czwartek, 22 września 2011

Chleb na zakwasie z orzechami laskowymi




Madzia od dawna mi suszyła głowę żebym chleb z orzechami zrobił. Gadała, gadała, aż wygadała :) Kupiłem w końcu w sklepie orzechy, wydobyłem z lodówki zakwas, ogólnie zgromadziłem wszystko co było potrzebne i wziąłem się do roboty. Powiem zupełnie obiektywnie, że chleb wyszedł niesamowity. Naprawdę smaczny, te orzechy dodały takiego niespotykanego smaku. Jestem absolutnie pewien, że będę ten chleb robił częściej.

190 g mąki pszennej
135 g mąki pszennej razowej
135 g zakwasu
8 g drożdży świeżych
1 ziemniak (po obraniu około 100 g)
160 g wody
1 łyżeczka soli
1 łyżeczka cukru
70 g orzechów laskowych

Ziemniaka gotujemy, czekamy aż wystygnie i przepuszczamy przez praskę. Można go też potraktować widelcem, czy innym narzędziem jeśli ktoś nie ma praski. Generalnie chodzi o to żeby w miarę możliwość powstała z niego papka.
Wszystko razem wrzucamy do dużej miski i zaczynamy wyrabiać ciasto. Wyrabiamy tak 20 minut. Potem przykrywamy ściereczką i zostawiamy w cieple do wyrośnięcia na 1 godzinę. Następnie przekładamy do keksówki wyłożonej papierem do pieczenia i ponownie zostawiamy pod przykryciem na godzinę. Ciasto nam ładnie w tym czasie wyrośnie.
Nagrzewamy piekarnik do 200 stopni i wstawiamy chleb na 40 minut.

Prawda, że proste?
A zakwas oczywiście musi być dokarmiony ze 12 godzin wcześniej.




---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

niedziela, 18 września 2011

Kolorowy makaron ze szpinakiem w sosie pieczarkowym


Taka oto sobie historyjka: wracam z Karoliną z pracy, siedzimy sobie w pociągu i zaczynam zamulać (chyba chory zaczynam być więc zamulałem potężnie), że obiad muszę zrobić, żeby Madzia miała jak z pracy wróci. No i nie mam pomysłu, bo dzisiaj wybitnie upośledzony psychicznie jestem. No i że mam w domu makaron, więc może warto by było wykorzystać. I tak zaczęliśmy wymyślać co by do tego makaronu dodać. No to może z sosem pieczarkowym? No może tak... Ale to tak nie z samym tylko jeszcze ze szpinakiem. No super! A jak szpinak to i czosnek przecież! Dużo! Nie zapominać o cebuli! No tak, tak, nie zapominać! :) I nagle Karolina wyskakuje: i ser feta! Feta? No feta! A feta pasuje do pieczarek? W sumie skąd mogę wiedzieć, okaże się jak zrobię ten makaron :) W sumie to ciekawe zagadnienie: czy ser feta zgra się z sosem  pieczarkowym. Tak w pierwszym odruchu bym powiedział, że raczej nie... Ale zobaczymy. No i oczywiście oliwki do tego! Czarne, żeby się ze szpinaku wybijały. I obficie zalać śmietaną! O taaaak! :)
Czyli po kolei, żeby chaos wyeliminować:

makaron
500 g pieczarek
450 g mrożonego liściastego szpinaku
2 cebule
2 duże ząbki czosnku
solidna garść oliwek
opakowanie (270 g) serka feta
śmietana
bulion

Zaczynamy od posikania cebuli w piórka. Wrzucamy ją na patelnię na odrobinę oleju i na malutkim ogniu smażymy.
Bierzemy się za pieczarki. Kroimy je na ćwiartki i dorzucamy na patelnię do cebuli.
Gotujemy wodę i zalewamy w szklance kostkę bulionową. Wlewamy bulion na patelnię. Siekamy bardzo drobno czosnek i też dodajemy na patelnię.
Dusimy aż pieczarki zmiękną. Potem dodajemy szpinak i dusimy dalej. W międzyczasie doprawiamy solą i pieprzem. Jak szpinak się trochę poddusi to dorzucamy oliwki. W całości, nie kroimy. Jak się jeszcze trochę poddusi to dolewamy śmietanę. Ile kto lubi, ale tak pewnie około szklanki. Fetę kroimy w kostkę, dorzucamy do reszty, dusimy/smażymy jeszcze ze 2-3 minuty i gotowe :)
Oczywiście gotujemy jeszcze makaron. U mnie to był trzykolorowy makaron ze szpinakiem i pomidorami formy Goliard.

Okazało się, że połączenie fety z pieczarkami było rewelacyjne! W sumie jak twierdzi Karolina: feta pasuje do wszystkiego :)

--------------------------------------------------------------------- 
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

sobota, 17 września 2011

Zapiekany ryż z warzywami i serem


Dzisiaj przepis obiadowy. I to nieskromnie powiem, że obiad był naprawdę mega-wypas! Uwielbiam takie proste i smaczne rzeczy. Mowa oczywiście o tytułowej zapiekance ryżowo-warzywnej. Nie ma w zrobieniu tego dania żadnej większej filozofii, tylko po prostu trwa dość długo, ale to wszystkie zapiekanki tak mają.
Zrobiliśmy w Lidlu zakupy z Magdą, pojechaliśmy do mojej mamy, wypiliśmy kawę, pogadaliśmy co-nieco i szybko wróciliśmy do domu żeby jedzonko robić :) A oto lista potrzebnych rzeczy:

1 cebula
3 ząbki czosnku
1 papryka
200 g (2 torebki) ryżu
woda + kostka bulionowa
puszka (240 g) krojonych pomidorów
opakowanie (200-250 g) serka mascarpone
1,5 cukinii
200 g żółtego sera w plastrach
sól, pieprz, bazylia, oregano
olej, oliwa z oliwek

W trakcie pisania tego postu Magda mnie podszczypuje w bok (zaraz ją walnę za to) i mówi: "Ale to ja robiłam, ale to ja robiłam! Ty mi tylko cebulę kroiłeś. I na koniec na talerze nakładałeś!" No więc sprostowanie: nie "robiliśmy", tylko "Magda robiła" :)
Zatem najpierw kroimy w kostkę cebulę i podsmażamy ją na oleju. Jak wrzucimy cebulę na patelnię to bierzemy się za czosnek. Siekamy go bardzo drobno i dodajemy do cebuli. Teraz papryka. Też w kostkę i też do cebuli. Smażymy to razem ze 3 minuty na małym ogniu żeby nie przypalić cebuli. Teraz dodajemy surowy ryż.
Nalewamy szklankę ciepłej wody i rozpuszczamy w niej kostkę bulionową. Jakąkolwiek, ja akurat miałem tylko warzywne. I ten bulion na patelnię do reszty składników.Czekamy aż się zacznie gotować i dodajemy puszkę pomidorów. Razem z zalewą. Czekamy aż znów się zagotuje i dodajemy serek mascarpone. Mieszamy dokładnie i kroimy w kostkę cukinię. I na patelnię.
Solimy, pieprzymy, dodajemy posiekane świeże zioła (bazylia, oregano) i dusimy/gotujemy/smażymy (nie wiem, która nazwa jest właściwa) jeszcze 5 minut.
Naczynie żaroodporne smarujemy oliwą z oliwek i wlewamy do środka naszą masę z patelni. Wstawiamy bez przykrycia do piekarnika nagrzanego do 200 stopni. Pieczemy 35 minut. Potem wyjmujemy naczynie i na górze układamy plastry żółtego sera. I pieczemy dalej przez kolejne 20 minut.
I jedzonko gotowe. Jest naprawdę pyszne. Mascarpone nadaje tej potrawie takiej delikatności, szlachetności. Naprawdę polecam!

---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

piątek, 16 września 2011

Super szybki chleb bez drożdży


Postanowiłem zrobić dość nietypowy chleb. Bez drożdży, za to z proszkiem do pieczenia i sodą oczyszczoną. Znalazłem gdzieś przepis więc postanowiłem podzielić się nim z wami. Co prawda nie byłem do tego pomysłu tak od razu przekonany. W sumie przecież wiadomo, że jak chleb to i drożdże (ewentualnie zakwas). Ale... Ale... Pomyślałem, że trzeba coś nowego spróbować, w końcu albo wyjdzie, albo nie wyjdzie. Jak wyjdzie to mam kolejny przepis dla was, a jak nie wyjdzie to mam kolejne kuchenne doświadczenie. Czyli tak, czy tak wychodzę na plus. :)
No i w sumie to nawet wyszło, ale... Zawsze jest jakieś ale... Po pierwsze chlebek ma nietypowy zapach. Znaczy się, nie czuć w nim drożdży tylko taki jakiś nieznany mi dotąd zapach. Podejrzewam, że to soda. Po drugie: chleb jest dość zbity. Nie taki puszysty jak chleby drożdżowe.
Ale ma jedną mega zaletę! W ogóle nie musi wyrastać! Wyrabia się go (i to krócej niż zwykły chleb), przekłada do formy i piecze. To naprawdę nie byle jaka zaleta. Jeżeli musimy mieć chleb, a czasu mamy mało to jest naprawdę idealny wybór.

300 g mąki pszennej
300 g mąki pszennej pełnoziarnistej
475 ml mleka
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka sody oczyszczonej
2 łyżki cukru
1 łyżeczka soli
1 jajko

I teraz sprawa jest już naprawdę prosta: najpierw do miski lecą składniki suche, potem mokre. A potem do miski lecą ręce i mieszamy :) Mieszamy 10 minut. Ciasto będzie dość rzadkie, trochę będzie się lepiło do dłoni. Przekładamy do keksówki wyłożonej papierem do pieczenia i pieczemy przez 1 godzinę w 190 stopniach.

---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

czwartek, 15 września 2011

Chleb z ziarnami


Jak zwykle zabieram się za pieczenie około 22. Eeehhh, chyba nigdy nie nauczę się robić tego wcześniej. Madzia zażyczyła sobie chleb ze słonecznikiem. Ale taki tylko ze słonecznikiem to nuda straszna :) Więc dostała i ze słonecznikiem i makiem i jeszcze pestkami dyni.

500 g mąki pszennej
350 ml wody
20 g świeżych drożdży
75 g ziaren dyni
75 g ziaren słonecznika
75 g maku
1,5 łyżeczki soli
1 łyżeczka cukru

Sprawa prosta: do miski wrzucamy wszystko co tam mamy, tylko z ziarnami trochę kombinujemy. Mianowicie wsypujemy po 50 g każdych ziaren, a po 25 g zostawiamy na później. Wyrabiamy ciasto 15-20 minut - będzie dość lepiące. Przykrywamy szmatką i zostawiamy w ciepłym miejscu do wyrośnięcia na godzinę. Po tym czasie przekładamy do keksówki wyłożonej papierem do pieczenia (przy przekładaniu zwilżamy wodą dłonie, ciasto będzie się wtedy mniej kleiło), wygładzamy wierzch mocno zmoczonymi dłońmi i posypujemy od góry tymi ziarnami, które zostawiliśmy na później. Dłońmi delikatnie wgniatamy je w środek, tak żeby się przykleiły do chlebka. I zostawiamy pod przykryciem na kolejną godzinę.
Nagrzewamy piekarnik do 200 stopni i pieczemy chleb przez 45 minut.

Chleb wyszedł mocno makowy. Mi osobiście to idealnie pasowało, ale jeżeli wolisz mniej makowe to weź połowę ilości ziaren maku. To będzie idealna dawka dla tych mniej makowych ludków :)
A skórka była tak niesamowicie chrupiąca, że jeszcze ją pamiętam!

---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

środa, 14 września 2011

Łatwe bułeczki pszenne pełnoziarniste


Nie miałem weny kompletnie dzisiaj, siły mnie opuściły, potrzebowałem czegoś dobrego i łatwego :) Ostatnio w ogóle mam jakąś fazę na jedzenie bułek więc potrzebowałem właśnie bułki. Ale takie minimalistyczne, bez wielkiej ilości składników, bez wielkiej pracy przy nich. Poszperałem w internecie i wpadłem na bloga Amu Amu. I tam znalazłem te właśnie proste i naprawdę pyszne bułeczki.

150 g mąki pszennej pełnoziarnistej
350 g zwykłej mąki pszennej
20 g świeżych drożdży
150 ml mleka
200 ml wody
1 łyżeczka soli
1 łyżeczka cukru
1 łyżka miękkiego masła

Wszystkie składniki wrzucamy razem do miski i wyrabiamy ciasto przez 15 minut. Będzie trochę klejące. Przykrywamy szmatką i zostawiamy w ciepłym miejscy na godzinę. Niech wyrasta.
Po tym czasie wyrabiamy ciasto przez kilka sekund (żeby je odgazować) i dzielimy na 8 części. Formujemy kulki i pozostawiamy pod przykryciem na 15 minut.
Potem z każdej kulki formujemy bułkę, układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i spłaszczamy lekko dłonią. Zostawiamy pod przykryciem na godzinę do wyrośnięcia.
Pieczemy przez 20-25 minut (do zrumienienia) w piekarniku nagrzanym do 230 stopni.
Prawda, że proste? :)

---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

wtorek, 13 września 2011

Ziemniaczki pieczone


Genialne jedzenie! Ma same zalety: otóż prawie nic nie kosztuje, robi się samo i jest naprawdę pyszne!
Niby nic wielkiego, zwykłe ziemniaki, ale taki mi zasmakowały, że często będę je robił :)
Otóż wracam sobie z pracy, a tu Magda już czeka na mnie z tymi ziemniaczkami. Pachniało na całe mieszkanie, poważnie :)

A do zrobienia ziemniaków potrzebujemy: ziemniaki, przyprawy i olej.
Ziemniaków nie obieramy. Tylko myjemy. Kroimy na pół lub na ćwiartki - zależy jak duże są ziemniaki. Gotujemy, ale nie tak zupełnie do miękkości. Odlewamy, wrzucamy do naczynia żaroodpornego, polewamy olejem i posypujemy przyprawami. Magda zastosowała pieprz ziołowy, estragon, lubczyk, cząber i specjalną przyprawę do ziemniaków. Mieszamy żeby ziemianki dobrze się obtoczyły w przyprawach i pieczemy z godzinę, może dłużej. Aż ziemniaki będą rumiane.

---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

poniedziałek, 12 września 2011

Szybki chleb lekko razowy


Jak zwykle zabieram się za robienie chleba około północy :/ Eeehh... Zawsze tak jest. A potem rano zastanawiam się dlaczego taki niewyspany jestem. Dzisiaj cały dzień różne sprawy z Magdą załatwialiśmy. A że trochę sporo tego było to i do samego wieczora nam się zeszło. Potem w domu obiad jeszcze trzeba było zjeść (w porze późnej kolacji) i teraz właśnie, jak prawie północ na zegarze, mogę się za swój chlebek zabrać. Ale postanowiłem taki szybszy niż zwykle zrobić. Da mi to z godzinę snu więcej :)

230 g ugotowanych ziemniaków
200 g mąki pszennej pełnoziarnistej
250 g mąki zwykłej pszennej
50 g mąki żytniej razowej typ 720
200 g wody (tej w której gotowały się ziemniaki)
10 g świeżych drożdży
1 łyżeczka cukru
1,5 łyżeczki soli
4 łyżeczki maku

Najpierw oczywiście gotujemy ziemniaki. Jak ugotujemy to przeciskamy przez praskę, czy też w inny sposób gnieciemy. Prosto do miski. Teraz ziemniaczki nam stygną, a w tym samym czasie stygnie też woda po ziemniakach. Jak stygnięcie będzie się mieć ku końcowi to bierzemy szklankę i nalewamy do niej 2 łyżki wody. W tej wodzie rozpuszczamy drożdże i  z naszej mąki pszennej bierzemy jedną łyżkę i dodajemy do szklanki. Mieszamy i zostawiamy na 5 minut. Następnie wlewamy to do misy z ziemniakami, mieszamy, a później dodajemy resztę składników.
Ciasto wyrabiamy 10 minut. Będzie się kleiło, ale tak to już jest jak dodajemy ziemniaki. Przykrywamy ściereczką i odstawiamy na 30 minut.
Po tym czasie przez moment znów wyrabiamy i przekładamy do formy wyłożonej papierem do pieczenia. Znowu przykrywamy ściereczką i tym razem odstawiamy na 40 minut. Ciasto nam ładnie wyrośnie.
Nagrzewamy piekarnik do 200 stopni i pieczemy chlebek przez 40 minut.

I szybki lekko razowy chlebek gotowy :)

Pomysł na ten chlebek znalazłem na www.chleb.info.pl

---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

niedziela, 11 września 2011

Ciasto bananowe (chlebek bananowy)


Od dawno to za mną chodziło. Przeszperałem internet i najbardziej mi pasujący przepis znalazłem na blogu "Jak Wiśnia w kompot". A mowa o cieście bananowym :) Z bliżej nieznanych mi powodów wszędzie ten wypiek nazywa się "chleb bananowy" - mimo, że z chleba to ma naprawdę niewiele. Tak więc żeby nie mydlić nikomu oczu ja nazwałem go po prostu "ciastem". Jest naprawdę pyszne, słodko-lepkie :) No własnie, nie bardzo wiem dlaczego ale wyszło mi niesamowicie klejące. Nie to że nie dopieczone. Dopieczone, tylko po prostu klejące. Jak oglądałem zdjęcia na innych blogach to takie nie były te chlebki/ciasta. Nie to żeby to cokolwiek przeszkadzało. W sumie wręcz przeciwnie, ta lepkość dodaje wiele uroku.

Tak więc własnie korzystając z wolnego dnia wstałem o 7 rano i zacząłem po cichutku robić to ciasto, tak żeby Magda miała na deser po śniadaniu (a na śniadanie były jajka na miękko i pyszny żytni chlebek ze słonecznikiem. I oczywiście kawa :))

A żeby zrobić te pyszności potrzebujemy (bardzo nieznacznie zmieniłem przepis w stosunku do oryginału):

1 jajko
1,5 szklanki mąki pszennej
0,5 szklanki cukru
3 łyżki miodu
1/3 szklanki oleju
1 opakowanie cukru waniliowego
szczypta soli
2 łyżeczki proszku do pieczenia
pół szklanki orzeszków ziemnych (nie solonych!) - najlepiej świeżo łuskanych
4 banany
1-2 łyżki cukru trzcinowego
1 łyżeczka cynamonu

I dalej tak: bierzemy dużą miskę i widelcem rozgniatamy w niej banany. Dorzucamy orzechy i mieszamy dokładnie. Dodajemy biały cukier i miód i znów mieszamy. Następnie po kolei dodajemy: mąkę, proszek do pieczenia, cukier waniliowy, jajko, szczyptę soli, cynamon i znów dokładnie mieszamy. Następnie dodajemy olej i znów mieszamy aż wszystkie składniki się połączą. Wymieszaną masę przelewamy do keksówki wyłożonej papierem do pieczenia i posypujemy 1-2 łyżkami cukru trzcinowego. Dzięki temu uzyskamy fajną chrupiącą powierzchnię.
I wstawiamy na godzinę do piekarnika nagrzanego do 180 stopni.
Niech ciasto troszeczkę przestygnie zanim wyjmiemy je z formy. Potem dalej studzimy na kratce. Bo od ciepłego boli brzuszek :)

Ja zajadałem się tym ciastem razem z mieloną czekoladą i dżemem z pigwy. Cierpkość tego dżemu genialnie się komponuje ze słodkością bananów.

---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

sobota, 10 września 2011

Bułki mocno czosnkowe


Dzisiaj bułki. I to nie byle jakie bułki. Czosnkowe! I to nie zwykłe jakieś tam czosnkowe tylko mega-czosnkowe! :) Wyżerka dla prawdziwych twardzieli! I to też tylko w piątek (o ile nie idziemy na jakąś imprezę). To będziemy mieć weekend żeby wyziew z ust doprowadzić do ładu i porządku :) Bo dwa dni ziania ogniem mamy jak w banku! :) Ale prawda jest taka, że te bułki są naprawdę pyszne. Magda niestety nie odważyła się spróbować. Wymiguje się dziewczę i twierdzi, że żołądek ma chory, że coś tam... Trudno, niech żałuje. Ja tam nikogo na siłę zmuszać nie będę. Zasada jest prosta: mniej zjesz ty - więcej zjem ja :)

Podsumowując: jeśli nie wiesz co zrobić na śniadanie to już wiesz :)
Nie wahaj się adepcie, moc będzie z Tobą! - czy jakoś tak, jak to mawiali rycerze Jedi :) :)

Przepis podpatrzyłem na Wypiecz Wymaluj i poddałem go drobnej, bardzo drobnej modyfikacji. Będziemy mieć z tego 6 wielkich bułek.

12 ząbków czosnku
350 ml mleka
500 g mąki
1 łyżeczka soli
1 łyżeczka posiekanej świeżej bazylii
szczypta czarnego pieprzu
25 g świeżych drożdży
1 jajko
1 łyżka miodu
2 łyżki oleju

mleko do posmarowania bułek
sól gruboziarnista do posypania z wierzchu

Najpierw wrzucamy ząbki czosnku (w całości, tylko obrane oczywiście z łupinek) do garnka z mlekiem i gotujemy mleko. Jak zacznie się gotować to zmniejszamy ogień na malutki i gotujemy jeszcze 15 minut. Mieszamy co chwilę, żeby nam się mleko nie przypaliło. Potem odstawiamy do wystygnięcia. A jak wystygnie to przecieramy czosnek przez sitko (będzie bardzo miękki) prosto do mleka. Dodajemy też jajko, miód i olej i mieszamy to razem.
A w dużej misce mieszamy wszystkie suche składniki. I wlewamy do nich mleko z całą resztą. Mieszamy i wyrabiamy ciasto przez 15 minut. Przykrywamy ściereczką i odstawiamy do wyrośnięcia na 1 godzinę. Potem wyjmujemy na blat, wyrabiamy przez moment i dzielimy na 6 części. Z każdej części formujemy bułkę, nacinamy płytko ostrym nożem w trzech miejscach i zostawiamy pod przykryciem do wyrośnięcia na 30 minut. Po tym czasie smarujemy mlekiem, posypujemy solą gruboziarnistą i pieczemy w 200 stopniach aż do zbrązowienia, czyli około 30 minut.
Dodam jeszcze tylko, że podczas pieczenia zapach w kuchni jest naprawdę niesamowity! Szczerze mogę powiedzieć, że to - póki co - najładniej pachnące pieczywo w trakcie pieczenia jakie robiłem. A smak też niezapomniany, naprawdę polecam miłośnikom czosnku.



---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

piątek, 9 września 2011

Bułki pszenno-żytnie ze słonecznikiem


Coś mi mówi, że dzisiejsze bułki będą naprawdę dobre. Sam nie wiem dlaczego, ale jeszcze zanim zacząłem je robić to już czułem ich smak :) To znaczy wiem dlaczego. Bo podpatrzyłem je na blogu u Ani :) I patrząc na te zdjęcia stwierdziłem, że też chcę takie mieć. Na sam widok ciekła ślinka! :) Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym nie wprowadził kilku małych zmian. Ale może Ania się nie obrazi :)
Teraz właśnie bułki wyrastają, a ja piszę ten post. Podglądam je co chwilę i wyglądają naprawdę cudnie, z minuty na minutę coraz większe. I już sobie wyobrażam jak chrupię je jeszcze ciepłe. Już się nie mogę doczekać! :) Ale skończmy już te moje marzenia i przejdźmy do konkretów:

300 g mąki pszennej
400 g mąki żytniej typ 720
350 ml wody
30 g świeżych drożdży
1 łyżka miodu
1 łyżeczka soli
160 g ziaren słonecznika

Wsypujemy obie mąki do dużej miski, mieszamy ze sobą i w środku robimy wgłębienie.
W dużym kubku mieszamy wodę z drożdżami i miodem. Przelewamy do miski do wgłębienia, które zrobiliśmy. Lekko zasypujemy z wierzchu mąką i zostawiamy na 15 minut.
Potem dodajemy sól i połowę (80 g) słonecznika. I zaczynamy wyrabiać ciasto. Tak z 15 minut musimy wyrabiać. Potem tradycyjnie odstawiamy przykryte szmatką do wyrośnięcia. Ale już mniej tradycyjnie wyrastać nam będzie tylko około 20 minut. Tyle wystarczy. Wyjmujemy ciasto na blat leciutko oprószony mąką i dzielimy na 16 kawałków. W innej części blatu wysypujemy sobie ziarno, które nam pozostało. Z każdego kawałka lepimy bułkę, obtaczamy w słoneczniku i odkładamy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Przykrywamy znowu szmatką i znowu zostawiamy do wyrośnięcia. Tym razem tradycyjnie już na około 1 godzinę. Bułeczki pięknie rosną i zaraz właśnie lecę znowu je podejrzeć :)
Nagrzewamy piekarnik do 180 stopni i pieczemy bułeczki na złocisto, pewnie ze 20 minut nam to zajmie.

A teraz, tak jak dwa dni temu, skrócony przepis dla Karoliny, która nie nadąża za moimi wtrąceniami:

1. Daj sobie z tym spokój, i tak wiem, że nigdy się za ten przepis nie zabierzesz.
2. Załóż buty. Płaszczyk też, bo już chłodno trochę.
3. Torebki nie musisz brać. Zawsze masz mnóstwo drobnych w kieszeniach - wystarczy ci.
4. Idź do spożywczaka (najbliżej masz Żabkę) i kup sobie jakieś pieczywko :)

A na kolejny przepis zapraszam jutro :)

---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

czwartek, 8 września 2011

Ciasto kokosowe


A takie tam sobie ciasto, w sumie zwykłe takie, ale naprawdę smaczne. Tak ostatniej niedzieli Magda zrobiła. Takie naprawdę idealne do herbaty. Bardzo miękkie, trochę kruche. Deserowe takie. Żeby sobie siedzieć przed TV (tak na marginesie to od kilku miesięcy nie ogarnąłem się żeby podłączyć antenę do telewizora), sączyć z wolna herbatkę i zagryzać tym właśnie ciastem :) Idealnie się do tego nadaje. Po południu jechaliśmy do mojej mamy to zabraliśmy kawałek. Gdyby mamuśka była ogarnięta w komputerze i internecie to by potwierdziła, że niezłe wyszło :) 
A robi się je tak:

225 g mąki pszennej
3 łyżeczki proszku do pieczenia
szczypta soli
100 g pokrojonego w kostkę masła
100 g brązowego cukru
100 g wiórków kokosowych
2 jajka
4 łyżki mleka

Na początku dokładnie smarujemy keksówkę masłem.
A potem przesiewamy do miski mąkę, proszek do pieczenia i sól. Dodajemy masło i miksujemy mikserem, aż zrobią się "zacierki". Dosypujemy wiórki i cukier i chwilę miksujemy dalej. Dodajemy jajka i mleko i miksujemy na gładką masę.
Przekładamy ciasto do formy, wygładzamy wierzch i pieczemy przez 45 minut w 160 stopniach.
Po upieczeniu zostawiamy w foremce żeby ciasto trochę przestygło. Potem wyjmujemy na kratkę do całkowitego wystygnięcia.

---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

środa, 7 września 2011

Bułki z pomidorami


Wczoraj mieliśmy z Madzią 3 rocznicę ślubu i dzień wcześniej Madzia powiedziała, że na jutro (czyli na rocznicę) na śniadanie chce mieć pomidorowe bułeczki. No nie wypadało mi odmówić :) Pognałem ją tylko do sklepu żeby kupiła co trzeba, czyli suszone pomidory i stwierdziłem, że ewentualnie tym razem - w drodze wielkiego wyjątku - mogę jej pójść na rękę i zrobić :) W sumie dość ciekawie smakują, a ostatnio odwykłem już od takiego "egzotycznego" pieczywa, pora sobie poprzypominać troszkę inne smaki. Na śniadanie do jajecznicy okazały się idealnym wyborem.

600 g mąki pszennej
25 g świeżych drożdży
1 łyżeczka miodu
5 łyżek wody
pieprz kajeński - na czubku łyżki
1,5 łyżeczki soli
40 g masła
300 ml przecieru pomidorowego
100 g suszonych pomidorów

Zaczynamy od drożdży, czyli robimy zaczyn. Czyli po prostu rozpuszczamy w kubku drożdże w wodzie razem z miodem. Odstawiamy na jakieś 15 minut żeby lekko podrosło.
W międzyczasie kroimy w paski pomidory i razem ze wszystkimi pozostałe składnikami mieszamy w misce. Dodajemy zaczyn i mieszamy przez 15-20 minut. Ciasto będzie dość klejące. Nie bardzo takie lubię, ale siła wyższa, nic na to nie poradzę. Przykrywamy miskę szmatką i odstawiamy do wyrośnięcia w ciepłe miejsce na 40 minut.
Potem wykładamy na blat oprószony mąką. Dłonie też nacieramy mąką i urywamy po kawałku i lepimy kulki. Kulki te układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Mi wyszło 8 takich kulek. Znów przykrywamy i odstawiamy na kolejne 30 minut. Bułki powinny konkretnie wyrosnąć.
Pieczemy je w piekarniku nagrzanym do 200 stopni przez jakieś 25 minut.

A ostatnio Karolina zarzuciła mi (no może nie zarzuciła tylko spostrzeżenie poczyniła), że jak próbuję jakąś historię w przepisie przemycić to przepis staje się zawiły i ostatnio musiała 4 razy przeczytać żeby zrozumieć. więc teraz wersja dla Karuśki :)

1. Drożdże i miód rozpuść w wodzie (w kubku). Zostaw na 15 minut.
2. Pokrój pomidory w paski. Zmieszaj z mąką i resztą składników. Dodaj z kubka drożdże i wygniataj ciasto przez 15 minut. Wiem, że nie lubisz. Ale musisz :)
3. Przykryj szmatką i zostaw w cholerę na 40 minut.
4. Wyłóż blachę papierem do pieczenia.
5. Wywal to ciasto na blat oprószony mąką i urywaj po kawałku. Rób kulki i układaj je na blasze.
6. Znowu przykryj szmatką i zostaw na 30 minut.
7. Zacznij nagrzewać piekarnik. Tak żeby miał około 200 stopni. Wstaw bułki i wyjmij po 25 minutach. Uważaj, nie oparz się :)
8. Poczekaj aż wystygną. Możesz jeść :)

Albo druga wersja dla Karuśki - uproszczona:
1. Zostaw to w cholerę. Powiedz po prostu, że chcesz to ci zrobię :)

---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...