poniedziałek, 31 grudnia 2012

Szczęśliwego Nowego Roku!


Hej dzieciaki! :) Szczęśliwego Nowego Roku! Bawcie się dobrze, pijcie z umiarem i, do jasnej cholery,  nie strzelajcie z petard! Bo moje koty się boją. I inne zwierzaki też. Do zobaczenia/przeczytania w nowym roku i dzięki, że jesteście ze mną! :)

--------------------------------------------------------------------- Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

czwartek, 27 grudnia 2012

Dan-ta, czyli chińskie ciastka jajeczne



No i kolejny przepis, który powstał po konsultacjach z Cai, moją kumpelą z Chin. A właściwie to nawet nie po konsultacjach, tylko za sprawą zdjęcia. Bo siedzę sobie w pracy, a Cai nagle podsyła mi zdjęcie i pyta, czy wiem co to jest. Bo ona bardzo lubi, a tutaj w Polsce to nie widziała tego i nie wie, gdzie kupić. Tak patrzę na to zdjęcie, patrzę... Hmmm, jakieś takie babeczki z czymś żółtym, lekko przypalonym... Babeczki z przypalonym budyniem? Nieee, chyba nie... Chociaż prawda, że Chińczycy to dziwne rzeczy jedzą, ale żeby przypalony budyń? :) Poszperałem chwilę w necie i już wiedziałem co to jest! Odpisałem zatem Cai: "OK, challenge accepted, jutro będą!" Zatem skoro słowo się rzekło...

ciasto francuskie
puszka niesłodzonego mleka skondensowanego
4 jajka
100 g cukru pudru
laska wanilii

W cieście francuskim wycinamy kółka i wkładamy te kółka to wysmarowanych olejem metalowych foremek na muffiny. Silikonowe nie są za dobre bo ciasto francuskie się w nich trochę zniekształca - sprawdzałem. Dobrze dociskamy żeby ciasto idealnie przylegało do foremek. Odrobina luzu spowoduje fatalne zniekształcenia.
I robimy masę z mleka, cukru i jajek. I wyskrobujemy również do masy środek wanilii (od biedy pewnie mogą być ze dwie łyżeczki ekstraktu). I mieszamy wszystko na gładką masę. Masą tą wypełniamy formy wyłożone ciastem francuskim. Nie wypełniamy do samej góry, musimy zostawić 0,5-1 cm luzu, bo inaczej w trakcie pieczenia masa wypłynie. I wstawiamy na 10 minut do piekarnika nagrzanego do 200 stopni. Po tym czasie zmniejszamy temperaturę do 180 stopni i pieczemy jeszcze 15 minut. Gotowe :)
Na ciepło smakują obłędnie, ale zimne (zostawione na później) też dają radę.
Następnego dnia zaniosłem do pracy żeby Cai i Dan oceniły, czy smakują tak jak w Chinach. Cóż, prawdę mówiąc nie wypowiedziały się, ale to tylko dlatego, że tak pochłaniały ciasto za ciastkiem, że nie było czasu na gadanie :) Więc to chyba najlepsza rekomendacja, najlepszy dowód, że chyba wyszło "po chińsku" :)
Nie wiem dokładnie ile mi wyszło z tego przepisu, ale myślę, że około 30 sztuk.




---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

czwartek, 20 grudnia 2012

Pikantne udka kurczakowe na piwie po chińsku



Wróciłem właśnie po pracy do domu, na szybko zjadłem co-nieco i siadam do bloga wpisać parę zaległych przepisów. Akurat Madzi nie ma, bo alkoholizować się pojechała więc mam parę chwil spokoju. Otworzyłem zatem piwo, a dwa kolejne się chłodzą. I testuję nowy smak Laysów. "Sałatka grecka". Spoko, niezłe czipsy. Dupy nie urywają, ale niezłe. Raz, czy dwa zjeść można. W obwodzie czekają jeszcze moje ulubione solone, pewnie dzisiaj jeszcze do nich sięgnę :)
A dzień w pracy miałem bardzo ciekawy. Otóż dostałem dzisiaj kilka jakichś skserowanych dokumentów z prośbą: "Mógłbyś sprawić żeby wyglądały jak oryginały?" Hmmm, moja sława mnie wyprzedza chyba. Kiedyś, gdy byłem młody i mniej mądry to zarabiałem w ten sposób na życie. Ale zostałem ukarany, odpokutowałem i powiedziałem sobie, że więcej tak robić nie będę. Zatem już prawie wyrwało mi się z ust: "A mogłabyś sprawić żebym wygrał w totolotka?". Ale rzuciłem okiem na te dokumenty i zobaczyłem, że w sumie to żadne fałszerstwo. To tylko obejście biurokracji. A moja anarchistyczna dusza biurokracji mówi zdecydowane NIE! Zatem ochoczo zabrałem się do przetwarzania kopii na oryginały i teraz w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku przekazuję wam przepis na genialne pikantne udka. "Po chińsku" ponieważ to kolejny przepis inspirowany rozmowami z Cai, moją chińską kumpelą. Co prawda w pierwotnym planie były skrzydełka, ale one akurat wyszły. Czy też może odleciały :) Zostały udka. A do tych udek fantastyczne "nacinane" ziemniaki.

Kurczak:
Udka kurczakowe (ilość wedle woli)
2 papryczki chili
4 ząbki czosnku
0,5 litra jasnego piwa
szczypta soli
4 łyżeczki czerwonego pieprzu nie mielonego
natka pietruszki
olej do smażenia

Ziemniaki:
ziemniaki (ile kto chce)
duża cebula
4 ząbki czosnku
1 papryczka chili
szczypta soli
olej
pół szklanki wody
przyprawy (u mnie "przyprawa do ziemniaków")

Od razu na wstępnie lojalnie uprzedzam, że kuchnia po tym obiedzie będzie do mycia, ujebutana "po same łokcie" :)
Wlewamy do woka sporo oleju - ale też bez przesady. Tak trochę więcej niż tradycyjnie do smażenia dajemy. No tak żeby kurczaki mogły trochę w nim popływać. I nagrzewamy ten olej naprawdę bardzo. Aż zacznie dymić. I wrzucamy kurczaki. Uwaga! Olej będzie strzelał jak cholera, warto jakiś fartuch założyć. To taki chiński system smażenia, stir-fry. I często przewracamy kurczaki z boku na bok, żeby się porządnie i równomiernie przyrumieniły. Smażymy oczywiście na jak największym ogniu, nie zmniejszamy. Jak już uznamy, że są przyrumienione to dolewamy pół litra piwa. I tutaj znowu musimy uważać, znowu olej będzie konkretnie tryskał.  Dodajemy też zgnieciony dłonią lub bokiem noża czosnek, sól, ziarna czerwonego pieprzu i przekrojone wzdłuż papryczki chili. I posiekaną natkę pietruszki. Mieszamy co jakiś czas, już nie musimy tak często jak na początku, i czekamy aż całe piwo się zredukuje, pozostanie tylko gęsta klejąca masa. Potrwa to kilka minut, może kilkanaście. I kurczaki gotowe. Naprawdę są smaczne i naprawdę pikantne :)
Pora na ziemniaki:
Ostrym nożem nacinamy dość głęboko (mniej-więcej do 2/3) każdego ziemniaka, co kilka milimetrów. Musimy mieć naprawdę ostry nóż żeby to się udało. Nacięte ziemniaki wkładamy do naczynia żaroodpornego, polewamy ziemniaki połową szklanki wody i niewielką ilością oleju. Posypujemy też przyprawami, które lubimy. Ja użyłem gotowej mieszanki "przyprawa do ziemniaków". Bo lubię :) Do naczynia wrzucamy też czosnek zgnieciony dłonią lub bokiem noża, pokrojoną w ósemki cebulę, i przekrojoną wzdłuż na pół papryczkę chili. I szczyptę lub dwie soli na ziemniaki.
Naczynie przykrywamy i wstawiamy na 30 minut do piekarnika nagrzanego do 220 stopni. Po tym czasie zdejmujemy przykrywkę, ustawiamy piekarnik na funkcję grilla i trzymamy ziemniaki jeszcze 45 minut (na możliwie najwyższej półce).
Smacznego!

A za czerwony pieprz dziękuję sklepowi AleDobre.pl



---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

czwartek, 13 grudnia 2012

Udka miodowo musztardowe i pieczone ziemniaki


Za oknami już aura zimowa, delikatnie mówiąc. A ja odkopałem przepis, który zrobiłem w ostatnie ciepłe dni tego lata, pod koniec sierpnia. Niestety nie zawsze mogę na bieżąco publikować przepisy, czasami więc zdarzają mi się mniejsze lub większe obsuwy. Tym razem trochę większa, jakieś 3 miesiące z hakiem. Ale dzięki temu mogę powspominać lato, poprzypominać sobie. A potrawa, owe tytułowe udka kurczakowe okazały się hitem i doskonałą potrawą, przepis już opchnąłem w pracy :)
Otóż odwiedził mnie mój przyjaciel Mateusz z żoną Agnieszką i małym brzdącem Szymonem. Z Mateuszem w tym roku stuknęło nam 20 lat znajomości. Niestety teraz nie widujemy się zbyt często, bo Mateusz opchnął mieszkanie w Warszawie i wyprowadził się na wiochę. Latem to go (i Agnieszkę oczywiście również) jeszcze czasami tam odwiedzamy z Madzią i popijając szkocki trunek pędzony na myszach (no bo skąd ten brązowy kolor?) wspominamy dawne czasy :) Ale zimą to zimno więc kolejne spotkanie pewnie nie szybko.
Ale do rzeczy... O smakowitości dania niech świadczą rozmowy przy stole:
Madzia: "O ja pierdziele, napisz, że to (tutaj głośne mlaskanie) jest zaje**ste!"
Mateusz: "Napisz, że nie masz pojęcia jak to smakowało, bo goście przyjechali i ci wszystko zjedli!"
Agnieszka: "Dla mnie ziemniaczka, zostawcie mi jeszcze jednego!"
Noooo, a ja siedziałem i się uśmiechałem. Bo to miłe widzieć jak ludzie jedzą i im smakuje.

11 udek kurczakowych
125 g miodu
150 g musztardy (u mnie sarepska)
3 łyżki oleju słonecznikowego
2 szczypty soli
2 łyżeczki zielonego pieprzu
ziemniaki
przyprawa do ziemniaków (dowolnej firmy)

Dodam tutaj jeszcze, że zielony pieprz mam dzięki uprzejmości AleDobre.pl.
Najpierw robimy marynatę. Miód, musztardę, olej, sól i pieprz mieszamy w misce aż składniki ładnie się połączą. Ja użyłem całych ziarenek zielonego pieprzu, które zmiażdżyłem w moździerzu.
Każde udko nacinamy skośnie trzema nacięciami, żeby marynata ładnie wniknęła. I taplamy te udka w marynacie. Najlepiej to zrobić w jakiejś dużej misce. Owijamy miskę folią spożywczą i chowamy na wiele godzin do lodówki. U mnie dobę stało.
Po tych wielu godzinach przekładamy kurczaki do naczynia żaroodpornego i polewamy połową marynaty. Druga połowa przyda się później.
I obieramy ziemniaki. Podgotowujemy je trochę, tak żeby były troszkę miękkie, takie do połowy zrobione. Wkładamy je do drugiego naczynia żaroodpornego, polewamy olejem i posypujemy przyprawą do ziemniaków. Nagrzewamy piekarnik do 220 stopni na funkcji grill (to jest istotne żeby nam się ładnie przypiekły kurczaki i ziemniaki) i wkładamy oba naczynia. Po 10 minutach kurczaki przewracamy na drugą stronę i polewamy kilkoma łyżkami marynaty. Po kolejnych 10 minutach znów przewracamy i znów polewamy. I tak samo po kolejnych 10 minutach - tutaj już wlewamy resztę marynaty i zostawiamy potrawę jeszcze na 30-40 minut w piekarniku - niech się grzeje.
I śmiało mogę przyznać, że to jedne z najlepszych udek jakie jadłem. A zainspirowałem się przepisem znalezionym na Kwestii Smaku.



---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

czwartek, 6 grudnia 2012

Bułki śniadaniowe II



Oooch, cudne bułki! Puszyste i mięciutkie! Chyba mi brakowało zwykłego pszennego pieczywka. Czasami muszę dać spokój z moimi dziwnymi chlebami i zrobić coś prostego jak się organizm domaga. Pomysł na te bułki podpatrzyłem na Mojej Kulinarnej Przygodzie. Nieco pozmieniałem, bo zawsze zmieniam, i wyszły mi rewelacyjne bułki na jutrzejsze śniadanie. To znaczy tak naprawdę nie wiem, czy będą na jutrzejsze śniadanie, bo mogą nie dotrwać... Eeehh, są naprawdę pyszne. Lekko słone. Zrobiłem ich 8 sztuk, zanim usiadłem do pisania tego przepisu już było 7, a teraz trzymam w dłoni i podgryzam kolejną bułkę. Zatem zostało 6. A godzina jeszcze młoda, zdążę zjeść jeszcze minimum 2, może 3. Minimum. Czyli może więcej... Zobaczymy jak to będzie.

500 g mąki tortowej
270 ml wody
6 g suchych drożdży
1 łyżeczka cukru
1 łyżeczka soli

Mąkę przesiewamy do miski. Przesiewamy żeby była bardziej puszysta, a w rezultacie żeby bułki były bardziej "bułkowe". Znaczy się mięciutkie. I dodajemy całą resztę składników. Wyrabiamy przez 15 minut. Otrzymamy ładne, sprężyste, nieprzylegające do dłoni ciasto. Przykrywamy je ściereczką i zostawiamy na 1 godzinę do wyrośnięcia. Po tym czasie uderzamy ciasto kilka razy pięścią żeby je odpowietrzyć. I dzielimy na 8 równych części. Formujemy z nich bułki i układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Przykrywamy ściereczką i czekamy na kolejne wyrośnięcie około 40 minut. Każdą bułkę nacinamy ostrym nożem przez środek.
W miseczce rozrabiamy 1 łyżeczkę soli na pół szklanki wody i nacieramy tym roztworem, np. przy pomocy pędzelka, każdą z bułek. Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 220 stopni na 10 minut. Po tym czasie wyjmujemy, znów smarujemy roztworem solnym i pieczemy kolejne 10 minut. Studzimy, bo podobno gorące pieczywo źle działa na brzuszek, a potem ochoczo zjadamy :)
Smacznego!



---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Bread Maker - naczynie do pieczenia chleba


Wpis, a może dwa wpisy temu wychwalałem sklep Fabryka Form. Zatem pora na dalszy ciąg :) Wspomniałem wtedy o naczyniu do pieczenia chleba marki Lekue. Niestety ostatnio naprawdę zalatany jestem, praca grafika czasami potrafi dać naprawdę w kość. Taki okres teraz, że pracy tyle, że nie wiem od czego zacząć. Eehhh... Dlatego też jeszcze nie miałem czasu przetestować tej formy. Ale wygląda niesamowicie. Fantastyczny pomysł. Według słów producenta można w niej wyrabiać ciasto, pozostawić do wyrośnięcia, a potem zamknąć (podczas zamykania formuje się idealny bochenek) i upiec w piekarniku.
Ponoć specjalna konstrukcja umożliwia właściwy obieg powietrza w czasie pieczenia, co z kolei gwarantuje odpowiednie nawilżenie ciasta i złotą, chrupiącą skórkę.
Na tym etapie niewiele więcej mam do powiedzenia. Jak tylko przetestuję, mam nadzieję, że niebawem, to ze szczegółami opowiem.
Może jeszcze kilka danych technicznych:
Materiał: silikon platinum 100% (cokolwiek to oznacza)
Wymiary: 32 cm x 26 cm x 16 cm
Pojemność: 600 ml
Można myć w zmywarce.

Tymczasem idę już sobie, ale mam nadzieję w ciągu kilku najbliższych dni użyć tej formy więc bądźcie czujni, niebawem wrócę :)



---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...