Print Friendly and PDF

Ciasto na jogurtach greckich

www.chleby.info

Idealne ciasto na piękny sierpniowy dzień. Jest jak każde na naszym blogu: proste i szybkie w zrobieniu i bardzo smaczne. W sam raz do leniwego wylegiwania się w ciepły weekend. A wiecie co jeszcze jest idealne do wylegiwania się? Historia, która Wam opowiem. Nie ma ona oczywiści nic wspólnego z tym ciastem, nawet nie ma nic wspólnego z kulinariami, ale już się chyba przyzwyczailiście do moich opowieści. Głupie, bez sensu, ale za to jakie życiowe. Nie to, że życie jest głupie i bez sensu, to nie tak. Ale niektóre sytuacje owszem. Tak jak na przykład ta.

 

10 rano jedna ze stacji benzynowych w Kielcach. Zatankowałem samochód, wbijam na stację, nic nadzwyczajnego.

Ochroniarz popija poranną kawę, elegancka pani w szpilkach płaci przy kasie za zatankowane wcześniej paliwo. Podchodzę do kasy, płacę, odwracam się i nagle wchodzi on. Człowiek, którego styl bycia od razu można poznać. Wygląd i zachowanie Pana można opisać jednym prostym stwierdzeniem: typowy Janusz. Siwy wąs, kamizelka i inne atrybuty kojarzące się z tą właśnie grupą społeczną. Janusz, tak będę go dalej nazywał, wchodzi na stację rozgląda się i mówi: „mam problem”. Tak szybko jak Janusz skończył mówić, tak szybko pojawił się jeden z pracowników stacji. „Jakiż to problem tego pięknego poranka?” - pyta pracownik.

– Zatankowałem za dużo paliwa i nie mam jak za nie zapłacić.

– Nie ma problemu, wystawimy fakturę, którą będzie mógł Pan opłacić w ciągu 24 godzin.

I tu pojawił się prawdziwy problem Janusza, który ze stoickim spokojem rzekł „Ale ja nie chce płacić za ten nadmiar paliwa”. Jak się za chwilę okazało Janusz zatankował coś koło 114 zł, a miał tylko 100, ale nie to było jego zmartwieniem. Pracownik powiedział, że nie ma możliwości na niezapłacenie za paliwo pobrane z dystrybutora. Wtedy mina Janusza zrzedła, na twarzy zaczęły pojawiać się wypieki, a z ust z prędkością karabinu maszynowego wyrzucane były kolejne słowa.
„JAK TO SIĘ NIE DA PROSZĘ TO WYPOMPOWAĆ I SOBIE ZABRAĆ MNIE TO NIE INTERESUJE!” krzyczy szanowny Pan.
„Ale nawet jeśli wypompujemy benzynę nadal będzie musiał Pan za nią zapłacić”.
Wtedy Janusz nie wytrzymał. Popatrzył na ludzi znajdujących się na stacji i krzyknął „SKURWYSYNY! Jak to mam zapłacić. Nie zapłacę i chuj mi zrobicie, zabieraj tę stówę i sam dopłać resztę. To jest firmowy samochód, firmowe pieniądze i nikt mi ich nigdy nie odda!” Janusz jakby stanął w płomieniach, furia porównywalna do tej jaką zaprezentował Jerzy Janowicz po przegranym meczu. Już wtedy wiedziałem, że ten dzień będzie dobrym dniem.

„W takim razie dzwonimy po policję” - mówi jedna z kasjerek.

Zostałem poproszony o poczekanie na przyjazd radiowozu żeby zeznać w jak skandaliczny sposób zachowywał się ten uciemiężony człowiek pracy, ale i tak od początku wiedziałem, że nie mogę tego opuścić. Po 10, może 15 minutach przyjeżdża policja, spisuje zeznania i podchodzi do Janusza.
– Proszę zapłacić z benzynę, którą Pan pobrał.
– Nie.
– W takim razie sprawę kierujemy do sądu. Proszę jakiś dokument tożsamości.
– Nie.
– Proszę Pana, ma Pan obowiązek wylegitymowania się.
Janusz wkurwiony rzucił w policjanta portfelem i wyszedł na zewnątrz. Od razu po opuszczeniu stacji z wewnętrznej kieszeni swojej kamizelki wyjął papierosy i odpalił jednego tuż przed rozsuwanymi szklanymi drzwiami. Wtedy jeden z policjantów podszedł do pracownika ochrony i zaczął coś do niego mówić półgłosem. Z całej rozmowy zrozumiałem tylko jedno, jedyne słowo-klucz: GAŚNICA! Pracownik chwycił gaśnicę stojącą na jednej z półek po czym poszedł negocjować z wąsatym panem.
– Proszę zgasić papierosa.
– Nie.
– Powtarzam po raz ostatni, proszę zgasić papierosa, to jest stacja benzynowa, tu nie można palić.
– Nie.
I to był błąd. Tego dnia Janusz przegrał z systemem. Został pokonany w tej nierównej walce. Jak tylko ostatnia litera partykuły wylała się z jego ust, pracownik stacji bez wahania odpalił gaśnicę! I JEB W JANUSZA. JANUSZ NIE WIE CO MA ROBIĆ, KRZYCZY COŚ WKURWIONY. Wyzywa wszystkich na około. Nagle proszek się skończył, kurz bitwy opadł.
I stoi sam na środku placu wkurwiony Janusz. Ale jak on był wkurwiony, tego po prostu nie da się opisać. Był tak czerwony, że czerwień przebijała się przez grubą warstwę proszku gaśniczego.

W tym momencie Janusz rzucił się do samochodu, jednak szybszy był policjant, który jebnął panem o maskę i zakuł go w kajdanki.

I pomyśleć, że to wszystko o jebane 14 zł!

Tak, to było piękne wydarzenie. Teraz już spokojnie możemy przejść do ciasta.

 

www.chleby.info

PRZEPIS NA CIASTO Z JOGURTÓW GRECKICH

Ciasto z jogurtów greckich - składniki

Ciasto:
500 g mąki pszennej jasnej
250 g margaryny
5 żółtek
3 łyżki cukru pudru
2 łyżeczki proszku do pieczenia
Szczypta soli

Masa jogurtowa:
1200 g jogurtu greckiego
200 g wiórków kokosowych
5 białek
165 g cukru
2 łyżeczki octu winnego (lub soku z cytryny)
1 łyżka budyniu waniliowego (suchego proszku)
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego (opcjonalnie)

Dodatkowo:
słoiczek powideł śliwkowych (może być też jakiś ulubione dżem, co chcecie)

Ciasto z jogurtów greckich – wykonanie

Składniki na ciasto łączymy ze sobą i szybko mieszamy aż się połączą ze sobą. Dzielimy na dwie części, zawijamy w folie spożywczą i chowamy na kilka godzin do lodówki.

Formę (ok. 24x36 cm) wykładamy papierem i na spód ścieramy na tarce o grubych oczkach jedną część ciasta. Lekko przyklepujemy, smarujemy powidłami.

Jogurt mieszamy z wiórkami kokosowymi, ekstraktem waniliowym (opcjonalnie) i budyniem.

Białka ubijamy ze szczyptą soli . Gdy piana będzie sztywna dodajemy stopniowo – po łyżce – cukier, ciągle ubijając. Na koniec dodajemy ocet winny. Ubitą pianę delikatnie mieszamy z jogurtem i całość wylewamy na spod ciasta. Na górę ścieramy (ponownie na tarce o dużych oczkach) resztę ciasta.

Pieczemy przez godzinę w 180 stopniach. Po upieczeniu uchylamy piekarnik i zostawiamy ciasto do wystudzenia.

Smacznego!

Polecamy również nasz przepis na Szarlotka z bezą.

 

www.chleby.info


Komentarze

  1. Ciasto bardzo fajne. Przepisy na blogu również. I prośba - pytanie : bez wulgaryzmów, które szczególnie w komentarzach, czasem wręcz porażają i aż nie pasują.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wiem, ja rozumiem. I ja nawet się zgadzam w kwestii tych wulgaryzmów. Ale pojawiają się one wyłącznie w tych historyjkach, którymi czasami raczę czytelników dla rozrywki. Taka konwencja tych historyjek. Są one życiowe, przedstawiają codzienność. A wulgaryzmy są - czy tego chcemy czy nie - częścią naszego życia, częścią naszego języka. Stąd też gdzieniegdzie przewijają się w tych historyjkach. Właśnie dla pokazania ich codzienności (historyjek, nie wulgaryzmów).
      Nie mniej dziękuję za uwagi, zawsze je doceniam i czasami nawet wyciągam wnioski ;) Cieszę się również, że podobają Ci się przepisy i zapraszam częściej. To właśnie dla moich czytelników tworzę tego bloga.

      Usuń
  2. Super ciasto, wygląda przepysznie ;)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję, że tutaj jesteś. Zostaw komentarz, napisz, co sądzisz o blogu czy o tym konkretnym przepisie. Nie zostawiaj natomiast w komentarzu linków (ani do swojej strony, ani do żadnej innej) - chyba, że kontekst rozmowy tego wymaga. Jeśli interesuje Cię zareklamowanie się na blogu, to po prostu zajrzyj do zakładki "Współpraca".

Popularne posty