piątek, 30 grudnia 2011

Sylwestrowy chleb z czipsami na piwie



Specjalnie dla Karoliny :) Długo mnie namawiała do tego chleba. Tak dla żartu w sumie, w pracy często gadamy o różnych dziwnych połączeniach. I ostatnio uparła się na chleb z czipsami. Tak sobie wymyśliła i nie chciała odpuścić, heh :) W sumie pomyślałem, że czemu nie... Przecież czipsy dobre, chleb dobry to i chleb z czipsami musi być dobry :) A od siebie dorzuciłem jeszcze piwo. Bo co najlepiej pasuje do czipsów? No co? No wiadomo co! Własnie piwo! A że nadchodzi Sylwester to pomyślałem, że nazwę ten chleb właśnie chlebem sylwestrowym. No bo przecież idealnie pasuje. Impreza, piwo, czipsy... No czego chcieć więcej?

300 ml piwa jasnego
140 g mąki żytniej typ 720
400 g mąki pszennej
2 łyżeczki cukru
1 łyżeczka soli
20 g świeżych drożdży
50 g czipsów solonych (ja dałem Lay's)

No i tradycyjnie: wszystko oprócz czipsów do dużej miski i mieszamy porządnie. Wyrabiamy ciasto przez 15-20 minut i zostawiamy na 1 godzinę do wyrośnięcia.
Dodam jeszcze tutaj, że kupić koniecznie musimy piwo pół litrowe, a nie takie 0,3 litra. Do chleba dodamy tyle ile trzeba, resztę będziemy mogli wypić :)
Po godzinie wyjmujemy ciasto na blat oprószony mąką i wałkujemy na placek. Nie za duży, taki akuratny żeby był :) Na tym placku rozsypujemy równomiernie czipsy i zawijamy jak roladę, czy makowiec. W dłoniach formujemy taki kształt żeby nam się do foremki zmieściło i właśnie tam wkładamy. Na kolejną godzinę. Ciasto nam bardzo ładnie wyrośnie i pieczemy przez godzinę w 200 stopniach. Wyjmujemy na kratkę i studzimy. A potem jemy :)
A potem zanosimy do pracy żeby Karolina mogła sprawdzić co też z jej szalonego pomysłu wyszło :)


---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

czwartek, 29 grudnia 2011

Chleb z szynką, cebulą i czosnkiem z serowo-chrzanową skórką




I mam dla was kolejny po-świąteczny przepis. Baaardzo wykwintny chleb, dla smakoszy. Z szynką, cebulą i czosnkiem. I serowo-chrzanową skórką, czyli tak jak w tytule. Trzeba było resztki z lodówki wykorzystać :) Brak mi czasami pomysłów i wymyślam coraz dziwniejsze rzeczy :) Ale naprawdę ten chlebek był pyszny! W sumie wystarczy posmarować go masłem i mamy gotową kanapkę :) A skórka tak przyjemnie chrupała i lekko smakowała chrzanem, bardzo delikatnie. Naprawdę warto ten chleb zrobić, w sklepie takiego nie kupicie.

500 g mąki pszennej
250 ml wody
25 g świeżych drożdży (lub 7 g suchych)
2 łyżeczki cukru
1 łyżeczka soli
100 g szynki
1 cebula
2 ząbki czosnku
3-4 plasterki żółtego sera
3-4 łyżeczki chrzanu

Cebulę kroimy na pół i potem na pół-talarki, szynkę w niezbyt dużą kostkę. Podsmażamy trochę na patelni i czekamy aż wystygnie. Mieszamy wszystkie składniki w dużej misce (oprócz sera i chrzanu). Czosnek przepuszczamy przez praskę. Mieszamy porządnie przez 20 minut i zostawiamy na godzinę do wyrośnięcia. Powinno bardzo ładnie wyrosnąć. Po godzinie wyrabiamy przez kilka sekund i przekładamy do keksówki. Wierz smarujemy chrzanem. Potrzebne będą nam do tego 3-4 łyżeczki chrzanu. I znów zostawiamy do wyrośnięcia na 1 godzinę.
Nagrzewamy piekarnik do 200 stopni i wstawiamy chleb. Pieczemy 45 minut, a potem na wierz kładziemy 3-4 plastry żółtego sera. Pieczemy jeszcze 15 minut. Po tym czasie wyjmujemy z piekarnika, wyjmujemy z foremki i zostawiamy na kratce żeby pieczywko przestygło.
Na zdjęciach widać, że mój ser jest troszkę spalony. Taaaak, niestety ser położyłem od razu na chleb i zapiekałem całą godzinę. Nie róbcie tak! Teraz już wiem, że to nie był dobry pomysł, wystarczy zapiekać ser przez ostatnie 15 minut. Chociaż tak naprawdę wcale nie pogorszyło to smaku, tylko wizualnie trochę nie bardzo jest :)
Zatem do garów! :)







---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

wtorek, 27 grudnia 2011

Muffiny marchewkowe




Witam po-świątecznie. Mam nadzieję, że miło spędziliście te kilka dni. Bo ja na przykład owszem... :) A jeszcze wcale nie koniec, bo w najbliższej perspektywie spotkanie z moimi ulubionymi (oczywiście po mojej żonie Madzi, ona jest ulubiona best of the best i forever ever :)) dziewczynami, Karoliną i Pati. I mam nadzieję, że taki miły i (prawie) sielankowy nastrój będzie się powoli ciągnął aż do Sylwestra...

A teraz mam dla was przepis na marchewkowe muffinki. Madzia któregoś dnia mnie wymęczyła, że koniecznie chce-musi zjeść. Bo jak nie to coś-tam... Wolałem nie sprawdzać co to jest "coś-tam", na samą myśl strach bierze. Zatem zakasałem rękawy, założyłem fartuszek i parę dłuższych chwil później muffiny już były gotowe, a jeszcze parę chwil później to i nawet zjedzone :)

150 g marchewki startej na tarce z małymi oczkami
130 g mąki pszennej
130 g cukru
2 jajka
125 ml oleju
25 g mielonych migdałów
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka cynamonu
szczypta soli

Jajka ze szczyptą soli ubić na puszystą masę. Nie przestawać miksować i dodać mąkę, cukier, proszek do pieczenia i cynamon. Miksować dalej i dodać olej. Jeszcze miksować i na końcu dodać zmielone migdały i tartą marchewkę. Dokładnie wymieszać.
Foremki na muffiny wyłożyć papilotkami i przełożyć do nich ciasto. Piec w 190 stopniach przez 30 minut. I gotowe. I smaczne. I proste :)






--------------------------------------------------------------------- 
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

czwartek, 22 grudnia 2011

Pierniki świąteczne







No dobra, udało mi się jeszcze coś przed świętami zamieścić. I to nie byle co tylko świąteczne pierniczki! Mało już czasu zostało na ich zrobienie, ale jeśli ktoś ma ochotę to zapraszam :)
Przyznam się bez bicia, że to niestety nie ja te pierniczki zrobiłem, przepis i zdjęcia dostałem od Małgosi, kumpeli z pracy. Otóż u niej jest jakiś taki kiermasz przedświąteczny, czy tam świąteczny i można kupić/sprzedać wszelakie rękodzieła. I Małgosia wymyśliła, że swoje pierniczki na kiermasz zaniesie. Pomysł podwójnie doskonały :) Bo i Gosia ma radochę i ja mam radochę, bo mi przepis udostępniła :) Niestety nie jadłem tych pierników, ale na zdjęciach wyglądają niesamowicie! Boooosz, cudeńko! Jak ktoś jeszcze ma czas przed świętami to koniecznie zróbcie, już po wyglądzie widać, że nie mogą być niesmaczne.

A Gosia napisała tak (właściwie to nie wiem, czy sama napisała, czy skądś miała ten tekst/przepis, ale mniejsza z tym):

Pierniczki są pyszne. Ich zaleta polega również na tym, że po upieczeniu są twarde, dzięki temu łatwo je przechować, ozdabiać i nawlekać na tasiemki do powieszenia na choinkę, a potem jak sobie powiszą, stają się miękkie i rozpływają się w ustach.

A więc składniki:

¼ szklanki miodu
5 łyżek miękkiego masła
½ szklanki brązowego cukru, choć najlepiej cukier puder
1 jajko
2 i ¼ szklanki mąki – przyda się więcej do podsypywania i dodania w razie zbyt luźnego ciasta
1 łyżeczka sody
3 łyżeczki przyprawy do piernika – można więcej według uznania
Opcjonalnie w przepisie jest tez możliwość dodania kakao dla uzyskania ciemniejszego koloru piernika.

Wszystkie składniki najlepiej umieścić w głębszej misce i wyrobić rękami. W trakcie wyrabiania dosypywać mąkę, jeśli ciasto jest zbyt luźne. Kiedy już wyrobi się na jedną masę podzielic na porcje i rozwałkowywać na grubość do 5 mm, max! Wycinać pierniczki w różne kształty. Można słomką zrobić otworek na wstążeczkę. Układać na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Piec ok. 10 min w temp. 180 stopni. Nie za długo żeby się nie spaliły. Pilnować!
Przed pieczeniem można posmarować rozbitym białkiem dla połysku.
Przyozdabiać lukrem na swój niepowtarzalny sposób!
Lukier najprościej użyć gotowy, choć można również zrobić z: 1 białko roztrzepane mikserem i duża ilość cukru pudru.
Fajna zabawa na odstresowanie.  Smaczengo!

EDIT (28.12.2011): Jednak dostałem kilka pierników na spróbowanie! Hurrra! I przyznam szczerze (zupełnie nie tak jak na spowiedzi), że pierników raczej nie lubię. Ale te były niesamowite! Mega pyszne, takich pierników nie jadłem jeszcze nigdy i mógłbym z przyjemnością jeść je każdego dnia. Właśnie siedzimy z Karuśką w pracy i obżeramy się nimi :)








---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

środa, 14 grudnia 2011

Święta, Nowy Rok, brak czasu i takie tam...



Jestem, żyję... Przepraszam za to ponad-miesięczne milczenie. Aż mi wstyd. Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina :( Ale ostatnio naprawdę brak mi czasu na cokolwiek. Przeprowadzka (wciąż tak naprawdę nie skończona), zajęcia na uczelni (zabierające absolutnie każdą sekundę wolnego czasu)... Mam nadzieję, że jeszcze przed świętami uda mi się jeden, czy dwa przepisy udostępnić, a od stycznia postaram się usystematyzować to wszystko. Mam nadzieję, że mi się uda...
A tak z pozytywnych rzeczy to mam nową kuchnię :) Kupiliśmy z Madzią mieszkanie, nówka sztuka nie śmigana, kuchnia mega wypas, aż chce się tam siedzieć. Żeby tylko czas na to był...

A tymczasem chciałbym wam - z okazji nadchodzących świąt - życzyć tego, co chcielibyście w te święta mieć. A z okazji nowego roku - tego co chcielibyście mieć przez cały rok :)


---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

niedziela, 6 listopada 2011

Smażony camembert z żurawiną na liściach szpinaku



Dawno dawno temu (prawie tak dawno, że najstarsi górale ledwo to pamiętają), jeszcze za czasów szkoły średniej byłem ze dwa, czy trzy razy na Słowacji z moim przyjacielem Mateuszem. I tam zawsze chodziliśmy do okolicznej mordowni, zwanej "Výcap piva" i zamawialiśmy niezwykle tam popularne i tanie danie, czyli "Wyprázany syr, hranolky, a tatarska omáčka. A dwie piva". Znaczy się mianowicie: smażony ser, frytki i sos tatarski. I dwa piwa :) Przez kilkanaście lat kilkakrotnie próbowałem zrobić to w domu, ale to nie to samo. Za każdym razem okazywało się, że oryginał jest tylko jeden. Rzecz oczywista przecież. Tak więc dawno już temu przestałem nawet myśleć o tym pysznym daniu, żeby sobie przykrości nie robić.

Ale tutaj nagle jakże prawdziwa okazała się zasada, że jeśli czegoś nie da się zrobić to potrzebny jest ktoś, kto o tym nie wie - przyjdzie i to zrobi. Otóż tym kimś okazała się być Madzia! Wykręciła takiego smażonego camemberta, że myślałem, że się z radości kopytkami nakryję! :) To był właśnie ten smak, smak dzieciństwa! Jadłem i delektowałem się każdym kęsem, bo nie wiem, czy kiedyś znowu to się powtórzy. To było niesamowite! Co prawda ani frytek nie było, ani sosu tatarskiego, ale było za to piwo :) I to nie byle jakie, angielskie piwo "ale". I żurawina, i sałatka szpinakowa. Teraz jeszcze, gdy ten przepis piszę, to pod stołem z radości nogami przebieram.
Więc oto i to magiczne danie:

Do sałatki szpinakowej potrzebować będziemy oczywiście świeży szpinak :) A poza tym: czerwoną cebulę, żółte pomidorki koktajlowe, oliwę z oliwek, łyżkę octu balsamicznego (ważny składnik) i zioła do sałatek (Madzia użyła takiej gotowej mieszanki co to się nazywa "sos sałatkowy paprykowo-ziołowy" firmy Culineo).
Szpinak, myjemy, pomidorki kroimy na ćwiartki, cebulę kroimy w drobną kosteczkę. Dodajemy całą resztę, mieszamy porządnie i gotowe. A poza tym pyszne :)

Ser: ser moczymy w jajku rozbełtanym z solą i pieprzem. Obtaczamy w bułce tartej (w sumie jak kotlety schabowe). Kładziemy na patelnię i smażymy z obu stron aż będę rumiane i miękkie w środku. Trzeba pilnować żeby nam się ser na patelni nie rozpuścił. I podajemy z żurawiną.





---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

poniedziałek, 31 października 2011

Makaron z sosem mięsno-pomidorowym z serkiem mascarpone, śliwkami i świeżą bazylią




Na początek to chciałbym wszystkich przeprosić za taką zawiłą i długą nazwę :) Ale Madzia stwierdziła, że: "to mój makaron i nazwa będzie taka jak wymyśliłam. O!" I focha strzeliła i zabroniła nazwę zmieniać :)
Tak więc właśnie Madzia pod moją nieobecność wykorzystała kolejny dzień siedzenia w domu i zrobiła ten właśnie makaron. Bo właściwie to my lubimy rzeczy proste. Nie bardzo lubimy się męczyć w kuchni, staramy się traktować to jako przyjemność. Poza tym chcę bardzo żeby mój blog był prosty, a przez to dostępny dla wszystkich. A makaron ten jest prosty. Zapraszam więc do czytania i zaraz potem do samodzielnego wypróbowania :)
500 g mięsa mielonego z szynki wieprzowej wrzucamy na patelnie razem z drobno posiekaną w kosteczkę czerwoną cebulą i dwoma ząbkami czosnku przepuszczonymi przez praskę. Jak już się trochę podsmaży to dodajemy puszkę krojonych pomidorów i 3/4 szklanki rzadkiego koncentratu pomidorowego. Trochę smażymy i potem dodajemy pół opakowania serka mascarpone. Znów trochę smażymy i dodajemy jedną drobno posiekaną suszoną papryczkę chilli (taką małą).
Teraz drobno kroimy około 15 suszonych śliwek i dodajemy do reszty. Doprawiamy słodką papryką, solą i świeżą bazylią. Podajemy z ulubionym makaronem i posypujemy tartym parmezanem.

Jak już wspominałem parę razy Madzia lubi hurtowe ilości tak więc i tego obiadu wyszło dość sporo :) Bardzo dobrze, będzie i na jutro.

---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

piątek, 28 października 2011

Chałka z migdałami




Tak sobie siedzimy wieczorem w domu, godzina tak jakoś trochę po 20 i nagle Madzia mówi, że chałkę by zjadła. Eeehh, też sobie moment i porę wybrała. Ale cóż, w końcu to żona, trzeba tak jakoś ulgowo traktować :)
No i Madzia mówi też, że właściwie to ona taką konkretną chałkę by chciała, taką z migdałami no i właściwie to już mi przepis znalazła. No i otwiera mi stronę http://cobytuzjesc.blogspot.com. Łaaał, jak popatrzyłem to też już właściwie zachciało mi się takiej chałki :)
Mam już jedną, czy dwie chałki tutaj u siebie na blogu, ale ta będzie nieco inna. Znaczy się w wyglądzie. Bo pieczona w foremce, a nie tak "luzem". Też pleciona - jak chałka - ale potem schowana do foremki. Żeby taki fajny kształt miała.
Generalnie plan był taki, żeby z tych poniższych składników dwie duże chałki zrobić, ale jak ciasto zaczęło rosnąć to okazało się, że konieczność będzie zrobienia trzech chałek :) Mega wyżerka. Przejdźmy więc do rzeczy:

1 kg mąki tortowej
40 g świeżych drożdży
3 jajka
400 ml mleka
6 łyżek białego cukru
100 g masła
1/2 łyżeczki soli
cukier trzcinowy i płatki migdałowe do posypania

Najpierw robimy zaczyn: 200 ml mleka, 1 łyżka białego cukru, 1 łyżka mąki i wkruszamy drożdże. Mieszamy i zostawiamy na 10-15 minut do wyrośnięcia. Dobrze jest wziąć trochę większe naczynie, bo konkretnie wyrasta.
A jak wyrośnie to do dużej miski przesiewamy mąkę, wlewamy resztę mleka, wbijamy 2 jajka (trzecie zostawiamy do zrobienia glazury na końcu), resztę białego cukru, sól, rozpuszczone w rondelku (i nieco przestudzone) masło i nasz zaczyn. Czyli po prostu wszystko oprócz 1 jajka, trzcinowego cukru i płatków migdałowych. Te składniki przydadzą nam się później.
I wyrabiamy. Chałka musi być delikatna więc wyrobić musimy dobrze i dokładnie. Gnieciemy ciasto 20 minut, potem przykrywamy ściereczką i zostawiamy w ciepłym miejscu do wyrośnięcia na godzinę. Z całą pewnością wyrośnie nam baaaardzo.
Po godzinie znów chwilkę wyrabiamy, tak żeby odpowietrzyć ciasto. Dzielimy na 3 równe części (bo 3 chałki będą) i potem każdą z tych 3 części znowu dzielimy na 3. Robimy z ciasta długie wałki i z każdej trójki wałków pleciemy chałkowego warkocza.
Keksówki wykładamy papierem do pieczenia i wkładamy do nich chałki żeby znów rosły. I znów zostawiamy na godzinę. Po tej godzinie będą naprawdę porządnie wyrośnięte :)
I wtedy w szklane rozbełtujemy jajko, mieszamy z odrobiną mleka i smarujemy tym chałki. Porządnie, nie żałujmy sobie :) A potem posypujemy brązowym cukrem i płatkami migdałowymi.
Nagrzewamy w międzyczasie piekarnik do 180 stopni i pieczemy chałki 40 minut - lub tyle ile trzeba żeby były rumiane.




---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

wtorek, 25 października 2011

Makaron z sosem orzechowo-śmietanowym


Magda ostatnio zamiast chodzić do pracy siedzi w domu. A jak siedzi w domu to i w kuchni sporo myszkuje. A mi oczywiście w to graj :) Codziennie po powrocie z pracy jakieś pyszności mam. Kurcze, Madzia powinna chyba na stałe się do kuchni przeprowadzić :) Potrawy, które przyrządza są absolutnie pyszne, a do tego banalnie proste. Niestety zwolnienie lekarskie wkrótce się kończy i znowu ja będę musiał rządzić kuchnią. Heh, takie życie :)
Tym razem szperając po internecie Madzia natknęła się na http://slodkapasja.blox.pl. A tam z kolei zauważyła tytułowy makaron z sosem orzechowym. Tak wizualnie to może nie jest jakoś wielce śliczny (ot, makaron jak makaron), ale smak ma niepowtarzalny. Prawdę mówiąc nigdy dotąd nie jadłem takiego połączenia smaków. Makaron z nutką orzechową. Ja osobiście lubię testować nowe smaki i ten test ów makaron przeszedł na piątkę! 
Zresztą tego makaronu było tyle, że do pracy jeszcze zaniosłem w ramach lanczu i poczęstowałem Igora i Karolinę. Oboje chwalili :)

makaron (wstążki, świderki, rurki, co kto ma)
100 g orzechów laskowych
200 ml śmietany 18%
40 g masła
2 łyżki oliwy z oliwek
1 średnia cebula
1 ząbek czosnku
lubczyk suszony
tarty parmezan
sól, czarny pieprz

Na początek rozdrabiamy w blenderze orzechy.
Cebulę drobno siekamy, czosnek rozgniatamy ostrzem noża. Masło rozpuścić na patelni, dodajemy cebulę i czosnek. Krótko przesmażamy, dodajemy orzechy. Dodajemy oliwę, śmietanę i podgotowujemy ok. 5 minut.
Zdejmujemy z ognia, doprawiamy solą i pieprzem, dodajemy lubczyk i mieszamy z ugotowanym makaronem.
Przed podaniem posypujemy tartym parmezanem i dekorujemy listkiem pietruszki (niestety u mnie na zdjęciu pietruszkowej dekoracji zabrakło :)).


---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

sobota, 22 października 2011

Szczawiowa z jajami przepiórczymi


Zupy to jest właśnie to co lubię :) Pisałem już o tym kilka razy i pewnie jeszcze nie raz napiszę. Ostatnio była groszkowa, teraz pora na szczawiową. Uwielbiam! :) Więc wracam sobie grzecznie z pracy, wchodzę do domu, a tu Madzia już czeka z zupą! Jeeee! I to w dodatku z jajkami przepiórczymi. Są naprawdę pyszne, o wiele delikatniejsze niż kurze. Zdecydowanie polecam.
A zupkę tę Madzia gotowała na udkach kurczakowych, które potem wyjęła z zupy i upiekła w piekarniku w naczyniu żaroodpornym. Sam nie wiem, które danie było pyszniejsze. No po prostu rewelacja!
A oto przepis Madzi:

6 udek kurczakowych solimy, zalewamy wrzątkiem i odstawiamy na pół godziny. Zapobiegnie to powstawaniu "szumu" podczas gotowania. 
Do gara wrzucamy obraną włoszczyznę z zielem angielskim i listkiem laurowym. Gotujemy. Płuczemy udka wodą i dorzucamy. Gotujemy aż udka będą miękkie. Wyjmujemy udka i do gara dorzucamy kostkę rosołową, słoiczek szczawiu marynowanego i kilka zimniaczków pokrojonych w kostkę. Solimy, pieprzymy i gotujemy aż ziemniaki będą miękkie. Marchewkę z włoszczyzny kroimy w kostkę. Jak mięso ostygnie to 2 udka oskubujemy i oskubane mięsko wrzucamy do gara. Resztę udek można upiec z ziołami w naczyniu żaroodpornym.


I to cały Madziowy przepis. Tak prosty, że każdy sobie poradzi, a danie tak pyszne, że każdy będzie chciał jeść :)

---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

czwartek, 6 października 2011

Zupa-krem z zielonego groszku


A wspominałem już, że uwielbiam zupy? Taaaa, chyba nawet kilka razy :) No po prostu uwielbiam. Nie ma znaczenia jakie, cokolwiek, jakiekolwiek, po prostu zjadam zawsze jak jest ku temu okazja (tak na marginesie to polecam w Warszawie zupy z azjatyckiego lokalu Du-Ża Mi-Ha. Nie dość, że obłędnie smaczne to porcje takie, że można się w nich kąpać! :)). Tak więc tym razem była pora ma zupę-krem z zielonego konserwowego groszku. Powiem szczerze, że takiej jeszcze nie jadłem. Madzia znalazła przepis w jakiejś książeczce kucharskiej. A przepis okazał się tak absolutnie prosty, że już chyba bardziej skomplikowane jest zrobienie kanapek :) Zatem pokazuję i objaśniam :)

3 puszki groszku konserwowego
750 ml wody
1 kostka bulionu warzywnego (lub jakiego tam chcesz)
sól, pieprz
groszek ptysiowy lub grzanki

Groszek razem z zalewą wlewamy do garnka. Dolewamy wodę, wrzucamy kostkę bulionową i gotujemy aż groszek będzie miękki. Potem miksujemy blenderem na jednolity krem, doprawiamy solą i pieprzem i gotowe :)
Podajemy z groszkiem ptysiowym lub grzankami.

---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...