środa, 2 września 2015

Nalewka śliwkowo-figowa

Nalewka śliwkowo-figowa

Kolejna nalewka, którą zrobiłem w oczekiwaniu na jakieś sezonowe owoce. Zrobiłem z tego co miałem pod ręką, z czegoś co cały rok jest dostępne. Ale to chyba już jedna z ostatnich tego typu, niedługo powinny się zacząć z prawdziwych świeżych owoców. Już się nie mogę doczekać. Będziemy przynosić z Madzią z bazaru całe kilogramy wiśni, śliwek, malin, truskawek, jeżyn, czereśni i sam nie wiem czego jeszcze, a potem będę produkował i produkował. Tylko kto to potem wszystko wypije? Jakby co, możecie śmiało wpadać, serio. My tego nie przepijemy sami, a piwniczki nie mamy, więc przechowywać ciężko. A poza tym wiek i zdrowie już nie te co kiedyś, już tyle pić się nie da.

Ktoś kiedyś stwierdził, że studia to najpiękniejszy czas w życiu. Osobiście uważam, że to bzdura. Czas studiów to była orka na ugorze, a ten kto wymyślił to stwierdzenie musiał miękko przelawirować studia na garnuszku rodziców. No nieważne. Zmierzam do tego, że jedyne co było dobre, gdy byłem na studiach, to fakt, że wypić mogłem więcej :) Eehh, gdybym wtedy bawił się w robienie nalewek to może faktycznie ten czas jakoś milej bym wspominał :)

Przepis na tę nalewkę podejrzałem na świetnym blogu Pracownia Nalewek (i nieco zmodyfikowałem).
   

1 litr czystej wódki 40%
200 ml spirytusu 95%
250 ml wody
360 g miodu
300 g suszonych śliwek
150 g suszonych fig
1/3 laski wanilii

Śliwki i figi kroimy na kawałki (może być na pół), wanilię również. Wrzucamy do słoja i zalewamy spirytusem, wódką, wodą i miodem. Zakręcamy i chowamy w ciepłe miejsce na 2 tygodnie.

Po tym czasie przelewamy nalew przez sito, tak żeby pozbyć się owoców. Płyn wraca z powrotem do słoja, a owoce przekładamy do małego słoika. I zasypujemy kilkoma łyżkami cukru. Oba słoiki zakręcamy i odstawiamy na kolejne dwa tygodnie. W tym czasie z zasypanych cukrem owoców wydzieli się syrop. I teraz czeka nas najmniej przyjemny etap: filtrowanie. Pierwsza część filtrowania powinna pójść dość gładko. Przy pomocy rurki (takiej akwarystycznej lub od kroplówki) zasysamy nalewkę znad osadu do drugiego słoika. Ostrożnie i delikatnie żeby osadu nie zassać. Jak już zassiemy ile się da to resztę trzeba przefiltrować. Ja używam filtrów do kawy wyłożonych dodatkowo jednym listkiem papierowego ręcznika. Filtr mocuję gumką na słoiku i środek filtra wyściełam ręczniczkiem.

Filtruje się koszmarnie. Nalewka jest dość gęsta, co jakiś czas trzeba nowy filtr zakładać, bo się zakleja kompletnie. Filtrowanie może zająć kilkanaście godzin. Trudno, trzeba przez to przebrnąć, inaczej się nie da. Na koniec filtrujemy też syrop z owoców i łączymy z nalewką. Butelkujemy i zostawiamy na 2 miesiące żeby dojrzało.


DEGUSTACJA:

Ta nalewka ma bardzo ciekawy smak. Jest mocna i złożona w smaku. Nie przepadam za mocnymi alkoholami, dla mnie optymalną procentowość ma np. wino. Ale ta nalewka, mimo swojej mocy, zrobiła na mnie wrażenie.
Najpierw, w pierwszym odczuciu, czuć moc alkoholu. Ale już chwilę później zostaje ona przytłoczona mieszaniną fig i śliwek i po mocy pozostaje tylko jakby mgliste wspomnienie. Które na samym końcu zupełnie zostaje zatarte posmakiem miodu.

Smacznego!



Nalewka śliwkowo-figowa

4 komentarze:

  1. Na taką nalewkę to bym się wprosiła... :)
    Zrób konkurs - pozbędziesz się butelki, zrobisz sobie reklamę i jeszcze kogoś uszczęśliwisz :)

    OdpowiedzUsuń
  2. tyle czytam o Twoich nalewkach, muszę się wreszcie zmotywować i sama zrobić :-)

    weronikarudnicka.pl

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że tutaj jesteś. Zostaw komentarz, napisz, co sądzisz o blogu czy o tym konkretnym przepisie. Nie zostawiaj natomiast w komentarzu linków (ani do swojej strony, ani do żadnej innej) - chyba, że kontekst rozmowy tego wymaga. Jeśli interesuje Cię zareklamowanie się na blogu, to po prostu zajrzyj do zakładki "Współpraca".

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...