wtorek, 24 kwietnia 2018

Kotlet siekany z piersi kurczaka

www.chleby.info

Z czym kojarzy się Wam taki zwykły prosty polski obiad? Pewnie pierwszą rzeczą, jaka przychodzi do głowy jest kotlet schabowy. Pewnie dlatego jest tak chętnie jedzony, bo jest prosty w przygotowaniu. Ot, wziąć kawałek mięsa, stuknąć parę razy tłuczkiem, obtoczyć w panierce i wrzucić na patelnię. Ewentualnie, jak ma się nieco więcej czasu, to można pokusić się o kotlety mielone. Z tym pracy jest nieco więcej. A jak zupełnie czasu się nie ma to można po prostu wziąć pierś kurczaka, natrzeć przez 10 sekund przyprawami i tak po prostu, bezceremonialnie, rzucić nią o patelnię. I obiad w zasadzie gotowy. Takie trzy klasyki szybkiej kuchni polskiej. Dzisiaj właśnie chcielibyśmy pokręcić się w temacie kurczaka. Jeżeli macie na przygotowanie obiadu nieco więcej czasu niż tylko kilka minut (np. kilkanaście) to polecamy te właśnie kotlety siekane z piersi kurczaka. Ta potrawa rzuci na kurczaka zupełnie nowe światło. Niby kurczak, ale w takiej formie, że smakuje zupełnie inaczej. Myślimy, że warto żebyście spróbowali odmienić swój jadłospis, być może ta potrawa na stałe zagości w Waszym menu.
     

wtorek, 17 kwietnia 2018

Bułeczki pszenno-żytnie

Bułeczki pszenno-żytnie

Dzisiaj porządna porcja pieczywa. Bułki z wyraźnym charakterem, z zadziorem. Domieszka mąki żytniej zdecydowanie dodaje im smaku. Również dość długie pozostawianie zaczynu drożdżowego do wyrastania ma wpływ na ten zadziorny charakter. Zamiast normalnych 20 minut, zaczyn wyrastał przez 12 godzin. Niby trochę trwa zrobienie tych bułek, ale warto ten czas poświęcić. Takich bułek w sklepie nie kupicie. Skórka nie twarda, ale też nie miękka, taka idealna żeby było ją czuć pod zębami. Tak samo środek. Nie watowaty jak w zwykłych bułkach. Fajny, zdecydowany, czuć że się coś gryzie.
     

wtorek, 10 kwietnia 2018

Likier czekoladowo-kokosowy

Likier czekoladowo-kokosowy

Kolejny prosty napitek na blogu. Robi się go łatwo i szybko i pije tak samo: łatwo i szybko, bo smakuje doskonale. Jeżeli lubicie słodkie likiery smak białej czekolady i kokosa to jest to dla Was pozycja obowiązkowa. Naprawdę fajnie smakuje, słodycz idealnie rozpływa się po gardle. A dla mnie to miła odskocznia od owocowych nalewek, które potrafią pół roku czy nawet rok dojrzewać.

A jak macie jakiś swój sprawdzony przepis na tego typu rzeczy to piszcie w komentarzach, chętnie przetestuję.

Ale zanim przejdziemy do przepisu poruszmy jeszcze jedną ważną kwestię. Bo wiecie, często "sprzedaję" Wam tutaj różne zabawne historie. Tak żeby oderwać się trochę od samego gotowania i mieszania w garach, w końcu nie samym jedzeniem człowiek żyje. Tym razem historia nie będzie zabawna, będzie bardzo poważna. Pierwszy raz na blogu poruszam sprawy związane z polityką. Po prostu nigdy wcześniej nie widziałem takiej potrzeby. Ale dzisiaj jest dzień szczególny. Kolejna rocznica katastrofy smoleńskiej. Jedni wierzą w zamach, inni uważają, że to zwykły wypadek. Nikt natomiast, nie wiem dlaczego, nie porusza najważniejszej kwestii. Otóż ktoś podmienił ciało. To trzeba to wyjaśnić! Na pokład samolotu lecącego do Smoleńska wsiadł człowiek "mały", kłótliwy, przeciętny prezydent, zaściankowy i ksenofobiczny, mierny polityk. Autor słów: "spieprzaj dziadu", "małpa w czerwonym", "ja panią załatwię", nieznający słów refrenu hymnu. Pośmiewisko nie tylko satyryków, ale całej Europy i prezydent z rekordowo niskim poparciem społecznym. Natomiast w trumnie ze Smoleńska, przywieziono "wybitnego męża stanu","patriotę", "bohatera narodowego", "ojca narodu", największego Polaka", "równego królom". Ja więc się pytam: KTO PODMIENIŁ CIAŁO?!

Pozostawiam Wam to do przemyślenia, a tymczasem podaję przepis. 
     

wtorek, 3 kwietnia 2018

Torta pasqualina

www.chleby.info

Byłem kiedyś z kumplem w Kazimierzu Dolnym. Dawno temu, sam już nawet nie pamiętam jak dawno. Kazimierz to taka urokliwa mieścina nad Wisłą. Parę knajpek, parę ruin, fajny rynek. Ot, taka przyjemna turystyczna dziura. Studentami byliśmy jeszcze wówczas, biednymi jak mysz kościelna. Nawet na autobus do tego Kazimierza nie mieliśmy i stopem przyjechaliśmy. Siedzimy tak na rynku, słońce praży, nie bardzo mamy co ze sobą zrobić. Wokół parę fajnych knajpek z zimnym piwem, ale z kasą trochę słabo u nas. Koniec końców postanowiliśmy się schować w jakimś lokalu. Wchodzimy do pierwszego z brzegu i widzimy, że dokładnie na przeciwko wejścia wisi telewizor. W środku ludzie, głowy zadarte i w telewizor się gapią. Patrzymy i my, a tam mecz jakiś. Nie mamy pojęcia jaki, bo na piłce nożnej to obaj się znaliśmy (i nadal znamy) jak na fizyce kwantowej. Ale ledwo spojrzeliśmy, a tutaj gol padł. Nie mamy pojęcia kto gra, nie mamy pojęcia kto strzelił, ale drzemy gęby: goooool! Jeeeee, hurrrraaaa, gooooool! Jak pojebani jacyś zupełnie. No nic. Podarliśmy te gęby i siadamy przy stoliku. Sięgamy do kieszeni, wysypujemy jakieś drobniaki, liczymy. Może chociaż na jedno piwo starczy. Dłubiemy w tych monetach, próbujemy je wzrokiem rozmnożyć, a tu nagle przed nami staje kelner i stawia dwa piwa. My nieco zaskoczeni, bo nie jesteśmy pewni czy aż na dwa nas stać, mówimy, że przecież jeszcze nic nie zamawialiśmy. Że to pomyłka chyba. Pan kelner na to, że nie, że wszystko w porządku, że to od tamtego pana. I pokazuje jakiegoś starszego jegomościa przy barze. Jegomość skinął ku nas głową, przechylił w naszą stronę kufel i zasugerował, że nasze zdrowie pije. Hmm... Co tu zrobić? Poderwać nas chce? No ładnymi chłopcami jesteśmy, ale też bez przesady. Nie aż tak ładnymi. A w sumie wiadomo, że darmowego piwa i pacierza nigdy nie odmawiam. Wzięliśmy więc kufle, odkłoniliśmy się jegomościowi i pijemy.
Później, gdy już w połowie piwa byliśmy, okazało się, że starszy pan jest Włochem. A ten mecz to były jakieś mistrzostwa świata czy coś w tym stylu. I właśnie grały Włochy z kimś tam. I na nasze wejście akurat Włosi strzelili gola. A pan po prostu był zachwycony naszym entuzjazmem spowodowanym tymże golem. Do tego stopnia, że postanowił nas piwem obdarować.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...