Print Friendly and PDF

Pszenny chleb cebulowy

Pszenny chleb cebulowy

W poszukiwaniu inspiracji na chleb wymyśliłem chleb cebulowy. Ma on naprawdę intensywny aromat, świetnie smakuje. Zwykły biały pszenny chleb, ale tak wyrazisty w smaku, że nawet jak samym masłem posmarujecie, to da radę robić za pełnoprawną kanapkę. Ja najbardziej lubię jeść go z plastrem żółtego sera. Ser idealnie się komponuje z tym cebulowym smakiem.

Przy okazji opowiem Wam historię. Bo nie mieliśmy cebuli i musiałem wskoczyć na swój motocykl i pojechać po cebulę do pobliskiego Lidla. I spotkałem tam kumpla z technikum, dawniej miał ksywkę Motur. Obudziły się we mnie wspomnienia.


Pszenny chleb cebulowy

Jak wspomniałem, chodziliśmy razem do technikum, mieliśmy pewnie po jakieś 18 lat. Miał ksywkę Motur, bo był fanem jednośladów. Odwaliło mu na tym punkcie całkowicie. Więc starzy kupili mu jakąś pierdziawkę, co to rozpędza się do 23 km/godz. w 28 sekund. Od tej pory Motur stale gadał, że jeśli umrze, to ze świadomością, że robił to, co kochał. No żeby na takim gównie się zabić, to już naprawdę trzeba mieć umiejętności. Moturowi jednak nie przeszkadza, że ludzie szybciej stoją niż ten jego gównojeździk jeździ. Non stop opowiada, gdzie on to już tą swoją bestią nie był.

Jakoś tak przy okazji jego wujek opowiedział mu o zwyczaju motocyklistów zwanym „LwG”. Co on od tej pory zaczął odjaniepawlać, to ja nie wiem. Jak tyko zobaczy innego motocyklistę, od razu jego lewa ręka strzela w górę jak z procy. Nie mówiąc już o tym, co robi, jak tylko usłyszy magiczne hasło „Lewa w górę!”.

Siedzieliśmy kiedyś na matmie i babka tłumaczy logarytmy. Ten debil Motur zamiast słuchać, to napieprza mi prosto w ucho: „wruuuum wruuum, ziuum ziuum!”. No cymbał. W końcu się zdenerwowałem i zaczekałem aż nauczycielka zacznie zadawać pytania z tego co było na lekcji. No i pyta oczywiście o te logarytmy naturalne. Nikt się nie zgłasza. Wtedy nachyliłem się do Motura i szepnąłem „lewa w górę”. Ten idiota tak wywalił łapę w górę, że aż przywalił Gabryśce w twarz. A trzeba dodać, że Gabryśka siedziała dwa rzędy od nas. Nauczycielka zadowolona, że w końcu ktoś się zgłosił i pyta Motura: „No jaka jest odpowiedź?”. A on na to: „Nie wiem”. Jebany cep dostał baniaka, a i tak już był zagrożony. Pewnie nie zda. Chrzanić go, dobrze mu tak.

Parę dni później do naszej szkoły przyjechał jakiś terapeuta od narkotyków. Przychodzi do nas na zajęcia i gada, że narkotyki to zło i w ogóle. Pod koniec zajęć prosi żeby podnieśli rękę ci, którzy mieli raz w życiu styczność z dragami. Tylko Gabryśka podniosła (od tamtego wydarzenia siada 5 rzędów od Motura). Potem terapeuta prosi żeby podnieśli rękę ci, którzy ćpają na co dzień. Wtedy nachyliłem się do Motura i szepnąłem magiczne zaklęcie „lewa w górę”. JEEEEEB! ŁAPA MOTURA WYJEBAŁA TAK DO GÓRY, ŻE AŻ ŁAWKA SIĘ PRZEWRÓCIŁA! Terapeuta pewnie pomyślał, że Motur jest naćpany, bo od razu wezwał policję. Motur dostał kuratora.

Któregoś weekendu poszedłem z Moturem do McDonalda. Jebany kupił 20 hamburgerów. Chudy był, ale fakt, zjeść potrafił. Też tak kiedyś miałem. Nadal potrafię zjeść, ale chudy już nie jestem. Tak więc Motur czeka na swoje zamówienie. Doczekał się, cała tacka zajebana burgerami. Bierze, idzie krok za krokiem do stolika. Nie wiem co mnie podkusiło, ale podszedłem wtedy do niego i zamiast mu pomóc wyszeptałem sami wiecie co. JEEEEB! RĘKA DO GÓRY, TACKA WYJEBANA W POWIETRZE, BURGERY NA WSZYSTKIE STRONY! Wszyscy goście w keczupie, dzieci płaczą, matki krzyczą. Ochrona wywaliła Motura z lokalu.

Jakiś miesiąc później mój młodszy brat szedł na siódme urodziny kolegi z klasy. Matka oczywiście kazała mi go potem odebrać. Poprosiłem więc Motura żeby zawiózł mnie po brata swoim rumakiem. Zgodził się, zajechaliśmy na miejsce. Impreza trwa w najlepsze, siedmiolatki bawią się, skaczą i tańczą. Mówię bratu, że musimy już iść, a on na to, że nie, że jeszcze pół godzinki. W porządku, zgadzam się na pół godziny. Ojciec solenizanta, Janusz, zaprasza mnie i Motura do kuchni na piwko. Motur rzekł, że on i tak nie może pić więc zostanie z dzieciakami i będzie żarł cukierki. Gadam więc sobie z ojcem młodego, opowiada mi jakich to on grzybów tydzień temu nazbierał. Przynudza w opór. Mówię mu wtedy, że muszę iść na siku. Byłem tak znudzony, że musiałem coś zrobić dla rozrywki. Poszedłem więc do pokoju, w którym były dzieci i Motur. Schowałem swój telefon za fotelem i proszę Motura żeby do mnie zadzwonił, bo chyba gdzieś zapodziałem telefon. Motur dzwoni. A nie wspomniałem, że wcześniej ustawiłem na dzwonek hymn III Rzeszy. Telefon dzwoni, ja gaszę światło, dzieci zaczynają płakać. Do pokoju wpada Janusz i zapala światło. A chwilę wcześniej na ścianę przykleiłem kartkę z napisem „lewa w górę”. Oczom Janusza ukazuje się więc Motur salutujący do hymnu III Rzeszy, a wokół niego płaczące siedmiolatki. Byłem pewien, że stary się wkurwi i wpierdoli Moturowi za demoralizację gówniaków. Tak się jednak nie stało. Janusz zaczął drzeć ryja, że to jego ulubiony utwór, po czym wziął Motura za rękę i zaczęli tańczyć poloneza. Na zakończenie stary wskoczył na Motura i utworzyli swoimi ciałami figurę w kształcie swastyki. Ja jebię! Zabrałem brata i uciekłem stamtąd.

I jak teraz w tym Lidlu zobaczyłem Motura, to wszystko to mi się przypomniało. Zrobiłem zakupy tak szybko jak się dało, powiedziałem Moturowi, że „tak, tak, zadzwonię, odezwę się” i uciekłem czym prędzej.

Wróciłem do domu i drżącymi rękoma wziąłem się za robienie tego chleba.

Pszenny chleb cebulowy


PRZEPIS NA PSZENNY CHLEB CEBULOWY


Pszenny chleb cebulowy – składniki


500 g mąki pszennej jasnej
220 ml wody
2 średnie cebule (ok. 200-220 g)
20 g świeżych drożdży
1 łyżeczka soli + trochę do posolenia cebuli
1 łyżeczka cukru

Pszenny chleb cebulowy – wykonanie


Najpierw zajmiemy się cebulą. Potrwa o trochę czasu, ale w sumie spieszy się Wam gdzieś? Cebulę siekamy w kosteczkę i dusimy na patelni na oleju. Oleju tak nie za mało wlewamy, żeby ta cebula miała się w czym dusić. Całą rzecz w tym, żeby dusić ja naprawdę długo. Wtedy ostry cebulowy smak zamienia się w przyjemną lekką słodycz. Ja robię tak, że duszę na najmniejszym palniku włączonym na minimum. Czyli ten ogień ledwo sobie pyrka. I cebula dusi się tam dobrą godzinę. Tylko co kilkanaście minut mieszkam. Cebulę na patelni oczywiście solimy.

Gdy już cebula będzie uduszona, to czekamy aż przestygnie. I wtedy łączymy ze sobą wszystkie składniki. Ja nie robiłem rozczynu z drożdży. Po prostu je wkruszyłem do mąki.

Tutaj pojawia się kwestia ilości mąki i wody. Podana w przepisie ilość jest nieco orientacyjna. Wszystko zależy od tego, ile oleju użyliście do duszenia cebuli. Po prostu jeśli ciasto podczas wyrabiania wyda Wam się zbyt luźne, to dosypcie mąki. Jeśli wyda się za sztywne – dodajcie odrobinę wody.

Jeśli będziecie wyrabiać przy pomocy robota, to tak myślę, że z 10 minut trzeba wyrabiać. Ręcznie nie mniej niż 15.

Po wyrobieniu zostawiamy ciasto w misce. Przykrywamy miskę ściereczką i zostawiamy na jakąś godzinę. Chodzi o to żeby ciasto co najmniej dwukrotnie zwiększyło objętość. Po wyrośnięciu wyjmujemy je z miski, przez parę sekund wyrabiamy i formujemy bochenek. Popatrzcie w internecie (może jest jakiś filmik na YouTube) jak prawidłowo uformować bochenek. Dobre uformowanie bochenka ma zasadniczy wpływ na to, jak on rośnie.

Oprószamy mąką, przykrywamy ściereczką i znowu zostawiamy żeby co najmniej dwukrotnie urósł. Zajmie to znowu około godziny. Wyrośnięty chleb nacinamy ukośnie w 3 miejscach. Ja mam do tego celu żyletkę, ale można też ostrym nożem. Takie nacinanie zapobiegnie ewentualnym niekontrolowanym pęknięciom w losowych miejscach.

Nagrzewamy piekarnik do 220 stopni i pieczemy chleb przez 40 minut. Zajrzyjcie do niego na jakieś 5-10 minut przed końcem pieczenia. Jeśli uznacie, że zaczyna się zbyt bardzo rumienić, to można go przykryć kawałkiem folii aluminiowej. Nie zawijać, tylko tak po prostu położyć na niego kawałek folii aluminiowej. Po upieczeniu wyjmujemy i studzimy na kratce.

Smacznego!

Polecam także nasz przepis na czerwony chleb pomidorowy.


Pszenny chleb cebulowy

Komentarze

Prześlij komentarz

Dziękuję, że tutaj jesteś. Zostaw komentarz, napisz, co sądzisz o blogu czy o tym konkretnym przepisie. Nie zostawiaj natomiast w komentarzu linków (ani do swojej strony, ani do żadnej innej) - chyba, że kontekst rozmowy tego wymaga. Jeśli interesuje Cię zareklamowanie się na blogu, to po prostu zajrzyj do zakładki "Współpraca".

Popularne posty