środa, 27 grudnia 2017

Pszenno-żytnie bułki z płatkami owsianymi i miodem na zakwasie pszennym

Pszenno-żytnie bułki z płatkami owsianymi i miodem na zakwasie pszennym

Pszenno-żytnie bułki z płatkami owsianymi i miodem na zakwasie pszennym

Człowiek to jednak głupi jest, tyle tylko mogę Wam powiedzieć. Cały tydzień, od samego poniedziałku czekałem na weekend. W robocie już od poniedziałku było paskudnie i już pół godziny po przyjściu do pracy czekałem na weekend. Na moment, aż wreszcie położę się w piątek spać i wstanę w sobotę koło południa, a potem aż do poniedziałku będę zajęty robieniem niczego. O, taki plan miałem. Ambitny jak nie wiem co. A pewnie, kto bogatemu zabroni? Minął poniedziałek, przyszedł wtorek. Tak samo paskudny jak poniedziałek. A im bardziej był paskudny, tym bardziej marzyłem o weekendzie i spaniu do południa. Walka była ostra, ale przeżyłem wtorek. Przyszła środa. Jeśli myślicie, że była chociaż trochę lepsza niż dwa poprzednie dni, to źle myślicie. Byłem bliski podcięcia sobie żył, albo zrobienia czegoś równie zabawnego. A nie zrobiłem tego tylko dlatego, że ze zmęczenia siły po prostu nie miałem. Pewnie w połowie podcinania tychże żył bym zasnął. Czwartek... Czwartek zwany również małym piątkiem był tak samo zabawny jak wszystkie poprzednie dni. Ostatni raz się tak dobrze bawiłem jak wieszałem firanki. Aż wreszcie nadszedł On! On przez duże "O", bo to nie byle co, w końcu to piątek! Ten wyczekany. Już oczami wyobraźni widziałem się śpiącego dotąd, aż obudzi mnie będące wysoko na niebie słońce, a potem wstanę, przeciągnę się i pójdę pewnie dalej spać. Tak, zaiste to radosna wizja. Skoro cztery poprzednie dni w fabryce jakoś wytrzymałem to i piątek minął mi szybko. Przybyłem do domu tak szybko jak mogłem (czyli asap - jakby to powiedzieli pracownicy wielkich korporacji), chwyciłem z lodówki piwo i zacząłem relaks (po drodze do domu jeszcze pochłonąłem kebaba, żeby już w domu nie tracić czasu na gotowanie). Włączyłem sobie odcinek serialu, który właśnie oglądam i sącząc piwo niespodziewanie zasnąłem. Mijający tydzień naprawdę miałem ciężki. Obudziłem się bladym świtem w sobotę, o 5.20. Hmmm, do mojego planowanego spania co najmniej do południa to jeszcze trochę brakowało. No nic, wystarczy zamknąć oczy i spać dalej. Nic trudnego. Ale nagle zacząłem słyszeć głosy: "Paweł, wstawaj! No wstawaj! Czytelnicy na ciebie liczą! Nowe potrawy na bloga same się nie zrobią, wpisy same się nie napiszą, no wstawaj!". No i weź tu śpij, gdy twoje lepsze (a może gorsze) "ja" do ciebie przemawia. No co miałem robić, no co? Zwlokłem się z łóżka i ostro zabrałem do pracy, nawet na kawę czy śniadanie czasu nie było. I ten, nooo... Pamiętacie, że miałem spać do południa, nie? Yhmm... Zamiast spania zrobiłem te właśnie tytułowe bułki, potem razowy chleb z pestkami słonecznika (też na zakwasie), zaraz za nim poszedł biały chleb na zakwasie pszennym, biały chleb na zakwasie żytnim, a na koniec dość prosty chleb żytni z żurawiną, również na zakwasie. Godzina była jeszcze dość młoda więc nastawiłem jeszcze syrop z pędów sosny, będzie gotowy za kilka tygodni (rzecz działa się w maju, tylko publikuję to z niewielkim poślizgiem). A jak już syrop nastawiłem to i nalewkę z pędów sosny nastawiłem. Przypomniało mi się też, że nie jadłem śniadania więc zjadłem. Około 15... Poranną kawę wypiłem trochę po 17. Na koniec przygotowałem jeszcze trochę suszonego zakwasu, tak żebym miał zapas. A w międzyczasie jeszcze porobiłem i obrobiłem mnóstwo zaległych zdjęć na bloga. I tak oto minęła mi ta leniwa sobota podczas której miałem się zająć robieniem niczego. Wróćmy zatem do pierwszego zdania tego wpisu: człowiek to jednak głupi jest...
     

wtorek, 19 grudnia 2017

Zupa krem z pieczonej papryki

Zupa krem z pieczonej papryki

Zupa krem z pieczonej papryki

Zwykle spełniam zachcianki innych, ale tym razem to ja miałem smaka na coś konkretnego. Uwidziała mi się w głowie zupa-krem z pieczonej papryki. W ciągu chwili mi się wszystko zwizualizowało, w głowie poukładało w logiczną całość i miałem gotowy przepis. Od razu wiedziałem co i jak. Okazało się, że pomysł był dobry, bo zupa wyszła doskonała. Lekka, a jednocześnie sycąca i smaczna. Bardzo aromatyczna. Chcieliśmy taką łagodną, ale jeżeli lubicie ostrzejsze smaki to można ją wzmocnić jedną czy dwiema pikantnymi papryczkami.
     

wtorek, 12 grudnia 2017

Ciasto marchewkowe

Ciasto marchewkowe

Ciasto marchewkowe

Ania co jakiś czas, zupełnie znienacka, wyskakuje z pytaniami w stylu "A umiesz zrobić to? A tamto?" Zasadniczo odpowiedź zawsze jest ta sama. Właściwie to mogą być dwie: albo "umiem", albo "mogę się nauczyć". I właśnie ostatnio wypaliła: A umiesz zrobić ciasto marchewkowe? No kto by nie umiał... A nie, wiem kto by nie umiał. Ania ;) Pomyślałem więc, że skoro ma na nie taką ochotę to zrobimy je razem. Lubię wspólnie spędzać czas w kuchni. Ale chciałem żeby nie było to zwykłe ciasto marchewkowe jakich setki widziałem, chciałem trochę inne. Wymyśliliśmy więc wspólnie, że będzie ono w środku przekładane kremem miodowym. Wyszło doskonale, trochę smakujące jak piernik. Jedliśmy je kilka dni, a każdego kolejnego dnia smakowało coraz lepiej. Jakby dojrzewało. Zresztą jak piernik, im starszy, tym lepszy.
     

wtorek, 5 grudnia 2017

Idealne udka kurczakowe

Idealne udka kurczakowe

Generalnie lubimy kurczaki i są one chyba najczęściej spożywanym przez nas mięsem. Zresztą jest to też mięso, które chyba najłatwiej przygotować. A jednocześnie mnogość sposobów, na które można przygotować i podać mięso kurczaka sprawia, że zapewne nie tylko my chętnie po nie sięgamy. Dzisiaj mamy dla Was idealny przepis na kurczakowe udka. Jego zaletą jest prostota wykonania. I w zasadzie szybkość. Pomijając to, że dobę wcześniej trzeba zamarynować udka. Mięso wychodzi miękkie i aromatyczne, a skórka przyjemnie chrupiąca. Ten przepis na stałe wchodzi do naszego obiadowego menu, bez dwóch zdań.
     
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...