czwartek, 30 sierpnia 2012

The Versatile Blogger Award - kto to wymyślił?


No i stało się. Przez jakiś czas miałem nadzieję, że jednak nikt mnie nie lubi i nie zostanę obdarowany tym zielonym medalem. Ale jednak blogowy "łańcuszek szczęścia" i do mnie dotarł. Jednak ktoś mnie lubi. A jak wiadomo łańcuszków szczęścia nie można przerywać, bo przecież jak bym to zrobił to pewnie spotkałby mnie okrutny los. Żona by mnie zostawiła (i to pewnie nawet dla innej kobiety), moje dwa koty przestały by mnie lubić, przy najbliższej wizycie w restauracji kelner by mi wsadził palec do zupy, a co gorsza pewnie mój syn - którego nie mam - zostałby prawicowcem. No dramat pani kochana, dramat! Sodomia i Gomoria. Ja tam wolę nie ryzykować...

Zatem przytoczę zasady zabawy:

- nominować 15 nieszczęśników. Eeee, nie... To chyba nie tak miało być. Aaaa, wiem już: nominować 15 blogów, które twoim zdaniem na to zasługują.
- poinformować o tym fakcie autorów nominowanych blogów
- ujawnić 7 faktów dotyczących samego siebie
- podziękować (przesłać parę bluzgów) nominującemu blogerowi u niego na blogu
- pokazać nagrodę The Versatile Blogger Award u siebie na blogu

Zatem moja lista ofiar, hie hie:

Siedem faktów o mnie:
1. Jestem facetem. Myślę, że warto o tym wspomnieć, bo jak patrzę na niektóre komentarze pod moimi wpisami lub na maile, które dostaję to nie każdy zdaje sobie z tego sprawę.
2. Lubię wszystko oprócz wątróbki i kaszanki. Bleeeh!
3. Jeśli podoba wam się mój blog to podziękujcie za niego Madzi (często wspominanej przeze mnie w moich wpisach) - to był jej pomysł.
4. Uwielbiam Ernesta Hemingwaya. Oooohh, uwielbiam to za mało powiedziane.
5. Uwielbiam komiksy. Mój ulubiony to "Szninkiel". Nigdy nie powstanie nic lepszego.
6. Ulubiony film: "Życie jest piękne", reż. Roberto Benigni
7. Jeśli jeszcze kiedykolwiek dostanę taki "łańcuszek szczęścia" to trup będzie się ścielił gęsto.

Dopisane dzień później (31.08.2012) - Poza listą: punkt 8: imbecyli, którzy nie potrafią pisać po polsku waliłbym po łbie słownikiem ortograficznym.

I na koniec: Madzia jak zobaczyła tę odznakę to radośnie zakrzyknęła: "To wygląda jak kapsel! Kur*a, dostałeś nagrodę kapsla!" :)

---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

Krewetki z czosnkiem na maśle


Bardzo szybko i bardzo smacznie. O ile ktoś lubi owoce morza :) Bo my z Madzią uwielbiamy! Ooohh, moglibyśmy codziennie jeść, tylko musielibyśmy nieco więcej zarabiać. Bo dość drogie to jedzonko jest, niestety. Ale ceny swojej warte, tutaj nie ma dyskusji. Ostatnio właśnie krewetki przygotowaliśmy. Tylko właśnie ja nie bardzo lubię te małe koktajlowe, ich to w ogóle nie czuć, taka jakaś podróba prawdziwych krewetek. Muszą być prawdziwe wielkie krewetki. Więc właśnie ostatnio kupiliśmy pół kilo black tiger. W drodze do domu ze sklepu to aż mi się nogi trzęsły ze szczęścia, że zaraz taka uczta będzie :) Zatem oto czego potrzebujemy:

500 g krewetek
masło (dużo)
pęczek natki pietruszki
4 ząbki czosnku
sól

Masło rozpuszczamy na patelni, najlepiej jakiejś głębokiej. My z Madzią posłużyliśmy się wielkim wokiem. Masła naprawdę powinno być dużo, niech krewetki w nim pływają, nie ma potrzeby go im żałować. Do rozpuszczonego masła wrzucamy krewetki, wyciskamy czosnek, drobno kroimy cały pęczek natki pietruszki, solimy do smaku i na bardzo małym ogniu czekamy aż krewetki będą miękkie. Mieszamy często żeby się masło nie przypaliło. No i w zasadzie to wszystko. Nakładamy na talerz i delektujemy się tym cudownym smakiem :) Smacznego!

Wspomnę jeszcze, że my mieliśmy krewetki mrożone, które uprzednio (przed zamrożeniem) były lekko podgotowane. Jeśli macie świeże surowe krewetki to przed całą opisaną powyżej procedurą trzeba je stosownie oprawić. A o tym jak to zrobić możecie przeczytać na blogu, który bardzo lubię: http://kotlet.tv/jak-przygotowac-krewetki



---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Bułki orkiszowe na piwie


W taką pogodę jak teraz (temperatura prawie dorównująca wnętrzu pieca hutniczego) pewna jest jedna rzecz: że mam w lodówce piwo. Co do tego nikt nie powinien mieć wątpliwości :) Zatem postanowiłem połączyć moje dwie pasje w całkiem smaczną jedną całość: picie piwa z pieczeniem chleba. I wyszły mi z tego naprawdę smaczne bułki na piwie. Z chrupiącą skórką i bardzo miękkim środkiem. Idealne. I do tego posypane różnymi ziarenkami. I z mąki orkiszowej, czyli podobno takiej najzdrowszej. Zatem nie pozostaje już mi nic innego jak tylko podać Wam przepis :)
Aaaa, jeszcze, jeszcze... Mąkami orkiszowymi wspomógł mnie sklep e-maka.pl. Wspominałem już o nim kilkakrotnie. I za każdym razem pisałem, że jak dotąd się nie zawiodłem na ich mąkach. Nie inaczej było tym razem, bułki wyszły naprawdę pierwszoklaśne :)

Składniki na 12 bułek:
500 g mąki orkiszowej typ 550
250 g mąki orkiszowej typ 1850
250 ml jasnego piwa
100 ml wody
20 g świeżych drożdży
50 g masła
1,5 łyżeczki cukru
2 łyżeczki soli
ulubione ziarna do posypania bułek

Po pierwsze: konieczne jest zakupienie piwa 500 ml. Takie małe 330 ml niestety nie może być. Musi być normalne duże półlitrowe piwo. Dlaczego? Ano sprawa prosta: 250 ml użyjemy do naszych bułek, a drugie 250 ml możemy wypić w trakcie wyrastania ciasta. Inaczej wypiek się nie uda, zaufajcie mi :)
A po drugie: masło rozpuszczamy w rondelku na malutkim ogniu, żeby się nie przypaliło. I czekamy aż przestygnie nieco.
A po trzecie: jak to zwykle bywa wszystkie składniki wsypujemy/wlewamy do dużej miski i wyrabiamy ciasto przez 15 minut. Przykrywamy i odstawiamy do wyrośnięcia na 1 godzinę. Po tym czasie dzielimy ciasto na 12 części i formujemy bułki. Ja akurat miałem ochotę na prostokątne bułeczki. Układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i znów przykrywamy i zostawiamy na 1 godzinę do kolejnego wyrastania.
Następnie smarujemy bułki olejem i posypujemy ulubionymi ziarnami. Można leciutko (delikatnie, żeby bułki nie opadły) te ziarna wcisnąć w bułki żeby się lepiej trzymały.
I pieczemy przez 20 minut w 200 stopniach.
Smacznego! :)



---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

czwartek, 23 sierpnia 2012

Chleb pszenno-żytni z ziarnami


Najadłem się tak, że zaraz się rozpadnę na dwa Pawły. Albo nawet na tysiąc Pawłów. I ktoś będzie mnie musiał pozbierać. Uufff... Leniuchuję sam w domu, dogadzam sobie kulinarnie, oglądam film za filmem. Czego chcieć więcej... No może tego żeby już mnie tak brzuch z przejedzenia nie bolał... No dobra, piszę szybko kolejny przepis i idę dogorywać na łóżku przed kolejnym filmem. Tym razem chleb pszenno-żytni z ziarnami słonecznika, sezamem i siemieniem lnianym. Zrobiony w garnku rzymskim.
A za garnek rzymski dziękuję AleDobre.pl. Dali mi go w prezencie i jestem nim zachwycony :)
A przepis podpatrzyłem na blogu Garnek Rzymski. Świetny blog, właśnie w całości poświęcony temu fajnemu naczyniu.

350 g mąki pszennej
150 g mąki żytniej razowej
300 g wody
7 g suchych drożdży
1 łyżeczka cukru
2 łyżeczki soli
po 2 łyżki: sezamu, siemienia lnianego i słonecznika

Na początek sezam, siemię lniane i słonecznik prażymy na suchej patelni. Dzięki temu wydobędziemy z ziaren pełnię smaku. Jak zaczną strzelać na patelni to zdejmujemy z ognia i czekamy aż przestygną. Potem wszystko na raz wrzucamy do miski i wyrabiamy przez 10-15 minut. Przykrywamy ściereczką i zostawiamy do wyrośnięcia na 1,5 godziny. Na 20 minut przed końcem wyrastania moczymy garnek rzymski razem z przykrywką. Po prostu w całości wstawiamy do wody i trzymamy tam właśnie 20 minut. Jak ciasto wyrośnie to przekładamy je do natłuszczonego (u mnie natłuszczenie nie pomaga więc tym razem spód wyłożyłem papierem do pieczenia) garnka rzymskiego, zakrywamy pokrywkę i wstawiamy do zimnego piekarnia. Nastawiamy grzanie na 200 stopni i pieczemy chleb przez 1 godzinę. Jeśli po tym czasie byłby blady, to zdejmujemy pokrywkę i dopiekamy go jeszcze 3-5 minut.

Wyjmujemy i studzimy na kratce. Smacznego :)



---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Pszenno-żytni chleb z cebulą i natką pietruszki


Tak jak w tytule. I jeszcze z odrobiną maku. Madzia co prawda twierdziła, że mak do tego wszystkiego nie pasuje, ale oczywiście nie miała racji, oczywiście, że pasuje :) Taki trochę leniwy weekend mamy, film obejrzeliśmy, obiad zrobiliśmy, coś tam jeszcze, i właśnie również chleb zrobiłem. Na zakwasie. Bo ostatnio stwierdziłem, że w weekendy mam trochę czasu i mogę zakwasowe chleby robić. A dodatkową motywacją było to, że Monika, koleżanka z pracy, poprosiła mnie żebym kiedyś przy okazji zrobił jej jakiś bochenek. Bo już się wydało, że coś tam potrafię i teraz już będą mnie męczyć, hehe. No to pomyślałem, że z koleżanką z pracy trzeba w zgodzie żyć i zabrałem się za wyrabianie ciasta na chleb.
No i mam jeszcze trochę mąki z e-maka.pl, trzeba ją jakoś wykorzystać. Tym razem użyłem mąki pszennej typ 750 i mąki żytniej typ 2000 - jak zawsze się nie zawiodłem, kolejny udany wypiek. Ich mąki naprawdę są dobre.
Jak to zawsze bywa z chlebami na zakwasie trochę roboty z tym było, ale opłaciło się.

Składniki na 2 bochenki:

Zaczyn:
100 g aktywnego zakwasu żytniego
180 g mąki żytniej typ 2000
180 g wody


Ciasto:
600 g mąki pszennej chlebowej typ 750
200 g mąki żytniej typ 2000
210 ml wody
2 łyżki oliwy
1 cebula
1 pęczek natki pietruszki
2 łyżeczki cukru
2 łyżeczki soli
2 łyżeczki maku do ciasta + 2 łyżeczki maku do posypania chleba

Zakwas oczywiście musi być aktywny, czyli dokarmiony 12 godzin przed użyciem. Robimy więc zaczyn (to znaczy mieszamy łyżką przez minutę, czy dwie wszystkie składniki) i odstawiamy go na 8 godzin.
Po tym czasie na patelni na małej ilości oleju szklimy bardzo drobno pokrojoną cebulę i czekamy aż ostygnie. Również bardzo drobno kroimy natkę pietruszki.
Następnie, po tych 8 godzinach, dodajemy do zaczynu obie mąki, mak, sól, cukier i wodę. Wyrabiamy przez około 7 minut i następnie dodajemy oliwę, cebulę i natkę pietruszki. I wyrabiamy kolejne 7 minut. Następnie zostawiamy w misce pod przykryciem na 1 godzinę żeby trochę podrosło. Po tym czasie przekładamy do foremki, przykrywamy ściereczką i zostawiamy do wyrośnięcia na 6 godzin.
Rozgrzewamy piekarnik do 230 stopni i pieczemy chleb przez 10 minut. Potem zmniejszamy temperaturę do 210 i pieczemy kolejne 20 minut. Potem zmniejszamy do 190 i pieczemy jeszcze 15 minut. Po tym czasie wyłączamy piekarnik i zostawiamy chleb w środku (piekarnika oczywiście nie otwieramy). Niech sobie spokojnie tam postoi 1,5-2 godziny. Potem już wyjmujemy i studzimy na kratce.

Monika, której zaniosłem jeden bochenek twierdziła, że chleb wyszedł bardzo smaczny :)



---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

piątek, 17 sierpnia 2012

Jakie noże kuchenne?


Moi drodzy czytelnicy, pytanie mam. Otóż planuję kupić kilka kuchennych noży. Takich troszeczkę lepszych, żeby na dłużej już były. Może macie jakieś takie, które bardzo lubicie i używacie i możecie polecić? Rekonesans rynku strasznie namieszał mi w głowie, bo wybór naprawdę ogromny jest. I co chwilę zmieniam zdanie. Co jakieś wybiorę to zaraz znajduję inne... I tak w kółko. Poza tym nigdy nie miałem takich naprawdę dobrych noży (poza jednym do chleba, który naprawdę jest super) więc nie bardzo wiem, które są dobre, a które troszkę gorsze. A jeśli Wy macie jakieś doświadczenie w tym temacie to podzielcie się nim ze mną, proszę :)
Póki co mój ostatni typ to noże z IKEA, seria SLITBAR. Wyglądają bardzo ładnie. A że - jak pisałem - nie mam w tym temacie doświadczenia, to póki co mogę tylko względami estetycznymi się kierować.

Więc jak, pomożecie? :)

AKTUALIZACJA (11.04.2014):
W końcu wyszło tak, że kupiłem ten nóż ze zdjęcia. Nóż szefa z serii Slitbar, IKEA. Jest absolutnie genialny! Nie był najtańszy, chyba około 170 zł. Ale jest nie do zajechania! Stosunek jakości do ceny wypada mega korzystnie. Kupować, nie zastanawiać się :) Natomiast nóż do chleba z tej samej serii moim zdaniem jest dość średni. Bardzo ładny, solidnie wykonany, ale za gruby jest. Ostrze ma zdecydowanie za grube jak na nóż chlebowy, ciężko się nim kroi. Do chleba używam fiskarsa, jest cudny.

---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

czwartek, 16 sierpnia 2012

Rogale


Madzia wyjechała. W sumie nic nowego, co chwilę gdzieś wyjeżdża. Siedzę sobie zatem sam, dochodzę do siebie po wczorajszym wieczorze z Adkiem i wpadłem na pomysł rogali. W sumie nie jadłem takich od wieków! Nie bardzo mam czas na jakiś długi wpis teraz, bo spiszę się na film :) Właśnie szykuję się do oglądania "Wyspy Tajemnic" z Leosiem DiCaprio.
Zatem bez zbędnego przedłużania podaję przepis. A podpatrzyłem go na foodmag.pl.

500 g mąki pszennej
250 ml wody
20 g świeżych drożdży
2 łyżki oliwy
2 łyżeczki cukru
1 łyżeczka soli

Składniki mieszamy ze sobą i wyrabiamy ciasto. Aż będzie gładkie i elastyczne, czyli z 15, może 20 minut. Przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na 1 godzinę. Po tym czasie znów wyrabiamy ciasto, tym razem tylko przez kilka sekund, żeby je odpowietrzyć. natłuszczamy dłonie oliwą, blat wysypujemy mąką i wałkujemy ciasto tak żeby otrzymać w miarę równe koło. O średnicy mniej więcej 30 cm i grubości 1-1,5 cm.
Kroimy koło na 8 trójkątów i zawijamy każdy trójkąt w rulon, zaczynając od dłuższego boku do czubka. Czubek zawijamy pod spód żeby się nie odwinął. Lekko formujemy w dłoniach rogala i po kolei układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Zostawiamy do wyrośnięcia na 30 minut.

Rozrabiamy w miseczce 4 łyżki wody i 1 łyżeczkę cukru i tym roztworem smarujemy rogale tuż przed wsadzeniem do piekarnika - dzięki temu skórka będzie chrupiąca. Nagrzewamy piekarnik do 180 stopni i pieczemy rogale około 20 minut, aż będą rumiane.

A rogale wyszły naprawdę rewelacyjnie, mega chrupiące! Smacznego :)



---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Pierogi z kapustą i grzybami


Na zewnątrz gorąco jak w piekle, temperatura w cieniu przekracza 35 stopni, a my lepimy pierogi :) A co, lubimy to! :)

Akurat miałem sporo kiszonej kapusty, którą zresztą sam ukisiłem. Z młodej kapusty. Wyszła naprawdę smacznie. Madzia trochę się obawiała, że młoda kapusta nie bardzo nadaje się do kiszenia, ale to nie prawda. Nadaje się doskonale. Była rewelacyjna i objadałem się nią kilka dni. Miała również bardzo zaskakującą cechę: nie kończyła się! Poważnie. Tak jak napisałem - jadłem ją przez kilka dni, a jej w ogóle nie ubywało, wciąż było jej tak samo dużo jak na początku. Nie to żeby jakoś bardzo mnie to martwiło, po prostu trochę zastanawiało. W sumie takie jedzenie, które się nie kończy to ja zawsze mogę mieć :) Wpadliśmy zatem razem z Madzią na pomysł, że można tę kapustę przerobić na pierogi. Tym bardziej, że mieliśmy trochę suszonych grzybów, na które też nie mieliśmy zbytnio pomysłu. Zatem pierogi były idealnym pomysłem na pozbycie się zalegających produktów.

A mąkę na pierogi dostarczył mi sklep e-maka.pl, o którym już wiele raz ostatnio wspominałem. Większość moich ostatnich wypieków jest z ich mąk i jestem naprawdę zadowolony. Polecam wam sprawdzenie tego sklepu. Tym bardziej, że ceny mają jakieś takie przyjemnie niskie. A mąka wysokiej jakości.

Ale do rzeczy: najpierw farsz. Nie podam wam konkretnych proporcji, to nie ma większego znaczenia, to już od was i waszego indywidualnego smaku zależy czego chcecie dać więcej, a czego mniej. W każdym razie składniki, których ja użyłem: kiszona kapusta (nieco ponad pół kilo), suszone grzyby, pieczarki (około 300 g), natka pietruszki, sól, pieprz, czosnek suszony, suszona słodka papryka, papryczka chili.
Przede wszystkim potrzebna będzie naprawdę duża patelnia. Ja użyłem ogromnego woka. W sumie podejrzewam, że można też bez problemu po prostu w dużym garnku to zrobić. Może nawet wygodniej niż na patelni. W każdym razie kapusta musi być drobno poszatkowana. I wrzucamy ją na patelnię/do garnka. Potem drobno kroimy suszone grzyby (które wcześniej przez kilka/kilkanaście godzin musimy moczyć w wodzie żeby zmiękły). Nie wiem jakie konkretnie grzyby to były, ale to nie ma znaczenia raczej. Zostały nam z zeszłego roku z chodzenia po lesie. Pewnie jakieś resztki podgrzybków i prawdziwków - jeśli dobrze pamięcią sięgam. Grzybów nie mieliśmy niestety jakoś tak bardzo dużo, więc dodałem jeszcze trochę drobno pokrojonych pieczarek. I wszystko to w ślad za kapustą na patelnię. Drobno siekamy cały pęczek natki pietruszki i też dodajemy. I do smaku: trochę soli, pieprzu, suszonego czosnku i suszonej słodkiej papryki. Mamy też cały słoik suszonych papryczek chili więc żeby pierogi trochę mocy zyskały to jedną papryczkę przekroiłem wzdłuż i do farszu wsypałem pestki ze środka papryki. I przekrojoną paprykę wrzuciłem również żeby trochę poleżała. Musimy tylko pamiętać żeby później tę papryczkę znaleźć i wyjąć, żeby przypadkiem do pieroga jej nie zawinąć. No chyba, że chcemy atomowego pieroga zrobić :)
Na koniec dolewamy jeszcze szklankę wody i na małym ogniu dusimy to wszystko, tak żeby kapusta była naprawdę miękka. To może trochę potrwać, mi to około 1,5 godziny zajęło. Co jakiś czas oczywiście musimy mieszać. A jak się już zrobi to zostawiamy do całkowitego wystygnięcia i bierzemy się za ciasto.

1 jajko
200 ml wody
1 łyżeczka soli

Składniki na ciasto łączymy ze sobą i wyrabiamy przez jakieś 10 minut, aż otrzymamy gładkie, elastyczne ciasto. Wałkujemy je dość płasko na blacie wysypanym mąką i wycinamy kółka. Można do tego użyć dowolnego przedmiotu, który mamy pod ręką, np. szklanki. Albo takiej szklanki na piwo, to wtedy pierogi będą nieco większe. Albo czego tam chcemy, aby okrągłe było :)
No i jak już kółka mamy wycięte, a farsz ostygnięty to nakładamy i lepimy :) To znaczy na połówkę każdego wyciętego kółka nakładamy niewielką ilość farszu, przykrywamy drugą połówką i zaciskamy brzegi żeby się skleiły. Niezbyt skomplikowane, ale trochę pracy z tym jest. Jak już wszystkie pierogi ulepimy to w dużym garnku gotujemy wodę (osoloną). I na wrzątek wrzucamy pierogi. Nie wszystkie na raz! Ja po 10 sztuk wrzucałem. I tak gotujemy je przez jakieś 3 minuty. Pierogi powinny po kolei wypływać nam na powierzchnię. Po tych 3 minutach wyjmujemy i wrzucamy kolejną porcję. I tak póki wszystkich nie ugotujemy. Ja wyjmowałem pierogi na durszlak żeby ociekły z wody, a dodatkowo żeby się nie sklejały to każdą wyjętą porcję przelewałem odrobiną oleju.
I nakładamy na talerz i zjadamy.
Przyznam szczerze, że ja osobiście wolę takie pierogi następnego dnia (lub jeszcze bardziej następnego), gdy odsmażam je sobie na rumiano na patelni z kawałkami kiełbaski i zeszkloną cebulą. Ale porcje takich ciepłych prosto w wody też zjadłem.

My z Madzią zrobiliśmy ciasto z podwójnej ilości składników, bo stwierdziliśmy, że sporo farszu mamy. Wyszło nam równo 50 pierogów i trochę (około 1/4) ciasta nam jeszcze zostało, bo już farsz się skończył. Ciasto zatem zamroziliśmy i będzie czekało na kolejne pierogi.



---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

czwartek, 9 sierpnia 2012

Kwas chlebowy



No i zrobiłem! Czaiłem się do tego prawdopodobnie ponad rok. I jakoś nie mogłem się zebrać. Bo czasami po prostu mi się nie chce... Bo tak! :)
Ale w końcu mi się chciało i zrobiłem kwas chlebowy, napój znany od ponad 1000 lat! Bałem się trochę jak wyjdzie. Bo taki sklepowy smakuje idealnie, nie wiedziałem czy uda mi się przebić ten smak. Taki lekko słodkawy, z bardzo delikatna goryczką, leciutko kwaskowy. Genialnie gasi pragnienie, to najlepszy napój na upały. Madzia bardzo sceptycznie patrzyła na moją domową produkcję i stwierdziła, że ona tego zajzajeru pić nie będzie. Ha, francuski piesek się znalazł :)
Finalnie okazało się, że mój kwas bije na głowę ten ze sklepu, poważnie! Co prawda wyszedł nieco inny, mniej słodki i bardziej kwaskowy. Ale to nawet lepiej. No chyba, że wolicie taki "sklepowy" smak, to dajcie więcej cukru i mniej cytryny. Ale ja polecam ten swój, niedługo będę robił kolejną porcję :)
A dodam jeszcze, że specjalnie na potrzeby tego kwasu zrobiłem chleb żytni (pisałem o tym niedawno). Bo głównym składnikiem tego napoju jest właśnie żytni chleb. Nie chciałem takiego sklepowego chleba używać, bo tak naprawdę to nie wiem co się w nim kryje. Zresztą lubię samemu robić wszystko od początku. Zatem co będzie nam potrzebne?

250 g chleba żytniego
125 g cukru
25 g rodzynków
10 g świeżych drożdży (lub 3 g suszonych)
2,5 litra wody
cytryna

Chleb kroimy na cienkie kromki i czekamy kilka dni żeby się całkowicie zsechł. Potem gotujemy wodę i wrzątkiem zalewamy ten chleb (dobrze jest mieć jakieś kamionkowe naczynie do tego, ale ja użyłem po prostu dużego garnka). Czekamy aż chlebowa zalewa całkowicie ostygnie i dodajemy cukier i drożdże. Mieszamy i zostawiamy na 24 godziny. W tym czasie płyn powinien zacząć fermentować. Przecedzamy go przez sitko. Ja dodatkowo sitko wyłożyłem gazą, żeby maksymalnie odfiltrować chleb, z którego już zrobiła się niezła breja (to właśnie tutaj Madzia powiedziała, że ona tego na pewno nie będzie piła). I przelewamy do szklanych butelek. Wrzucamy po kilka/kilkanaście rodzynków do każdej butelki i cienki plasterek cytryny. Dobrze jest mieć takie butelki ze sprężynowym zamknięciem. Widziałem, że można kupić je w IKEA, ale osobiście znam znacznie lepsze źródło ich pozyskania. Otóż w IKEA kosztują ok. 5 złotych ze sztukę. Czyli dokładnie tyle, ile piwo Grolsch. Zatem czyż nie lepiej jest kupić piwo, wypić je i mieć butelki? Oczywiście butelki muszą być dokładnie wyparzone. Zamykamy butelki i odstawiamy na 3 dni do lodówki. I kwas chlebowy gotowy! :)
Musimy jednakże bardzo uważać potem przy otwieraniu. Znaczy w sumie nie ma co uważać, i tak nam się nie uda :) Mianowicie kwas przy otwarciu zaczyna tryskać jak sylwestrowy szampan. Zatem konieczne jest otwieranie poza domem, ewentualnie nad zlewem. I trzeba mieć od razu naszykowaną szklankę żeby szybko przelać, żeby jak najmniej cennego trunku zmarnować :)

Kwas chlebowy ma jednak jedną zasadniczą, podstawową wadę: zawsze jest go za mało. Przy degustacji, za jednym posiedzeniem od razu wypiłem trzy butelki! :)

A niedługo mam nadzieję zabrać się za podobny napój, czyli podpiwek.





---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Chleb żytni


I jeeeeszee jeeden i jeeeeeszee raaaaaz! Czyli kolejny wypiek z mąki z e-maka.pl :) Ostatnio pisałem o bułkach żytnich. Udanych, ale nie do końca :) Teraz postanowiłem tamten przepis przerobić i zrobić tak jak zrobić trzeba było od razu. Czyli zakwas zamiast drożdży. I w końcu po dość dobrych bułkach mam bardzo dobry chlebek. A prawda jest taka, że zrobiłem ten chleb właściwie kierowany pewnym pomysłem. Znaczy się pewnie tak czy siak bym zrobił, ale ten pomysł przyspieszył cały proces. Bowiem planuję jakoś bardzo niedługo zrobić kwas chlebowy. Taki słodkawy napój. Jeśli nie słyszeliście nigdy o nim to zdecydowanie musicie nadrobić zaległości, naprawdę jest rewelacyjny! A jednym z głównych składników jest właśnie chleb żytni. Muszę zatem poczekać aż porządnie się zeschnie (znaczy się nie cały, kawałek tylko) i będę się brał za kwas chlebowy. Mógłbym oczywiście kupić chleb żytni, ale kierując się tą metodą to równie dobrze mógłbym kwas chlebowy kupić. A przecież nie o to chodzi. Bo chodzi o to żeby była zabawa. A chodzenie do sklepu zabawne nie jest :)
Dobra, jak zwykle małymi kroczkami oddalam się od tematu, pora zatem do niego powrócić.
Zatem chleb żytni stał się faktem, wyszedł tak smaczny jak miał wyjść, wszystko tym razem zgodnie z planem :)

150 g zakwasu
250 ml wody
1 łyżeczka soli
1 łyżeczka cukru
2 łyżki oleju

Zakwas oczywiście musi być aktywny, czyli dokarmiony około 12 godzin przed pieczeniem.
Wrzucamy/wlewamy/wsypujemy zatem wszystkie składniki do miski i wyrabiamy ciasto. Nie musimy długo, wystarczy 7 minut. Mąka żytnia niestety ma tę paskudną właściwość, że klei się do dłoni. Tak więc nie przejmujmy się tym zbytnio, tak po prostu ma być. Przykrywamy miskę ściereczką i zostawiamy do wyrośnięcia na 8 godzin. Po tym czasie przekładamy ciasto do foremki i ponownie przykrywamy i zostawiamy na kolejne 8-10 godzin. Ciasto nieco (nie tak bardzo jak pszenne) wyrośnie. Nagrzewamy piekarnik do 220 stopni i pieczemy chleb przez 45 minut. Wyjmujemy i studzimy. Osobiście uważam, że chleby żytnie na ciepło smakują paskudnie. W odróżnieniu od pszennych, które na ciepło mogę jeść kilogramami :)

Powodzenia i smacznego :)



---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

czwartek, 2 sierpnia 2012

Granola owsiano-orkiszowa


Tym razem szybkie i na maksa pożywne śniadanko. Łatwe w zrobieniu, zdrowe i smaczne. Czego chcieć więcej? Żeby ktoś nam to zrobił, hehe. Właśnie ostatnio w weekend Madzi takie zrobiłem, była zachwycona. A i mi też smakowało. Pewnie będę częściej do tego przepisu wracał, bo naprawdę na śniadanie ta granola spisuje się lepiej niż jajecznica. A to są mocne słowa, bo myślałem, że nic nigdy nie pobije jajecznicy na śniadanie. A jednak...
Przepis podejrzałem na Owsiankowie i poddałem bardzo drobnej modyfikacji.

A sponsorem naszego śniadania była firma naturo.pl i dostarczone przez nią produkty :)

Wszystkiego dajemy po dwie łyżki:
płatki z quinoa
płatki orkiszowe
ziarna słonecznika
siemię lniane
rodzynki
otręby owsiane
miód

Suche składniki wrzucamy na patelnię (suchą i rozgrzaną oczywiście) i prażymy. Po paru chwilach dodajemy miód i mieszamy wszystko razem. Smażymy/prażymy jeszcze troszkę cały czas mieszając.
I zsypujemy gorącą mieszankę prosto do miseczki z jogurtem. I od razu jemy. Ciepła granola z zimnym jogurtem smakuje genialnie!



---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

środa, 1 sierpnia 2012

Jedzenie prosto do domu


Niezbyt często, czasami, zdarza mi się robić takie "puste" wpisy. To znaczy bez przepisów. I teraz właśnie takim wpisem się chciałem z wami podzielić. Wpis "pusty", ale za to jaki pełen treści, hehe. Otóż właśnie zły jestem, bardzo zły! Bo tak, zacznę od początku. Kilka miesięcy temu siedziałem w swoim mieszkaniu znacząco oddalonym od cywilizacji, nie chciało mi się robić żarcia, a głodny byłem. Więc pomyślałem że jaką paszę przez telefon zamówię. Drę się więc: "Maaagdaaaaaa, gdzie mamy jakieś ulotki z żarciem?!" A Magda wzruszając ramionami odburknęła: "W śmietniku". Ahaa, znaczy nie mamy. No to peszek mały, bo bez ulotki żarcia nie zamówię, bo telefonu nie znam. W internecie też nie sprawdzę numeru, bo nawet nie pamiętam jakie lokale mogą na takie zadupie żarcie dowozić. No i kolacji nie było... No i wpadłem wtedy na pomysł, że powinien być taki portal, że wpisujesz swój adres i pokazuje ci lokale, które mogą ci przywieźć karmę. A zaraz potem wpadłem na kolejny genialny pomysł: Właaaaaśnie, ja założę taki portal! No i tak pomysł dojrzewał, dojrzewał, aż zupełnie przypadkiem natknąłem się na portal pyszne.pl. I oczom uwierzyć nie mogłem! Ten portal wyglądał dokładnie tak jak miał wyglądać ten co ja go sobie wymyśliłem! Identycznie! Kurcze, ktoś siedzi w mojej głowie i mi myśli wyciąga. I dlatego jestem zły, o! I foch! :)

Ale tak naprawdę to cieszę się, że ktoś wpadł na taki pomysł. Bo portal naprawdę może się przydać i jest absolutnie prosty w obsłudze. Wpisuje się swoje miasto (portal obsługuje kilkanaście miast), ulicę i po chwili wyskaka nam lista lokali skąd możemy zamówić jedzonko. Do tego przy każdej restauracji jest kilka pożytecznych informacji jak np. godziny otwarcia, możliwe sposoby płatności, a także - co ciekawe - procentowa ilość pozytywnych opinii o lokalu. No i rzecz najważniejsza właściwie: przycisk "do menu", który odsyła nas właśnie tam.

Minusem portalu jest to, że mam wrażenie, że niewiele lokali jest tam zarejestrowanych. Przynajmniej z mojej okolicy. Ale mam nadzieję, że to się zmieni, bo naprawdę uważam, że to fantastyczna inicjatywa.

Tak czy siak ja będę tam zaglądał, podoba mi się :)


---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...