środa, 30 kwietnia 2014

Makaron pokrzywowy z pikantnym sosem pomidorowym


Dostaliśmy świetny makaron. Prawdziwy włoski makaron pokrzywowy. O fajnym zielonym kolorze. Wyglądał rewelacyjnie, a jak się niedługo miało okazać tak samo też smakował. Długo myślałem jak go przygotować żeby był dokładnie taki jak to sobie wymyśliłem. I udało się, dopasowaliśmy z Madzią składniki idealnie. Lekko cierpki makaron idealnie zgrywał się z czymś ciężkim, jak na przykład suszone pomidory i czosnek. Do tego sos z pulpy pomidorowej złagodzony serkiem mascarpone. Całość wzmocniona chili, a na sam koniec smak wzbogacił ser pecorino. Każdy smak zgrał się z każdym doskonale, musicie tego spróbować, serio. Zero zbędnych rzeczy, tylko to co potrzeba.
    

wtorek, 29 kwietnia 2014

Tarta z burakami


Odwiedził nas Graba, mój kumpel ze szkoły średniej. Razem ze swoją żoną Martą i córką Helą. Graba to fajny gość, niejedno wino razem wypiliśmy. Nie, nie mam na myśli prawdziwych win, które piją kulturalni ludzie. No wiecie, szkoła średnia to ciężki okres, trzeba się jakoś ratować. Tak czy siak wspomnień mamy całą masę. Więc sobie powspominaliśmy. Tym bardziej, że Graba z Martą również skłaniają się ku częstszemu zaglądaniu do swojej kuchni i robieniu tam fajnych rzeczy :) Mieliśmy więc o czym gadać. A Madzia na przywitanie zrobiła tartę z burakami. Wyszła naprawdę doskonale.

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Ciasto rabarbarowe


Madzia przygotowała dwa ciasta rabarbarowe. W zasadzie całkiem podobne do siebie, podobnie smakują. Pierwsze nieco zalatuje wanilią, drugie za to jest nieco bardziej puszyste. Zamieszczę oba przepisy i będziecie mogli zrobić to ciasto, do którego akurat macie w lodówce składniki :) A że któreś z nich warto zrobić to możecie mi zaufać na słowo. Są pyszne i absolutnie proste w zrobieniu. Nie są może jakieś mega piękne, ale ich smak wynagradza wszystko. Pierwsze ciasto Madzia podpatrzyła na Eksplozji Smaku, a drugi na W Kuchennym Oknie.

niedziela, 27 kwietnia 2014

Weekend z grillem #1


Miło mi poinformować, że zaczynamy właśnie współpracę z portalem Dobra Kiełbasa. To idealne miejsce dla miłośników wszelkich domowych mięsnych wyrobów. Nie tylko kiełbas, raczej ogólnie mięs czy wędlin. Każdy mięsożerca znajdzie tam coś dla siebie. Jest tam cała masa ciekawych informacji i wskazówek, dla początkujących i zaawansowanych. A jak już poczytamy trochę i stwierdzimy, że jesteśmy już gotowi żeby samemu jakieś mięsiwo zrobić to możemy się od razu tam na miejscu zaopatrzyć w potrzebny sprzęt. Bo również sklep tam jest. A w nim dokładnie wszystko co potrzeba. I akcesoria, i przyprawy, i książki, i w ogóle wszystko co trzeba :)

sobota, 26 kwietnia 2014

Schiacciata, czyli płaski chleb toskański


Kolejne Wypiekanie na śniadanie, kolejny miły weekend. Jeden weekend przerwy był, bo święta, ale nasz cykl wraca z kolejnym przepisem. Tym razem wzięliśmy na warsztat toskański chlebek, takie coś trochę podobne do focacci. Fajna rzecz, na różne sposoby można robić. My, w ramach Wypiekania na śniadanie, akurat robiliśmy wersję najbardziej podstawową, tylko z gruboziarnistą solą. Ja jeszcze dodatkowo wzbogaciłem ją o rozmaryn.
To pieczywo na świeżo jest obłędne! Zresztą później też, nawet na drugi dzień, trzeba tylko w piekarniku podgrzać żeby w miarę ciepłe było. Albo nawet i bez podgrzania, na zimno.
Ale żeby nie gadać ze wiele daję przepis:

piątek, 25 kwietnia 2014

Domowy cukier waniliowy


Ostatnio sporo robimy z Madzią takich prawdziwie domowych rzeczy. Jak właśnie na przykład domowy cukier waniliowy. Jego produkcja jest absolutnie prosta, w zasadzie to nawet nic nie trzeba robić. A idealnie się sprawdzi jako zastępstwo sklepowego cukru wanilinowego. Jeżeli ktoś w was robi dużo słodkich wypieków to ten cukier będzie niezastąpiony. A robi się go następująco:

czwartek, 24 kwietnia 2014

Topinambur z czarną rzepą na boczku i białym winie


Madzia szaleje. Odkryła nieznane nam dotąd warzywo czyli topinambur. W sumie czarna rzepa też była dotąd dla nas nie znana. Ale rzepę to chociaż kojarzyliśmy z samej nazwy, natomiast topinambur był tworem obcym nam zupełnie. Sama nazwa kojarzyła mi się z jakimś afrykańskim zwierzęciem. Albo z rodzajem jakiegoś bębna :) A prawda jest taka, że topinambur jest pyszny i czekam niecierpliwie, aż Madzia kolejne dziwne warzywo odkryje.
Teraz zatem przepis na doskonałe danie obiadowe. Myślę, że idealnie by się spisało na spotkanie w plenerze, np. ogrodowe spotkanie z przyjaciółmi.

wtorek, 22 kwietnia 2014

Tarta z cykorią i serem pleśniowym


Madzia mnie ostatnio rozpieszcza bardzo. Naprawdę bardzo. Jak czasem uda jej się wyrwać wcześniej z pracy to na łeb, na szyję pędzi do domu żeby tylko zdążyć jakiś wymyślny obiad przygotować. Bo jak już wspominałem kilka razy stwierdziliśmy, że będziemy jeść zdecydowanie więcej warzyw. I to najlepiej takich jakie rzadko dotąd zdarzało nam się jeść (lub nawet wcale nigdy nie jedliśmy). Więc w myśl tej zasady Madzia kolejny raz zrobiła trzydaniowy obiad: tartę z cykorią i serem pleśniowym na orkiszowym spodzie, topinambur z czarną rzepą na boczku i białym winie oraz nadziewaną i pieczoną dynię hokkaido. W tym wpisie zamieszczę przepis na tartę. Topinambur i dynia hokkaido w następnych wpisach.
A tak żeby zachować poprawność nazewnictwa to właściwie nie jest to tarta tylko quiche. Ale zbyt wyszukane nazwy mnie męczą, zostaniemy więc przy tarcie :)

piątek, 18 kwietnia 2014

Kurczak pieczony


Madzia zrobiła genialny obiad! Znaczy się pieczonego całego kurczaka. A ja uwielbiam kurczaka. Zwłaszcza właśnie pieczonego. Chrupiąca skórka, mięsko rozpływa się w ustach, mmmm... A tak w ogóle to Madzia tego kurczaka zrobiła w garnku rzymskim. To takie fajne naczynie, o którym pisałem tutaj.
Więc co będzie nam potrzebne oprócz kurczaka?

czwartek, 17 kwietnia 2014

Baleron pieczony


Jakiś czas temu pisałem o baleronie parzonym. Teraz więc pora na baleron pieczony. Madzia wtedy kupiła 3,5 kg karkówki. 1 kilogram poszedł na baleron parzony, a kolejne 2,5 kilograma na pieczony. Pora więc na przepis:

środa, 16 kwietnia 2014

Bagietki orkiszowe


Dzisiaj zapraszam was na orkiszowe bagietki. Tak wpadłem na ten plan, bo szukałem pomysłu na wykorzystanie jasnej mąki orkiszowej, którą akurat miałem. A miałem, bo dostałem ze sklepu biozdrowie24. Bardzo przyjemny sklepik z miłą obsługą. Jeśli kręci was klimat eko to ten sklep jest czymś dla was. Niedawno robiłem drożdżówki z konfiturą z czarnego bzu z tego sklepu. Rewelacja! I drożdżówki i w ogóle ta konfitura. Tak więc jakby co to sklep z pełną odpowiedzialnością polecam :) Swoją drogą niedługo planuję wykorzystanie makaronu z pokrzywą. Ciekawa rzecz i mam już wstępny pomysł na obiad :)
Ale dobra, bo zaczynam się oddalać od tematu, a czasu nie mam za wiele, jak zawsze zresztą...
Bagietki wyszły rewelacyjnie. Puszyste w środku, chrupiące na zewnątrz. A przepis podpatrzyłem u Liski.

wtorek, 15 kwietnia 2014

Jajka faszerowane z rzeżuchą


Za parę dni Wielkanoc czyli święto, w którym się jada jajka :) Zatem może przyda się wam ten szybki przepis. A skoro przepis szybki to i ja piszę szybko, bez zbędnych wstępów i historii. Bo w sumie pracy mam sporo i się spieszę trochę :)

niedziela, 13 kwietnia 2014

Ciabatta



Kolejny wypiek w akcji Wypiekanie na Śniadanie. Parę razy już wyjaśniałem, o co w tym chodzi, ale napiszę raz jeszcze, dla tych, którzy nie są stałymi czytelnikami naszego bloga. Otóż jest zarzucany jakiś temat, w tym akurat wypadku ciabatta. Podawany jest przepis i w weekend każdy kto chce wziąć udział z tego przepisu piecze ciabattę. Potem zamieszczamy zdjęcia na wspólnym forum i się nimi podniecamy. Tak, zamiast jak każdy zdrowy normalny facet podniecać się panienkami w Playboyu to ja się zdjęciami bułek będę podniecał. Ale bo wiecie jak to jest. Gołą babę to ja codziennie widuję, a ciabatty już dawno nie widziałem ;)

sobota, 12 kwietnia 2014

Bagietka pszenna II


Dzisiaj dalszy ciąg tego, co z Madzią nazwaliśmy "Niedzielną Piekarnią". Mianowicie którejś niedzieli wstałem o 5 rano i zacząłem piec. Mąki starczyło mi na 6 chlebów, 4 bagietki i 12 bułeczek :) Teraz zatem pora na przepis na owe bagietki.
Tak naprawdę to ta "Niedzielna Piekarnia" była dość dawno temu, a ten wpis po prostu mi się gdzieś zagubił. Zupełnie przypadkiem go teraz znalazłem i nieco z opóźnieniem publikuję :)

piątek, 11 kwietnia 2014

Domowa kostka rosołowa (bulionetka)



Madzia ostatnio ostro za kuchnię się wzięła, pewnie niedługo będzie próbowała mnie zdetronizować :) No i szpera sporo po różnych forach i blogach. I natknęła się na Ósmy Kolor Tęczy, a na nim fajny przepis na domową kostkę rosołową. Stosuje się ją tak jak taką normalną sklepową kostkę bulionową. Świetna rzecz. Doskonale wzmacnia smak, a chociaż wiemy co jest w środku. Same naturalne i dobre rzeczy :)
Przepis z Ósmego Koloru Tęczy Madzia lekko zmodyfikowała i wyszła nam taka bardziej bulionetka niż kostka rosołowa, bardziej luźna konsystencja. Ale to nawet lepiej. Smak i działanie ma identyczne, a wygodniej chyba się stosuje.

środa, 9 kwietnia 2014

Spaghetti aglio olio e peperoncino


Czas na spaghetti aglio olio e peperoncino, czyli z czosnkiem i papryczką chili. Konkretny pikantny smak. Aaahh, polubiłem to! :) Pyszne i absolutnie proste w przygotowaniu. Zatem przepis i spać lecę, bo północ dochodzi teraz, gdy to piszę.

sobota, 5 kwietnia 2014

Chleb tygrysi (Dutch Crunch Bread)


Kolejne wspólne wypiekanie w akcji Wypiekanie na śniadanie. Tym razem na warsztat wzięliśmy chleb tygrysi z bloga Mój Kulinarny Pamiętnik prowadzonego przez Berenikę (ja nieco przerobiłem przepis Bereniki). Tak miedzy nami mówiąc to nie wiem skąd taka nazwa, bo te cętki to bardziej lamparta przypominają albo żyrafę. Ale podobno gdzieś wysoko w górach żyje jeszcze jeden góral, który słyszał historię o tym, że gdzieś podobno mieszkał ktoś, kto miał kuzyna i własnie ten kuzyn kiedyś słyszał, że komuś udało się upiec chleb z tygrysimi pasami. A może ten ktoś hodował lamparta o imieniu Tygrys i karmił go chlebem... Ten góral jest już bardzo stary i nie bardzo pamięta...
W każdym razie ten chleb jest genialny. I z wyglądu i w smaku. Taki trochę bardziej bułkowy niż chlebowy, taki miękki i delikatny. W sumie można by było zamiast jednego wielkiego bochenka zrobić kilka/kilkanaście małych okrągłych bułeczek. Może kiedyś tak właśnie zrobię.

Zaczyn:
90 g mąki
55 ml wody
7 g drożdży instant
2 łyżeczki cukru
1/4 łyżeczka soli

Ciasto na chleb:
cały zaczyn
500 g mąki pszennej
100 g ciepłej wody
230 g ciepłego mleka
1 łyżeczka cukru
2 łyżeczki soli
2 łyżki oleju sezamowego

Tygrysia skorupka:
7 g drożdży instant
125 ml ciepłej wody
2 łyżeczki cukru
1 łyżka oleju sezamowego
1/2 łyżeczka soli
120 g mąki ryżowej

Robimy zaczyn: do miski wsypujemy drożdże, dodajemy cukier, zalewamy wodą i odstawiamy na 5 minut. Potem dodajemy pozostałe składniki na zaczyn i wyrabiamy elastyczne ciasto. Odstawiamy na 20 minut.

Ciasto chlebowe: do zaczynu dodajemy wodę, mleko i cukier. Miksujemy mikserem z hakiem do wyrabiania ciasta. Dodajemy olej, sól i stopniowo dosypujemy mąkę. Całość zagniatamy na średniej prędkości, aż ciasto się połączy. Ciasto ma odchodzić od boków miski. Jeśli jest zbyt klejące to dosypujemy jeszcze nieco mąki.
Wyjmujemy ciasto na lekko omączony blat i ugniatamy przez 4 minuty, aż będzie gładkie i elastyczne. Ciasto ma zupełnie gładko odchodzić od ręki i w ogóle się nie kleić. Jeśli się klei to dodajemy jeszcze nieco mąki. Formujemy kulę i umieszczamy w natłuszczonej misce. Przykrywamy i zostawiamy do wyrośnięcia na 1 godzinę (do podwojenia objętości).
Po wyrośnięciu uderzamy ciasto pięścią żeby je odpowietrzyć i wyrabiamy przez kilka sekund. Formujemy bochenek i zostawiamy na blasze do wyrośnięcia na 1 godzinę (pod przykryciem). Na 15 minut przed końcem rośnięcia robimy tygrysią pastę do posmarowania chleba. Wszystkie składniki łączymy ze sobą i mieszamy trzepaczką.
Smarujemy cały chleb dokładnie grubą warstwą pasty (powinna mieć konsystencję gęstej śmietany). I czekamy 20 minut, już nie przykrywając chleba. Po tym czasie wkładamy chleb do piekarnika nagrzanego do 200 stopni i pieczemy 50 minut. Od razu po wyjęciu chleba spryskujemy go kilka razy wodą ze spryskiwaczki do kwiatów.
Studzimy na kratce.

Smacznego!

Razem ze mną w Wypiekaniu na śniadanie udział wzięli:
Kinga z Małe Kulinaria
Alina z Ala piecze i gotuje
Dorota z Moje Małe Czarowanie
Lidia z Facebooka

---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

Pikantna zupa krem z brukwi


W zeszłym tygodniu wspominałem o fajnym obiedzie, który na mnie czekał jak z pracy wróciłem. Carpaccio z buraków (przepis tutaj), pikantna zupa krem z brukwi i spaghetti aglio olio. Jakiś czas temu pisałem też, że postanowiliśmy z Madzia wykorzystać do maksimum wszelkie znane i nieznane nam do tej pory polskie warzywa. I Madzia wyszykuje na bazarach rzeczy typu topinambur, czarna rzepa, czy chociażby wspomniana brukiew. 
Ale do rzeczy, bo właściwie teraz gdy to pisze to noc jest i spać zaraz iść muszę, jutro o 5 pobudka niestety.
Więc carpaccio opisałem kilka dni temu, teraz pikantna zupa krem z brukwi. A za kolejnych kilka dni spaghetti aglio olio.

650 g obranej brukwi
4 młode ziemniaki
1 litr wody/rosołu
4 ziela angielskie
1 liść laurowy
1 cebula
2 ząbki czosnku
1/2 papryczki chili
200 ml śmietanki 30%
sól

Brukiew obieramy i kroimy w kostkę. Ziemniaki są młode więc tylko myjemy, nie obieramy. I też kroimy w kostkę. Dodajemy liść laurowy, ziele angielskie i gotujemy aż brukiew i ziemniaki nieco zmiękną. Wyjmujemy liść i ziele i dodajemy bulion. My użyliśmy naszej domowej bulionetki (1 łyżka), na którą przepis zamieszczę wkrótce, za jakieś 2-3 tygodnie. Wy możecie użyć tego co zwykle do zup używacie. Czyli np. kostki rosołowej lub od początku gotować wszystko w jakimś wywarze bulionowym. I gotujemy aż warzywa będą miękkie.
W tym czasie na patelni podsmażamy cebulę pokrojoną w kostkę, posiekane 2 ząbki czosnku i pół posiekanej drobno papryczki chili. Dorzucamy po podsmażeniu to wszystko do garnka, zdejmujemy z gazu, dodajemy 200 ml śmietanki 30% plus sól do smaku i miksujemy. Gotowe.

Zupa wychodzi bardzo gęsta, ale my taką właśnie lubimy. Jeżeli wolicie mniej gęstą to można dać 1,5 litra wody, zamiast 1 litr.

Smacznego!



---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

piątek, 4 kwietnia 2014

Chleb na maślance



Dzisiaj mam dla was coś, czego nie było od bardzo dawna. Prawdę mówiąc myślałem, że już nigdy nie będzie, a tu proszę jaka niespodzianka. Mam na myśli chleb z automatu. Dla mnie to już rozdział dawno zamknięty, ostatni raz chleb z maszyny zrobiłem pewnie ze 2 lata temu. Jakoś tak wolę sam wszystko robić. Ciasto wygnieść ręcznie, w piekarniku upiec... Mieć kontakt z tym po prostu lubię. Ale Marysia, czytelniczka naszego bloga, zrobiła mi niespodziankę i na blogowego maila wysłała przepis razem ze zdjęciami. Pomyślałem więc, że opublikuję, może komuś się przyda ;) Zatem cytuję z maila za Marysią:

Składniki na 1 kg chleba:
400 g mąki pszennej typ 550
200 g mąki graham typ 1800 (wtrącenie ode mnie: mąka graham to chyba typ 1850)
470 ml maślanki (najlepiej w temperaturze pokojowej, ale z takiej z lodówki też wyjdzie)
1 łyżka cukru
1 łyżeczka soli
1 łyżka oliwy z oliwek
30 g drożdży świeżych (lub 3 łyżeczki suszonych - na suszonych pięknie wyrasta na pękaty bochenek, ze świeżych tworzą się góry i doliny)
do 2 garści dodatków w postaci ziaren przeróżnej maści

Do formy wlewamy maślankę, dodajemy cukier, sól, oliwę, na to mąka, tak aby wszystko szczelnie przykryła, na to kruszymy drożdże (maślanka nie może się stykać z drożdżami). Na końcu ziarna.
Program do pieczenia - u mnie to na chleb francuski czyli przy 1 kg chleba 3 godz. 5 minut.

Tako rzecze Marysia. Tak widzę na tych zdjęciach, że trochę opadł do środka ten chleb, wklęśnięty jest. Z doświadczenia wnioskuję, że chyba za dużo płynów jest, znaczy się maślanki. Na taką ilość mąki ja bym ograniczył ilość maślanki maksymalnie do 400 ml, a może nawet i mniej. Ale zacząłbym od 400 i zobaczył co się stanie.
Tak na marginesie to Marysia pisze jeszcze, że ma przepis na doskonałą chałkę z maszyny. Hmmm, prawdę mówiąc ciekaw jestem tej chałki i niecierpliwie czekam na przepis od Marysi ;)

Smacznego!

PS. Dosłownie na moment przed opublikowaniem tego wpisu ponownie napisała do mnie Marysia sugerując, że zapadanie się tego chleba jest spowodowane zbyt dużą ilością drożdży. I sugeruje zmniejszyć ich ilość, np. do 25 g. Tak też może być, chociaż ja osobiście rzadko kiedy daję więcej niż 20 g. Więc jeżeli bym zmniejszał to właśnie do 20 g.
Można zatem spróbować i mniej maślanki i mniej drożdży.


AKTUALIZACJA (14.06.2014):
Info od Marysi, autorki przepisu:
"Jak autorka przepisu chciałam napisać, że po zmniejszeniu ilości drożdży do 20g i zastąpieniu mąki pszennej 550 na pszenną 750 prosto z młyna, chleb wychodzi boski. Wyrasta i się nie zapada. I jeszcze mała propozycja, która też wyszła w trakcie - ziarna warto podprażyć na suchej patelni przez kilka minut. Wierz można (po programie wyrastania tuż przed wypiekaniem) skropić wodą i posypać prażonymi ziarnami :) Chleb piekę co drugi dzień i na bieżąco go udoskonalam :D Pozdrawiam :)"


---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

czwartek, 3 kwietnia 2014

Bułki śniadaniowe III



W ostatnim wpisie chwaliłem się, że wstałem o 5 rano i zrobiłem 6 chlebów, 4 bagietki i 12 bułeczek (tak jak na zdjęciu na dole wpisu). Zatem właśnie w nawiązaniu do tego teraz pora na przepis na owe bułeczki. Powiem wam zupełnie szczerze, że wyszły tak puszyste w środku i tak fajnie chrupiąca skórkę miały, że nie wyobrażam sobie teraz nic innego na śniadanie. Któregoś razu prawdopodobnie poświęcę cały weekend i bite dwa dni będę je piekł, a potem zamrożę. I będzie jedzenia na tydzień lub dwa :)
     

środa, 2 kwietnia 2014

Drożdżówki z konfiturą z czarnego bzu



Wracam z fabryki, dzień jak co dzień, czyli zajechany jestem jak koń po westernie, spotykam się z Madzią. Tak jakoś w połowie drogi do domu. Jak zawsze. Znaczy się dzień jak co dzień, jak już wspomniałem. Więc spotykamy się i już od razu widzę, że coś się szykuje. Że właściwie już się coś naszykowało. Bo taka chwila ciszy zapadła, takie zastanawianie się, takie spuszczenie wzroku i nagle Madzia mówi: "Słuchaj, bo sprawa jest..." No w mordę go i nożem - zakląłem szpetnie w myślach. No czego ona chce znowu, co zrobiła? A właściwie co kupiła i teraz delikatnie próbuje o tym wspomnieć. Ostatnio o robocie kuchennym wspominała. Takim za 3 tysie. I co, kupiła go i nie wie jak o tym powiedzieć? "No czego chcesz kobieto?!" - powiedziałem najuprzejmiej jak potrafiłem.
- No bo wiesz...
- No nie wiem. Mów!
- Bo ten dżem...
- Jaki, w mordę, dżem?!
- No nie dżem tylko powidła. Konfitura właściwie...
- Jaki nie dżem tylko powidła?! Konfitura właściwie.
- No ten dżem. Znaczy konfitura...
-  Madzia, kobieto, dziewczę drogie... Chcesz ty czegoś ode mnie?
- No chcę... Bułek chcę. Drożdżówek właściwie.
- Co?!
- No bułki. Drożdżówki właściwie.
- Madzia, skup się teraz. Bardzo się skup i mów do mnie pełnymi zdaniami.
- Bo te konfitury co od pani dostałeś... To ja bym z nimi drożdżówki chciała...

Nooo, doszliśmy do sedna. Madzia nic nie zbroiła, nic nie kupiła i nic nie chce żeby jej kupić tylko drożdżówek się jej zachciało po prostu. Bo dostałem fajne konfitury z czarnego bzu ze sklepu biozdrowie24. Ogólnie spoko sklep, jeśli macie parcie na bio produkty to poszperajcie tam, nie będziecie zawiedzeni. A sama konfitura rewelacyjna, idealnie się zgrała z drożdżówkami.
Wiec wróciliśmy do domu i od razu zakasałem rękawy, założyłem kuchenny fartuszek (a jakże, mam taki, z logo bloga) i zrobiłem kilka naprawdę niezłych drożdżówek. Polecam je wam z pełną odpowiedzialnością. A przepis podejrzałem (i nieznacznie zmieniłem) u Malwiny z Filozofii Smaku.

340 g mąki pszennej
190 ml mleka
3 łyżki cukru
15 g świeżych drożdży
40 g roztopionego masła
1 żółtko
konfitura z czarnego bzu
1 żółtko wymieszane z odrobiną wody do posmarowania bułek

W małej miseczce kruszymy drożdże, dodajemy pół łyżki cukru i kilka łyżek ciepłego mleka. Mieszamy i odstawiamy na 15 minut.
Mąkę mieszamy z pozostałym cukrem (2,5 łyżki), dodajemy mleko, masło, żółtko i spienione drożdże. Wyrabiamy gładkie i elastyczne ciasto, powinno to potrwać około 15 minut. Po wyrobieniu zostawiamy w misce pod przykryciem w ciepłym miejscu na 1,5 godziny. Po tym czasie dzielimy je na 6 równych części i wałkujemy na prostokąty. I robimy bułki. Nie bardzo wiem jak miałbym to opisać więc poniżej zrobiłem dokumentację fotograficzną :)



Bułki układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, przykrywamy i odstawiamy na 30 minut.
Smarujemy wierzch drożdżówek roztrzepanym żółtkiem z odrobiną wody. Pieczemy 15-20 minut w 200 stopniach.

Smacznego!












---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

wtorek, 1 kwietnia 2014

Carpaccio z buraków


Madzia zrobiła mi niespodziankę :) Na mój powrót z pracy zrobiła taki mega wypasiony obiad. To znaczy, żeby nie było, często robi obiady. Ale ten był naprawdę wypasiony. Była przystawka, pierwsze danie i drugie danie. I tylko zadzwoniła do mnie jak z pracy wracałem żeby się pożalić, że deseru nie ma żadnego. Na co odpowiedziałem, że trudno, nic się nie stało. A Madzia znowu: ale deseru nie ma żadnego! Więc ja znowu spokojnie: no nic się nie stało, trudno. A Madzia na to: Ale nie ma żadnych LODÓW na deser! Więc ja znowu spokojnie: no wiem, rozumiem, nic się nie stało. A w myślach dodałem: No do jasnej cholery, zrozumiałem za pierwszym razem, wiem, że po drodze mam iść do Lidla i kupić! :)

Więc jak wróciłem do domu to już na mnie czekało carpaccio z buraków. A do tego jeszcze jedna większa niespodzianka. Madzia wyjęła z zamrażalnika schłodzony kufel do piwa i podała mi z miłym uśmiechem. Myślałem, że znowu coś przeskrobała, ale nie, dzisiaj po prostu taka miła była :)
Później była jeszcze pikantna zupa-krem z brukwi i spaghetti aglio olio - ale o tym opowiem następnym razem, za kilka dni. Teraz buraki. I w ogóle to Madzia chce żebym kupił maszynkę do robienia lodów, żebym nie musiał do Lidla latać :)

1 podłużny burak
roszponka
3 łyżki oliwy extra virgin
1 łyżka octu balsamicznego
szczypta soli i pieprzu
kilka łyżek pestek słonecznika

Buraka gotujemy w skórce do miękkości. Po ugotowaniu obieramy i kroimy w cienkie plastry. Na talerzu okładamy roszponkę, a na niej plastry buraka.
Dresing: w miseczce mieszamy oliwę, ocet balsamiczny, sól i pieprz i polewamy tym buraki. Na koniec posypujemy wyprażonymi na suchej patelni ziarnami słonecznika.

I dodam, że smakuje genialnie! A w moich ustach to brzmi - delikatnie mówiąc - dziwnie, bo ja nie lubię buraków.

Smacznego!



---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...