czwartek, 28 czerwca 2012

Żurek domowy


Nazwałem ten żurek "domowym", bo jest na prawdziwym zakwasie żurkowym, który niedawno zrobiłem :) Nie tam, że z butelki ze sklepu tylko prawdziwy przeze mnie zrobiony. Zresztą pisałem o tym niedawno (tutaj). Żurek wyszedł naprawdę doskonały, zrobiłem cały wielki gar! Na kilka dni miałem, bo Madzia nie bardzo chciała jeść :) A powiedzieć muszę, że z każdym dniem stawał się coraz lepszy, poważnie.
Zresztą nie mógł wyjść źle, bo według przepisu mistrza Macieja Kuronia robiłem. Nie żyjącego niestety już od kilku lat.

1,5 litra wody
2-3 cebule
500 g ziemniaków
300 g białej kiełbasy
250 g boczku
125 ml śmietany (najlepiej kremówki lub tortowej)
1-2 łyżki chrzanu
2-3 liście laurowe
6 ziaren ziela angielskiego
10 ziaren pieprzu
1 łyżka majeranku
4 ząbki czosnku
sól, pieprz do smaku
jajka na twardo (minimum jedno na każdy talerz zupy)

Uufff, długaśna lista składników. Ale jak już wszystko mamy, to gotujemy wodę i wrzucamy na wrzątek boczek i białą kiełbasę. Zmniejszamy ogień i nie dopuszczając do wrzenia zaparzamy przez 30 minut. Mięso i kiełbasę wyjmujemy i studzimy. Do wywaru dodajemy obrane i pokrojone w kostkę ziemniaki, liście laurowe, ziele angielskie, ziarna pieprzu i gotujemy kilkanaście minut, aż ziemniaki zmiękną. Boczek kroimy w kostkę, kiełbasę na plasterki (mogą być dość grube) i wrzucamy na rozgrzaną patelnię. Dodajemy posiekaną w kostkę cebulę. Kiedy się lekko zrumieni dodajemy posiekany czosnek. Całą zawartość patelni dodajemy do wywaru, dosypujemy majeranek, trochę soli i pieprzu i chrzan. Może być świeżo utarty lub taki ze słoika. Na koniec wlewamy dobrze wymieszany zakwas i śmietanę i zagotowujemy. Na talerzu dekorujemy jajkiem na twardo, ewentualnie ziołami, które lubimy.
Smacznego :)



---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

poniedziałek, 25 czerwca 2012

Nóż do chleba Fiskars z AleDobre.pl


Jaaaaa! Ale czad! Właśnie dostałem nową zabaweczkę! I to taką, która mi się nigdy nie znudzi, bo po prostu jest mi niezbędna do codziennego funkcjonowania. Mianowicie genialny nóż do chleba. Prosto z AleDobre.pl. Jeśli regularnie czytacie mój blog to wiecie pewnie, że to już nie pierwszy produkt, który od nich mam. I jak dotąd jeszcze mnie nie zawiedli. Tak samo i tym razem. Po prostu ich produkty są naprawdę wysokiej klasy.
Sam nóż jest bardzo wygodny, idealnie leży w dłoni, rączka jest wykonana z jakiegoś takiego gumopodobnego tworzywa, tak żeby nie wyślizgiwała się z dłoni. Poza tym rękojeść posiada przemyślnie wykonaną ochronę na palce, tak żeby przy krojeniu nie pchać ich tam gdzie nie trzeba. Ostrze ma 23 cm długości więc jest dokładnie takie jakie być powinno, idealnie się kroi nawet wielkie bochenki chleba. Poza tym nóż jest naprawdę ostry, wchodzi leciutko jak w masło. Hhhmm, nie, nie jak w masło. Właściwie to jak w chleb :)
Mógłbym naprawdę wiele o tym nożu pisać, bo jest doskonały. Posiada wszystkie cechy, które dobry nóż do chleba posiadać powinien: jest ostry, ma długie ząbkowane ostrze, bezpieczną rękojeść, która dodatkowo dzięki zastosowanemu materiałowi pewnie leży w dłoni. No i w dodatku naprawdę przystępna cena! Nie mam wątpliwości, że ten nóż posłuży mi wiele lat.

Dodam jeszcze (w sumie powinienem na początku), że nóż jest marki Fiskars (z serii Functional Form). Już samo to powinno świadczyć o jego jakości. Firma Fiskars jest najstarszym przedsiębiorstwem w Finlandii. Działa nieprzerwanie od 1649 roku! Ponad 360 lat! Można zatem domniemywać, że skoro działa tyle czasu, to produkuje rzeczy dobre. Zresztą nie ma co domniemywać, mam też nóż, używam go i widzę, że kiepski nie jest :)

Akurat w całkiem dobrym momencie dostałem ten nóż od AleDobre.pl. Miałem (w sumie wciąż mam) mój stary nóż, który wiele lat mi służył. Niestety jakiś czas temu uległ poważnemu wypadkowi, razem ze mną zresztą. Mianowicie spalił mi się. Znaczy takie nie do końca, nadal był zdatny do użytku, ale poważnie nadtopiła się rączka i taka już mniej wygodna była. Eeehh, cóż to był za pożar :) Teraz to się mogę śmiać z tego, ale wtedy dosyć poważnie to wyglądało. Zresztą nie tylko wyglądało, po prostu było poważne. Ja jako człowiek-pochodnia (cały w oparach rozpuszczalnika) na środku kuchni i gdzie się nie ruszę tam ogień rozsiewam. Może kiedyś wam tę historię opowiem :) W każdym razie ten mój stary nóż był jednym z niewielu akcesoriów kuchennych, które wtedy ocalały i z sentymentu go używałem. Aż do dzisiaj. Dzisiaj przeszedł na zasłużoną emeryturę, a jego miejsce zastąpił doskonały nóż do chleba Functional Form marki Fiskars prosto z AleDobre.pl.

Na koniec powiem jeszcze, że razem z nożem dostałem paczuszkę ziaren zielonego pieprzu. Jeszcze nie miałem okazji tego pieprzu przetestować, ale miałem wielokrotnie do czynienia z innymi przyprawami marki Manufaktura Smaku (z AleDobre.pl) i jeszcze nigdy się nie zawiodłem. To są naprawdę przyprawy z najwyższej półki, z pełną odpowiedzialnością za słowa mogę powiedzieć, że to zupełnie co innego niż hipermarketowy szajs. Myślę więc, że i ten zielony pieprz sprawi mi miłą niespodziankę. To znaczy z pewnością mnie nie zaskoczy, bo przecież wiem, że będzie dobry :)
Warto może jeszcze wspomnieć o cenie pieprzu (i w ogóle przypraw), bo wbrew temu co się wydaje wcale nie jest wysoka. Weźmy na przykład dla porównania opakowanie 12 g popularnej w hipermarketach firmy na literę "P", którą intensywnie promuje pewien blond kędzierzawy awanturnik w popularnym programie pseudo-kulinarnym. Porównując/przeliczając do 100 gramowego opakowania pieprzu który otrzymałem, ten z AleDobre.pl wychodzi taniej! Podobnie z innymi przyprawami...
Wnioski proszę wyciągać samemu :)
A ja tymczasem uciekam pobawić się moim nowym nożem. W przerwach w zabawie pomyślę do czego wykorzystać zielony pieprz :)


AKTUALIZACJA (3.02.2014): Tak przypadkiem trafiłem na ten swój wpis i postanowiłem do pisać coś jeszcze. Otóż niedługo miną 2 lata jak używam tego noża i wciąż wygląda jak nowy. Jest rewelacyjny. Zdecydowanie warty swojej ceny. Polecam!

---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

czwartek, 21 czerwca 2012

Zakwas na żur


Planowałem to już od niepamiętnych czasów. Nie skłamię jak powiem, że pewnie ponad rok. Bo czasami niektóre decyzje muszą u mnie dojrzeć... Ale ta decyzja właśnie dojrzała i zakwas na żur już wstawiony. Nie mogę się doczekać aż się zrobi i potem zrobię z niego żur. Już naprawdę się ślinię na samą myśl o tym. Eeehh, oby się tylko udało :) Bez zbędnych dygresji przejdźmy do rzeczy (nie chce mi się rozpisywać bez sensu i potrzeby, bo już na stole stoi i stygnie zupa-krem brokułowo kalafiorowa, którą Madzia zrobiła).

500 g mąki żytniej razowej
1 litr wody
4 duże ząbki czosnku
100 g zakwasu chlebowego

Na wstępie wspomnę, że ja użyłem mąki żytniej pełnoprzemiałowej grubomielonej z natusfera.pl.
A generalnie sprawa jest prosta: dobrze jakbyśmy mieli jakieś kamionkowe naczynie. Od biedy jakiś bardzo duży słój (ze 3 litrowy) też się nada. Wrzucamy wszystko do środka, mieszamy łyżką i przykrywamy ściereczką. Czosnek zgniatamy bokiem noża. I niech tak stoi 3-4 dni. Jak zacznie śmierdzieć to znaczy, że jest gotowe :)
A jak nie mamy zakwasu chlebowego (chociaż jednak polecam zrobienie, przepis tutaj) to możemy wrzucić do środka skórkę z kilku kromek chleba razowego).

A jak tylko się zrobi to od razu robię żur i podaję na blogu przepis :)

Jeśli nie chcemy od razu robić żuru to możemy przelać zakwas do słoika i trzymać w lodówce około 2 tygodnie.



---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

czwartek, 14 czerwca 2012

Chleb pszenno-żytni z orkiszem



Spodobał mi się garnek rzymski, który niedawno opisywałem - tutaj. Przypomnę, że dostałem go w prezencie od AleDobre.pl. Taki prezent gwiazdkowy :) Znaczy się mamy dopiero czerwiec (a garnek dostałem w maju), ale przecież z każdym dniem do gwiazdki coraz bliżej :) No nieważne, w każdym razie garnek jest zajebiaszczy. Opisywałem go już wcześniej więc nie będę się jakoś specjalnie raz jeszcze produkował, powiem tylko, że fantastyczne są w nim dwie rzeczy: po pierwsze chleby (nie wiem jak inne jedzenie, bo jeszcze nie robiłem) jakoś tak inaczej, smaczniej, smakują, a poza tym nie potrzebują drugiego wyrastania! Co prawda oszczędność czasu jest iluzoryczna, bo znacznie dłużej się piecze taki chleb w garnku rzymskim, więc czas i tak się prawie wyrównuje, ale taka jakaś psychiczna (a może psychologiczna :)) oszczędność tego czasu jest.
Niestety garnek ma też i wady. Póki co zauważyłem jedną mniejszą, drugą sporą niestety. Mniejsza jest taka, że nie zrobimy w takim rzymskim garnku chleba na zakwasie. Bo chleb taki - jak wiadomo - potrzebuje drugiego wyrastania i to często wielogodzinnego. A idea pieczenia w tym garnku jest taka, że moczymy ten garnek przed pieczeniem przez jakieś 20 minut, wkładamy do niego to co mamy włożyć i takiego nasiąkniętego wodą pieczemy. Jakby nam stał z ciastem na zakwasie przez kilka godzin to by przecież cały wysechł po tym moczeniu. A rzecz właśnie w tym żeby nie wysechł. Ale to problem mały jak dla mnie, bo i tak niezbyt często robię zakwasowce. A jak będę robił to innej foremki użyję.
Ale problem jest również i większy... To dopiero mój drugi chleb w tym garnku, ale i zarazem drugi, który mi przywarł do spodu. Obficie natłuszczam garnek, ale to i tak nic nie daje, jest naprawdę poważny problem z wyjęciem gotowego chleba. Macie może jakiś pomysł co z tym zrobić? Chętnie wypróbuję każdą sugestię.

Nie mniej jednak garnek mi się podoba i póki mnie nie zmęczy to przywieranie to będę go używał. A tym razem zapraszam na chleb pszenno-żytni z mieszanki mąk, którą otrzymałem - tak samo jak garnek - od AleDobre.pl.

Powiem jeszcze, że ta mąka (właściwie mieszanka mąk) ma zasadniczą zaletę. Znaczy się z tyłu na opakowaniu jest podany przepis na wypiek chleba. Ja ten przepis nieznacznie zmodyfikowałem, bo tak jakoś ten podany mi nie bardzo pasował. Ale sens zachowałem i podaję Wam :)

570 g mieszanki mąki pszenno-żytniej
400 g mleka zsiadłego
2 łyżeczki soli
2 łyżeczki cukru
20 g świeżych drożdży

I jak zawsze u mnie: wszystkie składniki do dużej miski i wyrabiamy ciasto przez 15 minut. Przykrywamy miskę ściereczką i zostawiamy do wyrośnięcia na 1,5 godziny. Potem przekładamy do garnka rzymskiego (który moczymy bezpośrednio przed użyciem przez 20 minut) i od razu wstawiamy do zimnego piekarnika i pieczemy (garnek przykrywamy przykrywką) 1 godzinę w 220 stopniach. Jakby chleb się nam słabo przyrumienił to zdejmujemy pokrywkę i dopiekamy jeszcze 10 minut. Wyjmujemy garnek na jakąś podkładkę (żeby nie tak bezpośrednio na zimny blat) i wyjmujemy z niego chleb. Chleb spryskujemy wodą, możemy użyć do tego takiej spryskiwaczki do kwiatów. I odstawiamy na kratkę do ostygnięcia.

A jak nie mamy garnka rzymskiego to możemy użyć zwykłej formy. Wtedy po pierwszym wyrastaniu przekładamy chleb do formy, przykrywamy ściereczką i zostawiamy na drugie wyrastanie na 1 godzinę.
Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 190 stopni na 45 minut. A potem jak wyżej.

Ten chleb możemy również zrobić w automacie chlebowym - jeśli tylko chcemy i takowy posiadamy. Po prostu bez zbędnych ceregieli wsypujemy wszystko co mamy do pojemnika, ustawiamy wagę na ok. 1 kg, ustawiamy stopień przyrumienienia skórki i włączamy jakiś podstawowy program trwający około 3,5 godziny. No i gotowe, no i smacznego :)



czwartek, 7 czerwca 2012

Placki z mąki jaglanej


Więc tak to było: miały być po pracy na obiado-kolację krokiety. Tak sobie ustaliliśmy z Madzią jak się spotkaliśmy po pracy i razem wracaliśmy do domu. Ale jak już wróciliśmy to okazało się, że rzeczywistość przybrała nieco inny wymiar. Bo otóż Madzia czasami łapie dziwne fazy. Znaczy się słyszałem, że to większość kobiet tak ma. Nie rozumiem tego, ale skoro większość tak ma to staram się to akceptować. Ale o czym właściwie mówię? Ano o tym, że czasami, tak zupełnie bez ostrzeżenia, Madzia wstaje i zaczyna przesuwać, układać, przemieszczać... Bo niby wszystko jest dobrze, ale jak ten fotel spod okna przesunie się metr w lewo to będzie lepiej. A te książki na półce to właściwie ładnie leżą, ale jak zamieni się je półkami, tzn. te z górnej półki da się na dolną i na odwrót to przecież znacznie lepiej będzie, no nie? Jak powiedziałem: nie rozumiem tego, ale podobno tak ma być i trzeba to akceptować  :) Więc tym razem padło (już zresztą nie po raz pierwszy) na moje mąki. Wróciliśmy z pracy i Madzia od razu rzuciła się do mojej półki żeby przestawiać i przesuwać mąki :) I jak tak suwała i przestawiała to odkryła, że mam mąkę jaglaną, z którą nie bardzo wiadomo co zrobić. Posiedziała więc ze 3 sekundy w internecie i stwierdziła, że nie będzie krokietów, za to będą placuszki z mąki jaglanej, krokiety będą jutro. Albo i nie jutro, zobaczy się. Zatem szybko się uporała z moimi mąkami i dość szybko z plackami. I kolacja gotowa :)

Potrawa nie jest może jakaś wykwintna i wizualnie atrakcyjna, ale po pierwsze jest smaczna, a po drugie mąka jaglana nie jest jakoś tak wielce popularna i w sumie nie tak łatwo znaleźć przepis, w którym można by ją wykorzystać. Więc jeśli przypadkiem posiadacie taką mąkę to już wiecie co z niej zrobić :)

400 g mąki jaglanej
500 ml mleka
10 g pestek dyni
30 g pestek słonecznika
30 g siemienia lnianego
sól

Przygotowanie jest absolutnie proste: wszystkie składniki mieszamy w misce przy pomocy łyżki do momentu, aż uznamy, że się połączyły. A potem już tylko grzejemy olej na patelni i łyżką nakładamy placki i smażymy z obu stron. Doskonale smakują z kozim twarogiem.

Placki były może nieco twardawe, ale nie ujmowało im to nic ze smaku. A były naprawdę smaczne. Tam, gdzie Madzia ten przepis znalazła (nie pamiętam już gdzie to było) ktoś sugerował, że jak doda się zakwasu chlebowego to nie będą takie twarde. Być może to prawda, być może ktoś w was to sprawdzi i tutaj w komentarzu napisze co nieco o tym...

A na koniec chciałem podziękować sklepowi AleDobre.pl za dostarczenie płatków czerwonej papryki. Są genialne i zdecydowanie polecam ten sklep. Już wiele razy korzystałem z ich usług i póki co (oby tak dalej) się nie zawiodłem. A ich przyprawy to naprawdę mnie w ścianę wgniatają.



---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

wtorek, 5 czerwca 2012

Chleb orkiszowy z papryką


No i mam swój pierwszy wypiek z użyciem garnka rzymskiego. Przypomnę, że wszedłem w jego posiadanie dzięki sklepowi internetowemu AleDobre.pl. Zresztą pisałem o tym niedawno temu - o tutaj.
Chleb wyszedł fantastyczny, zresztą sami zobaczcie na zdjęciach :) Nie mam wątpliwości, że od teraz garnek często będzie zastępował mi zwykłe chlebowe foremki.

1 kg mąki orkiszowej chlebowej typ 750
2 jajka
500 ml ciepłej wody
50 g oleju
60 g płatków czerwonej papryki
2 łyżeczki soli
2 łyżeczki cukru
40 g świeżych drożdży
sezam do posypania chleba

Zatem sprawa ma się tak: wlewamy wodę do dużej miski, wkruszamy drożdże, dodajemy cukier i 200 g mąki. Mieszamy łyżką i odstawiamy na 20 minut żeby wyrosło. Potem dodajemy do tego resztę składników i wyrabiamy ciasto przez 20 minut. Powinno być gładkie i elastyczne. Przykrywamy ściereczką i zostawiamy na godzinę do wyrośnięcia.
Jak już mi ciasto ładnie po tej godzinie wyrosło to okazało się, że znacząco przesadziłem :) Jest go, tego ciasta, zdecydowanie za dużo jak na mój garnek rzymski! W sumie garnek nie jest jakiś taki mały, ma 4,2 litra (chociaż znalazłem gdzieś w internecie informację, że to jest mierzone razem z pojemnością pokrywki). No nie mniej jednak wydawał mi się spory. Ale to ciasto rosło i rosło, hehe! Podzieliłem je więc na dwie niezbyt równe części (właściwie to zdecydowanie nierówne) i jedną część przełożyłem do garnka rzymskiego, a drugą do zwykłej silikonowej foremki. UWAGA: garnek rzymski przed użyciem (włożeniem do niego ciasta chlebowego) musimy moczyć razem z przykrywką przez około 20 minut.
Chleb zwilżamy nieco z wierzchu wodą i posypujemy sezamem.
Chleb robiony w garnku rzymskim ma tę właściwość, że nie potrzebuje drugiego wyrastania. Wkładamy więc go od razu do zimnego piekarnika i nastawiamy pieczenie na 200 stopni i 60 minut.
Wspomnę też, że mój garnek rzymski jest od środka powlekany ceramiczną glazurą, nie wymaga więc natłuszczania. Ja jednak mam dość przykre doświadczenia z foremkami, do których to niby ciasto nie przywiera więc tak na wszelki wypadek natłuściłem garnek zanim włożyłem do niego ciasto chlebowe.
A ciasto w drugiej foremce przykryłem i zostawiłem żeby sobie rosło.
Po godzinie chleb w garnku rzymskim był gotowy i pachniał niesamowicie! Wyjmujemy garnek z piekarnika i stawiamy go na drewnianej desce (ewentualnie na ściereczce). Staramy się unikać kontaktu z zimnym podłożem.
Znaczy się jak już wyjąłem chleb i zdjąłem przykrywkę to okazało się, że jest nieco blady więc włożyłem go jeszcze do piekarnika na kolejne 10 minut - już bez przykrywki.

No i na koniec włożyłem do piekarnika ten drugi chleb i piekłem przez 40 minut.

A jeszcze bardziej na koniec dodam, że finalnie okazało się, że (jak zwykle) miałem rację. Nieprzywieralna powłoka w tym rzymskim garnku ssie. Mimo, że natłuściłem w środku garnek to i tak miałem poważny problem z wyjęciem chleba. Tak więc nie zapominajcie o porządnym poślizgu w swoim naczynku. A poza tym garnek rulez! :)



---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

niedziela, 3 czerwca 2012

Chleb pszenny na zakwasie


Madzia wyjechała na parę dni do Krakowa. Ot, taki kaprys miała, tak żeby zamiast oddychać warszawskimi spalinami pooddychać trochę krakowskimi. W sumie Kraków ładne miasto, sam bym pojechał. Ale akurat pracy trochę miałem więc same korzyści były z tego jej wyjazdu: ona zadowolona że może jechać, a ja chociaż ciszę i spokój do pracy w domu miałem. Zresztą byłem parę miesięcy temu w Krakowie, do przyszłego roku mi wystarczy :)
A tak na marginesie to jakieś dziwnie tanie piwo w krakowskich knajpach jest. Akurat parę miesięcy temu tego nie zauważyłem (bo ciężko jest zauważyć cokolwiek jak się nie trzeźwieje), ale teraz Madzia mi przez telefon doniosła, że spotkała lokale gdzie było za 4-5 złotych. Hmmm, dziwnie tanie. W Warszawie z trudem można znaleźć pub gdzie jest za 8. Zwykle to tak 9-10 zł kosztuje. A może by się tak na stałe tam przenieść? W końcu tak jak pisałem: miasto ładne :) W tej zapyziałej stolicy i tak nic mnie nie trzyma.

A pamiętam, że zauważyłem jeszcze jedną dziwną rzecz w Krakowie: jestem (a właściwie byłem) pochłaniaczem kebabów w hurtowych ilościach. W Warszawie kebab na cienkim cieście jest o jakąś złotówkę tańszy niż na grubym. W Krakowie zauważyłem dokładnie odwrotną tendencję. Przynajmniej w tych kebabowniach, które zwiedziłem. I ogólnie w Krakowie o jakąś złotówkę droższe kebaby były. Muszą sobie to tanie piwo jakoś odbić, hehe. No i z przykrością stwierdzam, że były paskudne :( Nie wiem, może po prostu na złe lokale trafiałem. Ale pamiętam, że nawet w stanie porządnego upojenia, gdzie powinno być mi wszystko jedno, uważałem, że są niejadalne. Ale jak pojadę tam znowu to przetestuję inne lokale kebabowe, może faktycznie jakoś pechowo trafiałem.

Ale, ale... Trochę się chyba oddalam od tematu. Właściwie to go nawet jeszcze nie zacząłem. Otóż zjadłem śniadanie i odkryłem, że na kolację chleba nie ma już. A kolacja rzecz ważna. Znaczy się tak samo ważna jak śniadanie, obiad i kilka innych posiłków, które spożywam w trakcie dnia :) Zatem zrobiłem przerwę w tym co robiłem, przeszperałem zawartość kuchennych szafek i stwierdziłem, że mam wszystko co trzeba.
Znalazłem też coś czego nigdy dotąd nie używałem. Mianowicie "Naturalny zakwas Spring Panettone", który otrzymałem z BogutynMłyn. Jakoś tak nie bardzo potrafiłem znaleźć zastosowanie dla tego specyfiku. Oczywiście mógłbym po prostu zrobić panettone, ale uznałem, że to za proste rozwiązanie :) I teraz właśnie pomyślałem, że idealnie nada się do chleba, który chcę zrobić. I już na etapie wyrabiania ciasta okazało się, że pomysł miałem doskonały. Bo zwykle jak ciasto wyrabiam to ma ono taki po prostu zapach, hmmm... no sam nie wiem. No taki zapach mąki ma. No bo w sumie jaki zapach może mieć mąka? No pachnie mąką właśnie :) A tutaj unosił mi się taki delikatny świeży aromat. Taki właśnie jakby wiosenny - tak jak w nazwie tego zakwasu. Poważnie! :) Smak gotowego pieczywa zresztą też był taki wyjątkowo delikatny.

500 g maki pszennej
300 ml wody
150 zakwasu żytniego
25 g naturalnego zakwasu Spring Panettone
2 łyżeczki różowej soli himalajskiej
1 łyżeczka cukru

Od razu napiszę, że oczywiście nic nie wyszło z mojego planowania, czyli tego, że chciałem mieć chleb na kolację. Hmm... Chleb na zakwasie dłuuuuugo wyrasta, więc na kolację musiałem się zadowolić czymś innym :)
Zakwas musi być oczywiście aktywny, czyli dokarmiony około 12 godzin wcześniej.
Wrzucamy wszystko do jednej miski i wyrabiamy ciasto przez 15 minut. Następnie przykrywamy ściereczką i zostawiamy do wyrośnięcia na około 8 godzin. Po tym czasie ponownie przez parę chwil wyrabiamy i przekładamy do natłuszczonej foremki. I znów przykrywamy ściereczką i zostawiamy na jakieś 5 godzin. Powinno nam ładnie wyrosnąć. Nagrzewamy piekarnik do 190 stopni u pieczemy 40 minut.
A przed samym wsadzeniem chleba do piekarnika smarujemy go olejem i posypujemy mąką.
Chleb wyszedł naprawdę pyszny i chrupiący :)



---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

piątek, 1 czerwca 2012

Calzone ze szpinakiem i pieczarkami


Jeśli w miarę regularnie śledzicie moje wpisy to pamiętacie pewnie, że w poprzednim poście rozpocząłem temat calzone. Wtedy było z szynką i papryką, teraz zatem ze szpinakiem i pieczarkami. Nie ma sensu żebym jakoś specjalnie powtarzał przepis, wszystko jest w poprzednim poście. Tylko farsz inny.

I tak samo jak poprzednio dziękuję za mąkę Gdańskim Młynom.

szpinak
ser camembert
pieczarki
ser pecorino
2 ząbki czosnku

Szpinak (u mnie mrożony, ale równie dobrze może być świeży) dusimy z czosnkiem na patelni. Na drugiej patelni dusimy pokrojone w plasterki pieczarki. I tak jak poprzednio robimy pieroga tylko do środka dajemy: warstwę szpinaku, warstwę pieczarek, pokrojony w plasterki camembert i zasypujemy drobno startym serem pecorino. Lepimy pieroga i pieczemy w 220-230 stopniach przez 15 minut.
Naprawdę rewelacja, tak jak już wcześniej pisałem zdecydowanie lepsze od pizzy, mieliśmy z Madzią i Malwiną niezłą wyżerkę.
Smacznego :)



---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...