poniedziałek, 30 marca 2015

Schab z szynką serrano

Schab z szynką serrano

Dzisiaj będzie dość szybko, bo spieszę się nieco. Sporo się u nas dzisiaj dzieje. Od świtu bladego pracy sporo miałem, potem Madzia wymyśliła przemeblowanie (ona wymyśliła, ja musiałem przemeblowywać, wiecie jak to jest), potem zmywanie tony naczyń, bo zmywarka padła (majster miał być dzisiaj, ale przełożył na jutro), a zaraz lecę jeszcze nalewki robić. Bo ostatnio taką zajawkę mam i chcę na naszego bloga wprowadzić nalewki. To moje pierwsze próby więc nie wiem czy cokolwiek z tego wyjdzie. Zobaczymy... Główną wadą nalewek jest to, że muszą wiele miesięcy dochodzić. Czasem pół roku, czasem 9 miesięcy. Różnie... I jak na przykład za pół roku się dowiem, że dzisiaj coś zawaliłem i nalewka wyszła paskudna to przecież krew mnie zaleje. Ale kto nie próbuje ten nic nie ma. Albo jak to się mówi w gimbazie: "kto nie ryzykuje ten nie pije szampana". Akurat szampana niespecjalnie lubię, ale nalewki bym się napił. Jestem więc dobrej myśli i ufam, że się uda. A jak nie za pierwszym razem to za kolejnym. Nie poddam się. Więc w przyszłym roku (albo jeszcze w tym) mam nadzieję dać wam parę fajnych przepisów.

A dzisiaj mamy przepis na naprawdę smaczny obiad. Schab z szynką serrano. Jakby co, to podejrzewam, że szynkę serrano można zastąpić czymś innym długodojrzewającym, np. szynką parmeńską czy szwarcwaldzką. Ale my akurat mieliśmy serrano, więc tego użyliśmy. I wyszło doskonale.

czwartek, 26 marca 2015

Crème brûlée

Crème brûlée

Dzisiaj zapraszamy was na pyszny deser. Naoglądaliśmy się ostatnio tego w różnych kulinarnych programach kulinarnych, coś modne się chyba zrobiło. Postanowiliśmy zatem i my zrobić, co by było sobie na blogu. Takie nasze swojskie krembrule :) Wyszło nieźle, zupełnie tak jak wyjść powinno. Jak ktoś lubi krembrule to polecamy nasz przepis. A jak wam zostanie trochę białek (a dokładnie 6) to zawsze można potem zrobić tartę cytrynową z bezą, na którą przepis zamieściliśmy kilka dni temu. Oba desery, tartę i crème brûlée z ręką na sercu polecamy.

niedziela, 22 marca 2015

Tarta cytrynowa z bezą

Tarta cytrynowa z bezą, Nigel Slater

Tarta cytrynowa z bezą, Nigel Slater

Niedawno obejrzeliśmy film "Tost. Historia chłopięcego głodu". Jest to historia angielskiego kucharza, dziennikarza kulinarnego, gwiazdy programów kulinarnych - Nigela Slatera. Sam film jest średni, nie porywa wielce. Ale warto go obejrzeć chociażby ze względów kulinarnych. Tyle pysznych dań się tam przewija! A przede wszystkim jednym z bohaterów jest właśnie cytrynowa tarta z bezą (która już w dorosłym życiu stała się popisowym daniem Nigela Slatera). Na filmie wyglądała tak rewelacyjnie, że już w trakcie oglądania wiedzieliśmy, że ją zrobimy.

Dodatkowym impulsem było to, że zupełnie przypadkiem taką samą tartę znaleźliśmy podczas naszej ostatniej wyprawy do Krakowa. Bywamy tam czasem, mamy tam kumpelę (i teraz wszyscy pozdrawiają Martę :)) Wpadamy na parę dni, znajdujemy jakiś tani hotel w Krakowie i włóczymy się po okolicznych knajpkach. A jak się włóczymy to zawsze coś ciekawego jemy. I przypadkiem w jednej z kafejek natknęliśmy się właśnie na taką tartę. W ogóle to zachęcamy do zwiedzania Krakowa, to naprawdę piękne miasto.

Jak się okazało smakowała dokładnie tak samo jak wyglądała. Pyszna! Dość słodka, ale taka właśnie powinna być. I nieco cierpka, bo w końcu cytryny też robią swoje. Fajne połączenia smaków. Co prawda, gdy my już ją zrobiliśmy, okazało się, że nie jest to oryginalny przepis pana Slatera, ale i tak smakowała wybornie. Myślę, że kiedyś jeszcze zrobimy według oryginalnego przepisu, ciekawi jesteśmy czy się różni w smaku, a jeśli tak, to jak bardzo. I czy na plus czy na minus :)

piątek, 20 marca 2015

Chleb szwajcarski z garnka żeliwnego

Chleb szwajcarski

Chleb szwajcarski

Jak co weekend znowu mamy Wypiekanie na śniadanie. Czyli wspólna akcja blogerów kulinarnych. Spotykamy się wirtualnie (czyli każdy przy swoim piekarniku) i robimy jakiś z góry zadany temat. Dzisiaj my prowadzimy Wypiekanie.

W tym tygodniu będzie więc tradycyjnie, zrobimy powrót do korzeni. I naszych i Wypiekania na śniadanie. Czyli po prostu pieczywo. Będziemy robić mój ulubiony chleb. Wymyśliłem go jakieś 2 miesiące temu i od tego czasu co 2-3 dni gości w naszym domu. Jeszcze nigdy nie piekłem tyle razy tego samego chleba. Właściwie już innych w ogóle nie piekę, ten jest dokonały. Przepis jest absolutnie prosty, to zwykły chleb pszenny, ale jego sekret tkwi w naczyniu żeliwnym. To właśnie w nim jest pieczony chleb i to ono nadaje mu smaku, chrupkości i wyglądu.
Mam nadzieję, że wszyscy dysponują takim żeliwnym naczyniem :)

W ogóle do chleba z garnka żeliwnego przymierzałem się już od miesięcy. Ale za każdym razem hamował mnie pewien problem. Jak po wyrośnięciu chleba wsadzić go do tego garnka? Generalnie sposoby widziałem dwa: zrobić to delikatnie i na 100% się poparzyć przy tym, albo wrzucić go z bezpiecznej wysokości i spowodować, że ładnie wyrośnięty chleb wpadający do garnka po prostu opadnie. Oba sposoby takie sobie i średnio mnie satysfakcjonujące. Aż nagle wymyśliłem sposób z papierem do pieczenia! A opis tego sposobu poniżej. 

środa, 18 marca 2015

Ravioli z dynią

Ravioli z dynią

To dość stary przepis, długo czekał na opublikowanie. Ale co ma wisieć nie utonie, a co czeka to się doczeka. Czy jakoś takoś... Pamiętam, że te pierożki były pyszne. Zresztą wszystko co z dynią to pyszne, to oczywiste. Nie mogę teraz zbyt dużo pisać, bo kot mi leży na kolanach i gryzie w palce, przeszkadza pisać. No serio, ona (kocica znaczy się) często to robi. Pisać mi pomaga, czy jak? Sam nie wiem, ale to dość uciążliwe. Zdejmę ją z kolan, zrzucę i mam  jakieś 30 sekund spokoju, potem znowu wskakuje. Eeehh... Dobra, przejdźmy do przepisu.
A tak na marginesie to Madzia mnie znowu opieprzy, że głupoty na blogu wypisuję. No trudno, nie jestem zbyt inteligentny to i głupoty wypisuję :)

poniedziałek, 16 marca 2015

Domowy twaróg

Domowy twaróg

Domowy twaróg


Jakiś rok temu wrzucaliśmy tutaj na bloga przepis na domowy twaróg. To nie był zły przepis, był całkiem niezły, ale czegoś mu brakowało. Zresztą gdyby był zły to by na blogu się nie znalazł. Był smaczny, nawet bardzo, ale nie był idealny. Chociaż jego podstawową zaletą było to, że był łatwy do zrobienia, w jego skład wchodziło tylko samo mleko. Tym razem postanowiliśmy podejść do sprawy bardziej fachowo i użyliśmy podpuszczki i specjalnych kultur starterowych. Łojezu, ten twaróg wyszedł genialny! Zupełnie szczerze wam powiem, że lepszego dotąd nie jadłem. Nie za suchy, nie za mokry, dokładnie taki jak trzeba, idealnie kremowy. Myślę, że już nie będziemy więcej eksperymentować z twarogiem, to będzie nasz sprawdzony przepis. A podpuszczkę i wspomniane kultury starterowe bez problemu kupicie w internecie.

sobota, 14 marca 2015

Chałka

Chałka

Chałka

Mamy już kilka przepisów na chałkę na blogu (chyba ze trzy) i przy ostatnim pisałem, że już więcej przepisów na chałkę nie będzie, bo ten ostatni jest idealny, lepszego nie potrzeba, poszukiwania chałki idealnej zakończone. Ale okazało się, że w cotygodniowym (a właściwie co-weekendowym) Wypiekaniu na śniadanie zarzucony został właśnie temat chałki. Cóż było zatem robić... Zakasaliśmy z Madzią rękawy i przystąpiliśmy do dzieła. Skusił nas wygląd tej chałki. Nie jest typowa chałka znana ze sklepów spożywczych tylko taka mała okrągła. Świetnie wygląda. Oryginalny przepis znajduje się tutaj. My jednak trochę dostosowaliśmy go do własnych potrzeb, a przede wszystkim zmniejszyliśmy znacznie ilość składników. Z oryginalnej ilości to by nam chyba na tydzień tych chałek starczyło. A tak wyszły nam niewielkie cztery okrągłe chałeczki. Akurat jedziemy dzisiaj na urodziny mojego brata to może nawet jedną czy dwie zabierzemy ze sobą (wszystkiego najlepszego Tomo!) Zrezygnowaliśmy też z podanej w oryginalnym przepisie mąki pełnoziarnistej. Jakoś nie bardzo mi ona do chałek pasuje. Chałki muszą być miękkie, bułkowe takie. Mąka pełnoziarnista zupełnie mi się tutaj nie komponuje. I po tych paru zmianach okazało się, że dostaliśmy naprawdę dobre, miękkie puszyste chałki. Gdybyście chcieli się skusić to polecamy.

piątek, 13 marca 2015

"Cukiernia Lidla". Tarta czekoladowa z dżemem z czarnej porzeczki

"Cukiernia Lidla". Tarta czekoladowa z dżemem z czarnej porzeczki

"Cukiernia Lidla". Tarta czekoladowa z dżemem z czarnej porzeczki

Piszę ten post na szybkości, bo się na Top Chefa spieszę. Czy tam na innego szefa czy hels kiczyna, już mi się mylą te programy. W każdym razie się spieszę więc będzie krótko i rzeczowo. Otóż ostatnio dostaliśmy z Lidla zajebiaszczą książkę z cukierniczymi przepisami. 104 wyśmienite przepisy. Można ją dostać za jakieś takie naklejki. Każde zakupy za 50 zł to jedna naklejka. A naklejek potrzeba 6. Podobno książek jest aż milion więc dla każdego chętnego powinno wystarczyć. A warto ją mieć, jest ślicznie wydana. Mnóstwo rewelacyjnych zdjęć, a przepisy naprawdę dobre. Na początek wzięliśmy na warsztat czekoladową tartę. Jest wyśmienita. Gdy się ją gryzie czuć najpierw polewę z gorzkiej czekolady, potem słodki dżem, a na koniec znowu wkracza gorzki czekoladowy spód tarty. A w ustach wszystko łączy się w całość i genialnie komponuje. Jest słodka, ale nie za słodka. Jest gorzka, ale nie za gorzka. Tam wszystko ma sens i rację bytu, każdy smak pasuje do siebie. Naprawdę powinniście spróbować.

W ogóle to koszmarny okres mam teraz. Glut niemal do pasa, przeziębiony jestem, a do robola chodzić trzeba. Pilna robota jest, może po weekendzie, za parę dni pozwolę sobie na chorowanie. Teraz się faszeruję lekami żeby jakoś funkcjonować. I właśnie zabawna rzecz z tego faszerowania się wynikła. Jak wczoraj kupowałem leki w aptece to pani farmaceutka powiedziała, żebym pod żadnym pozorem ich nie łączył ze sobą. W sumie miała rację, wiem, że nie powinienem. Ale z drugiej strony jak nie połączę i nie zrobię sobie mega-bomby leczniczej to się szybko nie wyleczę. Połączyłem więc co trzeba i po paru chwilach okazało się, że chyba przedawkowałem pseudoefedrynę i jest fajnie. Bardzo fajnie. Zdecydowanie polecam, ja zamierzam jutro powtórzyć kurację :) Jestem już za stary na nielegalne substancje to chociaż z legalnymi poeksperymentuję. Ale ten, no... Wspominałem, że będzie krótko i rzeczowo... Kłamałem :)

niedziela, 8 marca 2015

Babeczki z ciasta francuskiego z łososiem, szpinakiem i fetą

Babeczki z ciasta francuskiego z łososiem, szpinakiem i fetą

Babeczki z ciasta francuskiego z łososiem, szpinakiem i fetą

Tym razem mamy dla was przepis na szybką przekąskę. Coś na taki niewielki głód, albo jak niespodziewanie się goście zjawią, a my nie mamy co na stół wyciągnąć. Ot taka po prostu szybka zagryzka, a do tego niezwykle smaczna.
My czasami robimy "sprzątanie lodówki" i podczas takich właśnie akcji wymyślamy potrawy i wykorzystujemy wszelakie znalezione "resztki". Oczywiście nie bierzemy wszystkiego jak leci, tylko starannie komponujemy danie. Tak było i tym razem. Lodówka wyczyszczona, a wszystkie składniki pasują do siebie idealnie, babeczki wyszły rewelacyjnie i zniknęły szybciej niż się robiły. A ja tymczasem czekam na kolejną akcję sprzątania lodówki.

Zajadając się tymi babeczkami rozmyślaliśmy z Madzią nad męczącym nas dylematem. Otóż Madzia od jakiegoś czasu męczy mnie żeby się na jakąś wioskę wyprowadzić. Jakiś dom kupić (albo chociaż rozpadający się szałas), jakąś kozę, posadzić parę marchewek czy ziemniaków i żyć tam sobie spokojnie. Prawdę mówiąc jakbym miał wybierać między rozpadającym się szałasem, a fajnym domem to wybór jest prosty :) Chociaż cała sprawa wcale prosta nie jest. Bo z jednej strony fajnie mieć kawałek swojej ziemi, a z drugiej jednak mieszkanie w bloku tez ma swoje zalety. No nic, oglądamy te domy drewniane (bo jeśli już to raczej taki właśnie drewniany byśmy chcieli) i może kiedyś się zdecydujemy. A może wy macie jakieś doświadczenia w tej kwestii? Lepszy taki drewniany, z bali, murowany? A może lepiej zostać w mieszkaniu w bloku? :)

sobota, 7 marca 2015

Ptysie wytrawne

Ptysie wytrawne

Kolejny weekend więc kolejne Wypiekanie na śniadanie. Tym razem tematem przewodnim były ptysie. Ale nie takie zwykłe ptysie tylko wytrawne. Takich jeszcze nie jedliśmy więc ochoczo przystąpiliśmy do dzieła. Sprawa zapowiadała się naprawdę nieźle i faktycznie wyszły bardzo smaczne. Idealna przekąska jeśli na przykład spodziewamy się gości. Z całą pewnością będą zaskoczeni takim połączeniem smaków.

Nie będę się teraz tutaj jakoś specjalnie rozpisywał, bo lada moment ma wpaść do nas mój stary kumpel razem z żoną (i pewnie dziećmi również) i muszę jeszcze w związku z tym parę spraw ogarnąć. Chleb na przykład upiec i takie tam... Mateusz (ten kumpel właśnie) zawsze zajada się moim chlebem :) A teraz jeszcze do tego mamy niedawno zrobioną kiełbasę więc połączenie będzie idealne.

Ale wracając do ptysi to przepis pochodzi z książki Rachel Khoo Mała francuska kuchnia.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...