sobota, 30 sierpnia 2014

Risotto z szynką parmeńską na piwie


Dzisiaj zapraszamy was na niesamowicie kremowe risotto. Jest rewelacyjne, z wyraźnie wyczuwalną piwną nutą. Tak dobrego risotto jakie teraz Madzia zrobiła nie jadłem nigdy, nie żartuję. A nauczyła się je robić na kursie kuchni włoskiej. Więc możecie wierzyć, że to prawdziwe włoskie risotto, a nie jakieś lelum polelum. Gęste, kremowe, aromatyczne, maślane i piwne. Idealne.

Są trzy sekrety udanego risotto. Pierwszy w miarę oczywisty, drugi już nie tak bardzo, a trzeci to już zupełnie wiedza tajemna. Pierwszy sekret to ryż. Nie może być jakikolwiek. Najłatwiej dostępna w naszych sklepach będzie odmiana arborio. Inne nadające się odmiany (chociaż raczej trudniej dostępne) to: vialone nano, carnaroli i originario. Czyli mówiąc w skrócie: chodzi o włoski ryż z okrągłymi ziarnami. Ryż długoziarnisty się nie nadaje. A już z całą pewnością nie nadaje się bardzo popularny u nas ryż typu parboiled.

Pierwszy sekret już znacie, teraz skupcie się, pora na drugi: wszystkie płyny dodawane do risotto muszą być ciepłe, minimum w temperaturze pokojowej. Zimne płyny zahartują nam ryż, zatrzymają proces gotowania i będziemy mieć jakąś breję, a nie risotto. Być może powiem teraz oczywistą oczywistość, ale breja z ryżem to nie rosotto. Risotto to wyrafinowana, kremowa potrawa. To dzieło, to efekt przemyślanej pracy, to coś o co warto się postarać, bo wynik wynagrodzi nam chwile skupienia.

I pora na trzeci sekret, wiedza tajemna dla Master Chefów :) Risootta w trakcie robienia nie mieszamy! Ruszamy tylko patelnią w tył i przód (lub na boki), trochę tak jak byśmy się szykowali do przerzucenia na drugą stronę naleśnika. Risotto mieszamy dopiero na samym końcu, tak żeby zbyt wcześnie nie uwolnić skrobi. To właśnie skrobia uwolniona w odpowiednim momencie, czyli na pod sam koniec czyni z z ryżowego dania pyszne kremowe risotto.

Teraz, gdy już posiedliście potrzebną wiedzę, zapraszam po przepis:

czwartek, 28 sierpnia 2014

Faszerowane pomidory


Lato powoli się kończy, niedługo trzeba będzie grille pochować. Ale póki słońce jeszcze świeci to trzeba korzystać. A my staramy się nie przepuszczać okazji. Więc dzisiaj proponujemy pomidory faszerowane szpinakiem i mozzarellą. Taka mała odskocznia od tego wszędobylskiego mięsa z grilla. A niech wegetarianie też się nacieszą grillem. Jedzonko proste i szybkie, fajna przekąska na grillowe przyjęcie.

środa, 27 sierpnia 2014

Pomidorowo-paprykowy przecier do słoików na zimę


Dwa dni temu zamieściliśmy przepis na taki zupełnie zwykły, podstawowy przecier pomidorowy (KILK). Same pomidory, nic więcej. Idealny do zup, czy sosów. A dzisiaj wersja nieco bardziej złożona, z papryką, cebulą, marchewką i innymi rzeczami. Właściwie to można go na dwa sposoby używać. Może być jako półprodukt do dalszego przerobienia, a może też być, w takiej formie jaka jest, wykorzystany np. jako sos do pizzy. Dlatego też warto ten przecier zrobić, bo spektrum jego zastosowań zależy tylko od waszej wyobraźni. A warto mieć na zimę kilka takich pysznych słoiczków. Z tego przepisu wyszło nam 11 słoiczków po 0,5 litra. Zimę więc mamy zabezpieczoną.

wtorek, 26 sierpnia 2014

Grillowane roladki z bakłażana


Sezon grillowy powoli chyli się ku końcowi, ale u nas grill stale rozgrzany do czerwoności i prawie nigdy nie stygnie. Nie ma czasu, sezon za długi nie jest, trzeba go w pełni wykorzystać żeby zimą mieć co wspominać. Dzisiaj zapraszamy na grillowane roladki z bakłażana, rewelacyjne w smaku! Idealny dodatek do mięs i kiełbas z grilla, świetny do zbilansowania ciężkiego smaku mięsa. Zróbcie te roladki raz, a będziecie do nich wracać zawsze. A oprócz tego to znakomite danie dla wegetarian, którzy też lubią grillować.

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Domowy przecier pomidorowy (i Wielka Księga Własnych Wyrobów)

Domowy przecier pomidorowy (i Wielka Księga Własnych Wyrobów)

Wiele tygodni temu rozpoczęliśmy cykl "słoikowy". W każdy poniedziałek publikowaliśmy przepis rodem z PRL-u, czyli jakieś mielonki, pasztety i inne smarowidła zamknięte w słoikach. Wspiera nas w tym Dobra Kiełbasa, która dostarcza nam mieszanek przypraw. Przed nami jeszcze kilka mięsno-słoikowych przepisów, ale dzisiaj postanowiliśmy zrobić wyjątek i mamy dla was warzywa. A konkretnie pomidory. Madzia okazyjnie kupiła 7 kg. Ona to się w detal nie bawi. Jak już coś robi to z rozmachem :) Kupuje, a ja dźwigać muszę. A trzeba się było nie żenić... :)

sobota, 23 sierpnia 2014

Orzeźwiająca miętowo-cytrynowa woda na lato


Właściwie to jest tak proste i tak intuicyjne, że przepis w zasadzie byłby zbędny. Ale żar leje się z nieba, lato w pełni, więc być może wasze umysły są nieco ociężałe (nie nie, nie obrażam was) i nie chce wam się myśleć. Podaję zatem wszystko jak na tacy. Wystarczy poświęcić ze 2 minuty żeby cieszyć się niesamowicie orzeźwiającym napojem. A przyznacie, że teraz nie ma nic lepszego niż właśnie zimna aromatyzowana woda w oszronionej szklance.

czwartek, 21 sierpnia 2014

Najprostszy chleb pszenny


Nagle naszła mnie ochota na taki zwykły, najprostszy chleb pszenny. Ale taki naprawdę zwykły, ze zwykłej mąki i bez żadnych dodatków. Po prostu mąką pszenna, woda, drożdże sól i cukier. Nic więcej. Nie chciało mi się myśleć ile czego dać, jakie proporcje itd, więc odpaliłem internet żeby jakiś przepis sobie znaleźć. I wiecie co? No i nic! Po prostu nic! Same jakieś wyszukane chleby. A to z pszenną pełnoziarnistą, a to z ziarnami, a to jeszcze z czymś, a takich absolutnie zwykłych chlebów to nikt nie robi. Więc jednak musiałem się wysilić przez jakieś 30 sekund i wymyśliłem swój przepis. Proporcje są idealne, chleb wyszedł doskonały, dokładnie taki jak sobie zaplanowałem. Chrupiąca skórka, miękki miąższ. Super.

wtorek, 19 sierpnia 2014

Spaghetti alla Carbonara

Spaghetti alla Carbonara

Jakiś czas temu Madzia była na kursie kuchni włoskiej i bardzo sobie chwali ten kurs. Zresztą co chwilę lata na jakieś kulinarne kursy. A niech się dziewczyna uczy, przyda się jej :) Ale wracając do włoskiego kursu to nauczyła się tam robić spaghetti alla carbonara. Czyli moje ulubione (obok aglio, olio e peperoncino). Zresztą z carbonarą to mam zabawną anegdotkę i pomęczę was nią.

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Domowy pasztet wieprzowo-cielęcy w słoikach


Poniedziałek, ale wcale nie nudny i znienawidzony, jak wielu ludzi uważa. Całkiem fajny, bo to kolejny poniedziałek ze słoikowymi smarowidłami i z Dobrą Kiełbasą. Ostatnio w każdy poniedziałek publikujemy mięsiwa zamknięte w słoikach, do których przyprawy dostarcza nam właśnie Dobra Kiełbasa. Chociaż tym razem mieliśmy wizję i stwierdziliśmy, że sami dobierzemy przyprawy. Ale jeśli jesteście leniuszkami i wam się nie chce to z powodzeniem możecie użyć mieszanki "Smarowidło domowe" od Dobrej Kiełbasy. A ze wszystkimi mieszankami/przyprawami możecie zapoznać się TUTAJ.
Ale dobra, my tu gadu gadu, a przepis na pasztet sam się nie napisze. Więc niezwłocznie przechodzę do meritum. Powiem jeszcze, że pasztet był pyszny, ale to jakby oczywiste. Taki lekko ścisły wyszedł. Taki trochę do krojenia, trochę do smarowania, taki pół na pół.

sobota, 16 sierpnia 2014

Jajka w koszulkach w sosie meurette


Najpierw, na samym początku, przeklnę: zajebiocha! Ojajebie, super!
A teraz możemy przejść do dalszej części wpisu :) Madzia teraz hurtowo chodzi na różne kursy kulinarne: kuchnia włoska, francuska, indyjska, cokolwiek. Hurtowo je zalicza. A niech ma, niech sobie chodzi. Ja też mam z tego korzyści. I to dwie co najmniej. Po pierwsze mam wolny wieczór (jak tylko Magda to przeczyta to mi się dostanie), a po drugie jak wróci to mi robi wszystko to co na tych kursach się nauczyła. I teraz właśnie zrobiła mi fantastyczne jajka w koszulkach z sosem. Który to sos nazywa się meurette. To z kursu kuchni francuskiej. Sos jest z pieczarek, boczku i czerwonego wina. I jeszcze paru innych pysznych rzeczy :) A mianowicie:

piątek, 15 sierpnia 2014

Leczo z cukinią i pomidorami


Ostatnio byliśmy u mojego przyjaciela Mateusza i jego żony Agnieszki. Wyprowadzili się z Warszawy i zamieszkali na wsi. Muszę przyznać, że niegłupi mieli pomysł. Jeździmy czasem z Madzią do nich popić, powspominać i pomoczyć nogi w okolicznej rzece. No i jak tak sobie piliśmy, wspominaliśmy i moczyliśmy nogi w rzece to Mateusz wspomniał tak mimochodem, że tu obok jest dom do sprzedania. Madzia od razu podłapała temat i koniec już był jakiejkolwiek rozmowy. Tylko "Paaaweł, kupmy dom na wsi, no kupmyyy!" Eeehh, zasadniczo chętny zawsze jestem na głupie pomysły Madzi. A im pomysł głupszy tym ja jestem chętniejszy. W sumie tak naprawdę pomysł przecież głupi nie jest. Taki dom na wsi to naprawdę fajna rzecz. Dość szybko okazało się, że ten dom jednak nie jest na sprzedaż (a szkoda, bo był naprawdę super i nie zawahałbym się go kupić, tak od ręki). Ale Mateusz wspomniał, że sporo tutaj widział domów na sprzedaż. Wyruszyliśmy więc na spacer po wiosce. Dość szybko natknęliśmy się na wielką kartkę "SPRZEDAM". Patrzymy przez płot: ktoś jest w środku. Zadzwoniliśmy więc pogadaliśmy, obejrzeliśmy teren, itp. Spoko, fajnie. Dużo kwiatów, dużo warzyw, drzewa owocowe... Ucięliśmy sobie z właścicielami miłą pogawędkę i na koniec, gdy już wychodziliśmy, Madzia dostała od pani właścicielki wielką dorodną cukinię. Ogromną! Właśnie dopiero co z krzaka zerwaną. Tak żeby coś dobrego przygotowała. I właśnie do tego zmierzałem. Bo dom nieważny, mieszkanie na wsi nieważne, cukinia ważna. Bo z cukinii już następnego dnia powstało genialne leczo! Sycące i rozgrzewające. Co prawda jest sierpień i rozgrzewające dania być może nie są na topie, ale to leczo było naprawdę genialne!

czwartek, 14 sierpnia 2014

Tiramisu


Genialny włoski deser! Jeden z naszych ulubionych. I aż nie chce się wierzyć, że coś tak smacznego jest tak proste w przygotowaniu. Bo tiramisu naprawdę jest łatwe. Powiem wam szczerze, że jak przeczytałem przepis to się zdziwiłem, że aż tak łatwe. A to oznacza, że będzie częstym gościem w naszym domu ;) Przepis zaczerpnęliśmy od Doroty z Moje Wypieki. Tylko podrasowaliśmy go nieco dając większą ilość alkoholu, żeby do swojego smaku dopasować. Bo tak, nie wstydzimy się tego, lubimy alkohol. I będziemy go pić. Nieee, nie jesteśmy alkoholikami. Ale podobno żaden alkoholik się do tego nie przyzna. Ale skoro już przy tym jesteśmy to anegdotkę wam opowiem. Byłem kiedyś u psychiatry. Nie, żadnych problemów nie mam, potrzebowałem tylko wyłudzić bardzo długoterminowe zwolnienie z pracy. A wiadomo, że psychiatra najdłuższe dać może. No ewentualnie też pewnie i chirurg jakiś, ale złamanie ręki ciężko symulować.
Wiec byłem u pani psychiatrzycy i mówię jak jest... W sumie przedstawiłem stan faktyczny: że w pracy terror, że przez to pić dużo zacząłem, że inne rzeczy też przyjmuję, że znerwicowany jestem, że mobbing jakiś, że coś tam jeszcze, że nie wiem co robić zupełnie. No i pyta mnie pani ile tego alkoholu spożywam, jak często i jakie ilości. Więc powiedziałem faktycznie, zgodnie z prawdą jak się sprawy mają. Finał tego był taki, że zwolnienia oczywiście nie dostałem, za to pani mnie zakwalifikowała do leczenia alkoholizmu i kazała się zapisać na kolejną wizytę, bo problem jest poważny. Oczywiście nigdy więcej się tam nie pojawiłem, potrzebowałem zwolnienie tylko. Ale tak, lubimy pić, pijemy i nie wstydzimy się tego. I zrobiliśmy mocne tiramisu. A zresztą czytałem gdzieś, że ponoć ludzie z wysokim IQ spożywają więcej alkoholu. Tak, zdecydowanie coś w tym musi być.


środa, 13 sierpnia 2014

Drożdżówki ze śliwkami


Madzia czasami ma zachcianki. Coś sobie wymyśli i jak tak nie  będzie to foch. A wiecie, że z takim fochem to żartów nie ma. A wymyśliła sobie drożdżówki. Z czereśniami w środku. Ale tak jakoś jej chyba umknął drobny fakt, że czereśnie się właśnie skończyły. Więc łaskawie zgodziła się na drożdżówki ze śliwkami. Cóż zatem było robić... Zakasałem rękawy i zabrałem się do robienia drożdżówek. Okazało się, że wyszły fantastyczne. Od razu, jeszcze na ciepło Madzia pochłonęła 3 sztuki. A resztę następnego dnia zaniosła do pracy. Ponoć ochom i achom końca nie było.
Fakt, były naprawdę niezłe. Bardzo miękkie. Słodycz bułki fajnie się przełamywała z kwaskowością śliwek. Teraz, gdy piszę ten post, na blasze wyrasta mi kolejna porcja tych bułek :)

wtorek, 12 sierpnia 2014

Burrito w kukurydzianej tortilli


Dzisiaj kulinarnie odwiedzamy Meksyk. Rzadko nam się zdarza robić coś z kuchni meksykańskiej, a widzę teraz, że to błąd, bo burrito wyszło naprawdę rewelacyjne. Z całą pewnością będziemy je robić częściej. Jak pewnie też inne meksykańskie dania. Chociaż tutaj jest drobny problem, bo kuchnia meksykańska słynie ponoć ze sporej ostrości potraw. A Madzia na pikantne to tak nie za bardzo... Ale cóż, zobaczymy co da się zrobić :)
Nie znamy się zupełnie na kuchni meksykańskiej, ale z tego co mi się wydaje, co gdzieś tam kiedyś zasłyszałem to burrito robi się na pszennej tortilli. Kukurydzianą używa się do tacos. Ale tak jak napisałem: nie znamy się. Więc zrobiliśmy burrito na kukurydzianym placku. Właściwie, jak już mamy takie rozważania snuć, to jest to bardziej amerykańska wersja burrito niż meksykańska. Prawdziwe, tradycyjne meksykańskie burrito jest ubogie, składa się z jednego, dwóch składników. To amerykanie je przerobili na swoją modłę. Ale nieważne.... Ważne, że było pyszne ;)
     

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Mięso ze słoika


Wracamy z naszymi mięsnymi wyrobami w słoikach, które przygotowujemy we współpracy z portalem Dobra Kiełbasa. Te wyroby są naprawdę doskonałe i przypominają mi dawne czasy minionego ustroju. Nie napiszę "dawne, dobre czasy", bo to raczej mocno dyskusyjne czy były dobre. Ale z całą pewnością były ciekawe. Z wielu względów były ciekawe. Wbrew pozorom ciekawe były również kulinarnie. Z jednej strony ciężko jest nazwać "ciekawymi kulinarnie" czasy, gdy właściwie niewiele do jedzenia było, a jak już było to wybór był naprawdę żaden. A z drugiej strony niesamowite jest to jak wiele rzeczy można było zrobić z tych rzeczy, które udało się zdobyć. Jedynym ograniczeniem była jedynie wyobraźnia gospodyń domowych. A zwykle ta wyobraźnia była właściwie nieograniczona. Dlatego też tak wiele fajnych rzeczy przetrwało do dzisiaj. Jak na przykład właśnie te mięsne przetwory w słoikach. Ja byłem wówczas dzieckiem dlatego dopiero teraz, patrząc z perspektywy czasu, mogę docenić niezwykłą żonglerkę kulinarną swojej mamy i innych gospodyń domowych.
Dodatkowo kulinarne wspomnienia minionych lat pozwala mi sobie przypomnieć Dobra Kiełbasa, która oferuje w sprzedaży m.in. mieszanki przypraw właśnie do takich słoikowych rarytasów. Zajrzyjcie TUTAJ i powspominajcie :)
A my zapraszamy was na mięso ze słoika. Co prawda tym razem nie użyliśmy gotowej mieszanki przypraw tylko zabawiliśmy się sami w komponowanie, ale jeśli chcecie to bez problemu można użyć mieszanki "Kiełbasa słoikowa".

To mięso wyszło genialnie, póki co to najlepszy słoikowy twór jaki robiliśmy. Bo, jak być może pamiętacie, od kilku tygodni co poniedziałek mamy dla was przepisy rodem z PRL-u. Najlepszy, co nie znaczy wcale, że te poprzednie były kiepskie. Bo w żadnym razie  nie były. Były bardzo dobre. A ten jest fantastyczny. Trochę jak pieczony schab, taki z piekarnika. To doskonała alternatywa właśnie dla osób nie posiadających piekarnika.

sobota, 9 sierpnia 2014

Pizzerinki, czyli mini pizze


Madzia wpadła na pomysł zrobienie mini pizzy. Bo Madzia wpada na różne pomysły. Raz lepsze, raz gorsze, ale każdy z nich trzeba sprawdzać żeby wiedzieć, który to jest ten lepszy. I ten akurat był naprawdę dobry. I pomysł i efekt pomysłu. Świetne połączenie smaków, które zresztą Madzia sama wymyśliła. Właściwie składników było naprawdę minimum, bo tylko szpinak, kozi ser i przepiórcze jajko. I sos śmietanowy. Ale właśnie odpowiednie połączenie tych niewielu smaków dało genialny efekt. Idealna przekąska na leniwy wieczór w domu. Siedzieliśmy, oglądaliśmy kolejny odcinek Hannibala i zajadaliśmy się tymi mini pizzami. Bez pośpiechu. Zresztą to też genialny pomysł na jakieś niewielkie przyjęcie w gronie znajomych. Pracy z tym niewiele, a efekt całkiem niezły.

czwartek, 7 sierpnia 2014

Drożdżówki z budyniem


No dobra, postanowiłem Madzię dopieścić nieco. Opowiem wam o tym jeśli chcecie ;) Nie, nie, nic z tych rzeczy, o których właśnie pomyśleliście. O tym wam nie będę opowiadał. Może innym razem ;) Teraz wam opowiem jak zrobiłem Madzi drożdżówki z budyniem. Właściwie to razem robiliśmy, Madzia jako Starszy Kierownik Budyniowy spisała się doskonale i w odpowiednim momencie zrobiła budyń. A potem również i lukier. Więc bez niej bułki nie byłyby tak pyszne jak były ;)
Bo było to tak, że w jakiejś kulinarnej grupie na Facebooku wypatrzyłem zdjęcia drożdżówek z budyniem. I wiedziałem już co to oznacza, byłem absolutnie pewien tego, co niedługo się wydarzy. Przecież Madzia należy do tej samej grupy, też zobaczy to zdjęcie. Nie lubię mieć zawsze racji, to naprawdę takie męczące... Nie minęło nawet 20 minut jak pod tym zdjęciem pojawił się Madzi komentarz: "Paweł, chcę!" Taaa, wiem, że chcesz, przewidziałem to już 20 minut temu... No dobrze, co było robić... Opracowałem stosowną recepturę i następnego dnia drożdżówki już były zrobione. I przyznać muszę, że wyszły naprawdę niezłe. Zresztą i ja i Madzia zanieśliśmy kilka do pracy żeby się pochwalić :) U Madzi wszystkie dziewczyny zachwalały, mówiły że jak ze sklepu. Ja zaniosłem dla Moniki i Cai. Monika pochwaliła i również stwierdziła, że zupełnie jak z cukierni. A Cai? Cai zadumawszy się stwierdziła: "I don't know what it is that yellow thing in the inside... But very professional!" No kurka, tak to możesz mówić mi zawsze, droga Cai ;)
Myślę więc, że drożdżówki udane. Teraz będę myślał nad jakimiś bułami z twarogiem.

wtorek, 5 sierpnia 2014

Muffiny z żurawiną


Niedawno, w przedostatnim wpisie, były muffiny i tym razem też będą. Wtedy były wytrawne z papryką i fetą, a teraz na słodko, z żurawiną i lekką nutą piernikową. Pyszne. Madzia zrobiła. Bo ostatnio ma mega zajawkę na słodkie rzeczy. Niby fajnie, ale ta zajawka jest naprawdę mega i nie ma kto jeść tego wszystkiego :)
I tak samo jak wcześniej przepis wypatrzony na Moje Wypieki.

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Pasztet drobiowy słoikowy


Powiem wam, że najlepszy pasztet jaki jadłem kiedykolwiek robi Madzi babcia. Nie wiem co ona dokładnie tam daje, nie wiem jak go robi. Wiem tylko, że to jest z dodatkiem mięsa z królika. A może tylko z mięsa z królika? Kurcze, nie wiem. A babcia strzeże tajemnicy. Może jeszcze kiedyś uda mi się wyciągnąć od niej przepis. A póki nie mam przepisu to postanowiliśmy zrobić taki pasztet w słoiku, do smarowania. Co prawda nie z królika tylko z kurczaka, ale okazało się, że też wyszedł rewelacyjnie. A wspomogła nas w tym Dobra Kiełbasa. Bo od jakiegoś czasu wspólnie robimy różne słoikowe smarowidła. To znaczy my z Madzią robimy, a Dobra Kiełbasa dostarcza nam potrzebnych rzeczy. Czyli m.in. mieszanek przypraw (z którymi możecie zapoznać się TUTAJ). To już kolejny wpis z tego cyklu, i przed nami jeszcze kilka, co poniedziałek. Słoikowe smarowidła przetestujemy na wszelkie sposoby. Zapraszamy więc do śledzenia naszych poczynań.

sobota, 2 sierpnia 2014

Muffiny z serem feta i czerwoną papryką


No to bez zbędnych dyskusji pora na muffiny. Wytrawne, tak w ramach kolacji. Są rewelacyjne, zamiast kanapek spokojnie można je jeść. Co zresztą stwierdziła Dorota z Moje Wypieki - gdzie Madzia podejrzała przepis. Jestem świeżo po ich zjedzeniu i zupełnie bez ściemy mogę powiedzieć, że dają radę. Są tak fajne, że jeszcze nie raz u nas na stole wylądują. A pewnie jeszcze dzisiaj zrobimy muffiny z żurawiną. Czyli sam nie wiem, czy na słodko, czy na wytrawnie to będzie. A przepis wkrótce.

piątek, 1 sierpnia 2014

Sernik z malinami na serku mascarpone



Idealne ciasto na gorące dni. Zresztą sernik na zimno sprawdza się przy każdej pogodzie. Ale teraz, gdy sezon na maliny w pełni, warto się pokusić i poświęcić kilka chwil żeby zrobić to ciasto. Jest pyszne! Nie znam nikogo, kto nie lubi sernika na zimno. Ani nie znam nikogo, kto nie lubi malin :) Więc bez gadania bierzcie się do roboty, sprawa jest bardzo prosta. My akurat mieliśmy cały dzień wolny i zrobiliśmy całą masę fajnych rzeczy. Zrobiliśmy pasztet z mięsa które zostało z rosołu (przepis niedługo), przetopiliśmy słoninę na smalec i jeszcze kilka innych rzeczy. A Madzia ogarnęła ten sernik.
     
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...