właściwie wyłącznie z inicjatywy Ani (z którą prowadzę bloga). Chciałem sobie tym razem odpuścić, za rok jakiś tort wrzucić, na 8 urodziny. ale Ania się uparła. Że tradycja, że to, że tamto, że trzeba zrobić. No dobrze, jak trzeba to trzeba. Czasu mało, bo po pracy musieliśmy się uwinąć ze wszystkim. Ze zrobieniem tortu, z przygotowaniem tego wpisu, ze zdjęciami... Wybór padł więc na coś mało skomplikowanego, prostego raczej. Ale naprawdę wyjątkowo smacznego. Jeżeli potrzebujecie jakiś tort, a macie naprawdę niewiele czasu, to ten tort orzechowo-kajmakowy jest właśnie dla Was. Ze 3 godziny i wszystko jest gotowe.

Ale mamy jeszcze dla Was, jak co roku, garść statystyk, tak żeby przez moment Was pozanudzać.
Obecnie mamy na blogu 863 wpisy (rok temu: 712). Skomentowaliście je 4717 razy (rok temu: 3679). Natomiast ilość odwiedzin urosła już do 5.171.096 odwiedzin (rok temu: 3.677.668). Półtora miliona w rok to całkiem zacny wynik, tak myślę. Na Facebooku też nieźle huczy: polubiły nas 10344 osoby (rok temu: 8318 osób). Widać więc, że mamy Wam za co dziękować. Bądźcie nadal z nami i oby kolejny rok był jeszcze lepszy.

A tymczasem, nieuchronnie zbliżamy się do przepisu na ten pyszny tort orzechowo-kajmakowy.
     

wtorek, 31 stycznia 2017

Likier o smaku waniliowym

Likier o smaku waniliowym

Trzeci, i póki co ostatni, nasz wynalazek z tego rodzaju. Przypominamy jak było: kupiliśmy dość paskudny syrop orzechowy do kawy. Pisaliśmy o tym TUTAJ. Był na tyle okrutny, że nie bardzo było co z nim zrobić. Ale wpadliśmy na pomysł, że można go zalać spirytusem. Okazało się, że pomysł był przedni niczym wakacje w Paryżu i uzyskaliśmy tym sposobem naprawdę smaczny napitek. Słodki, orzechowy likier. Na tym samym pomyśle zrobiliśmy również likier karmelowy (z syropu do kawy o smaku karmelowym). Trunek wyszedł tak samo smaczny. Nie wahając się wcale zakupiliśmy więc trzeci z dostępnych smaków tego syropu, mianowicie o smaku waniliowym. I tutaj również się nie zawiedliśmy. Ten likier można pić jako zamiennik wódki na imprezach. Akurat dla nas to pomysł doskonały, bo z wódką to my raczej na bakier, raczej unikamy (chyba, że w drinkach). A taki waniliowy likier to zupełnie co innego. Jeżeli potrzebujecie na szybko fajnego domowego trunku to będzie to naprawdę dobry pomysł.
     

wtorek, 24 stycznia 2017

Bułki pszenno-owsiane

Bułki pszenno-owsiane

Bułki pszenno-owsiane

Kolejny przepis na bułki, które mi się uwidziały w głowie i musiałem zrealizować ten pomysł żeby zobaczyć czy jest wart czegokolwiek. Bo wiecie, często mam tak, że siedzę sobie, robię coś zupełnie niezwiązanego z gotowaniem i nagle takie bombardowanie myśli w głowie: a co by było, gdybym zmieszał to z tym, potem dodał tego i może jeszcze odrobinę tamtego? No i nie ma rady wtedy, albo od razu rzucam wszystko i lecę wypróbować pomysł, albo - jeżeli od razu nie mogę - to zapisuję i w najbliższym możliwym czasie sprawdzam. Tak też właśnie było z tymi bułkami pszenno-owsianymi. Siedzę sobie grzecznie w pracy, robię co mam robić i nagle takie głosy zaczynam słyszeć: "Ej, Paweł, a może byś tak zmieszał mąkę pszenną z płatkami owsianymi, zamiast wody dał mleko, do tego trochę miodu... Ciekawe co z tego wyjdzie...?". Pamiętajcie o jednej podstawowej zasadzie: nigdy nie ignorujcie głosów w głowie :) Pomysł zatem szybko spisałem na kartkę, po pracy rączo pogalopowałem do domu i tak oto powstały te bułki. Pomysł naprawdę okazał się dobry, bułki mają przyjemny pszenny smak przełamany lekkim pazurem płatków owsianych.
 

wtorek, 17 stycznia 2017

Pikantny dip serowy

Pikantny dip serowy

Pomysł na ten dip wziął się z sosu, który kiedyś zrobiliśmy do pieczonych polędwiczek zawijanych w boczek. Sprawdził się tam doskonale. Ostatnio nieznacznie zmodyfikowałem ten przepis, bo pomyślałem, że równie doskonale sprawdzi się on jako dip do przekąsek, takich jak czipsy, nachosy, paluszki, itp. A jeśli wolicie zdrowsze jedzenie to do selera naciowego. Pierwsza klasa, pasuje idealnie.

Dodatkowo odkryłem ciekawą rzecz (właściwie nie ja, tylko Ania, która pewnie teraz nieco częściej będzie bohaterką blogowych historii). Schowaliśmy ten dip do lodówki, a rano okazało się, że dość mocno stężał. I Ania wpadła na pomysł żeby posmarować nim kanapki, zamiast masła. No kurcze, lepszego pomysłu mieć nie mogła. Pasuje idealnie! I do wędliny, i do sera. Tylko może do dżemu trochę mniej :) Tak więc jeżeli chcecie to możecie traktować to jako dip, a jak nieco przetrzymacie w lodówce to będziecie mieć idealne smarowidło do chleba.
     

wtorek, 10 stycznia 2017

Pszenne bułki cebulowe

Pszenne bułki cebulowe

Pszenne bułki cebulowe

Lubię wymyślać receptury na pieczywo. Daje mi sporo frajdy, gdy coś co wymyślę doskonale smakuje. Wówczas zamieszczam to na blogu, a potem ludzie z tego korzystają, przekazują sobie i przepis wędruje po świecie z rąk do rąk. To dla mnie najlepsza nagroda za prowadzenie bloga. Oczywiście nie wszystkie receptury, które wymyślę lądują na blogu. Część okazuje się, delikatnie mówiąc, niewypałem i ląduje w otchłani zapomnienia. Ewentualnie, jeżeli coś nie wyszło, a widzę, że dobrze rokuje to pracuję nad recepturą, aż będzie idealna. Tak na przykład było z moim ulubionym chlebem szwajcarskim. Teraz, jeżeli mam zrobić pszenny chleb, to robię tylko ten, żaden inny. 

Ale wracając do tych bułek... Przepis okazał się strzałem w dziesiątkę, nic nie trzeba było dopracowywać. Pierwsze podejście i sukces. Bułki mają przyjemny cebulowy aromat i delikatny posmak, są idealne do kanapek z serem czy wędliną.
     

wtorek, 3 stycznia 2017

Domowy "Baileys"

Domowy Baileys

Witamy Was w nowym roku! Kolejny rok jesteśmy z Wami, kolejny rok Wy jesteście z nami. To miłe. I zarazem motywujące. Za miesiąc będziemy obchodzić 7 urodziny bloga. A tymczasem mamy dla Was pewien bardzo smaczny likier. Nazwaliśmy go "Baileysem" chociaż z oryginalnym Baileysem niewiele ma wspólnego jeśli chodzi o smak. Użyliśmy za to podobnych składników jak w oryginalnym Baileysie, stąd nazwa. Zresztą mniejsze znaczenie ma to czy smakuje jak oryginał, ważne jest, że smakuje naprawdę wybornie. Aż chce się pić. Myślimy, że ten trunek rozbudzi niejedną Waszą imprezę czy spotkanie w gronie przyjaciół.
     
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...