wtorek, 16 stycznia 2018

Calzone z kurczakiem

www.chleby.info

Dzisiaj odrobina włoskiej kuchni, czyli calzone z kurczakiem. Właściwie to nie jestem pewien czy Włosi calzone robią z kurczakiem. Pewnie nie, dlatego tylko odrobina tej włoskiej kuchni. Bo że calzone robią to nie ulega wątpliwości. A jest to taki ni to pieróg, ni to pizza. Taka jakby pizza składana na pół i sklejana jak pieróg. To tak w skrócie, takie amatorskie wytłumaczenie. Ale chyba najbardziej trafne.

Ale skoro o kurczakach mowa to opowiem Wam historię. Uwaga, mogą gdzieniegdzie pojawić się wyrazy powszechnie uznane za wulgarne.
     

wtorek, 9 stycznia 2018

Zupa krem z zielonego groszku

www.chleby.info

www.chleby.info

Styczeń, zimno, dobrze nie jest. W taką pogodę warto posilić się czymś naprawdę dobrym i rozgrzewającym. Na przykład jakąś zupą-kremem. Taką właśnie jak ta z zielonego groszku. Jak jeszcze parę grzanek do niej dodamy to naprawdę będzie sycąca. A skoro o grzankach mowa... Dawno temu, przy okazji przepisu na grzanki, wspominałem Wam jak to znany katolicki podróżnik Wojciech Cejrowski pozbawił mnie butów. Możecie o tym przeczytać tutaj: KLIK. Bardzo długo kazałem Wam czekać na dalszy ciąg historii, ale w końcu mogę Wam zdradzić jak się sprawa zakończyła. A właściwie chyba nie zakończyła, ciąg dalszy będzie z całą pewnością.
Historia będzie długa, ale warto przeczytać. Oczywiście nie ma ona żadnego związku z dzisiejszą zupą, więc kto chce to śmiało może przejść od razu do przepisu. A kto ma parę wolnych chwil i chęci to niech czyta.
 

środa, 3 stycznia 2018

Nalewka cytrynowa na miodzie

Nalewka cytrynowa na miodzie

Planowaliśmy zrobić nalewkę farmaceutów. Jest to dość specyficzna nalewka cytrynowa, robiona przy udziale mleka (chociaż finalnie tego mleka w niej nie ma, a przepis na nią znajdziecie TUTAJ). W każdym razie rzecz w tym, że tak jakoś przypadkiem kupiliśmy dwa razy więcej cytryn niż potrzebowaliśmy. Coś zatem trzeba było zrobić z nadmiarem. Przecież nie zjemy. Wymyśliliśmy zatem tę nalewkę cytrynową na miodzie. Ma ona bardzo świeży kwaskowy smak lekko przełamany miodem. Nie jest zbyt mocna, dokładnie taka, jaką lubimy, około 25%.

A tak w ogóle to witajcie w Nowym Roku! :)
     

środa, 27 grudnia 2017

Pszenno-żytnie bułki z płatkami owsianymi i miodem na zakwasie pszennym

Pszenno-żytnie bułki z płatkami owsianymi i miodem na zakwasie pszennym

Pszenno-żytnie bułki z płatkami owsianymi i miodem na zakwasie pszennym

Człowiek to jednak głupi jest, tyle tylko mogę Wam powiedzieć. Cały tydzień, od samego poniedziałku czekałem na weekend. W robocie już od poniedziałku było paskudnie i już pół godziny po przyjściu do pracy czekałem na weekend. Na moment, aż wreszcie położę się w piątek spać i wstanę w sobotę koło południa, a potem aż do poniedziałku będę zajęty robieniem niczego. O, taki plan miałem. Ambitny jak nie wiem co. A pewnie, kto bogatemu zabroni? Minął poniedziałek, przyszedł wtorek. Tak samo paskudny jak poniedziałek. A im bardziej był paskudny, tym bardziej marzyłem o weekendzie i spaniu do południa. Walka była ostra, ale przeżyłem wtorek. Przyszła środa. Jeśli myślicie, że była chociaż trochę lepsza niż dwa poprzednie dni, to źle myślicie. Byłem bliski podcięcia sobie żył, albo zrobienia czegoś równie zabawnego. A nie zrobiłem tego tylko dlatego, że ze zmęczenia siły po prostu nie miałem. Pewnie w połowie podcinania tychże żył bym zasnął. Czwartek... Czwartek zwany również małym piątkiem był tak samo zabawny jak wszystkie poprzednie dni. Ostatni raz się tak dobrze bawiłem jak wieszałem firanki. Aż wreszcie nadszedł On! On przez duże "O", bo to nie byle co, w końcu to piątek! Ten wyczekany. Już oczami wyobraźni widziałem się śpiącego dotąd, aż obudzi mnie będące wysoko na niebie słońce, a potem wstanę, przeciągnę się i pójdę pewnie dalej spać. Tak, zaiste to radosna wizja. Skoro cztery poprzednie dni w fabryce jakoś wytrzymałem to i piątek minął mi szybko. Przybyłem do domu tak szybko jak mogłem (czyli asap - jakby to powiedzieli pracownicy wielkich korporacji), chwyciłem z lodówki piwo i zacząłem relaks (po drodze do domu jeszcze pochłonąłem kebaba, żeby już w domu nie tracić czasu na gotowanie). Włączyłem sobie odcinek serialu, który właśnie oglądam i sącząc piwo niespodziewanie zasnąłem. Mijający tydzień naprawdę miałem ciężki. Obudziłem się bladym świtem w sobotę, o 5.20. Hmmm, do mojego planowanego spania co najmniej do południa to jeszcze trochę brakowało. No nic, wystarczy zamknąć oczy i spać dalej. Nic trudnego. Ale nagle zacząłem słyszeć głosy: "Paweł, wstawaj! No wstawaj! Czytelnicy na ciebie liczą! Nowe potrawy na bloga same się nie zrobią, wpisy same się nie napiszą, no wstawaj!". No i weź tu śpij, gdy twoje lepsze (a może gorsze) "ja" do ciebie przemawia. No co miałem robić, no co? Zwlokłem się z łóżka i ostro zabrałem do pracy, nawet na kawę czy śniadanie czasu nie było. I ten, nooo... Pamiętacie, że miałem spać do południa, nie? Yhmm... Zamiast spania zrobiłem te właśnie tytułowe bułki, potem razowy chleb z pestkami słonecznika (też na zakwasie), zaraz za nim poszedł biały chleb na zakwasie pszennym, biały chleb na zakwasie żytnim, a na koniec dość prosty chleb żytni z żurawiną, również na zakwasie. Godzina była jeszcze dość młoda więc nastawiłem jeszcze syrop z pędów sosny, będzie gotowy za kilka tygodni (rzecz działa się w maju, tylko publikuję to z niewielkim poślizgiem). A jak już syrop nastawiłem to i nalewkę z pędów sosny nastawiłem. Przypomniało mi się też, że nie jadłem śniadania więc zjadłem. Około 15... Poranną kawę wypiłem trochę po 17. Na koniec przygotowałem jeszcze trochę suszonego zakwasu, tak żebym miał zapas. A w międzyczasie jeszcze porobiłem i obrobiłem mnóstwo zaległych zdjęć na bloga. I tak oto minęła mi ta leniwa sobota podczas której miałem się zająć robieniem niczego. Wróćmy zatem do pierwszego zdania tego wpisu: człowiek to jednak głupi jest...
     

wtorek, 19 grudnia 2017

Zupa krem z pieczonej papryki

Zupa krem z pieczonej papryki

Zupa krem z pieczonej papryki

Zwykle spełniam zachcianki innych, ale tym razem to ja miałem smaka na coś konkretnego. Uwidziała mi się w głowie zupa-krem z pieczonej papryki. W ciągu chwili mi się wszystko zwizualizowało, w głowie poukładało w logiczną całość i miałem gotowy przepis. Od razu wiedziałem co i jak. Okazało się, że pomysł był dobry, bo zupa wyszła doskonała. Lekka, a jednocześnie sycąca i smaczna. Bardzo aromatyczna. Chcieliśmy taką łagodną, ale jeżeli lubicie ostrzejsze smaki to można ją wzmocnić jedną czy dwiema pikantnymi papryczkami.
     
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...