wtorek, 12 grudnia 2017

Ciasto marchewkowe

Ciasto marchewkowe

Ciasto marchewkowe

Ania co jakiś czas, zupełnie znienacka, wyskakuje z pytaniami w stylu "A umiesz zrobić to? A tamto?" Zasadniczo odpowiedź zawsze jest ta sama. Właściwie to mogą być dwie: albo "umiem", albo "mogę się nauczyć". I właśnie ostatnio wypaliła: A umiesz zrobić ciasto marchewkowe? No kto by nie umiał... A nie, wiem kto by nie umiał. Ania ;) Pomyślałem więc, że skoro ma na nie taką ochotę to zrobimy je razem. Lubię wspólnie spędzać czas w kuchni. Ale chciałem żeby nie było to zwykłe ciasto marchewkowe jakich setki widziałem, chciałem trochę inne. Wymyśliliśmy więc wspólnie, że będzie ono w środku przekładane kremem miodowym. Wyszło doskonale, trochę smakujące jak piernik. Jedliśmy je kilka dni, a każdego kolejnego dnia smakowało coraz lepiej. Jakby dojrzewało. Zresztą jak piernik, im starszy, tym lepszy.
     

wtorek, 5 grudnia 2017

Idealne udka kurczakowe

Idealne udka kurczakowe

Generalnie lubimy kurczaki i są one chyba najczęściej spożywanym przez nas mięsem. Zresztą jest to też mięso, które chyba najłatwiej przygotować. A jednocześnie mnogość sposobów, na które można przygotować i podać mięso kurczaka sprawia, że zapewne nie tylko my chętnie po nie sięgamy. Dzisiaj mamy dla Was idealny przepis na kurczakowe udka. Jego zaletą jest prostota wykonania. I w zasadzie szybkość. Pomijając to, że dobę wcześniej trzeba zamarynować udka. Mięso wychodzi miękkie i aromatyczne, a skórka przyjemnie chrupiąca. Ten przepis na stałe wchodzi do naszego obiadowego menu, bez dwóch zdań.
     

wtorek, 28 listopada 2017

Likier kawowy

Likier kawowy

Dzisiaj w naszej blogowej destylarni mamy coś prostego. Ale prostota wykonania jest odwrotnie proporcjonalna do smaku. Czyli zrobienie łatwe i szybkie, a smak naprawdę doskonały. Bez większego wysiłku, w bardzo krótkim czasie możemy otrzymać naprawdę rewelacyjny likier kawowy. To bardziej taki damski trunek, ale niejednemu facetowi też posmakuje. Jest w nim wszystko. I smak kawy, i lekka słodycz, i nieprzesadzona, idealnie dopasowana moc alkoholu. W najbliższym czasie mamy w planach jeszcze kilka tego typu trunków przygotować.
     

wtorek, 21 listopada 2017

Ślimaczki z ciasta francuskiego z powidłami śliwkowymi, cynamonem i orzechami

Ślimaczki z ciasta francuskiego z powidłami śliwkowymi, cynamonem i orzechami

Dość, wystarczy, pora na odpoczynek. Siedzę teraz w pracy, gdy piszę te słowa. Siedzę i mam absolutnie dość wszystkiego. Nagle wszyscy się obudzili i zorientowali, że czegoś potrzebują. Na dzisiaj, na już, na tę chwilę właśnie. Sami oczywiście nie potrafią sobie zrobić tego, czego potrzebują. Ja potrafię. Więc nagle kolejka się ustawiła. A. stoi mi nad głową i tłumaczy co by chciała. Dobrze, zrobię. Zacząłem robić i nagle zjawia się J. "Ale Paweł, bo do tego co chciała A. to jeszcze trzeba zrobić to i to...". Dobrze, zrobię. Robię, robię, zrobiłem. Przylatuje M1. "Paweł, ale dlaczego tak to zrobiłeś?" Ja na to: "Bo J. tak chciał". "Ale nieeee, to powinno być tak i tak". Dobrze, poprawię... Przylatuje X. Mówi czego by potrzebował. Na już. Bo się pozmieniało trochę i trzeba poprawić to, co robiłem wczoraj. Bo błędne wytyczne dostałem. Jasne, mogę wszystko, nie ma problemu. Parę chwil później przylatuje M2. "Był u ciebie X.?" No był. "Bo do tego co ci mówił, to jeszcze trzeba zrobić to i to". Jasne, nie ma problemu, mój czas rozciąga się jak kondom więc jeszcze z 15 zleceń dam radę przyjąć. Gdy tylko to pomyślałem ponownie zjawia się M1. "Paweł, a zrobisz mi coś?" Na kiedy? "No na wczoraj!" Na wczoraj? Nie ma problemu, przyjdź trzy dni temu. "Co?!" Co co? No przyjdź trzy dni temu jeśli chcesz na wczoraj, czego nie rozumiesz? Poszedł, obraził się... Siedzę, robię. W międzyczasie dłubię też swoje rzeczy, w końcu samo się nie zrobi. Wczoraj I. była oddelegowana żeby mi pomóc, żeby zrobić jedną rzecz, która będzie mi potrzebna. Oglądam to, co wczoraj zrobiła, cały dzień nad tym siedziała. Kiła, kupa, syf i malaria. Na śmietnik. Muszę zrobić sam, od nowa. Dość. Że wszystko niby takie pilne i na dzisiaj? A to ciekawe... Zobaczymy co będzie jeśli dzisiaj nie zrobię.

Pomyślałem więc, że tak naprawdę to mam ważniejsze rzeczy do zrobienia. Na przykład wpisać na bloga, żebyście mieli i mogli korzystać, przepis na ślimaczki z ciasta francuskiego z powidłami śliwkowymi, cynamonem i orzechami, które ostatnio zrobiłem.

Nie wyszły tak ładne jak bym chciał, ale za to smakowały naprawdę dobrze. Taki pomysł na w miarę szybką słodką przekąskę. Jeżeli macie czas to oczywiście ciasto francuskie możecie zrobić sami (przepis TUTAJ). Ale wiadomo, że teraz to kto ma czas na dłubanie się w cieście francuskim, takie ze sklepu też się nada.
     

wtorek, 14 listopada 2017

Chleb z ziaren bez mąki

Chleb z ziaren bez mąki

Chleb z ziaren bez mąki

Wiele osób rezygnuje z jedzenia pieczywa z powodów zdrowotnych. Że biała maka to niby taka niezdrowa, że gluten, że coś tam jeszcze... Dlatego właśnie dla tych osób (i w sumie dla wszystkich innych również) mam doskonałe rozwiązanie: chleb zupełnie bez mąki. Składa się z samych ziaren, płatków, otrębów, itp. Bez grama mąki. Samo zdrowie. I naprawdę smakuje doskonale. Osobiście lubię zwykłą pszenną mąkę, lubię, gdy chleb aż tętni smakowitym glutenem, ale to pieczywo jest tak dobre, że z pewnością raz na jakiś czas będę je robił. Do tego jeszcze jest naprawdę sycące. W końcu takie ziarna to czyste i zdrowe paliwo dla organizmu.

Przepis podpatrzyłem (i poddałem nieznacznym modyfikacjom) na Nutce Smaku.
     

wtorek, 7 listopada 2017

Suszony zakwas chlebowy

Suszony zakwas chlebowy

Suszony zakwas chlebowy

Suszony zakwas chlebowy

Parę miesięcy temu opublikowałem dość obszerny wpis o zakwasie. Jak zrobić, jak się z nim później obchodzić, itp. Pisałem tam również, że jak mamy już w słoju za dużo zakwasu, a trzeba go dokarmić to nadmiar ze słoja należy po prostu wyrzucić. Albo ususzyć. I właśnie suszeniu zakwasu chciałem poświęcić ten wpis. Bo owo suszenie jest naprawdę doskonałym pomysłem co najmniej z kilku powodów. Przede wszystkim nie marnujemy zakwasu, który już nie mieści nam się w słoju. Ale nie mniej ważne jest to, że z takim suszonym zakwasem mamy całkowity spokój. Nie trzeba go dokarmiać i ma on nieograniczoną trwałość (o ile nie wda się w niego wilgoć). A suszenie zakwasu jest naprawdę banalne.
     

wtorek, 31 października 2017

Żurek

Żurek

Uwielbiam zupy i powtarzam to przy każdej możliwej okazji. W zasadzie mógłbym się samymi zupami żywić (i czasami - w ramach drugiego dania - czipsami solonymi). Nadeszła więc pora na kolejną zupę na blogu, a konkretnie żurek.

Czym właściwie różni się żurek od białego barszczu? Wbrew pozorom pytanie nie jest takie proste, spora grupa osób stosuje te nazwy zamiennie. Mi się wydaje (a w tym przekonaniu utrzymują mnie bardzo stare książki kucharskie), że żurek jest robiony na zakwasie z mąki żytniej, a biały barszcz na zakwasie z mąki pszennej. Dodatkowo jest zabielany śmietaną. Zresztą różnice w nazewnictwie wynikają też zapewne z regionu, w którym owe zupy są przygotowywane.

Ale do rzeczy misiu, do rzeczy. Przede wszystkim rzecz całą trzeba zacząć od przygotowania zakwasu. Można taki zakwas oczywiście kupić, ale po co?
     

wtorek, 24 października 2017

Zupa dyniowa z kurczakiem i mlekiem kokosowym

www.chleby.info

Dynia to jedno z moich ulubionych jesiennych warzyw. Raz, czasem dwa razy do roku zupa dyniowa jest absolutnie obowiązkową pozycją u nas w domu. Inaczej się po prostu nie da. Mamy już na blogu jeden fajny przepis na zupę dyniową (TUTAJ). Ale ten będzie zupełnie inny. Zupa lekko pikantna, z mlekiem kokosowym. Rewelacyjna (ale to nic nowego, każda zupa dyniowa jest rewelacyjna). Jest więc jesień więc musi być i dyniówka. Ale po kolei... Bo tak tylko o sobie gadam, że ja lubię to, ja lubię tamto... A może chcielibyście usłyszeć parę słów o mojej dziewczynie Ani? Opowiem Wam pasjonującą historię. Oczywiście, jak zawsze, zapewne pojawią się w niej wyrazy powszechnie uznane za wulgarne, więc jak ktoś jest z tych delikatniejszych to zapraszam od razu na koniec wpisu po przepis na zupę dyniową.
     

wtorek, 17 października 2017

Sos pieczarkowy

Sos pieczarkowy

Sos pieczarkowy

Jeden z naszych ulubionych sosów. Niestety dość kaloryczny, bo my lubimy go na śmietanie. Ale nie jemy go zbyt często, więc raz na jakiś czas możemy sobie pozwolić na taką bombę. Ostatnio zajadaliśmy się nim w zestawie z makaronem i mielonymi. Fantastyczne połączenie, zwłaszcza gdy makron po ugotowaniu się nieco przesmaży na tłuszczu po mielonych.
     

wtorek, 10 października 2017

Nocny chleb bez wyrabiania

Nocny chleb bez wyrabiania

Taki niby zwykły chleb pszenny. Ale nie do końca zwykły, bo naszej pracy wymaga o wiele mniej, niż właśnie zwykły pszenny chleb. Mąka pszenna wymaga zwykle dość długiego wyrabiania, tak by siatka glutenowa się wytworzyła i chleb miał właściwą strukturę. Tego chleba natomiast nie będziemy wyrabiać, on musi jedynie odpoczywać, naszej pracy jest przy nim minimum. Tylko połączyć składniki, czekać, uformować bochenek, znowu czekać i upiec. Prawda, że proste?

Nazwałem go nocnym chlebem, bo zwykle robię go w piątek lub sobotę na noc, tak żeby na weekend bez pośpiechu mieć świeże pieczywo na śniadanie. Wieczorem zaczynam, rano kończę i śniadanie mamy palce lizać.

Następnym razem, z ciekawości, zrobię też taki sam chleb na zakwasie zamiast na drożdżach. Myślę, że powinno się udać.
     

wtorek, 3 października 2017

Musztardy w czterech smakach: tradycyjna, miodowa, chrzanowa i orzechowa

Musztardy w czterech smakach: tradycyjna, miodowa, chrzanowa i orzechowa

Na górze róże, na dole mak, nie chce mi się wymyślać nowego wpisu, nawet nie wiecie jak ;)
Nooo, tak sobie siedzę o rymuję. Z nieba leje się żar (pisałem to jakiś czas temu, tylko publikuję z opóźnieniem), ja popijam ciemne piwo (zresztą naprawdę smaczne) i wymyślam głupie rymy zamiast kolejnego wpisu na bloga. Bo wszystko wydaje mi się ciekawsze od tego, nawet te upośledzone rymy. Słońce tak bardzo rozleniwia... A jak połączy się je z chłodnym piwem to już w ogóle na nic więcej nie ma się ochoty. Tylko siedzieć i celebrować tę chwilę. Tylko wiecie, z tym celebrowaniem nie można też przesadzać, bo następnego dnia może głowa boleć.
Ale nie ma lekko, jestę blogerę i muszę dbać o moich czytelników, czyli o Was. Ale z drugiej strony zrobiłem bilans strat i zysków i wyszło mi, że Wy mi nie uciekniecie (to znaczy nic się nie stanie jeśli zrobię ten wpis godzinę później), a piwo z całą pewnością się ogrzeje i będzie paskudne. Trzeba zatem pić póki zimne. Pozwólcie zatem, że jeszcze godzinę, albo chociaż pół, poleniuchuję sobie na słonku, a potem będę miał dla Was przepis na pyszne musztardy. W czterech smakach, każdy piekielnie ostry, jak brzytwa demonicznego golibrody.
     

wtorek, 26 września 2017

Cebularze

Cebularze

Plan miałem taki żeby zrobić cebularze w nieco innej wersji niż te powszechnie znane. Mianowicie na lekko słodko. Taka jakby słodkawa drożdżówka z cebulą. Zresztą cebulę też przygotowaliśmy na słodkawo, bo została skarmelizowana. I to okazało się naprawdę strzałem w 10. Smaku dopełnił mak, który jakby podkreślił całość. Idealnie miękkie i słodkawe ciasto i słodki cebulowy środek. Tak, takie drożdżówki to my możemy jeść każdego dnia. W dodatku wyszły słusznych rozmiarów więc na drugie śniadanie jak znalazł.
     

wtorek, 19 września 2017

Prosty chleb żytni z żurawiną na zakwasie

Prosty chleb żytni z żurawiną na zakwasie

Czasami nachodzą mnie chwile zmęczenia i zwątpienia. Powiem Wam szczerze, że są momenty, gdy naprawdę mam już dość tego bloga. Bo, wbrew temu co zapewne niektórzy myślą, prowadzenie takiego bloga to ciężka praca i czasami sporo wyrzeczeń. Czasami mam ochotę rzucić to wszystko w cholerę i zrobić sobie z rok przerwy. Ale zaraz potem dostaję na maila powiadomienie o kolejnym komentarzu na blogu i raźniej mi się robi. Fajnie jest wiedzieć, że czytacie moje wpisy, że korzystacie z nich, że Wam się przydają. To właśnie mnie napędza i daje mi siły. I po takim dniu jak dzisiaj znowu wstanę następnego dnia rano i będzie mi się chciało. Mam nadzieję, że nigdy nie zarzucę tego bloga. A gdyby się tak zdarzyło, że przez jakiś czas nie będę nic pisał to odnajdźcie mnie na Facebooku i przemówcie do rozsądku, dajcie porządnego kopa w tyłek.

Tymczasem, przechodząc do meritum, mam dla Was przepis na bardzo prosty chleb z żurawiną na zakwasie. Smakuje wybornie, suszona żurawina nadaje mu charakterystycznej słodyczy. A robi się go wyjątkowo łatwo, nawet ktoś, kto będzie pierwszy raz brał się za chleb da sobie radę. Uprościłem proces do minimum. Nie robimy najpierw zaczynu, czy coś. Od razu tylko jedno wyrastanie i do piekarnika.
     

wtorek, 12 września 2017

Biały chleb na zakwasie żytnim

Biały chleb na zakwasie żytnim

Dzisiaj mam coś jednocześnie dla fanów pieczywa pszennego i żytniego. Chcąc pogodzić te dwa światy, dwa smaki, upiekłem pszenny chleb na żytnim zakwasie. Fajnie wyszedł. Zwarty miąższ, charakterystyczny smaczek zakwasu i przyjemna pszenna mąka. Tak jak lubię. Do tego jeszcze wymyśliłem całkiem niezłą recepturę, bo robi się go nieco szybciej niż tradycyjne chleby na zakwasie. Pomijamy fazę zaczynu, czyli zyskujemy kilka czy nawet kilkanaście godzin. To taki kompromis między smakiem, a czasem. Smaku zbyt wiele nie tracimy, a czas jednak jest cenny. Wiele osób rezygnuje z robienia chlebów na zakwasie właśnie ze względu na czas. Sam też niezbyt często robię takie "prawdziwe" zakwasowce. Też często chodzę na skróty, staram się urwać tę godzinę, dwie czy kilka gdzie tylko się da. Ale to jest fajne, właśnie dzięki temu eksperymentuję w kuchni, a moimi powodzeniami (i niepowodzeniami również) mogę się dzielić z Wami. Wszak wiadomo, że najlepiej uczyć się na błędach. Cudzych. Ja na cudzych nie mogę, muszę na swoich, ale wy już możecie. Na moich konkretnie. Zatem przechodząc do konkretów zapraszam na naprawdę udany chleb.
     

wtorek, 5 września 2017

Biały chleb na zakwasie pszennym

Biały chleb na zakwasie pszennym

Biały chleb na zakwasie pszennym

Ostatnio znowu na blogu zrobiło się chlebowo. Mam czasem takie rzutu, że piekę jak szalony, chleb za chlebem. A potem przez miesiąc czy dwa miesiące nic. W końcu trzeba podążać za pragnieniami, za tym co się lubi, za tym co sprawia przyjemność. Więc jak mi się chce piec to piekę, jak mi się nie chce to nie piekę. Ot, taka mądrość życiowa godna co najmniej Kubusia Puchatka. A nie od dziś wiadomo, że Puchatek wielkim mędrcem był. Więc właśnie wymyślił mi się taki niby zwykły chleb, bo biały, ze zwykłej pszennej mąki. Ale na zakwasie, żeby tak nieco przełamać jego smak. Nie mogłem się zdecydować natomiast czy ma to być zakwas żytni czy pszenny. Bo to dość istotna sprawa, każdy z nich inaczej spulchnia chleb, każdy nadaje pieczywu innego smaku. Postanowiłem nie tracić czasu na dumanie i zastanawianie się i zrobiłem dwa chleby. Kolejna prawda życiowa, do której doszedłem z wiekiem: nie umiesz wybrać? To nie wybieraj.

A przepis na ten chleb z żytnim zakwasem zamieszczę na blogu niebawem, pewnie za parę dni.
     

wtorek, 29 sierpnia 2017

Razowy chleb z pestkami słonecznika

Razowy chleb z pestkami słonecznika

Ło jezaaa, oszołomów - niestety - na świecie nie brakuje. Lubię zwykłe białe chleby. Ze zwykłej, tętniącej pożywnym glutenem pszennej, białej mąki. W dodatku zrobione na drożdżach, nie na zakwasie. Po prostu lubię. Taki mam chamski smak i już. Dlatego właśnie takich przepisów na blogu jest najwięcej. W końcu jem to, co lubię, to, co mi sprawia przyjemność. A to co jem ląduje na blogu. Takie w miarę proste i w miarę oczywiste. Niestety wśród moich czytelników czasami trafiają się "nauczyciele". Wszystko wiedzą i koniecznie chcą się swoimi mądrościami podzielić. A jak się z tym nie zgadzasz to jesteś głupi i się nie znasz. Więc właśnie jestem głupi i się nie znam. Bo dowiedziałem się, że pieczywo pszenne to syf nad syfy. I malaria. I w ogóle nie ma takiego czegoś jak chleb pszenny. Bo wszystko co z mąki pszennej i na drożdżach to bułka. To, że syf to nawet z tym nie dyskutowałem. Chamskie mam podniebienie i się nie znam, może i syf. Ale nie udało się owego mędrca przekonać, że z mąki pszennej można zrobić zarówno bułkę jak i chleb. Że wszystko zależy od konkretnego przepisu i technologii. Inaczej robi się chleb, inaczej bułkę. Ale nie, nie znam się. Jak mąka pszenna i drożdże to bułka. I nawet nie trafiała całkiem trafna analogia, że skoro stoły robi się z drewna to wszystko, co jest z drewna to stół? Że drewniane krzesło to też stół? Rozmowa jak ze słupem. A nawet gorzej. Bo słup w końcu można ze złości kopnąć, a przez internet delikwenta niestety nie uduszę. A szkoda. Tymczasowe odcięcie dopływu tlenu może by nieco otrzeźwiło osobnika.

Zatem, specjalnie z dedykacją dla tego pana, przygotowałem prawdziwy razowy chleb, na zakwasie. Porządny, solidny, ciemny i sycący. Bardzo smaczny. Mam nadzieję, że wszystkich zadowoli.
     

wtorek, 22 sierpnia 2017

Nalewka z owoców dzikiej róży

Nalewka z owoców dzikiej róży

To nasze drugie podejście do nalewki z owoców dzikiej róży. Nie to, że pierwsza była niesmaczna, skądże znowu. Była bardzo smaczna. Ale była taka raczej tradycyjna, taka jaką każdy robi. A tym razem chcieliśmy zrobić znacznie bogatszą w smaku, bardziej złożoną. Jak zwykle więc w takich sytuacji po prostu wymyśliliśmy przepis. My chyba mamy jakąś taką duszę pijaka, wrodzoną skłonność do alkoholizmu, jakiś taki gen wadliwy. Bo to kolejna już wymyślona przez nas receptura, która sprawdziła się doskonale. Śmiało, bez cienia wątpliwości, każdemu możemy tę nalewkę polecić. Robi się ją długo, bo w sumie prawie rok, ale naprawdę warto ten czas poświęcić, ten złożony smak Wam to wynagrodzi.
     

wtorek, 15 sierpnia 2017

Zakwas chlebowy

Zakwas chlebowy

W tym wpisie chciałbym pokazać, że nie taki diabeł straszny jak go malują. Wielokrotnie na różnych forach spotykałem się z twierdzeniem, że zakwas to jakaś niemalże magiczna sztuka, wiedza, którą nie sposób ogarnąć rozumem. Że to przecież takie trudne. I że ja przecież nie dam rady zrobić, że nawet nie będę próbować, bo przecież nie umiem... Nie wiem skąd się wzięło takie przeświadczenie, ale mam nadzieję, że tym wpisem je obalę. Bo zakwas to naprawdę minimalny nasz wkład. Głównym czynnikiem jest czas, a samej pracy nie ma prawie wcale.

Zanim przejdziemy do głównego zagadnienia, chciałbym również rozwiać wątpliwości na temat chlebów na drożdżach. Wiele razy się spotykałem z twierdzeniem, że prawdziwy chleb to tylko na zakwasie, a ten na drożdżach to jakaś marna podróba. Że przecież nasze babcie wiedziały co dobre i tylko na zakwasie piekły. Absolutnie się z tym nie zgadzam! Nasze babcie (czy prababcie) po prostu nie miały dostępu do drożdży. A chleb na drożdżach jest tak samo pełnowartościowy jak ten na zakwasie. W samych drożdżach nic złego nie ma. A ja lubię i takie chleby i takie. Jak mam czas to piekę na zakwasie. Jest z tym więcej roboty, a to właśnie daje mi przyjemność. Ale czas mam nie zawsze. Dlatego znacznie częściej piekę szybkie chleby drożdżowe.
     

wtorek, 8 sierpnia 2017

Zupa szczawiowa

Zupa szczawiowa

Zupa szczawiowa

Na początek taka krótka historyjka, prosto z kolejki po kawę w znanej kawiarnianej sieci (trochę wulgarna, żeby nie było, że nie ostrzegałem):

"Czy muszę zbudować jebany wehikuł czasu i cofnąć się do lat '90 żeby wypić szybko kawę? Cztery osoby, 21 min., no kurwa! Stoją w kolejce laski z pierścionkami zaręczynowymi i jazgoczą, każda o czymś innym... A że z bitą śmietaną, a że zapłaci kartą, karta oczywiście nie działa, a że zapłaci telefonem, a że chujem, a że stempelki zbiera. Do tego karta witaj, karta żegnaj, spierdalaj, itp. I na końcu zawsze trafi się brodaty chujek w musztardowych spodniach, jebany student prawa lub innej medycyny, z dziewczyną tępą jak trzonek od siekiery, razem próbują wygrzebać jebane 12 zeta żeby zapłacić za jebaną kawę. Niedługo będą przychodzić z żyrantami. Ostatnio widziałem jednego zjeba który wziął fakturę na 5,50 za ciastko. Chcę do starych czasów..."

No więc właśnie, jeśli o stare czasy chodzi... U mnie w rodzinnym domu często jadało się zupę szczawiową. Podejrzewam, że jak w większości domów w tamtych czasach. Uwielbiałem ją. Jednak ta zupa, mimo, że pyszna, miała jeden defekt. Ciężko się było nią najeść. Ot po prostu człowiek zjadł, przeleciała przez przewód pokarmowy i tyle. Dlatego też dzisiaj mamy dla Was nieco bardziej sycącą wersję. Z mięskiem w środku. Jest tak samo smaczna jak ta, którą zapamiętałem, a jednocześnie całkiem sycąca.
     

wtorek, 1 sierpnia 2017

Piekarnia Grochola. Prawdziwy Chleb

www.chleby.info

Często raczę Was tutaj różnymi czerstwymi historiami. Zwykle zupełnie nie mającymi nic wspólnego z prawdą. Tym razem będzie inaczej. Historia będzie całkowicie prawdziwa. I wcale nie czerstwa. Wręcz przeciwnie. Świeża i pachnąca chlebem.
     

wtorek, 25 lipca 2017

Chłodnik litewski

Chłodnik litewski

Zawsze, gdy lato ma się już dobrze, czyli skwar powoli robi się nieznośny, u nas na stole pojawia się on: chłodnik. Pyszny, fioletowo-różowy, pachnący świeżymi warzywami... Tradycyjny chłodnik z botwinki, ten, który chyba każdy zna najbardziej. Chłodniki są bardzo różne, ciężko pewnie nawet je zliczyć. Z ogórków, z awokado, z pomidorów, ze szpinaku... Ale ten z botwinki jest chyba najbardziej znany. To tradycyjny chłodnik litewski, obowiązkowo przyozdobiony jajkiem na twardo. Pewnie w większości polskich domów pojawia się on mniej więcej na początku maja. U nas właśnie mniej więcej wtedy się pojawia i gości aż do końca wakacji. Nic lepiej nie gasi pragnienia i głodu podczas letnich upałów. 

Mówcie co chcecie, róbcie co chcecie, ja zaraz - jak tylko skończę pisać ten wpis - biorę się za robienie kolejnej porcji chłodniku.
     

wtorek, 18 lipca 2017

Łatwe ciasto ze śliwkami

Łatwe ciasto ze śliwkami

Niezbyt często piekę ciasta, to raczej nie moja domena. Ale wiadomo, że czasem każdy miewa zachciewajki i chce zjeść coś na słodko. Jasne, łatwiej wtedy iść do sklepu. Ale wtedy nie ma żadnej zabawy. A poza tym co bym na bloga wpisał? Że byłem w sklepie i jakieś marne ciasto kupiłem? Cukierni koło domu nie mam, a do najbliższego sklepu 1,1 km. I tyle samo w drugą stronę. I to tylko jak deszcz nie pada. Bo po deszczu droga na skróty jest utopiona i trzeba co najmniej 2 kilosy zachrzaniać. A to ciasto jest tak proste, że szybciej jest je zrobić niż lecieć do sklepu. A do tego jest naprawdę smaczne, niezwykle puszyste.

Ja akurat zrobiłem je ze śliwkami, ale możecie użyć innych owoców. Porzeczki, agrest, jeżyny... Pewnie maliny czy borówki też będą dobre. A nawet możliwe, że niegłupio by wyszło z mandarynkami. To takie uniwersalne ciasto, daje duże pole do popisu.
     

wtorek, 11 lipca 2017

Jagodowy sernik na zimno z czekoladą

Jagodowy sernik na zimno z czekoladą

Jagodowy sernik na zimno z czekoladą

Tyle już lat prowadzę tego bloga, a właściwie się w ogóle nie znamy. Pomyślałem więc, że napiszę kilka słów o sobie, zawsze to jakoś tak milej i raźniej będzie. Nie będę już tym obcym blogerem, tylko zawsze jakoś tam bliżej Was.

Mam 41 lat i mogę powiedzieć, że powiodło mi się w życiu. Mieszkam z żoną i trójką dzieci w apartamencie - 42 metry kwadratowe w bloku z wielkiej płyty (otrzymaliśmy ten penthouse z komunalki) i mam stałą pracę na umowę zlecenie - jestem ochroniarzem w Biedronce. Zarabiam 1280 zł, a w dobrych miesiącach z nadgodzinami to i z 1400 zł wyciągnę. Ciężko pracowałem na mój sukces. Po studiach na wydziale filozofii zrobiłem doktorat. Pierwotnie planowałem pracę na uczelni, ale ponieważ nie było etatów, a pojawiła się świetna oferta z Biedronki to długo się nie zastanawiałem. Zarabiam dużo, więc żyję komfortowo. Miałem golfa 2, rocznik '88 po liftingu i na wtrysku. Trochę się zapożyczyłem i znajomy ściągnął mi z Niemiec wygodną limuzynę - Dacię Logan, rocznik 2005. Autko mam w najbogatszej wersji z obrotomierzem i trzecim światłem stopu. Na allegro kupiłem używane kołpaki, żeby odświeżyć dizajn. Dwa razy w miesiącu tankuję na full za 50 zł i jako zapalony turysta podróżuję z rodziną. Już trzy razy byliśmy w tym roku u dziadków na wsi. W lecie lubię pogrillować z rodziną i przyjaciółmi. Ponieważ mam chody w Biedronce i wiem, kiedy są promocje, to wspaniałą, zdrową kiełbasę kupuję po 6.99 za kg, do tego markowe piwo za 1,59 zł. Żyć, nie umierać.

Skoro już znamy się troszkę to przejdźmy do meritum, znaczy do sedna. Czyli do sernika konkretnie. Bo dzisiaj mamy dla Was rewelacyjny sernik na zimno, z warstwą czekolady. Co prawda my z czekoladą przesadziliśmy i zdominowała ona, niestety, smak sernika, ale w przepisie już skorygowaliśmy jej ilość i będzie idealnie. Sernik jest naprawdę świetny. Spód z kruchych herbatników, na to warstwa twarogu z jagodami, na nim czekolada zmiksowana z jagodami, na tym wszystkim jagody i całość zalana galaretką z owoców leśnych. Przyznacie, że mocno jagodowa sprawa, nie? ;)
     

wtorek, 4 lipca 2017

Sernik na zimno z porzeczkami

Sernik na zimno z porzeczkami

Jakiś czas temu natknąłem się na Facebooku na fantastyczny wpis. Otóż śledzę z zapartym tchem profil, za przeproszeniem, Chujowej Pani Domu. I ta właśnie Pani Domu pisze tak:

"Wnioskując z kont na FB, Instagramie, Snapchat'cie czy Twitterze serio nie ogarniam jakim cudem inni ludzie znajdują czas na swoje życie. Wstają o 3.10 aby pobiegać 6 km, a w drodze powrotnej zahaczają jeszcze o pływalnię i przepływają kolejne 30. Po prysznicu śniadanie jak w paro-gwiazdkowym hotelu - wszystkie możliwe owoce, ekologiczna owsianka, domowo pieczony chleb na mące z Gambii oraz herbatę, którą własnoręcznie osuszyli. Potem do pracy na 8h, w czasie przerwy na lunch oczywiście joga, tudzież choćby rowerek lub bieżnia. Po pracy sprzątają całe mieszkanie, zapraszają znajomych na obiady, robią sobie maratony filmowe i piją wieczorne piwka z przyjaciółmi w różnych miejscach. Pieką wymyślne ciasta, dekorują balkony na wiosnę, układają kompozycje z kwiatów, koszą trawniki, robią remont w kuchni, wymieniają okna, malują ściany. Wyjeżdżają na wakacje, nad morze na weekend, pochodzić po górach, pojeździć na nartach, wstawiają piękne klimatyczne zdjęcia na Instagramie, prowadzą lifestyle blogi, zaczynają diety LCHF, znajdują markowe torebki vintage za 2 zł na pchlich targach, spędzają pełne wrażeń popołudnia z dziećmi, odwożą i przywożą je z tańców, karate i tenisa, kupują przemyślane prezenty na kinderbale, odbierają z Paintballa. Mają nawet chwilkę dla siebie i wtedy jest SPA z przyjaciółkami, maseczki na twarzy w wannie ze świecami wokół, nauka Mindfulness i filozofii Wschodu.
Szczerze? Ja wstaję, robię sobie kawę, zapalam papierosa i już jest wieczór."

A piszę to wszystko po to żeby nieco się usprawiedliwić, żeby przeprosić za to, ze od jakiegoś czasu jest mniej przepisów. Kiedyś były co dwa dni, czasami nawet każdego dnia. Teraz raz na tydzień może się uda. Ale po prostu nie ogarniam, nie nadążam. Życie jest szybsze ode mnie. Ale jeżeli wciąż chcecie być ze mną i czytać moje wypociny to jestem Wam wdzięczny i postaram się pisać nie rzadziej niż teraz.

A ostatnio w całym moim zaganianym życiu znalazłem czas na rewelacyjny sernik na zimno. Ja akurat zrobiłem go z czerwonymi i czarnymi porzeczkami, ale możecie użyć dowolnych owoców, swoich ulubionych. Porzeczki akurat dają fajny kwaskowy smak.
     

wtorek, 27 czerwca 2017

Pszenno-żytni chleb z ziarnami dyni i słonecznika

Pszenno-żytni chleb z ziarnami dyni i słonecznika

Dzisiaj mam dla Was przepis na bardzo prosty pszenno-żytni chleb na drożdżach. Jego smak fajnie wzbogaca spora ilość ziaren dyni i słonecznika. Dzięki nim jest również bardziej sycący. Jego zrobienie nie przysporzy Wam problemów, a będziecie z pewnością mile zaskoczeni przyjemnym smakiem i fajnie chrupiącymi ziarnami.
     

wtorek, 20 czerwca 2017

Sałatka wiosenno-letnia

Sałatka wiosenno-letnia

Dzisiaj żegnamy wiosnę, jutro witamy lato. I właśnie z okazji, w przeddzień lata, mam dla Was pyszną sałatkę, taką wiosenno-letnią. Jest bardzo sycąca (dzięki chociażby oliwkom czy jajku) więc z powodzeniem może zastąpić normalny obiad. Latem lepiej jest zjeść coś lekkiego, nie jesteśmy potem tacy ociężali. Ta sałatka ma jeszcze jedną zaletę: zamiast ciężkiej śmietany jest lekki dressing jogurtowy. W sam raz na rozpoczynające się lato. Do ciężkiego i tłustego jedzenia chętnie wrócimy na jesieni i zimą.
     

wtorek, 13 czerwca 2017

Dressing jogurtowy

Sos jogurtowy

Mamy pełnię lata (chociaż właściwie kalendarzowo wciąż trwa wiosna, jeszcze przez tydzień) więc to dobry moment na przerzucenie się z ciężkich śmietanowych sosów na znacznie lżejsze jogurtowe. Ten jogurtowy dressing, który chcę dzisiaj Wam zaproponować idealnie skomponuje się z lekkimi wiosenno-letnimi sałatkami. Bo też teraz znacznie częściej wybieramy właśnie dania lżejsze. Często zamiast sutego obiadu jemy po prostu lekkie sałatki. Na tłuste mięsa przyjdzie znowu czas jesienią i zimą, teraz pora na to, co natura ma nam do zaoferowania.

Ten dressing jogurtowy smakuje równie doskonale jak robiony na bazie śmietany, a znacznie mniej obciąży żołądek, nie spowoduje, że będziemy przejedzeni i nic nam się nie będzie chciało. To doskonała propozycja na lato. A jego przygotowanie nie zajmie więcej niż 2-3 minuty.
     

wtorek, 6 czerwca 2017

Likier truskawkowo-waniliowy

Likier truskawkowo-waniliowy

Parę dni temu wrzucałem przepis na likier truskawkowo-śmietankowy. Teraz mam dla Was podobny trunek, mianowicie likier truskawkowo-waniliowy. Bo to jest jak z tymi lodami: od dziecka nie mogę się zdecydować, które lubię bardziej. Śmietankowe czy waniliowe... I tu tak samo, oba likiery dobre, oba inne i nie wiem, który bardziej mi smakuje. Oba są lepsze ;) Tak, zdecydowanie oba warto zrobić. Albo po to żeby wybrać swój smak, albo żeby tak jak ja nie móc się zdecydować i delektować się jednym i drugim. Tak czy siak jedno jest pewne: alkoholu nigdy nie jest za dużo, on zawsze się przyda i nigdy się nie zmarnuje. Zapas zawsze warto mieć. Na wypadek jakichś gości czy coś. Albo żeby się napić, gdy pada. Albo gdy nie pada...

Więc idzie to tak:
     

wtorek, 30 maja 2017

Likier truskawkowo-śmietankowy

Likier truskawkowo-śmietankowy

Likier truskawkowo-śmietankowy

Opowiem Wam taką historię... Mieszkałem kiedyś na warszawskiej Pradze (dla wyjaśnienia dodam, że rodowity warszawianin mianem "Praga" określa jedynie Pragę Północ, w odróżnieniu od Pragi Południe, która po prostu nazywana jest Pragą Południe). To bardzo stara dzielnica Warszawy, najmniej zniszczona w czasie wojny. Dlatego zaraz po wojnie władze postanowiły odbudowywać pozostałe dzielnice, a Pragę - jako prawie nienaruszoną - zostawiły samą sobie. Efekt tego był taki, że pozostałe dzielnice kwitły i rosły, a Praga jaka była, taka była, czyli bród, smród i halucynacje z niedożywienia. Co prawda w ostatnich latach i Praga doczekała się nieco cywilizacji, czyli tzw. rewitalizacji. Tutaj właśnie kwitną wszelakie klimatyczne knajpki, galerie, tutaj miejsce sobie znajdują różne artystyczne dusze. Ot, taki post-apokaliptyczny klimat przyciągający "degeneratów". Ale wśród tych wszystkich artystów żyją jeszcze starzy mieszkańcy miasta, ci którzy pamiętają czasy wojny. Ich dzieci. I dzieci ich dzieci. Ci, którzy poza Pragą życia nie znają. Moi rodzice osobiście znali osobników, dla których wyprawa na drugą stronę Wisły, czyli poza Pragę, to była zniewaga. Większość nazwałaby ich patologią, ale to po prostu ludzie z Pragi. Specyficzni ludzie. Tutaj się wychowali. Tutaj się wychowali ich rodzice. I rodzice ich rodziców. Stereotyp mówi, żeby po zmierzchu na Pragę się nie zapuszczać. A stereotypy mają to do siebie, że z prawdą niewiele wspólnego mają. Ale ludzie w nie wierzą. Faktem jest, że w każdej bramie stoją typki z tanim winem. A jak są trochę bogatsi to z najtańszym piwem. Stoją i zaczepiają: "Kierowniku, panie szanowny, a może dołoży pan 50 groszy na wino/piwo?". I człowiek albo dołoży, albo nie. A jak nie dołoży to nic złego, kosy pod żebro obawiać się nie musi, wbrew miejskim legendom. A żeby obalić stereotypy to mogę powiedzieć, że w czasach, gdy na owej Pradze mieszkałem posiadałem okazałego irokeza. Takiego, którego pozazdrościć mógłby mi bywalec Jarocina za jego najświetniejszych czasów. I co? I nic. Bo zawsze byłem prawilnym ziomem, a jak byłem pieniężny to pomogłem tym, którym na balsam brakowało, ze szlugów też zawsze chętnie wyskoczyłem. Szemranym typkiem ani geszefciarzem nigdy nie byłem, ale też wiadomo było, że prawilny ze mnie herbatnik. A i mojry nigdy nie czułem. Więc szacun na dzielni był.
     

wtorek, 23 maja 2017

Syrop z kwiatów czarnego bzu, wersja wzbogacona

Syrop z kwiatów czarnego bzu, wersja wzbogacona

W zeszłym roku robiliśmy syrop z kwiatów czarnego bzu. Fantastyczna rzecz, lubiliśmy go dawać do wody gazowanej. W tym roku też postanowiłem zrobić, ale chciałem zaszaleć. Zrobiłem kilka wersji smakowych.

Akurat pretekst był, bo znajomy wypytywał czy u nas rośnie, bo chciałby nazrywać. A jakże, rośnie tyle, że dla każdego wystarczy! Przyjechali więc Pan Boczek i Big Mama, ja wziąłem Anię pod rękę i poszliśmy na łowy.
Uzbieraliśmy dwie ogromne reklamówki kwiatów. Nie pamiętam teraz ile dokładnie tego było, ale chyba prawie 3 kg! Caluteńki dzień, od rana do nocy, to skubaliśmy. A potem kolejny dzień to przetwarzałem. Ale warto było. I tak oto powstało 7 smaków:

1. Zwykły, klasyczny
2. Z pomarańczą
3. Z grejpfrutem
4. Z miętą
5. Z imbirem
6. Z truskawkami
7. Z dziką różą
     

wtorek, 16 maja 2017

Ogórki małosolne na sucho

Ogórki małosolne na sucho

Ogórków małosolnych chyba nikomu nie trzeba ani przedstawiać, ani zachwalać. W moim prywatnym rankingu ogórków są one na samej górze. To znaczy najbardziej lubię małosolne właśnie, potem konserwowe, a na końcu kiszone. Takimi małosolnymi mógłbym się non stop zajadać. Na kanapki, do obiadu, a nawet tak po prostu chwycić w dłoń i pochrupać. Ale słyszeliście o małosolnych na sucho? Robionych bez wody? Od teraz z całą pewnością nie zrobię już w inny sposób, prostota tego przepisu mnie naprawdę urzekła. Zamiast naczynia z wodą (zajmującego sporo miejsca) wystarczy foliowa torba (najlepiej z zamknięciem strunowym, ale nie koniecznie). Wszystko to, co do tej pory robiliście w gliniance z wodą (czy też innym naczyniu) teraz zrobicie w suchych warunkach. Brzmi ciekawie, prawda?
     

wtorek, 9 maja 2017

Tarta rabarbarowa na kruchym spodzie z bezą

Tarta rabarbarowa na kruchym spodzie z bezą

Maj, pora na rabarbar. Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam ten kwaśny smak. Dlatego co roku nie mogę sobie odmówić takiej tarty czy po prostu zwykłego ciasta (na przykład takiego jak tutaj). A mój apetyt dodatkowo rośnie, gdy kwaśny smak rabarbaru zestawimy ze słodką bezą. Wtedy, uwierzcie mi, nic więcej już mi nie potrzeba. Tan smak zostaje ze mną przez cały rok, aż do kolejnej tarty, w kolejnym maju. Warto czekać i wspominać.
Może za rok wymyślę jakąś inną tartę, zobaczymy. To znaczy, oczywiście, też z rabarbarem, ale robioną na inny sposób. Kto wie, czas pokaże...
     

wtorek, 2 maja 2017

Miód z mniszka lekarskiego

Miód z mniszka lekarskiego

Miód z mniszka lekarskiego

Od paru już dni marudziłem Ani: no chodź pójdziemy na mleczyki, no chodź! No zobacz, już mleczyki takie ładne są, no chodź! Marudziłem, marudziłem aż w końcu wymarudziłem. Poszliśmy na taką okoliczną polanę, gdzie pewnie z tona - nie przesadzając - ich rosła. Było ich takie zatrzęsienie, że zebranie właściwej ilości zajęło nam dosłownie kilkanaście minut. A taki mlecz, a właściwie mniszek lekarski, zbierać naprawdę warto, ma on mnóstwo zdrowotnych właściwości. Jest doskonały na przeziębienie, poprawia odporność, pobudza apetyt, wspomaga leczenie miażdżycy, obniża poziom cholesterolu, ułatwia trawienie, a także - panowie, uwaga - ponoć poprawia sprawność seksualną. Pewnie ma też znacznie więcej innych cudownych właściwości. Ale nawet już te wymienione przeze mnie są dostatecznie dobrym powodem żeby pofatygować się i zebrać trochę mleczyków. A potem zrobić z nich pyszny syrop zwany także miodem. Bo - oczywiście - z prawdziwym pszczelim miodem to niewiele ma on wspólnego, więc nazwa "syrop" jest nieco trafniejsza. Ale miód brzmi ładnej. A i w wyglądzie i w smaku do miodu podobny jest.

Jeżeli więc macie gdzie zerwać mniszka lekarskiego to naprawdę warto to zrobić. Taki miód ma nieocenione właściwości, a wyjdzie go tyle, że pewnie do kolejnej wiosny Wam wystarczy.
     

wtorek, 25 kwietnia 2017

Czekoladowy chlebek bananowy

Czekoladowy chlebek bananowy

Chlebek bananowy według pomysłu Kingi Paruzel, mistrzyni słodkich wypieków. Ale nie tylko słodkich, bo jednocześnie zdrowych i fit. Ostatnio zaczynam właśnie eksperymentować z takimi rzeczami. Na słodko, ale i zdrowo. To naprawdę ciekawe połączenie. Od Kingi właśnie dowiedziałem się jak można jeść desery i jednocześnie być fit. Warto tego spróbować, bo zdrowe słodkości niczym nie ustępują tym bardziej kalorycznym. Są równie pyszne. A często robi się je o wiele szybciej. Zachęcam do zapoznania się z wydaną rok temu książką Kingi "Fit Słodkości". A ja tymczasem gładko przejdę do ciasta bananowego nazywanego czasami "chlebkiem".
     

wtorek, 18 kwietnia 2017

Orzechowe kulki zdrowia

Orzechowe kulki zdrowia

Przepis pochodzi z książki Kingi Paruzel wydanej w zeszłym roku "Fit Słodkości". Byłem wówczas na warsztatach prowadzonych przez Kingę i tak rok minął aż się zebrałem i zrobiłem te kulki. Cóż, na niektóre rzeczy opłaca się czekać, nawet i rok. Te kulki są rewelacyjne! Przynajmniej takie jest moje zdanie. I Kingi. Bo historia jest następująca...

Zapakowałem kilka tych kulek Ani do pracy. Zachwalając je uprzednio jakie to są pyszne i w ogóle. I nagle dostaję wiadomość o następującej treści: "Jeżu, Paweł... Jakie te kulki są... paskudne". Hmm, wnioskuję, że chyba Ani nie smakowały... I właściwie nie wiem dlaczego. Pamiętacie Laskę z "Chłopaki nie płaczą"? W pewnym momencie powiedział on: "W ogóle bracie, jeżeli nie masz na utrzymaniu rodziny, nie grozi ci głód, nie jesteś Tutsi, ani Hutu i te sprawy, to wystarczy, że odpowiesz sobie na jedno zajebiście, ale to zajebiście ważne pytanie – co lubię w życiu robić. A potem zacznij to robić." No właśnie... Teraz Wy musicie odpowiedzieć sobie na jedno zajebiście, ale to zajebiście ważne pytanie: czy lubicie orzechy nerkowca? Czy lubicie suszone daktyle? A potem po prostu zacznijcie robić te kulki. Bo warto. Bo są pyszne.
     

wtorek, 11 kwietnia 2017

Kolorowa posypka do ciast

Kolorowa posypka do ciast

Kolorowa posypka do ciast

Dzisiaj mam dla Was ciekawą alternatywę dla słodkich, kolorowych, cukrowych posypek do ciast i innych słodkości. Jeżeli dużo pieczecie to ten patent będzie dla Was idealny. Tego patentu nauczyła mnie Kinga Paruzel. A jeżeli chociaż trochę interesujecie się kulinariami to wiecie, że nikt tak dobrze nie zna się na słodkim jak właśnie ona.

Osobiście nie mam nic do cukru. Lubię go, używam i nie panikuję gdy muszę użyć go nieco więcej niż ustawowa norma. Ale rozumiem, że wiele osób jednak woli się go wystrzegać. Dla tych właśnie osób ten wpis powinien okazać się bardzo pomocny. Bo oprócz tego, że nie ma tutaj cukru, to jeszcze wszystkie barwniki są całkowicie naturalne, zero tzw. "chemii", której wielu z Was boi się jak diabeł święconej wody. Sama czysta natura.
     

wtorek, 4 kwietnia 2017

Domowe masło

www.chleby.info

Ten wpis powstał spontanicznie. Zawsze ubolewałem, że nie ma w Polsce odpowiednika angielskiej śmietany double cream, czyli czegoś o zawartości tłuszczu 40-45%. Z trudem można było znaleźć 36%. Skoro nie było nic innego to zadowalaliśmy się tym. Jak się nie ma co się lubi... Czy jakoś takoś... Aż nagle odkryliśmy, że Piątnica stanęła na wysokości zadania! Tak, jest! Od niedawna jest w sprzedaży śmietana 42%. Dedykowana m.in. do wyrobu domowego masła. Rewelacja! Piątnico, dlaczego kazałaś nam tyle czekać? No nic, dobrze, że się doczekaliśmy. Jest dobrze, cieszymy się. Tak więc właśnie spontanicznie chcieliśmy się z Wami podzielić naszą radością i pokazać jak łatwo z tej śmietany robi się masło. A że Wielkanoc lada moment więc zrobiliśmy masło w kształcie baranka. Potrzebne będą tylko:
    

wtorek, 28 marca 2017

Chleb pszenno-żytni na zakwasie

Chleb pszenno-żytni na zakwasie

Właściwie mąki żytniej w tym chlebie wiele nie ma, ale zdecydowanie nadaje mu ona ciekawy charakter. Nie jest też on może zbyt szybki w zrobieniu, ale w sumie większość chlebów na zakwasie wymaga kilkunastogodzinnego procesu przygotowania. Gdyby nie to, to z pewnością ten chleb gościłby codziennie na naszym stole. A tak... A tak może gościć w każdy weekend, bo wtedy mam nieco więcej czasu i mogę go zrobić. Bo, że będzie co weekend gościł, to nie mam wątpliwości. Przynajmniej do czasu aż upiekę coś lepszego. A prawdę mówiąc o to nie będzie łatwo. Ten chleb jest naprawdę świetny i warto poświęcić mu czas, którego wymaga.
     

wtorek, 21 marca 2017

Domowe nachosy

Domowe nachosy

Domowe nachosy

Domowe nachosy to ciekawa alternatywa dla tych sklepowych i doskonała rzecz na imprezę. Może nie smakują identycznie jak te sklepowe, ale to nie znaczy, że są gorsze. Absolutnie. Po prostu smakują nieco inaczej. Zdecydowanie polecam do przetestowania. U nas z całą pewnością na stałe wchodzą do imprezowego menu. Wystarczy podać do nich jakiś dip (u nas nieustannie z pikantnym dipem serowym) i imprezę mamy załatwioną. Trzeba tylko zadbać żeby i nachosów i dipu nie zabrakło, bo z całą pewnością będą one w centrum uwagi. A nawet jak zabraknie to dorobienie ich w trakcie imprezy nie jest problemem. A takie na ciepło, prosto z piekarnika, maczane w zimnym sosie smakują obłędnie.
     
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...