wtorek, 30 grudnia 2014

Ciasto "Fale Dunaju"


Za parę dni nowy rok, ale jeszcze w starym roku chcemy was pożegnać na słodko. Mamy dla was ciasto "Fale Dunaju". A może się skusicie i na jakąś sylwestrową domówkę je przygotujecie? W ogóle jakie macie plany na Sylwestra? Bo my, jak przystało na rockendrolowców, będziemy robić to samo co zawsze w Sylwestra. Czyli posiedzimy w kapciach przed telewizorem, poczekamy do północy, popatrzymy jak oszołomy strzelają petardami, wypijemy piwo (bo rosyjski szampan paskudny, a prawdziwy za drogi) i przewrócimy się spać. O tak, lubię to! A rano wstanę i będę myślał co by tu z Madzią dla was przygotować, żeby miło wam się czytało naszego bloga.
No dobra, kończę przynudzać, podaję przepis na ciasto i do zobaczenia w nowym roku, dzieciaki :)

niedziela, 28 grudnia 2014

Burger kontynentalny

Burger kontynentalny

Burger kontynentalny

Kolejny burger w naszym cyklu. Na bogato: potężny kawał wołowiny, sadzone jajko, kilka plastrów boczku, pyszne sosy, plasterek cheddara, odrobina sałaty. A wszystko to ukryte pomiędzy dwoma kawałkami pysznej domowej bułki. I niech ktoś mi powie, że burgery są niezdrowe! To normalnie... To normalnie go znajdę, zrobię mu takiego burgera i każę zjeść! :) Domowe burgery są absolutnie pyszne i staramy się raz w tygodniu robić sobie taki przysmak. A wy macie korzyść w postaci przepisów.
Tym razem nie zrobiliśmy frytek, z którymi zwykle właśnie pochłaniamy nasze domowe burgery. Ja zajadałem się surówką z pora i kapusty pekińskiej (jedna z moich ulubionych), a Madzia zadowoliła się samym burgerem.

sobota, 27 grudnia 2014

Kiełbasa czosnkowa ze słoika


Parę miesięcy temu przez 10 tygodni męczyliśmy was różnymi mielonkami, pasztetami i innymi smarowidłami w słoikach. Całkiem sporym powodzeniem się ten cykl toczył i dlatego postanowiliśmy jeszcze dwa przepisy na te pyszności wrzucić na bloga. Może wam się spodobają i zachcecie zrobić. My polecamy, nam smakowało. Zresztą gdyby nie smakowało to byśmy tutaj tego nie zamieszczali. Dzisiaj zatem kiełbasa czosnkowa ukryta w słoiku, a za parę dni, może za tydzień (a może za dwa) pasztet smarowny. I definitywnie kończymy słoikowy cykl. No chyba, że ładnie nas poprosicie i będziecie chcieli więcej :)


wtorek, 23 grudnia 2014

Pszenno-żytni chleb ze słonecznikiem na drożdżach


To był zdecydowanie udany dzień. Zjedliśmy pizzę, a nawet dwie (tak, kupione i w dodatku nie wstydzę się do tego przyznać). Oczywiście nie mrożone (bo tego bym nie przeżył), tylko z naszej ulubionej pizzeri. Obejrzeliśmy trzy filmy, objadłem się creme brulee, tartą cytrynową z bezą (przepisy na te smakołyki za będą jakiś czas), a w międzyczasie upiekłem jeszcze dwa chleby. Nie te, na które przepis wam teraz dajemy, inne zupełnie. Historia tych chlebów jest zupełnie inna, ale teraz jej nie poznacie. Może kiedyś... W każdym razie wymyśliłem je i zrobiłem dla Madzi koleżanki w ranach wdzięczności za coś tam... Wyszły bardzo przyjemne. Lekkie w smaku, a dodatek żytniej mąki powoduje fajny, przyjemny posmak. Dodatkowo słonecznik pozostawia przyjemną nutę na języku.


niedziela, 21 grudnia 2014

Burger z suszoną szynką i serem owczym


Powiem wam szczerze, że na każdą niedzielę czekam jak na cud jakiś. Bo od paru już tygodni niedziela to u nas dzień z burgerami. A my uwielbiamy burgery. Tym razem z suszoną szynką i dość nietypowym serem owczym Ossau-Iraty. Problem jest taki, że ten ser niezbyt łatwo kupić można. I nie jest zbyt tani... Ale jeśli tylko macie możliwość to zdecydowanie zachęcamy, ma niesamowity smak. Oczywiście, jak zupełnie nie macie do niego dostępu, to może być też jakiś inny owczy ser. Ale my polecamy ten właśnie, bo jest pyszny. Również idealnie by było, gdyby zamiast pieprzu kajeńskiego (użytego w tym przepisie) zastosować pieprz z Espelette. Doskonale się zgrywa smakiem z tym właśnie serem. Pieprz z Espelette nawet nieco łatwiej kupić niż ser Ossau-Iraty, bo można go znaleźć w internecie. Ale jego cena pozostawia wiele do życzenia. Taka niewielka 20 gramowa paczuszka może kosztować około 30 zł. Moim zdaniem nieco za dużo, ale jeśli przez przypadek macie nieco za wiele kasy to my polecamy. A tymczasem zapraszamy na burgera.

sobota, 20 grudnia 2014

Schab pieczony ze śliwką


No dobra dzieciaki, więc sprawy mają się następująco: Madzia wyjechała i zostawiła mnie samego. Mam więc czas dla wam i mogę w spokoju wpisać przepis na zajebiaszczy schab! Zrobiliśmy go z Madzią kilka dni temu.Madzia jechała na parę dni do swojej babci i chciała się pochwalić. I to chwalenie się wyszło nieźle, babcia była zachwycona. A wywołanie zachwytu babci to nie byle co, wierzcie mi.
Zatem nie zwlekając dłużej daję wam przepis.

piątek, 19 grudnia 2014

Szynka po staropolsku

Szynka po staropolsku

Szynka po staropolsku

Nie wiemy czy w dawnej Polsce właśnie taka szynkę robiono choć kompozycja przypraw jest zbliżona do tych dostępnych i używanych w tamtym okresie. Wiemy natomiast, że jest bardzo pyszna, krucha i soczysta jednocześnie. Będzie cudownie pachniała na waszym świątecznym stole i zachwyci waszą rodzinę. Przygotowanie jej jest również szybkie i bardzo proste, co w ferworze świątecznych przygotowań jest dużą zaletą.

czwartek, 18 grudnia 2014

Chleb dyniowy

Chleb dyniowy

Dynie już się kończą, gdzieniegdzie jeszcze jakieś ostatki zostały. Więc jak się pospieszycie to macie jeszcze szanse na ten pyszny i świetnie wyglądający chleb. Albo może byliście tak zapobiegliwi jak my i zrobiliście na zapas parę słoików musu dyniowego. Bo my właśnie ten chleb zrobiliśmy z puree dyniowego przygotowanego kilka miesięcy wcześniej (KLIK). Wyszedł naprawdę dobry, bardzo delikatny w smaku. Dyni czuć właściwie nie było (tylko smak pestek dyni było czuć), ale kolor był fajny, a środek chleba niezwykle miękki. Tak mi chodzi po głowie, żeby następnym razem zrobić z tego przepisu małe okrągłe bułki, z całą pewnością będą wyglądały rewelacyjnie. Już je widzę (i jem) oczami wyobraźni :)

środa, 17 grudnia 2014

Tymbaliki z indyka i żurawiny

Tymbaliki z indyka i żurawiny

Tymbaliki z indyka i żurawiny

Ze zrobieniem tych tymbalików zbierałam się dość długo. Ale jako że akurat idą święta to jest to idealna przystawka na świąteczny obiad. Zachwyca nie tylko smakiem, ale również wyglądem. Czerwień żurawiny idealnie komponuje się z blaskiem choinki. Przygotowanie zajmie nam jakieś 1,5 godziny, a potem reszta zrobi się sama w lodówce.

wtorek, 16 grudnia 2014

Zupa cebulowa z grzankami serowymi


Madzia mnie zaskoczyła. Właściwie to często mnie zaskakuje. I tym razem znowu to zrobiła. Idę rano do pracy, godzina pewnie jakoś około 6.30 i Madzia dzwoni do mnie. I mówi: "Bo wiesz... Bo ja bym zupę zjadła. Cebulową taką..." Nic dziwnego właściwie by w tym nie było, Madzia często dzwoni do mnie i mówi, że na to czy na tamto ma ochotę. Dziwne natomiast jest to, że Madzia nie lubi zupy cebulowej. Ale tak jakoś ją naszło coś. Postanowiłem więc zrobić taką cebulową, żeby ją zapamiętała i na zawsze już polubiła. Właściwie, nie chwaląc się, udało mi się to doskonale, Madzia była zachwycona. 

niedziela, 14 grudnia 2014

Burgery teksańsko - meksykańskie


Jest niedziela. Wiecie co to oznacza? Pewnie, że wiecie :) Niedziela, czyli kolejny burgerowy wpis. Zima za oknami, ale kto by się tym przejmował, skoro zaraz na stół wkroczą pyszne, soczyste i rozgrzewające burgery. Rozgrzewające, bo dość pikantne. Dzisiaj burgery Tex-Mex. Z duszonymi warzywami. Naprawdę niezłe wyszły. Wielki soczysty kotlet, pikantny sos i ciepłe warzywa. A wszystko to pomiędzy dwiema połówkami lekko zgrillowanej paprykowej bułki. Niebo w gębie. A wy co macie dzisiaj na obiad?

piątek, 12 grudnia 2014

Sos chili


Dzisiaj mamy dla was pikantny sos chili. Można go na wiele sposobów wykorzystać, do czego tylko chcecie. My go przygotowaliśmy z myślą o kolejnym niedzielnym burgerze. Bo już niedługo, w najbliższą niedzielę, będziemy mieć dla was burgera w stylu Tex-Mex. Ta kuchnia charakteryzuje się nieco większą ostrością potraw, więc sos chili był niezbędny. A powiem, wam szczerze, że wyszedł naprawdę pikantny, prawdziwy ogień. Jeżeli lubicie takie smaki, to ten sos jest właśnie dla was. Zresztą nie tylko do burgerów można go przecież używać. Nada się równie dobrze do zwykłych kanapek, jak również jako marynata do mięs.
     

środa, 10 grudnia 2014

Zupa z kapusty z pomidorami i kaszą jaglaną


Przy każdej publikacji przepisu na zupę powtarzam, że zupy uwielbiam. Tak, i powtarzać to będę bez końca. A wiecie dlaczego? Bo zupy uwielbiam :) Wszelkie zupy, nie ma znaczenia jaka to jest. Jeśli to zupa to już ją lubię. Madzia czasami robi mi takie drobne przyjemności (właściwie to nawet nie drobne wcale) i przygotowuje zupy. Tak było i teraz. Zostało nam trochę kapusty po jakiejś sałatce i Madzia chciała ją jakoś spożytkować. I powstała ta właśnie zupa. Delikatna w smaku, ale wyrazista. Idealna na obiad. Taka uniwersalna, powinna smakować każdemu.

wtorek, 9 grudnia 2014

Nóż ze stali damasceńskiej z Lidla

fot. Lidl
Wczoraj pisałem na naszym fanpejdżu, że dostałem fantastyczny nóż od sieci sklepów Lidl. I obiecałem rozwinąć nieco bardziej temat na blogu. Rozwijam więc. Nie będzie to recenzja w dokładnym tego słowa znaczeniu, bo ani krytykiem, ani recenzentem nie jestem. Opowiem za to, o swoich subiektywnych odczuciach. A to w sumie jest chyba najważniejsze. Dorzucę też garść historii. Zatem od historii może zacznijmy.

Jak widać na zdjęciu powyżej (wziąłem je ze strony Lidla, mam nadzieję, że nikt nie ma nic przeciwko) nóż jest ze stali damasceńskiej, skuwany z ponad 50 warstw. I tutaj pojawia się główna nieścisłość. Stal damasceńska nie jest skuwana z wielu warstw, powstaje na skutek wytopu. Ale to bardzo częsty błąd, właściwie każdy sprzedawca noży go chyba popełnia. W sumie sam nie wiem dlaczego. Zatem wyjaśniam: prawie zawsze stal używana do produkcji tego typu noży to nie stal damasceńska tylko tzw. dziwer. Popularnie, potocznie zwany damastem skuwanym (w odróżnieniu od damastu krystalicznego, czyli prawdziwej stali damasceńskiej). I od razu dodam, żeby niedomówień uniknąć: dziwer nie jest wcale gorszy od stali damasceńskiej. Pewnie nie jest też lepszy. To porównywalny materiał, tyle że inny. Mam w kolekcji jeden nóż ze stali damasceńskiej i z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że ten nowy z Lidla dorównuje mu jakością, zupełnie mu nie ustępuje. Jeszcze, nawiązując do historii dodam, że damastu używali wojownicy na bliskim wschodzie do produkcji mieczy (i ogólnie broni). Ich broń siała postrach na każdym polu walki i ogólnie była znana z nieprawdopodobnej odporności i wytrzymałości. I nagle, w okolicy XVII wieku, stal damasceńska zniknęła. Nie bardzo wiadomo dlaczego, podejrzewa się, że wyczerpała się ruda, z której owa stal była produkowana. Obecnie wciąż trwają próby odtworzenia tej idealnej, pierwotnej stali damasceńskiej. I już prawie-prawie się udało.

Dziwer powstał mniej więcej w tym samym czasie, ale zupełnie gdzie indziej. Prawdopodobnie jego twórcami byli Celtowie. W odróżnieniu od stali damasceńskiej (która powstaje po prostu z wytopu rudy) dziwer powstaje w wyniku wielokrotnego skuwania ze sobą miękkiego żelaza z twardą stalą o wysokiej zawartości węgla. I tak warstwa za warstwą. Finalnie otrzymujemy doskonałą stal, bardzo twardą i wytrzymałą, właściwie najlepszą (obok stali damasceńskiej) do produkcji noży i narzędzi.

Dziwer mylony jest ze stalą damasceńską ponieważ oba stopy mają identyczny, charakterystyczny wzór na ostrzach noży. Ale ich podobieństwo to czysty przypadek. Dziwer zawdzięcza swój wzór właśnie skuwaniu wielu warstw ze sobą, a stal damasceńska konkretnemu, określonemu składowi chemicznemu i (prawdopodobnie) trawieniu w kwasie. Tak czy siak, jak już wspomniałem, obie stale są rewelacyjne, noże z nich zrobione to najwyższa półka. Wyżej już nie ma nic.

Przejdźmy zatem do samego noża. Jak mówi opis: skuwany jest z ponad 50 warstw. Tutaj należy się słowo wyjaśnienia. Teoretycznie 50 warstw wrażenia żadnego nie robi, bez problemu można kupić noże skuwane z 200, 300, a nawet więcej warstw. Ale ale… To tak jak z tymi aparatami fotograficznymi, gdzie producenci się licytują na megapiksele. Rzecz może i ważna, ale z całą pewnością nie najważniejsza. Ale skoro brzmi nośnie i marketingowo to firmy ochoczo z tego korzystają. A ludzie się łapią na takie tanie chwyty. A jak wygląda rzeczywistość? Ano wygląda tak, że jeżeli chcemy z nożem zapolować na słonia albo innego wieloryba to faktycznie warto mieć taki z kilkuset warstw skuty, z całą pewnością będzie twardszy i ogólnie wytrzymalszy. Ale jeżeli tylko pracujemy w kuchni (nawet bardzo ciężko, dużo i intensywnie) to taki nóż, jak ten z Lidla, skuty z 50 warstw spokojnie sobie poradzi z każdym wyzwaniem. O to możecie być spokojni.

Cena. Hmm, powiem wam szczerze, że nie wiem skąd taka cena. 111 zł. Jak na moje oko nieco za mało. I właśnie za to lubię Lidla. Mają niesamowite okresowe promocje. Bardzo często doskonały markowy towar mają w tak zadziwiającej cenie, że aż wstyd nie kupić. Bo taka okazja się nie powtórzy (nóż dostępny jest od 8 grudnia). I właśnie tym co mnie martwi jest to, że te towary są tylko okresowo. Pojawiają się, są przez niebyt długi czas i znikają na zawsze. Ale na tym właśnie polega urok tych promocji. Nie wiem czy tak samo będzie z tym nożem, nie wiem czy też zniknie na wieki, więc na wszelki wypadek warto się pospieszyć i go kupić. Jak nie dla siebie, to dla kogoś na prezent, w końcu święta już za pasem. A że kupić warto to nie ma co do tego wątpliwości. Wiem, wiem… Wydawać wam się może, że 111 zł za nóż to sporo. Z jednej strony faktycznie dużo (bo w każdym sklepie można kupić nóż za 15 zł), ale z drugiej strony sądzę, że tej klasy nóż powinien być około 2 razy droższy. Jedno jest pewne: taki jeden nóż wystarczy wam do końca życia, one są praktycznie niezniszczalne. O ile oczywiście będziecie ich używać w kuchni, a nie do rąbania drewna. Chociaż pewnie i z drewnem by sobie poradziły (wczoraj podczas testów bez problemu radził sobie z niezbyt grubymi kośćmi w boczku). Więc wydać 111 zł na rzecz, która po pierwsze jest warta dwa razy więcej, a po drugie będzie wam służyła do końca życia chyba warto. Nie należy też zapominać o wygodzie w kuchni. Bo to akurat jest bezcenne.

Marka. Lidl ma dużo produktów pod marką własną. Nie inaczej jest tym razem. Nóż jest marki Ernesto. Nie wiem, nie znam, nie mam nic do powiedzenia. Wiem natomiast, że bardzo często pod markami własnymi Lidla ukrywają się duże i znane firmy. Może tak jest i tym razem. 

Wrażenia. Ostatni i właściwie chyba najważniejszy akapit, czyli użycie noża w praktyce. Ostrze ma idealną długość: 20 cm. Jednocześnie jest na tyle duży, że z każdym, nawet dużym kawałkiem mięsa sobie poradzi, a jednocześnie tak mały, że warzywa kroi się nim równie wygodnie. Mój stary nóż ze stali damasceńskiej, o którym wspominałem na początku, jest znacznie większy. Genialnie kroi się nim mięso, ale już mniejsze warzywa niezbyt wygodnie. A ten z Lidla ma fajnie dobraną długość, jest uniwersalny, dobry do wszystkiego. Świetnie leży w dłoni. Drewniana rączka jest stylizowana na noże japońskie. Mocny, pewny uchwyt pozwala trzymać nóż wygodnie w dłoni i bezproblemowo nim operować. Po pokrojeniu worka cebuli, ziemniaków dla sztabu wojska, marchewki na surówkę dla połowy naszego osiedla i mięsa z co najmniej dwóch świniaków (nooo, tu może nieco przesadziłem, ale 8 kg z przedwczorajszego wędzenia na plasterki pociachaliśmy) mogę stwierdzić, że ręka nie boli w ogóle od używania tego noża. Nie jest tak ciężki jak mój stary damast. Lubię czuć nóż w dłoni, ale jednocześnie nie lubię zbędnego ciężaru. I tutaj właśnie jestem mile dopieszczony. Nóż do lekkich nie należy, ale jednocześnie zbędnego ciężaru nie ma. Waży tyle ile ważyć powinien żeby doskonale można było go używać.

Podsumowanie. Poprzedni akapit miał być ostatni. Ale jeszcze muszę podsumować wszystko. Nóż jest piekielnie ostry (Madzia się skaleczyła). Dołączona jest do niego krótka instrukcja mówiąca jak ostrzyć, jak przechowywać, itp. Dołączona jest także bardzo praktyczna plastikowa nasadka, coś w rodzaju pochwy. Po pierwsze żeby się nie pokaleczyć wyciągając nóż z szafki, a po drugie żeby się nie tępił stykając z innymi sztućcami w kuchennej szafce. Noża nie myć w zmywarce! Najlepiej od razu po użyciu umyć ręcznie, wytrzeć do sucha i odłożyć.

Zatem Lidlu, dziękuję ci za miły prezent mikołajkowy! :)

niedziela, 7 grudnia 2014

Potrójny burger z serem comté


Jest niedziela, są więc burgery. Bo od paru już tygodni mamy cykl burgerowy, co niedzielę właśnie. Ostatnio uraczyliśmy was niesamowitym burgerem z serem pleśniowym (KLIK), teraz zaś pora na prawdziwą bombę atomową: 300 g soczystej wołowiny, ocean majonezu i dwa plastry aromatycznego boczku. Lekko pikantne, mocno sycące. Uczta, którą wasz żołądek będzie wspominał do obiadu następnego dnia. A wasze zapchane cholesterolem serce nie wybaczy wam tego nigdy. Ale cóż z tego, ten smak jest tego warty!

sobota, 6 grudnia 2014

Klops nadziewany w sosie grzybowym





Niesamowite klopsy. Dwa wielkie ogromne klopsy. Nie takie małe mięsne kuleczki, tylko prawdziwe ogromne mięsne jeże! :) Fantastyczne jedzenie. Ja bardzo lubię klopsiki, a te były jeszcze lepsze, bo w środku były nadziane pysznościami. Do tego mają jeszcze jedną zaletę. Można je kroić na grube plastry i jeść na zimno na kanapkach.

Przepis Madzia podpatrzyła u Danusi z bloga Co mi w duszy gra.
Z tych składników otrzymamy dwa wielkie klopsy. Jeden może posłużyć na obiad dla całej rodziny, a drugi możemy przeznaczyć właśnie na kanapki.

czwartek, 4 grudnia 2014

Ziemniaki à la boulangère (pieczone w bulionie)




Niby zwykłe ziemniaki. Ale uwierzcie mi, że jednak niezwykłe. W stylu francuskim pieczone w bulionie. Jedyną ich wadą jest to, że dość długo się je robi. Ale poza tym to są doskonałe. Naprawdę dawno już nie jedliśmy tak dobrych ziemniaków. Doskonale się spisują jako zamiennik zwykłych tradycyjnych gotowanych ziemniaków.
Świetnie przesiąkają smakiem wołowego bulionu, a tymianek dodatkowo nieźle podkręca smak.

wtorek, 2 grudnia 2014

Rolada z polędwiczki ze szpinakiem



Był weekend i był wypasiony obiad. Aaahh, miło to wspominam, porządnie i smacznie się objedliśmy. Co prawda planowałem na ten dzień lekką przekąskę w postaci bruschetty, ale w natłoku pracy o tym zapomniałem i zgłodniałem. A że weekend był to mogliśmy nieco więcej fajnych rzeczy zrobić. Tak więc powstały właśnie te rolady z polędwiczki, do tego - jako kolejne danie - klops nadziewany w sosie grzybowym i ziemniaki boulangère. Prawdziwym hitem były właśnie te ziemniaki. Niby prosta rzecz: krojone w talarki i pieczone w bulionie. Ale po wchłonięciu tego bulionu były po prostu fantastyczne! Ale póki co zostajemy przy polędwiczce. Klops i ziemniaki w kolejnych wpisach.

niedziela, 30 listopada 2014

Burger z serem pleśnowym


Dzisiaj kolejny niedzielny burger. Bo, jak być może pamiętacie, od paru tygodni w każdą niedzielę raczymy was pysznymi burgerami. Jesień już pełną gębą, zima niemalże, trzeba więc jakoś zabezpieczać kalorie, żeby bezpiecznie przetrwać do wiosny. A wiosną znajdę inną wymówkę na opychanie się burgerami :)

Tym razem proponujemy wam prawdziwy rarytas. Jak zwykle kawał pysznej soczystej wołowiny, ale tym razem przykryty równie potężnym kawałkiem kremowego, rozpływającego się w ustach pleśniowego sera o aksamitnym smaku. A do tego orzechowa bułka. Orzechowa, bo nic lepiej nie skomponowało by się z tym serem. Całość stanowi istną poezję smaku. Każdy składnik z osobna podrażni wasze kubki smakowe, a dobrane w całość spowodują, że wrócicie do nas w kolejną niedzielę, po kolejny przepis na burgera. Żeby bardziej was zachęcić do powrotu to zdradzę, że planujemy burgera z potrójną wołowiną z serem comté. To będzie wydarzenie, serio. Jak to zjemy i przeżyjemy to podzielimy się wrażeniami. Ale nie uprzedzajmy faktów, póki co burger z serem pleśniowym.

sobota, 29 listopada 2014

Sałatka coleslaw


Dzisiaj moja ulubiona sałatka. Chociaż jest tyle jej wersji, że tak naprawdę nie zawsze jest ulubiona, nie każda wersja mi pasuje. Ale jeśli jest dobrze zrobiona to jest pyszna. Lepszej nie ma. Ja lubię taką, która lekko szczypie w język.
Z ciekawości chciałem poszukać jej korzeni. No i co znalazłem? Otóż niektóre źródła mówią, że nazwa coleslaw pochodzi z języka duńskiego, inne źródła, że z niderlandzkiego, a jeszcze inne, że z angielskiego. Tak to jest szukać czegoś w internecie. Nie wiem więc skąd coleslaw pochodzi, ale wiem, że jest pyszny. Ja przygotowałem dla was przepis, który mi osobiście pasuje najlepiej. Nie za ostra sałatka, nie za łagodna, taka z fajnym posmakiem.
Przygotowałem ją do potrójnego burgera z serem comté, na który przepis pojawi się za jakiś tydzień. Bo jak być może pamiętacie od kilku tygodni w każdą niedzielę serwujemy wam burgery. Dzisiaj sobota więc jutro też burger będzie. Już teraz zapraszamy.
     

piątek, 28 listopada 2014

Sztukamięs z sosem śliwkowym

Sztukamięs z sosem śliwkowym

Święta tuż tuż. Nawet nie zdążymy się obejrzeć, a będziemy stać w kuchni umorusani mąka lepiąc pierogi. A ja na próbę przed świętami postanowiłam upiec pierwszy raz w życiu wołowinę. Podreptałam na mój ulubiony bazarek zanabyłam drogą kupna piękną łopatkę, zakasałam rękawy i wparowałam do kuchni...

Przy okazji mogliśmy kolejny raz przetestować produkty Knorra. Tym razem na warsztat poszła "przyprawa do mięs". I kolejny raz okazało się, że przyprawy Knorra są naprawdę przyzwoite. Co prawda mięso nie wyglądało tak idealne jak na zdjęciu z opakowania przypraw (ach ta magia Photoshopa), ale w smaku było doskonałe. Przed świętami pewnie jeszcze raz sięgniemy po ten przepis. Do czego Was również zachęcamy.

Oddajmy jeszcze głos producentowi:
"Aby mięso było pyszne, musi być odpowiednio przyprawione. Z myślą o wszystkich jego smakoszach szefowie kuchni Knorr skomponowali przyprawę idealną, która w przemyślany sposób łączy zioła i przyprawy takie jak m.in. tymianek, rozmaryn, paprykę, czosnek, pieprz i oregano. Przyprawa podkreśla zapach mięsa, wydobywając z niego pełnię smaku. Nadaje mu smakowity rumiany kolor i pomaga w uzyskaniu soczystości mięsa. Sprawdzi się także w daniach z grilla. Ponadto stanowi znakomity dodatek do różnego rodzaju potraw mięsno-warzywnych."

W sumie prawda, przyprawa dobrze zbilansowana. Chociaż my oczywiście musieliśmy dorzucić od siebie trochę lubczyku czy świeżego czosnku, ale nawet i bez tego byłoby nieźle. Zapraszamy zatem do przepisu.

czwartek, 27 listopada 2014

Golonka pieczona w piwie


Dzisiaj wielka uczta. Co prawda tylko dla mnie, bo Madzia golonki nie jada, ale i tak nie zmąci to mojego dobrego humoru. Zjem sam, trudno. Uczta jest na tyle wyjątkowa, że golonkę jem mniej więcej raz na 5 lat. Więc trzeba tę chwilę celebrować. A golonkę naprawdę lubię. Taką pieczoną. Na piwie. I z piwem :) Kawał konkretnego, solidnego mięsa. Prawdziwa mięsna uczta. Wyszła genialnie. Cudownie upieczona z fantastycznie przyrumienioną skórką. I powiem wam szczerze, że nie zmogłem jej na jeden raz, jadłem przez dwa dni. I to ledwo dałem radę.
No i oczywiście, dla formalności, muszę dodać, że to Madzia golonkę zrobiła. Mimo, że sama nie jadła.
     

środa, 26 listopada 2014

Pikantny sos śliwkowy do mięs i wędlin

Pikantny sos śliwkowy do mięs i wędlin

Pikantny sos śliwkowy do mięs i wędlin

Mieliśmy duużo zamrożonych śliwek, z którymi nie wiedzieliśmy tak naprawdę co zrobić. A jak nie wiadomo co zrobić, to trzeba przerobić na coś co może długo postać. My użyliśmy papryczki suszone, ale jeżeli macie świeże to również doskonale się sprawdzą w tym sosie. No i oczywiście śliwki nie musza być mrożone :)

wtorek, 25 listopada 2014

Chleb firmowy



No i stało się. Jednocześnie coś dobrego i złego zarazem. Po wielu latach poszukiwań i starań stworzyłem chleb idealny, doskonały. Nie żartuję, ten chleb jest tym czego szukałem przez 4 lata prowadzenia tego bloga. Idealnie policzone składniki, dokładnie dobrany czas i temperatura pieczenia, wszystko do siebie pasuje, wszystko ze wszystkim gra. Lekko wilgotny, idealnej wielkości dziurki w każdej kromce... Właściwie prawie nigdy nie robiłem dwa razy tego samego chleba. Bo po prostu wciąż szukałem tego idealnego smaku. I złe właśnie jest to, że ten smak znalazłem i tutaj poszukiwania się kończą. Prawdopodobnie będzie teraz znacznie mniej przepisów chlebowych. Od wielu tygodni wypiekam ten chleb codziennie i nie potrzebuję innego. Ale może kiedyś mi się znudzi i zacznę znowu szukać czegoś innego, zobaczymy ;) A tymczasem pewnie skupimy się z Madzią na jakichś daniach obiadowych, albo sam nie wiem na czym ;)

niedziela, 23 listopada 2014

Burger - amerykański klasyk

Burger - amerykański klasyk

Burger - amerykański klasyk

Dzisiaj kolejne podejście do hamburgera. Ten z zeszłej niedzieli (KLIK) był pyszny więc nie ustajemy w bojach, chcemy więcej i smaczniej! :) Tym razem amerykański klasyk, typowy burger zza oceanu, w bułce obsypanej sezamem, z pikantnym kotletem z przyprawą cajun. Z bogatymi dodatkami. Tak żeby nikt nie wyszedł od nas głodny.

sobota, 22 listopada 2014

Co zrobić z mięsa z rosołu?


Co zwykle robicie z mięsem, które wam zostaje z rosołu? Część oczywiście można poskubać i wrzucić do rosołu, zintensyfikuje to smak. Ale tego mięsa jest sporo, trzeba by je jakoś spożytkować. Pół biedy jeśli robimy rosół na kurczakowych udkach. Można je po prostu zapiec w piekarniku i razem z ziemniakami będą idealnym drugim daniem. Ale jeśli robimy rosół na innych częściach? Wtedy nie bardzo jest co z tym mięsem zrobić. Można oczywiście dać psom czy kotom, one się bardzo ucieszą. Ale można też przerobić po prostu na pasztet. Co właśnie chcemy wam zaproponować. Okazało się, że pasztet wyszedł fantastyczny. I niejako przy okazji, bo mięso było kupione na rosół przecież. Więc pasztet w cenie rosołu niemalże. My zawsze robimy niemal przemysłową ilość rosołu, w 9 litrowym garnku. Więc i mięsa mieliśmy sporo. Jeśli wy macie mniej, to odpowiednio przeliczcie sobie proporcje.

Przy okazji chcemy zarekomendować wam mieszanki przypraw od Dobrej Kiełbasy. Nie raz już o samych mieszankach, jak i o Dobrej Kiełbasie wspominaliśmy, bo wspominać warto. Mają fantastyczne produkty, w które każdy powinien się zaopatrzyć. Chociażby po to, żeby jeść zdrowiej i smaczniej. Bo jeśli zaglądacie na blogi kulinarne to znaczy, że lubicie jeść zdrowo i smacznie.

czwartek, 20 listopada 2014

Bułki tradycyjne


Od niedawna żyjemy burgerami. Uwielbiamy burgery i robimy coraz to nowe. Mamy nadzieję mieć na blogu całkiem pokaźną kolekcję burgerowych przepisów. Następny w planie jest burger z serem pleśniowym. A do takiego sera nic lepiej nie pasuje niż bułka orzechowa. Powiem wam szczerze, że bułka wyszła naprawdę niezła. Mocno orzechowa, bardzo mocno. W połączeniu z pleśniowym serem smak był niesamowity. Zatem teraz przepis na owe bułki, a niedługo na burgera z tymi bułkami.

My akurat zrobiliśmy bułki orzechowe, ale z tego przepisu można robić różne smaki. O tym napiszę pod koniec postu. Przy różnych burgerach (w przyszłości) będziemy odsyłać do tych właśnie bułek i będziemy sugerować z jakim dodatkiem bułki są najlepsze do danego burgera.

środa, 19 listopada 2014

Gyros

gyros, kebab, chlebki pita

Dzisiaj mamy dla was przepis na gyrosa, czyli coś jak kebab, tylko po grecku. Tak naprawdę to taki trochę fałszywy gyros, bo bez sosu tzatziki. Akurat mieliśmy ochotę na inny sos. Więc taki pseudo-gyros wyszedł. Zresztą nie będziemy się spierać o sos, wy możecie zrobić z dowolnym innym sosem, takim jaki lubicie. My właśnie taki łagodny czosnkowy lubimy.
Przepis ten powstał na potrzeby przetestowania przyprawy Knorr "do gyrosa". Chcieliśmy sprawdzić, czy przyprawa ta jest coś warta, bo generalnie staramy się nie używać gotowych mieszanek. Okazało się, że faktycznie coś warta jest, gyros wyszedł na tyle smaczny, że z pewnością jeszcze kiedyś na naszym stole zagości.

Przytoczę kilka zdań od producenta:
"Któż nie zna tego wyjątkowego smaku? Teraz ten efekt możemy osiągnąć również w domowej kuchni dzięki Przyprawie do gyrosa. Szefowie kuchni Knorr stworzyli kompozycję idealną, gdzie pierwszoplanową rolę odgrywają typowe dla gyrosa przyprawy: kolendra, czosnek, gorczyca, rozmaryn oraz oregano. Suszone składniki delikatnie obtaczają mięso, pozostawiając widoczne na jego powierzchni drobne ziarenka. Doskonała kompozycja m.in. ziół i przypraw pozwoli cieszyć się na co dzień oryginalnym smakiem popularnego greckiego dania."

A co ja na to? Ano nie wiem, co ja na to, ponieważ nie wiem jak powinien smakować prawdziwy grecki gyros. Wiem natomiast, że ten nasz smakował wybornie, więc jesteśmy na TAK. Dajemy tej mieszance przypraw okejkę :)

wtorek, 18 listopada 2014

Szybkie bułki śniadaniowe


Przepis wymyśliłem tak na szybko, spontanicznie. W weekendy zawsze wstaję rano, około 5. W weekendy pracuję w domu, a pracy zawsze mam sporo. Więc i wcześniej zacznę, tym... hmm, nie, nie skończę wcześniej, to tak nie działa :) Ale im wcześniej zacznę tym więcej zrobię. Wstałem więc jak zawsze i zająłem się pracą. Tak się zająłem, że nawet o śniadaniu myśleć nie miałem czasu. Aż przyszła godzina ósma, tak mniej więcej, i zaczęło mi burczeć w brzuchu. Idę więc do kuchni, a tam ani kawałka chleba. Nic, posucha zupełna. Zorientowałem się, że dobrze nie jest. Pal licho, że sam nie zjem. Przeżyję. Ale za jakąś godzinę z kawałkiem wstanie Madzia i się zacznie... Już bym wolał odbębnić rok ciężkiej pracy w kamieniołomach niż słuchać jej gadania. Booosz... Co zrobić? No przecież się nie wyrobię ze zrobieniem pieczywa. Bo to jedno wyrastanie godzinę, drugie wyrastanie godzinę... Pieczenie, przedtem jeszcze wyrabianie ciasta... Potrzebowałem szybkiego pomysłu. A wiadomo, że potrzeba matką wynalazków. A dodam jeszcze, że pieczywo było niezbędne. Bo w weekend na śniadanie jemy jajecznicę. Zawsze. Bez dyskusji. Weekend bez jajecznicy na śniadanie się nie liczy. A jajecznica bez pieczywa też się nie liczy.
Więc co miałem robić? Po prostu wymyśliłem szybkie bułki śniadaniowe. Okazały się pyszne. Madzia chwaliła :)

poniedziałek, 17 listopada 2014

Klasyczny cheesburger


Przez miniony tydzień codziennie publikowaliśmy przepisy na jakieś dodatki do hamburgerów. I wreszcie nadszedł czas na pierwszego burgera na naszym blogu. Pierwszego i jednego z wielu, które u nas zagoszczą. Bo zakochaliśmy się w burgerach i będziemy próbowali zdjąć z nich odium niezdrowego i śmieciowego jedzenia. Bo nie dość, że jest pyszne to wcale nie niezdrowe i śmieciowe. To 100% wołowina i świeże warzywa. W tym nie ma nic niezdrowego. Do tego domowe sosy bez żadnych paskudnych dodatków, domowe bułki. Absolutnie perfekcyjny obiad. W zasadzie to i nawet kolacja, bo jak człowiek w porze obiadowej takiego burgera wciągnie to do śniadania wystarczy :)

niedziela, 16 listopada 2014

Bułki do hamburgerów


Od kilku dni publikujemy rzeczy związane z hamburgerami. Póki co dodatki, jak sosy, czy frytki. Teraz będzie ostatni dodatek, po nim, jutro, już pierwszy przepis na burgera. Ostatni, ale bardzo ważny. Bo czy ktoś wyobraża sobie burgera bez bułki? Co prawda dawno temu hamburger to był własnie sam kotlet. Legenda głosi, że pochodzi właśnie z Hamburga, z Niemiec. I to właśnie niemieccy imigranci przywieźli go do Ameryki. I tam dopiero sprytni Amerykanie wsadzili go między dwie połówki bułki. I teraz już chyba nie wyobrażamy sobie hamburgera inaczej niż właśnie w takiej formie.
Te bułki są idealne. Puszyste i miękkie, a skórka delikatnie pęka, gdy się ją naciśnie. Dokładnie tak samo jak w tych bułkach popularnej sieci fast foodów. A skoro mowa o fast foodach to hamburger zupełnie niepotrzebnie zyskał miano niezdrowego śmieciowego jedzenia. To pełnowartościowy zdrowy obiad. Wielki soczysty kotlet w 100% składający się z pysznej wołowiny. U nas w domu hamburger zagościł na stałe i raczej już go nie opuści.

Najpopularniejsze są bułki z sezamem, ale można je robić z wieloma innym dodatkami. My w naszych burgerowych przepisach będziemy chcieli wykorzystywać najróżniejsze bułki, z różnymi dodatkami. Tutaj przedstawię wam przepis na bułki bez dodatków (takie jak na zdjęciu), ale na końcu przepisu podam listę składników, których też możecie użyć. W przepisach na burgery będziemy się odwoływać właśnie do tego przepisu na bułki i będziemy sugerować z jakimi składnikami bułki są najlepsze do danego burgera.

sobota, 15 listopada 2014

Frytki - domowe, idealne!


Tak, nie mylicie się, chcę wam podać przepis na frytki! :) Bo pewnie myślicie, że to taka prosta sprawa: obrać ziemniaki, pokroić i na olej wrzucić. No niby tak. Ale nie do końca... Zastanawialiście się czasem dlaczego niektóre frytki są lepsze, a niektóre gorsze? Niektóre takie fajnie wysmażone, a niektóre miękkie jak gotowane ziemniaki. Powodów z całą pewnością jest wiele. Zależy od temperatury smażenia, od użytego oleju, jak również od gatunku ziemniaków. Akurat na ziemniakach się nie znam więc nie powiem wam, które są najlepsze. Ale zauważyliście być może, że czasami z tych samych ziemniaków mogą wyjść lepsze i gorsze frytki. Powiem wam zatem jak zrobić te lepsze. Sekrety są dwa, jeden mniejszy, drugi większy. Mniejszy to taki, że frytek musi być idealna ilość. A co to znaczy idealna? No taka właśnie właściwa :) Nie za dużo, żeby miały miejsce dla siebie w garnku, żeby się nie posklejały ze sobą. I nie za mało żeby się od razu nie spaliły. Nasza taka sprawdzona norma to trzy średnio duże (nie takie ogromne) ziemniaki na garnek oleju. Akurat to idealna porcja frytek dla dwóch osób jako dodatek do burgerów na przykład.
A sekret numer dwa to dwukrotne smażenie. Czyli podsmażamy, studzimy i znowu smażymy.

piątek, 14 listopada 2014

Domowa przyprawa Cajun



Kolejny wpis o burgerach. A właściwie o dodatkach do nich, póki co. Bo przypominam, że zanim wyruszymy z właściwymi przepisami na burgery, to najpierw chcemy zamieścić wpisy na różne dodatki, do których potem będziemy się odwoływać. Dzisiaj zatem przyprawa cajun. Jest rewelacyjna i można ją nie tylko do burgerów stosować. Idealnie nadaje się jako marynata grillowa do wszelakiego mięsa. A nawet do ryb czy pieczonych kurczaków. To przyprawa amerykańskiego południa, obszaru Zatoki Meksykańskiej. W zasadzie cała Luizjana stoi na tej przyprawie. Bo właśnie nazwa przyprawy wzięła się od ludności Cajun zamieszkującej bagienne obszary Luizjany. To ostra przyprawa, a cała kuchnia cajun jest, można by rzec, "chłopska". Wyrazista i prosta. I naprawdę fajna. Często oparta na potrawach jednogarnkowych. Zachęcam do zgłębienia tematu, a ja wracam już do samej przyprawy.
Nie jest ona jednorodna. To znaczy jest wiele przepisów na nią. Nie ma jednego prawdziwego. Nawet gdybyśmy kupili kilka takich przypraw kilku różnych firm i porównali skład to okazało by się, że naprawdę bardzo mogą się różnić. Wspólna cecha jest jedna: to pikantna przyprawa. Ja starałem się skomponować dla was jednocześnie łatwą do przygotowania i bogatą w smak i aromaty przyprawę.

czwartek, 13 listopada 2014

Majonez domowy


Wczoraj pisaliśmy, że zaczynamy cykl przepisów na burgery. Ale zanim pojawią się właściwe burgery, to najpierw będzie kilka przepisów na "dodatki", które są niezbędne w każdym burgerze. Wczoraj był keczup, dzisiaj majonez. Bo ani bez keczupu, ani bez majonezu (najlepiej takich domowych właśnie) idealny burger nie istnieje. Warto poświęcić parę chwil i zrobić takie domowe sosy, bo są naprawdę pyszne. Te sklepowe kompletnie się nie umywają. Zrobione samemu to zupełnie inna liga. Z tym, że o ile taki keczup postoi w lodówce pewnie dość długo, to majonez musimy zjeść w ciągu kilku dni, nie ryzykowałbym trzymania go dłużej niż tydzień. Ale jest tak pyszny, że nam udało się słoiczek spożytkować przez tydzień. Każdego dnia smarowaliśmy nim kanapki do pracy :)
     

środa, 12 listopada 2014

Domowy pikantny keczup


Tym wpisem chcemy rozpocząć cykl, który mamy nadzieję ciągnąć jakiś dłuższy czas. Cykl poświęcony burgerom. Wiem, że domowe burgery zwykle z grillem się kojarzą, ale można też smażyć je po prostu na patelni. Więc jesienią też się da. Smażyć, jeść i wspominać lato. Które wkrótce przecież znowu nadejdzie :) Plan więc mamy taki, że najpierw podamy wam przepisy na najpotrzebniejsze rzeczy, bez których burgery istnieć by nie mogły, a potem jedziemy z samymi burgerami właśnie. Teraz będzie keczup, potem domowy majonez i frytki. Tak, przepis na frytki. Bo zrobić dobre frytki to też trzeba umieć :) No i oczywiście będzie też przepis na idealne burgerowe bułki. Bo bez nich ani rusz. 

wtorek, 11 listopada 2014

Ravioli z ricottą i wypływającym żółtkiem - Farsz Niepodległości 2014

Ravioli z ricottą i wypływającym żółtkiem - Farsz Niepodległości 2014

Ravioli z ricottą i wypływającym żółtkiem - Farsz Niepodległości 2014

11 listopada. Dzień szczególny, dzień absurdu. Szczególny, bo obchodzony jako Dzień Niepodległości (właściwie poprawna - i chyba nieużywana zbyt często - nazwa to Narodowe Święto Niepodległości). Nad samym tym świętem nie będę się jakoś specjalnie rozwodził, kto uważał w szkole na historii ten co nieco pewnie wie na ten temat. W każdym razie powinno być świętem radosnym. I tutaj właśnie dochodzimy do absurdu. Radosne z założenia święto każdego roku kończy się rozwaleniem w pył stolicy (i pewnie innych miast również). Nie rzadkie są widoki płonących samochodów, a wyrwane płyty chodnikowe są taką oczywistością, że nawet nie ma co o tym wspominać.Ot, tak po prostu świętuje narodowa młodzież spod znaku krzyża celtyckiego. Pewnie inaczej nie potrafią, pewnie to szczyt ich możliwości.
Dlatego właśnie założyłem na Facebooku wydarzenie o wdzięcznej nazwie Farsz Niepodległości (link do wydarzenia TUTAJ). Z założenia to raczej humorystyczna akcja polegająca na przygotowaniu dowolnej potrawy z farszem. Zupełnie dowolnej, co kto chce. Założenie jest tylko takie, że ma być farsz (chociaż tak naprawdę i to nawet nie jest konieczne, chodzi po prostu o zabawę).
Chciałem pokazać, że można ten dzień spędzić o wiele przyjemniej niż tylko na burdach ulicznych, że można zrobić coś pożytecznego i przy okazji smacznego. A może ktoś się pokusi o jakaś tradycyjną staropolską potrawę? To dopiero byłoby idealne świętowanie Dnia Niepodległości.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...