wtorek, 30 kwietnia 2019

Sałatka wiosenna (z tuńczykiem)

www.chleby.info
Słuchajcie, należy Wam się wyjaśnienie. Poprzedni wpis, tydzień temu, ten o poduszeczkach z tuńczykiem z ciasta francuskiego (TUTAJ), pisał mój stary, fanatyk wędkarstwa. Teraz, przy okazji kolejnego tuńczykowego wpisu, chciałem Wam wyjaśnić, jak to wygląda naprawdę. Tylko ten, no... Tak mnie tym wpisem zdenerwował, że teraz gdzieniegdzie użyłem słów niecenzuralnych. Mam nadzieję, że nie jest to dla Was problemem.

Mój stary to fanatyk wędkarstwa. Pół mieszkania zajebane wędkami. Średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w szpitalu, bo mają zadziory na końcu. W swoim 22 letnim życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. Tydzień temu poszedłem na jakieś losowe badania, to baba z recepcji jak mnie tylko zobaczyła to kazała buta ściągać, bo myślała, że znowu hak w nodze.
    

www.chleby.info
 
Druga połowa mieszkania zajebana Wędkarzem Polskim, Światem Wędkarza, Super Karpiem,itp. Co tydzień ojciec robi objazd po wszystkich kioskach w mieście, żeby skompletować wszystkie wędkarskie tygodniki. Byłem na tyle głupi, że nauczyłem go internetów, bo myślałem, że trochę pieniędzy zaoszczędzimy na tych gazetkach, ale teraz nie dosyć, że je kupuje to jeszcze siedzi na jakichś forach dla wędkarzy i kręci gównoburze z innymi wędkarzami o najlepsze zanęty, itp. Potrafi drzeć mordę do monitora albo wywalić klawiaturę za okno. Kiedyś, gdy ojciec mnie zdenerwował to założyłem tam konto i go trolowałem pisząc w jego tematach jakieś losowe głupoty, typu „karasie jedzo gunwo”. Matka nie nadążała z gotowaniem bigosu na uspokojenie. Aha, ma już na forum rangę SUM, za najebanie 10 tysięcy postów.

Jak jest ciepło, to co weekend zapieprza na ryby. Od jakichś 5 lat w każdą niedzielę jem rybę na obiad a ojciec pieprzy o zaletach jedzenia tego wodnego gówna. Jak się dostałem na studia to stary przez tydzień pieprzył, że to dzięki temu, że jem dużo ryb, bo zawierają fosfor i mózg mi lepiej pracuje.

Co sobotę budzi ze swoim znajomym Mirkiem całą rodzinę o 4 w nocy, bo hałasują pakując wędki, robiąc kanapki, itd.

Przy jedzeniu zawsze pieprzy o rybach i za każdym razem temat schodzi w końcu na Polski Związek Wędkarski, ojciec sam się nakręca i dostaje strasznego bólu dupy, że „niedostatecznie zarybiajo tylko kradno!”, robi się przy tym cały czerwony i odchodzi od stołu klnąc i idzie czytać Wielką Encyklopedię Ryb Rzecznych żeby się uspokoić.

W zeszłym roku sam sobie kupił na święta ponton. Oczywiście do Wigilii nie wytrzymał tylko już tydzień wcześniej rozpakował i nadmuchał w dużym pokoju. Ubrał się w ten swój cały strój wędkarski i siedział cały dzień w tym pontonie na środku mieszkania. Obiad (karpia) też w nim zjadł.

Gdybym mnie na długość ręki dopuścili do wszystkich ryb w Polsce to bym wziął i podusił wszystkie.

Jak któregoś razu, jeszcze w gimbazie, miałem urodziny to stary jako prezent wziął mnie ze sobą na ryby w drodze wyjątku. Super prezent, w mordę.

Pojechaliśmy gdzieś w pizdu za miasto, dochodzimy nad jezioro, a ojcu już się oczy świecą i oblizuje wargi podniecony. Rozłożył cały sprzęt, siedzimy nad wodą i patrzymy na spławiki. Po pięciu minutach mi się znudziło więc włączyłem discmana to mnie ojciec pierdolną wędką po głowie, że ryby słyszą muzykę z moich słuchawek i się płoszą. Jak się chciałem podrapać po dupie to zaraz krzyczał szeptem, żebym się nie wiercił, bo szeleszczę i ryby z wody widzą jak się ruszam i uciekają. 6 godzin musiałem siedzieć w bezruchu i patrzeć na wodę jak w jakimś jebanym Guantanamo. Urodziny mam w styczniu więc jeszcze do tego było zimno jak sam skurwysyn. W pewnym momencie ojciec odszedł kilkanaście metrów w las i się spierdział. Wytłumaczył mi, że trzeba w lesie pierdzieć, bo inaczej ryby słyszą i czują.

Wspomniałem, że ojciec ma kolegę Mirka, z którym jeździ na ryby. Kiedyś towarzyszem wypraw rybnych był Zbyszek. Człowiek o kształcie piłki z wąsem i 365 dni w roku w kamizelce z różnymi kieszonkami przydatnymi na rybach. Byli z moim ojcem prawie jak bracia, przychodził z żoną Bożeną na Wigilie do nas, itd. Raz ojciec miał imieniny i Zbysio przyszedł na kielicha. Najebali się i oczywiście cały czas gadali o wędkowaniu i rybach. Ja siedziałem u siebie w pokoju. W pewnym momencie zaczęli drzeć na siebie mordę, czy generalnie lepsze są szczupaki czy sumy.

„WEŹ MNIE NIE WKURWIAJ ZBYCHU, WIDZIAŁEŚ TY KIEDYŚ JAKIE SZCZUPAK MA ZĘBY? CHAPS I RĘKA UJEBANA!”

„KURWA, TADEK, SUMY W POLSCE PO 80 KILO WAŻĄ, TWÓJ SZCZUPAK TO IM MOŻE NASKOCZYĆ!”

„CO TY MI O SUMACH PIERDOLISZ, JAK LEDWO UKLEJĘ POTRAFISZ Z WODY WYCIĄGNĄĆ! SZCZUPAK TO JEST KRÓL WODY, JAK LEW JEST KRÓL DŻUNGLI!”

No i aż się zaczęli napieprzać na dywanie w dużym pokoju, a ja z matką musieliśmy ich rozdzielać. Od tego czasu zupełnie zerwali kontakt. W zeszłym roku zadzwoniła żona Zbysia, że Zbysio spadł z roweru i zaprasza na pogrzeb. Odebrała akurat matka, złożyła kondolencje, odkłada słuchawkę i mówi o tym ojcu, a ojciec na to: „I bardzo, kurwa, dobrze!”. Tak go za tego suma znienawidził.

Wspominałem też o arcywrogu mojego starego, czyli Polskim Związku Wędkarskim. Stał się on kompletną obsesją ojca i jak np. w telewizji mówią, że gdzieś był trzęsienie ziemi to stary zawsze mamrocze pod nosem, że powinni w końcu coś o tych skurwysynach z PZW powiedzieć. Gazety niewędkarskie też przestał czytać, bo miał ból dupy, że o wędkarstwie polskim ani aferach w PZW nic się nie pisze.

Szefem koła PZW w mojej okolicy jest niejaki pan Adam. Jest on dla starego uosobieniem całego zła wyrządzonego polskim akwenom przez Związek i ojciec przez wiele lat toczył z nim wojnę. Raz poszedł na jakieś zebranie wędkarskie, gdzie występował Adam i stary wrócił do domu z podartą koszulą, bo siłą go usuwali z sali takie tam awantury odstawiał.

Po klęsce w starciu fizycznym ze zbrojnym ramieniem PZW ojciec rozpoczął partyzantkę internetową polegającą na szkalowaniu PZW i Adama na forach lokalnych gazet. Napieprzał na niego jakieś głupoty typu, że Adam był tajnym współpracownikiem UB albo, że go widział na ulicy jak komuś gwoździem samochód rysował, itd. Nie nauczyłem ojca obsługi tajnej sieci TOR więc skończyło się wizytą policji i sprawą karną za szkalowanie i stary musiał zapłacić Adamowi 2000 zł.

Jak płacił to przez tydzień w domu się nie dało żyć, ojciec kurwił na przekupne sądy, PZW, Adama i w ogóle cały świat. Z jego pierdolenia wynikało, że PZW jak jacyś masoni rządzi całym krajem, pociąga za sznurki i ma wszędzie układy. Przeliczał też te 2000 na wędki, haczyki czy łódki i dostawał strasznego bólu dupy, ile on by mógł np. zanęty waniliowej za te 2000 kupić (kilkaset kilo!).

Stary jakoś w zeszłym roku stwierdził, że koniecznie musi mieć łódkę do połowów, bo niby wypożyczanie za drogo wychodzi i wszyscy go chcą oszukać. „Synek, na wodzie to się prawdziwe okazy łapie! Tam jest żywioł!” – mawiał. Ale nie było go stać, ani nie miał jej gdzie trzymać, a frajerem to on nie jest (w swoim mniemaniu) żeby komuś płacić za przechowywanie więc zgadał się z jakimiś wędkarzami z okolicy, że kupią łódkę na spółkę, ona będzie stała u jakiegoś Janusza (który ma dom, a nie mieszkanie w bloku jak my) na podjeździe na przyczepie, którą ten Janusz ma i się będą tą łódką dzielili albo będą jeździć łowić razem.

Na początku ta kooperatywa szła nawet nieźle, ale w któryś weekend ojciec się rozchorował i nie mógł z nimi jechać i miał o to olbrzymi ból dupy. Jeszcze ci jego koledzy dzwonili, że ryby biorą jak pojebane więc mój ojciec tylko leżał czerwony ze złości na kanapie i sapał z wkurwienia. Sytuację jeszcze pogarszało to, że nie miał na kogo zwalić winy, co zawsze robi. W końcu doszedł do wniosku, że to niesprawiedliwe, że oni łowią bez niego, bo przecież po równo się zrzucali na łódkę. W niedzielę wieczorem, jak te Janusze już wróciły z wyprawy, wyszedł nagle z domu.

Po godzinie wraca i mówi do mnie, że muszę mu pomóc z czymś przed domem. Wychodzę na zewnątrz, a tam nasz samochód z przyczepą i łódką. Pytam skąd on ją wziął, a on mówi, że Januszowi zajebał z podjazdu przed domem, bo oni go oszukali i żebym łapał z nim łódkę i wnosimy do mieszkania. Na nic się zdało tłumaczenie, że zajmie cały duży pokój. Na szczęście łódka nie zmieściła się w drzwiach do klatki więc stary stwierdził, że on ją przed domem zostawi.

Za pomocą jakichś łańcuchów co były na łódce i mojej kłódki od roweru przypiął ją do latarni i zadowolony chce iść wracać do mieszkania, a tu nagle przyjeżdżają 2 samochody z Januszami współwłaścicielami, którzy domyślili się gdzie ich własność może się znajdować. Zaczęła się nieziemska awantura, bo Janusze drą mordy dlaczego łódkę ukradł i że ma oddawać, a ojciec się drze, że oni go oszukali i on 500zł się składał, a nie pływał w ten weekend. Ja starałem się załagodzić sytuację żeby ojciec od nich nie dostał wpierdolu, bo było blisko.

Po kilkunastu minutach sytuacja wyglądała tak:
- Mój ojciec leży na ziemi, kurczowo trzyma się przyczepy i krzyczy, że nie odda 
- Janusze krzyczą, że ma oddawać
- Jeden Janusz ma rozjebany nos, bo próbował leżącego ojca odciągnąć od łódki za nogę i dostał drugą nogą z kopa
- Dwóch policjantów ciągnie ojca za nogi i mówi, że jedzie z nimi na komisariat, bo pobił człowieka - We wszystkich oknach dookoła stoją sąsiedzi
- Moja stara płacze i błaga ojca żeby zostawił łódkę, a policjantów żeby go nie aresztowali

W końcu policjanci oderwali starego od łodzi. Ja podałem Januszom kod do kłódki rowerowej i zabrali łódkę, rzucając wcześniej staremu 500 zł mówiąc, że nie ma już do łódki żadnego prawa i lepiej dla niego, żeby się nigdy na rybach nie spotkali. Matka ubłagała policjantów, żeby nie aresztowali ojca. Janusz co dostał w mordę butem powiedział, że on się nie będzie pierdolił z łażeniem po komisariatach i ma to w dupie, tylko ojca nie chce więcej widzieć.

Stary do tej pory robi z Januszami gównoburzę na forach dla wędkarzy, bo założyli tam specjalny temat, gdzie przestrzegali przed robieniem jakichkolwiek interesów z moim ojcem. Obserwowałem ten temat i widziałem jak mój ojciec nieudolnie porobił trollkonta.

>Szczepan54 
>Liczba postów: 1
>Ten temat założyli jacyś idioci! Znam użytkownika od dawna i to bardzo porządny człowiek i wspaniały wędkarz! Chcą go oczernić, bo zazdroszczą złowionych okazów!

Potem jeszcze używał tych trollkont do prześladowania niedawnych kolegów od łódki. Jak któryś z nich zakładał jakiś temat, to ojciec się tam wpierdalał na trollkoncie i np. pisał, ze chujowe ryby łapie i widać, że nie umie łowić.

Z tych samych trollkont udzielał się w swoich tematach i jak na przykład wrzucał zdjęcia złapanych przez siebie ryb to sam sobie pisał: 
- Noooo, gratuluję okazu! Widać, że doświadczony łowca!

A potem się z tego cieszył i kazał oglądać mi i starej jak go chwalą na forum.


Tak właśnie ta historia wyglądała naprawdę. Myślę, że zgłodnieliście już podczas czytania, więc zapraszam na przepis.
Ilość według gustu:
tuńczyk
mix sałat
pomidorki koktajlowe
kukurydza z puszki
papryka
ogórek kiszony

Paprykę i ogórka kroimy w drobną kostkę. Pomidorki koktajlowe kroimy na pół. Tuńczyka rozdrabniamy widelcem. Łączymy wszystkie składniki i podajemy z sosem koktajlowym z TEGO przepisu.
Smacznego! 


www.chleby.info

3 komentarze:

  1. Bardzo fajna sałatka :) Sama często robię podobną, tylko dodaję ryż, a zamiast mixu u mnie jest szpinak. Idealne danie na obiad do pudełka.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zrobione, zapisane na późniejsze odtworzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  3. "mój stary to fanatyk wędkarstwa" jest pastą, która mnie przekonała do tego, że stosowanie zasady TL;DR może zabrać nam z życia dużo radości :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że tutaj jesteś. Zostaw komentarz, napisz, co sądzisz o blogu czy o tym konkretnym przepisie. Nie zostawiaj natomiast w komentarzu linków (ani do swojej strony, ani do żadnej innej) - chyba, że kontekst rozmowy tego wymaga. Jeśli interesuje Cię zareklamowanie się na blogu, to po prostu zajrzyj do zakładki "Współpraca".

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...