czwartek, 28 stycznia 2016

Kotlety ziemniaczane z farszem z twarogu

Kotlety ziemniaczane z farszem z twarogu

Dzisiaj trochę inne kotlety ziemniaczane. Kotlety z twarogowym farszem. Idealne na bezmięsny obiad. Tak samo dobre jak mięsne i tak samo syte. Z początku może być dylemat z czy je podać. Bo kotlety to zwykle w parze idą z ziemniakami. Ale ziemniaczane kotlety z ziemniakami? Nieee... Idealnie pasuje do nich lekka sałatka z pomidorów koktajlowych lekko skropionych oliwą. To wystarczy za cały obiad.
Przypominamy też, że twaróg z łatwością zrobicie w domu nawet ze sklepowego mleka. Musi być ono tłuste (3,2%) i pasteryzowane w niskiej temperaturze (czyli nie UHT). My tak robimy od lat i zawsze wychodzi idealny.
     

niedziela, 24 stycznia 2016

Nalewka melonowo-brzoskwiniowa

Nalewka melonowo-brzoskwiniowa

Niewiele brakowało, a tego przepisu by tutaj nie było. Ot, tak po prostu, najpierw nastawiłem nalewkę, a potem zgubiłem przepis. Odtworzyć go się za bardzo nie dałoby, bo sam go wymyśliłem. Miałem jakieś objawianie, wziąłem kartkę i zacząłem wypisywać składniki. Dlatego też pokładałem w niej wielkie nadzieje i strasznie się wkurzyłem, gdy zgubiłem swoje zapiski. A parę dni po tym jak już pogodziłem się ze stratą znalazłem przepis :) Po prostu szukałem nie tam, gdzie trzeba. Jak zawsze...

To nie jest taka typowa nalewka. Pewnie mistrzowie nalewkarstwa (jest w ogóle taki wyraz?) by mnie wyśmiali, ale skoro miałem takie objawienie, to musiałem ten pomysł sprawdzić. Chociażby po to, żeby wiedzieć, że jest kiepski (albo nie jest). Otóż chodzi mi o zastosowanie brzoskwiń w zalewie, takich z puszki. Raczej do nalewek stosuje się owoce świeże. Ale co miałem zrobić, gdy w głowie taki pomysł powstał? Nic nie mogłem zrobić i wziąłem się za zrobienie nalewki.
     

środa, 20 stycznia 2016

Kurczak na dziko

Kurczak na dziko

Kurczak na dziko. Skąd taka nazwa? Właściwie to nie wiemy, ale być może stąd, że naciera się go owocami jałowca. A jałowiec, jak wiadomo, jest leśną rośliną. A wszystko co z lasu jest "dzikie". Taka jest nasza interpretacja, zapewne niewiele mijająca się z prawdą. Tego kurczaka robi się dość długo, bo najpierw trzeba go zamarynować, potem udusić, a na końcu usmażyć. Ale warto ten czas poświęcić. Ma zupełnie inny smak niż jakikolwiek kurczak, którego dotąd jedliśmy. Rumiana lekko chrupiąca skórka, a mięso aż rozpływa się w ustach, jest bardzo delikatne. A smażone ziemniaki (uprzednio ugotowane), z którymi go podaliśmy dodały mu jeszcze rustykalnego i dzikiego charakteru. Jeżeli jesteście fanami drobiu to ta pozycja jest waszym must have.
     

sobota, 16 stycznia 2016

Pierogi ruskie

Pierogi ruskie

Mówi się, że człowiekowi co ileś tam lat zmienia się smak. W sumie coś w tym może być. Być może do pewnych smaków człowiek po prostu dorasta, z pewnych z czasem wyrasta. Być może... Jeśli tak, to Madzia właśnie dorosła. Polubiła ruskie pierogi! Pierogi jako takie lubiła zawsze, ale akurat ruskie jej nie leżały nigdy. A tak się złożyło, że musieliśmy zrobić, bo dla kogoś robiliśmy, na zamówienie. No jak mus to mus, jak to mawiają jabłka przecierane na papkę (sorry za czerstwy żarcik, nie mogłem się powstrzymać). Zrobiliśmy więc i próbujemy. I nagle Madzia radośnie wykrzykuje: "o [cenzura]! Jakie to dobre!". Tak oto Madzia polubiła ruskie. Należałoby jeszcze udokumentować tutaj jeden fakt. Magdy babcia znana jest z tego, że doskonale gotuje, właściwie wszystko co wyjdzie spod jej ręki jest niezłe (a nawet więcej niż niezłe). I to od babci Madzia wszystkiego się uczyła. I tak siedzi Madzia, delektuje się tymi pierogami, które sami zrobiliśmy, w jej głowie kiełkuje myśl i nagle przemówiła: "A wiesz, babcia to jednak wcale tak dobrze nie gotuje". O proszę, uczeń przerósł mistrza. Ot co, mistrz kuchni pod bokiem mi tutaj rośnie :)

Jeszcze, zanim podamy przepis na te pyszności, garść informacji historycznych. Sporo osób myśli, że pierogi ruskie pochodzą z Rosji. Tymczasem w Rosji są one prawie nieznane. A skąd pochodzą? Otóż z Ukrainy. A nazwa wcale nie jest pozbawiona sensu. Przecież dawniej Ukraina była zwana Rusią. Stąd więc nazwa. Czasami też słyszy się nazwę pierogi galicyjskie. A to dlatego, że konkretnie pochodzą z Rusi Czerwonej, czyli Galicji Wschodniej. Na ogół podaje się je z okrasą ze skwarek i smażonej cebuli i/lub śmietany. Madzia na przykład lubi ze wszystkim na raz, a ja albo ze skwarkami i cebulą albo z kwaśną śmietaną. Idealnie też pasuje posypanie całości koperkiem lub bardzo drobno posiekanym szczypiorkiem. We Lwowie popularne jest posypywanie kminkiem. Ale kminek naszym przyjacielem nie jest, zdecydowanie się trzymamy na dystans. Kminkowi mówimy NIE. Ale może za kilka lat znowu się nam smak zmieni i kminek polubimy? Kto wie...

Tymczasem, zupełnie niepostrzeżenie, dotarliśmy do przepisu :)
     

wtorek, 12 stycznia 2016

Orzechówka - nalewka z orzechów laskowych

Orzechówka - nalewka z orzechów laskowych

Ten produkt właściwie nie powinien być nazywany nalewką. Sam nie wiem jak to nazwać. Żaden szanujący się nalewkowicz (a do tego grona aspiruję) nie wyprodukowałby czegoś takiego. W nalewki wkłada się serce, robi się je z namaszczeniem, tak żeby te miesiące oczekiwania przyniosły spodziewany rezultat. Jednak, jak wspominałem w tym wpisie, nie lubimy gdy cokolwiek się marnuje i preferujemy wszelaki recykling kulinarny. Dlatego właśnie idąc tym tropem zrobiłem to co zrobiłem. Nie znalazłem innego zastosowania dla orzechowego syropu do kawy więc przerobiłem go na nalewkę.

Bo było to tak: lubimy sprawdzać rzeczy, których nie znamy. Tak żeby potem móc cokolwiek na ich temat powiedzieć. Więc któregoś dnia Madzia kupiła orzechowy syrop do kawy. Niestety problem z nim był taki, że po prostu, jak się okazało, nie smakował Madzi. Ja go w ogóle nie próbowałem, bo jedyna rzecz, którą toleruję w kawie to mleko. Stał tak ten syrop przez wiele miesięcy, a może i rok. Aż postanowiłem w końcu coś z nim zrobić. Nie miałem innego pomysłu więc zalałem go spirytusem, pomyślałem, że może w tej formie będzie pijalny. Robiąc to miałem skojarzenie z wódką Soplica Orzech Laskowy. Liczyłem właśnie na trunek w tym stylu.
     

piątek, 8 stycznia 2016

Bulionetka pietruszkowo-lubczykowa, czyli domowa kostka rosołowa

Bulionetka pietruszkowo-lubczykowa, czyli domowa kostka rosołowa


Bulionetka pietruszkowo-lubczykowa, czyli domowa kostka rosołowa

Wiele osób używa popularnej kostki rosołowej, chyba już na stałe wpisała się ona w tradycję naszej kuchni. Z jednej strony nie ma się co dziwić, jest ona łatwa i szybka w użyciu i podnosi smak potraw. Niestety jest też druga strona medalu: taka kostka to istna tablica Mendelejewa. Czego tam nie ma... A wiadomo, że takie rzeczy nie pozostają obojętne na nasze zdrowie. Oczywiście to nie działa od razu, nie poczujemy skutków używania takich rzeczy jutro czy pojutrze. Ale będzie się to odkładało w organizmie. I kiedyś się odezwie.
My staramy się do wszystkiego podchodzić racjonalnie i nie krzyczymy od razu "Chemia! Chemia! Precz z tą chemią!". My wiemy, że wszystko jest dla ludzi. Ale dla ludzi mądrych. Więc jeśli raz w miesiącu wrzucicie do zupy jakąś sklepową kostkę bulionową to z pewnością krytycznym okiem na was patrzeć nie będziemy. Ale jeżeli używacie takich rzeczy częściej to mamy dla was ciekawą alternatywę. Dość dawno temu wrzucaliśmy na bloga przepis na taką tradycyjną bulionetkę, teraz zaś chcemy wam zaproponować bulionetkę pietruszkowo-lubczykową. To idealny zamiennik tych sklepowych kostek. Smaku ma tyle samo (a nawet znacznie więcej), a dodatkowo nie zalatuje apteką, co niestety często jest przypadłością sklepowych bulionetek.
     

poniedziałek, 4 stycznia 2016

Ser cytrynowy

Ser cytrynowy

Witajcie w nowym roku! Udał się Sylwester? Mamy nadzieję, że tak. Nasz jak zawsze był doskonały, taki jak byśmy chcieli żeby był :) Bo w sumie my zawsze się staramy i dokładamy wszelkich sił żeby wszystko było po naszej myśli i tak jak chcemy. Tak właśnie udał się nowy twór Madzi, czyli ser cytrynowy. To bardzo łatwy w zrobieniu ser, coś trochę jak twaróg, ale ma bardziej ziarnistą konsystencję. W smaku cytryny są bardzo delikatnie wyczuwalne, nawet nie na drugim planie. Pewnie gdzieś na trzecim. Ale są i dodają uroku. My dodatkowo wzbogaciliśmy ten ser o pieprz cytrynowy. Idealny dodatek. Warto zrobić ten ser, ma łagodny, ale odświeżający smak, doskonale nadaje się na kanapki. A jak później wymieszacie go z jogurtem lub śmietaną to otrzymacie fantastyczną serową pastę.

W tym roku mamy nadzieję robić więcej serów żółtych. To już nieco bardziej skomplikowana sprawa, ale tylko nieco. Warto się za to zabrać. Taki domowy żółty ser to poezja smaku. A tymczasem wróćmy do naszego cytrynowego.
     
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...