czwartek, 21 sierpnia 2014

Najprostszy chleb pszenny


Nagle naszła mnie ochota na taki zwykły, najprostszy chleb pszenny. Ale taki naprawdę zwykły, ze zwykłej mąki i bez żadnych dodatków. Po prostu mąką pszenna, woda, drożdże sól i cukier. Nic więcej. Nie chciało mi się myśleć ile czego dać, jakie proporcje itd, więc odpaliłem internet żeby jakiś przepis sobie znaleźć. I wiecie co? No i nic! Po prostu nic! Same jakieś wyszukane chleby. A to z pszenną pełnoziarnistą, a to z ziarnami, a to jeszcze z czymś, a takich absolutnie zwykłych chlebów to nikt nie robi. Więc jednak musiałem się wysilić przez jakieś 30 sekund i wymyśliłem swój przepis. Proporcje są idealne, chleb wyszedł doskonały, dokładnie taki jak sobie zaplanowałem. Chrupiąca skórka, miękki miąższ. Super.

wtorek, 19 sierpnia 2014

Spaghetti alla Carbonara


Jakiś czas temu Madzia była na kursie kuchni włoskiej i bardzo sobie chwali ten kurs. Zresztą co chwilę lata na jakieś kulinarne kursy. A niech się dziewczyna uczy, przyda się jej :) Ale wracając do włoskiego kursu to nauczyła się tam robić spaghetti alla carbonara. Czyli moje ulubione (obok aglio, olio e peperoncino). Zresztą z carbonarą to mam zabawną anegdotkę i pomęczę was nią.

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Domowy pasztet wieprzowo-cielęcy w słoikach


Poniedziałek, ale wcale nie nudny i znienawidzony, jak wielu ludzi uważa. Całkiem fajny, bo to kolejny poniedziałek ze słoikowymi smarowidłami i z Dobrą Kiełbasą. Ostatnio w każdy poniedziałek publikujemy mięsiwa zamknięte w słoikach, do których przyprawy dostarcza nam właśnie Dobra Kiełbasa. Chociaż tym razem mieliśmy wizję i stwierdziliśmy, że sami dobierzemy przyprawy. Ale jeśli jesteście leniuszkami i wam się nie chce to z powodzeniem możecie użyć mieszanki "Smarowidło domowe" od Dobrej Kiełbasy. A ze wszystkimi mieszankami/przyprawami możecie zapoznać się TUTAJ.
Ale dobra, my tu gadu gadu, a przepis na pasztet sam się nie napisze. Więc niezwłocznie przechodzę do meritum. Powiem jeszcze, że pasztet był pyszny, ale to jakby oczywiste. Taki lekko ścisły wyszedł. Taki trochę do krojenia, trochę do smarowania, taki pół na pół.

sobota, 16 sierpnia 2014

Jajka w koszulkach w sosie meurette


Najpierw, na samym początku, przeklnę: zajebiocha! Ojajebie, super!
A teraz możemy przejść do dalszej części wpisu :) Madzia teraz hurtowo chodzi na różne kursy kulinarne: kuchnia włoska, francuska, indyjska, cokolwiek. Hurtowo je zalicza. A niech ma, niech sobie chodzi. Ja też mam z tego korzyści. I to dwie co najmniej. Po pierwsze mam wolny wieczór (jak tylko Magda to przeczyta to mi się dostanie), a po drugie jak wróci to mi robi wszystko to co na tych kursach się nauczyła. I teraz właśnie zrobiła mi fantastyczne jajka w koszulkach z sosem. Który to sos nazywa się meurette. To z kursu kuchni francuskiej. Sos jest z pieczarek, boczku i czerwonego wina. I jeszcze paru innych pysznych rzeczy :) A mianowicie:

piątek, 15 sierpnia 2014

Leczo z cukinią i pomidorami


Ostatnio byliśmy u mojego przyjaciela Mateusza i jego żony Agnieszki. Wyprowadzili się z Warszawy i zamieszkali na wsi. Muszę przyznać, że niegłupi mieli pomysł. Jeździmy czasem z Madzią do nich popić, powspominać i pomoczyć nogi w okolicznej rzece. No i jak tak sobie piliśmy, wspominaliśmy i moczyliśmy nogi w rzece to Mateusz wspomniał tak mimochodem, że tu obok jest dom do sprzedania. Madzia od razu podłapała temat i koniec już był jakiejkolwiek rozmowy. Tylko "Paaaweł, kupmy dom na wsi, no kupmyyy!" Eeehh, zasadniczo chętny zawsze jestem na głupie pomysły Madzi. A im pomysł głupszy tym ja jestem chętniejszy. W sumie tak naprawdę pomysł przecież głupi nie jest. Taki dom na wsi to naprawdę fajna rzecz. Dość szybko okazało się, że ten dom jednak nie jest na sprzedaż (a szkoda, bo był naprawdę super i nie zawahałbym się go kupić, tak od ręki). Ale Mateusz wspomniał, że sporo tutaj widział domów na sprzedaż. Wyruszyliśmy więc na spacer po wiosce. Dość szybko natknęliśmy się na wielką kartkę "SPRZEDAM". Patrzymy przez płot: ktoś jest w środku. Zadzwoniliśmy więc pogadaliśmy, obejrzeliśmy teren, itp. Spoko, fajnie. Dużo kwiatów, dużo warzyw, drzewa owocowe... Ucięliśmy sobie z właścicielami miłą pogawędkę i na koniec, gdy już wychodziliśmy, Madzia dostała od pani właścicielki wielką dorodną cukinię. Ogromną! Właśnie dopiero co z krzaka zerwaną. Tak żeby coś dobrego przygotowała. I właśnie do tego zmierzałem. Bo dom nieważny, mieszkanie na wsi nieważne, cukinia ważna. Bo z cukinii już następnego dnia powstało genialne leczo! Sycące i rozgrzewające. Co prawda jest sierpień i rozgrzewające dania być może nie są na topie, ale to leczo było naprawdę genialne!

czwartek, 14 sierpnia 2014

Tiramisu


Genialny włoski deser! Jeden z naszych ulubionych. I aż nie chce się wierzyć, że coś tak smacznego jest tak proste w przygotowaniu. Bo tiramisu naprawdę jest łatwe. Powiem wam szczerze, że jak przeczytałem przepis to się zdziwiłem, że aż tak łatwe. A to oznacza, że będzie częstym gościem w naszym domu ;) Przepis zaczerpnęliśmy od Doroty z Moje Wypieki. Tylko podrasowaliśmy go nieco dając większą ilość alkoholu, żeby do swojego smaku dopasować. Bo tak, nie wstydzimy się tego, lubimy alkohol :) I będziemy go pić. Nieee, nie jesteśmy alkoholikami. Ale podobno żaden alkoholik się do tego nie przyzna ;) Ale skoro już przy tym jesteśmy to anegdotkę wam opowiem. Byłem kiedyś u psychiatry. Nie, żadnych problemów nie mam, potrzebowałem tylko wyłudzić bardzo długoterminowe zwolnienie z pracy. A wiadomo, że psychiatra najdłuższe dać może. No ewentualnie też pewnie i chirurg jakiś, ale złamanie ręki ciężko symulować ;)
Wiec byłem u pani psychiatrzycy i mówię jak jest... W sumie przedstawiłem stan faktyczny: że w pracy terror, że przez to pić dużo zacząłem, że inne rzeczy też przyjmuję, że znerwicowany jestem, że mobbing jakiś, że coś tam jeszcze, że nie wiem co robić zupełnie. No i pyta mnie pani ile tego alkoholu spożywam, jak często i jakie ilości. Więc powiedziałem faktycznie, zgodnie z prawdą jak się sprawy mają. Finał tego był taki, że zwolnienia oczywiście nie dostałem, za to pani mnie zakwalifikowała do leczenia alkoholizmu i kazała się zapisać na kolejną wizytę, bo problem jest poważny. Oczywiście nigdy więcej się tam nie pojawiłem, potrzebowałem zwolnienie tylko. Ale tak, lubimy pić, pijemy i nie wstydzimy się tego. I zrobiliśmy mocne tiramisu :) A zresztą czytałem gdzieś, że ponoć ludzie w wysokim IQ spożywają więcej alkoholu. Tak, zdecydowanie coś w tym musi być :)

środa, 13 sierpnia 2014

Drożdżówki ze śliwkami


Madzia czasami ma zachcianki. Coś sobie wymyśli i jak tak nie  będzie to foch. A wiecie, że z takim fochem to żartów nie ma. A wymyśliła sobie drożdżówki. Z czereśniami w środku. Ale tak jakoś jej chyba umknął drobny fakt, że czereśnie się właśnie skończyły. Więc łaskawie zgodziła się na drożdżówki ze śliwkami. Cóż zatem było robić... Zakasałem rękawy i zabrałem się do robienia drożdżówek. Okazało się, że wyszły fantastyczne. Od razu, jeszcze na ciepło Madzia pochłonęła 3 sztuki. A resztę następnego dnia zaniosła do pracy. Ponoć ochom i achom końca nie było.
Fakt, były naprawdę niezłe. Bardzo miękkie. Słodycz bułki fajnie się przełamywała z kwaskowością śliwek. Teraz, gdy piszę ten post, na blasze wyrasta mi kolejna porcja tych bułek :)

wtorek, 12 sierpnia 2014

Burrito w kukurydzianej tortilli


Dzisiaj kulinarnie odwiedzamy Meksyk. Rzadko nam się zdarza robić coś z kuchni meksykańskiej, a widzę teraz, że to błąd, bo burrito wyszło naprawdę rewelacyjne. Z całą pewnością będziemy je robić częściej. Jak pewnie też inne meksykańskie dania. Chociaż tutaj jest drobny problem, bo kuchnia meksykańska słynie ponoć ze sporej ostrości potraw. A Madzia na pikantne to tak nie za bardzo... Ale cóż, zobaczymy co da się zrobić :)
Nie znamy się zupełnie na kuchni meksykańskiej, ale z tego co mi się wydaje, co gdzieś tam kiedyś zasłyszałem to burrito robi się na pszennej tortilli. Kukurydzianą używa się do tacos. Ale tak jak napisałem: nie znamy się. Więc zrobiliśmy burrito na kukurydzianym placku. Właściwie, jak już mamy takie rozważania snuć, to jest to bardziej amerykańska wersja burrito niż meksykańska. Prawdziwe, tradycyjne meksykańskie burrito jest ubogie, składa się z jednego, dwóch składników. To amerykanie je przerobili na swoją modłę. Ale nieważne.... Ważne, że było pyszne ;)

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Mięso ze słoika


Wracamy z naszymi mięsnymi wyrobami w słoikach, które przygotowujemy we współpracy z portalem Dobra Kiełbasa. Te wyroby są naprawdę doskonałe i przypominają mi dawne czasy minionego ustroju. Nie napiszę "dawne, dobre czasy", bo to raczej mocno dyskusyjne czy były dobre. Ale z całą pewnością były ciekawe. Z wielu względów były ciekawe. Wbrew pozorom ciekawe były również kulinarnie. Z jednej strony ciężko jest nazwać "ciekawymi kulinarnie" czasy, gdy właściwie niewiele do jedzenia było, a jak już było to wybór był naprawdę żaden. A z drugiej strony niesamowite jest to jak wiele rzeczy można było zrobić z tych rzeczy, które udało się zdobyć. Jedynym ograniczeniem była jedynie wyobraźnia gospodyń domowych. A zwykle ta wyobraźnia była właściwie nieograniczona. Dlatego też tak wiele fajnych rzeczy przetrwało do dzisiaj. Jak na przykład właśnie te mięsne przetwory w słoikach. Ja byłem wówczas dzieckiem dlatego dopiero teraz, patrząc z perspektywy czasu, mogę docenić niezwykłą żonglerkę kulinarną swojej mamy i innych gospodyń domowych.
Dodatkowo kulinarne wspomnienia minionych lat pozwala mi sobie przypomnieć Dobra Kiełbasa, która oferuje w sprzedaży m.in. mieszanki przypraw właśnie do takich słoikowych rarytasów. Zajrzyjcie TUTAJ i powspominajcie :)
A my zapraszamy was na mięso ze słoika. Co prawda tym razem nie użyliśmy gotowej mieszanki przypraw tylko zabawiliśmy się sami w komponowanie, ale jeśli chcecie to bez problemu można użyć mieszanki "Kiełbasa słoikowa".

To mięso wyszło genialnie, póki co to najlepszy słoikowy twór jaki robiliśmy. Bo, jak być może pamiętacie, od kilku tygodni co poniedziałek mamy dla was przepisy rodem z PRL-u. Najlepszy, co nie znaczy wcale, że te poprzednie były kiepskie. Bo w żadnym razie  nie były. Były bardzo dobre. A ten jest fantastyczny. Trochę jak pieczony schab, taki z piekarnika. To doskonała alternatywa właśnie dla osób nie posiadających piekarnika.

sobota, 9 sierpnia 2014

Pizzerinki, czyli mini pizze


Madzia wpadła na pomysł zrobienie mini pizzy. Bo Madzia wpada na różne pomysły. Raz lepsze, raz gorsze, ale każdy z nich trzeba sprawdzać żeby wiedzieć, który to jest ten lepszy. I ten akurat był naprawdę dobry. I pomysł i efekt pomysłu. Świetne połączenie smaków, które zresztą Madzia sama wymyśliła. Właściwie składników było naprawdę minimum, bo tylko szpinak, kozi ser i przepiórcze jajko. I sos śmietanowy. Ale właśnie odpowiednie połączenie tych niewielu smaków dało genialny efekt. Idealna przekąska na leniwy wieczór w domu. Siedzieliśmy, oglądaliśmy kolejny odcinek Hannibala i zajadaliśmy się tymi mini pizzami. Bez pośpiechu. Zresztą to też genialny pomysł na jakieś niewielkie przyjęcie w gronie znajomych. Pracy z tym niewiele, a efekt całkiem niezły.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...