poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Pulpety w sosie pomidorowym


No i znowu Marta wpadła do nas na cały weekend. Faaaajnie było, lubię jak nas odwiedza. Po pierwsze miło jest jak przyjaciel cię odwiedza, po drugie zawsze wtedy coś fajnego do jedzenia ktoś zrobi, a po kolejne, trzecie już chyba, pływamy wtedy w alkoholu! A tak, lubię pić i nie mam zamiaru tego ukrywać :) Hobby takie.
A jeśli chodzi właśnie o pływanie w alkoholu to w sumie niezwykle trafnego zwrotu użyłem. Mały wypadek się zdarzył, a właściwie to nawet dwa i podłoga w salonie po prostu pokryta była grubą warstwą alkoholu, naprawdę prawie pływać się dało. Smród (hmm, właściwie to zapach) był taki, że samymi oparami można było się nieźle nastukać :)
Ale dobra, przecież o jedzeniu miałem pisać. W piątek niewiele się działo. Marta po prostu wieczorem (właściwie w nocy) odebrała mnie z imprezy i pojechaliśmy do domu. Na weekendową imprezę :) W sobotę Marta zrobiła jakieś coś z polędwicy. Jakoś tam ją smażyła, a potem dusiła. Nie bardzo wiem co to było, ale wezmę od niej przepis. A w niedzielę Madzia przygotowała zajebiaszcze pulpety! Zawsze jadam pulpety jak chodzimy do Ikei, mają tam fajny barek z tanim żarciem. Ale te z Ikei to mogą się schować przy tych Madziowych, poważnie mówię. Zresztą świadczyć o tym może fakt, że następnego dnia kazałem jej dorobić więcej - bo te co zostały z poprzedniego dnia zjadłem na śniadanie :)

Zatem składniki i przepis:

500 g mielonego mięsa
1 cebula
2 spore ząbki czosnku
5 łyżek bułki tartej
1 litr wody
2 jajka
2 kostki rosołowe
2 puszki krojonych pomidorów
200 ml śmietany 18%
sól, pieprz, ziele angielskie, listek laurowy, słodka papryka, bazylia, chili, koperek
trochę mąki

Cebulę bardzo drobno siekamy, czosnek również. Łączymy w misce z mielonym mięsem i dokładnie mieszamy. Solimy, pieprzymy, dodajemy jajka, bułkę tartą i znów mieszamy, aż wszystko się połączy. Lepimy niewielkie kulki z tej masy i obtaczamy w mące. I tak po kolei aż z całego mięsa porobimy kulki.

W międzyczasie możemy już zagotować wodę: 1 litr wody, dodajemy 2 kostki bulionowe, ziele, listek i wrzucamy pulpeciki. Gotujemy około 15 minut. Wyjmujemy pulpety na talerz, pozbywamy się z garnka listka i ziela i wlewamy dwie puszki krojonych pomidorów (razem z zalewą oczywiście) i śmietanę. Miksujemy dokładnie pomidory blenderem. Z powrotem wrzucamy do garnka pulpety, doprawiamy słodką papryką, bazylią, chili i koperkiem i gotujemy jeszcze 10-15 minut.

Uufff, właśnie piszę ten post po kolejnej porcji pulpecików. Trzeba się najeść na zapas, nie wiadomo kiedy Madzia znowu zrobi. 

A na koniec zagadka-pytanie: czym się różnią pulpety od klopsów? Próbowałem znaleźć odpowiedź w mądrym internecie, ale jakoś nie bardzo mi to szło. Może to po prostu ta sama potrawa tylko inaczej nazywana w różnych regionach?



---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

sobota, 28 kwietnia 2012

Gotowanie na kolanie - rings onion, czyli krążki cebulowe


Niedawno temu (tutaj) wspominałem o dość zabawnym programie kulinarnym "Gotowanie na kolanie". Pisałem wtedy, że zamierzam przetestować wszystkie te ich kulinarne wariacje żeby sprawdzić, czy aby trujące nie są :)
Przetestowałem jakiś czas temu zupę cebulową z pierwszego odcinka, teraz pora zatem na cebulowe krążki z tego samego właśnie odcinka.

Cebulowe krążki okazały się całkiem fajną przekąską, tak zamiast czipsów do podgryzania przy piwie. Wyszły znacznie lepsze niż podejrzewałem, że będą. Bo raczej nie wyobrażałem sobie cebuli jako przekąski. No chyba, że dla Shreka :) Ale smażona cebula traci całą swoją "cebulowość" i staje się po prostu słodka.
Latem do siedzenia leniwie przy piwku naprawdę warto spróbować. Koszt znikomy, czas przygotowania również. A smak ciekawy. Nawet Madzia, która raczej trzyma się z daleka od cebuli wykrzyknęła: "Łaaał, napisz na blogu, że powiedziałam, że to jest zajebiste!" :)

czwartek, 26 kwietnia 2012

Chleb z mąką owsianą


Nudziło mi się wielce, więc postanowiłem porzucić na moment proste i nieskomplikowane chleby i zrobić jakieś poważniejsze pieczywko :) Oczywiście, nie jakieś super wywalone w kosmos, ale też nie z serii: wrzucasz wszystko do miski i wyrabiasz ciasto. Otóż natknąłem się na blog Spiżarnia. A w tej Spiżarni znalazłem chleb z dodatkiem mąki owsianej. Akurat właśnie mam nadmiar tej mąki i brakuje mi pomysłów na jej wykorzystanie. Dlatego właśnie chętnie po ten chleb sięgnąłem. A poza tym na zdjęciu prezentował się niezwykle okazale. I w dodatku spełniał podstawowe wymaganie: nie jest nudny.
Jakoś nie mam weny dzisiaj na stały punkt programu, czyli niepotrzebne dygresje i kiepskie żarty, zatem od razu przejdźmy do przepisu (który bardzo nieznacznie zmodyfikowałem w stosunku do oryginału).

Dodam jeszcze, że sponsorem dzisiejszego odcinka jest literka N jak natusfera.pl i cyferka 3, jak trzy mąki, które od nich użyłem. Od jakiegoś już czasu sprawdzam ich mąki i śmiało mogę powiedzieć, że dają radę.

Najpierw musimy zrobić zaczyn i będzie on 3 fazowy:

I faza:
50 g zakwasu żytniego
60 g mąki żytniej
60 g wody
Wymieszać, przykryć, odstawić na 6-8 godzin


II faza:
ciasto z pierwszego etapu
60 g mąki żytniej
50 g wody
Wymieszać, przykryć, odstawić na 8-12 godzin


III faza:
ciasto z drugiego etapu
60 g mąki żytniej
60 g wody
Wymieszać, przykryć, odstawić na 4-5 godzin

Oczywiście odstawiamy we w miarę ciepłe miejsce (najlepiej by było 26-28 stopni).

I teraz główne ciasto chlebowe:
cały przygotowany wcześniej zaczyn
270 g mąki pszennej
130 g mąki żytniej pełnoprzemiałowej grubomielonej
200 g mąki pszennej pełnoprzemiałowej grubomielonej
75 g mąki owsianej razowej
400 ml wody
2 łyżeczki soli
1 łyżeczka cukru

Mąki mieszamy z wodą i odstawiamy na 20 minut. Następnie dodajemy zaczyn, sól i cukier. Wyrabiamy ciasto mikserem przez 5 minut, dajemy mu minutę odpocząć i wyrabiamy kolejne 3 minuty. Przykrywamy i odstawiamy na 40 minut. Następnie przekładamy do foremek (to jest przepis na dwa bochenki) wysypanych mąką, bądź wyłożonych papierem do pieczenia (ja preferuję papier, chociaż ostatnio i tak nic nie używam, bo mam nieprzywierające formy), przykrywamy ściereczką i zostawiamy w ciepłym miejscu na 5 godzin.
Piekarnik nagrzać do 240 stopni, porządnie naparować przy pomocy spryskiwaczki do kwiatów i piec chleb przez 10 minut. Następnie zmniejszyć temperaturę do 210 stopni i piec kolejne 40 minut.
Wyjąć, ostudzić na kratce i zjadać. Po około 30 godzinach mamy chleb zrobiony, tam-tara-dam! :)

Jadłem te 2 bochenki przez 4 lub 5 dni (nie pamiętam dokładnie) i naprawdę ani trochę nie straciły świeżości i smaku.



---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

wtorek, 24 kwietnia 2012

Pizza serowa



Ostatnio, od kilku tygodni tradycją stało się, że co czwartek przyjeżdża do nas Marta. Ot tak po prostu. Siedzimy, gadamy, pijemy i jemy :) Takie przyjacielskie biesiadowanie. Tak naprawdę to czekam ze zniecierpliwieniem na każdy czwartek z dwóch powodów. No przede wszystkim to naprawdę miło jest mi gościć Martę (a dodam, że przyjaźnimy się od ponad 20 lat), a poza tym każdy czwartek to fajna wyżerka i szansa na nową potrawę na bloga :) Więc właśnie teraz robimy pizzę serową.

Nooo, powiem, że wyszła pierwszoklaśnie! Idealnie chrupiące ciasto, to będzie chyba mój ulubiony przepis na pizzę. Bo robiłem już kilka razy i zawsze mi coś nie pasowało. A teraz wyszło świetnie!
Możliwym bardzo jest, że to zasługa mąki. Bo wspominałem jakiś czas temu (tutaj), że testuję mąki z Gdańskich Młynów. No i właśnie mam od nich coś o nazwie "Mąka na pizzę włoską". Niby jest to po prostu mąka pszenna, nie mam pojęcia czym różni się właśnie ta "mąka na pizzę" od zwykłej mąki pszennej. Może to tylko chwyt reklamowy. A może faktycznie się czymś różni. Pojęcia nie mam, natomiast faktem jest, że pizza wyszła zajebiaszcza! Więc czy to tylko chwyt reklamowy, czy jednak faktycznie to jakaś specjalna mąka wniosek jest jeden: ta mąka daje radę! :)

Wspominałem już wcześniej, że Gdańskie Młyny pojechały w fajne opakowania. Nie inaczej jest tym razem, ta mąka akurat ma chyba najbardziej kolorowe i najciekawsze opakowanie ze wszystkich. Dodatkowo są na tym opakowaniu dwie fajne rzeczy: na jednym boku jest opisana historia pizzy. Skąd się wzięła i takie tam. W sumie ciekawy pomysł, zawsze można sobie poczytać lepiąc ciasto :) A z tyłu opakowania jest przepis na pizzę właśnie. Fantastyczny pomysł! Co prawda mam swój sprawdzony przepis, ale skoro mam testować tę mąkę to postanowiłem przetestować też ich przepis.
Wcześniej już wspomniałem, że wyszła świetna, znaczy przepis jest dobry.

Czyli może po prostu przepiszę to co jest na opakowaniu, będzie najprościej.

Składniki na 2 pizze:
2 szklanki mąki
1 szklanka mleka
10 g drożdży
1 łyżeczka cukru
0,5 łyżeczki soli
1 łyżka oliwy z oliwek

Mleko delikatnie podgrzać, dodać cukier, drożdże i dokładnie wymieszać. Całość odstawić na 10-15 minut. Mąkę przesiać przez sito, dodać rozczyn, sól, oliwę i całość dokładnie wyrobić ręką (ciasto musi być elastyczne i lekko suche - w razie potrzeby dodać odrobinę mąki). Ciasto włożyć do miski, przykryć ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce na ok. 1 godzinę. Gdy ciasto wyrośnie, przełożyć je na stolnicę i rozwałkować, nadając odpowiedni kształt. Następnie umieścić na wysmarowanej tłuszczem blasze i ułożyć pozostałe składniki wedle uznania.
Piec w temperaturze 220-230 stopni przez ok. 10-14 minut.

No to tyle informacji z opakowania. Teraz trochę ode mnie. Jak już ciasto nam wyrośnie i ułożymy je na natłuszczonej blasze to smarujemy je sosem beszamelowym (przepis tutaj). A potem posypujemy drobno startym serem pecorino, na to pokrojony w plastry camembert i lazur wszystko posypane startym serem gouda.
Po prostu genialna serowa uczta! Z początku myśleliśmy, że taka ilość sera spowoduje, że pizza będzie mdła, ale wcale tak nie było. Polana sosem czosnkowym (przepis tutaj) smakowała doskonale.

A, jeszcze mi się przypomniało. Te 10-14 minut pieczenia, co jest na opakowaniu napisane, to moim zdaniem za krótko. Ja piekłem 14 minut na grzałkach góra-dół i jeszcze kolejne 5 minut na podgrzewaniu od spodu (bo ser na wierchu po tych 14 minutach był już gotowy).

No i jeszcze uwaga mała: w przepisie chodzi oczywiście o świeże drożdże. Suszonych to pewnie ze 2-3 gramy.




---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

niedziela, 22 kwietnia 2012

Sos beszamelowy


Ostatnio, chyba ze dwa wpisy temu, zamieściłem przepis na mój ulubiony sos czosnkowy. Bo pisałem, że pewnie będę często teraz wciągał jakieś wiosenno-letnie przekąski z tym sosem, które być może będę tu opisywał i żeby za każdym razem nie pisać jak się ten sos robi to będzie przepis w osobnym poście i z głowy :)
I właśnie pomyślałem, że identycznie zrobię z sosem beszamelowym, też z pewnością nie raz będę jeszcze po niego sięgał. Zamiast za każdym razem pisać jak zrobić to tylko linka do tego wpisu będę zamieszczał. A beszamel jest prosty i doskonały, niektóre potrawy nie mogą się bez niego obejść. Np. taki kalafior pod beszamelem, mmmmmm! Niech no ja tylko upoluję w sklepie kalafiora jakiegoś :)

2 łyżki masła
2 łyżki mąki pszennej
ok. 300 ml mleka
1 łyżeczka gałki muszkatołowej
sól, pieprz

Od razu na wstępie: ilość mleka zależy od konsystencji jaką chcemy uzyskać. Na przykład do mięs warto mieć nieco rzadszy sos, a jeśli chcemy posmarować nim pizzę (taaaak, chcemy, przepis wkrótce) to przyda się troszkę gęstszy. Te powyższe proporcje są na taki w miarę gęsty sos do pizzy.

Najpierw rozpuszczamy na patelni masło. Jak się rozpuści to dosypujemy mąkę i mieszamy dotąd aż masło idealnie połączy się z mąką. Idealnie, bez ani jednej grudki. To ważne! I dopiero wtedy dolewamy mleko, potem gałkę muszkatołową, sól i pieprz.
Na maleńkim ogniu cały czas mieszać, aż sos zrobi się gęsty.



---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

sobota, 21 kwietnia 2012

Cebulowe paluszki grissini


Ufff, dość intensywny tydzień. Każdego właściwie dnia jakieś spotkania mam w tym tygodniu, tak się jakoś nawarstwiło wszystko. Dzisiaj Piotrek, kumpel z byłej (i jeszcze bardziej byłej również) pracy. Niezbyt często się z nim widuję, właściwie to na maksa rzadko :) Ale akurat niedawno pracę zmienił i niedaleko naszego mieszkania teraz pracuje. No to i pretekst do wypicia paru piwek się znalazł. Zawsze staram się coś tam dla gości przygotować, żeby tak nie tylko samo to chlanie było, ale żeby i zęba wbić było w co. Więc właśnie dochodzi w piekarniku kurczak. Ale o kurczaku pisać nie będę. Kurczak jak kurczak, każdy kiedyś widział, pewnie nawet i jadł. Ale oprócz kurczaka zrobiłem też włoskie paluszki grissini. Takie z ciasta chlebowego z makiem i cebulą. I solą gruboziarnistą posypane. Tak żeby przekąska do piwa była. Nawet nie głupio wyszło. Fajnie chrupią, słone jak cholera, znaczy się przekąska doskonała. Im bardziej słone tym więcej się pije, im więcej się pije tym impreza ciekawsza :)

A sponsorem dzisiejszej imprezy jest firma natusfera.pl i jej mąki: orkiszowa i owsiana.

1 cebula
1,5 łyżeczki cukru
1 łyżeczka soli
15 g świeżych drożdży
3 łyżki oliwy
275 ml wody
3 łyżki maku
sól morska gruboziarnista do posypania paluszków

środa, 18 kwietnia 2012

Sos czosnkowy


Wiosna w pełni więc często u mnie na stole będą wszelakie przekąski lądowały, często nawet zamiast obiadu. Bo jak tak ciepło to i jeść mniej się chce. Zimą zmagazynowałem dostatecznie duże zapasy sadła :) A jak przekąski to koniecznie z jakimś sosem. A jak sos to tylko czosnkowy! Zatem pomyślałem sobie, że skoro prawdopodobnie często będę go używał, może nawet tutaj na blogu, to jako osobny przepis go zamieszczę. Tak żeby potem jak będę go używał w jakiejś blogowej potrawie to żeby za każdym razem nie pisać jak go zrobić  tylko linka do tego wpisu będę zamieszczał. A jest to właśnie moja ulubiona kompozycja, długo pracowałem aż znalazłem tę właśnie konkretną równowagę smaków :) Taki mój najmojszy :)

wtorek, 17 kwietnia 2012

Gotowanie na kolanie - odcinek 7


Nie będę się teraz rozwodził specjalnie jakoś na tematem tego wpisu. Przypomnę tylko, że opisywałem jakiś czas temu taki śmieszny kulinarny program Gotowanie na Kolanie (kręcony przez TV Południe). Wspominałem też, że będę testował te ich potrawy, które tam wykręcają, żeby sprawdzić ich jadalność. Zacząłem już nawet to robić, test pozytywnie przeszła zupa cebulowa, a wkrótce będą cebulowe krążki - z pierwszego odcinka. Nie w tym rzecz jednak. Rzecz w tym, że właśnie opublikowany został siódmy odcinek, w którym jestem gościem :) Dokładnie opiszę to za czas jakiś, jak testując potrawy po kolei dojdę to tego odcinka, a teraz tylko taką krótką zajawkę chciałem zrobić. Zapraszam zatem do oglądania, a jak pora nadejdzie to napiszę wam o kulisach powstawania tego odcinka :)

Dodam jeszcze tylko na koniec, że zwykle jednak potrawy tam przyrządzane są nieco "normalniejsze" niż w tym odcinku. Ja osobiście nie ogarniam tego Kurczakowego King Konga. Ale chociaż było zabawnie, w sumie to się liczy. Jak się połączy jedzenie z zabawą to nawet i takiego King Konga da się zjeść :)



---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Chleb orkiszowy z kawą na ziemniakach



Potrzebuję inspiracji, potrzebuję inspiracji... Tyle już tych chlebów zrobiłem, że coraz trudniej ogarnąć mi jakiś nowy. I tak szukałem i szukałem i wpadłem na bloga Blogotowanie z pasją. A tam właśnie ów chleb z ziemniakami znalazłem. Formułę mocno zmodyfikowałem i mam nowy przepis :) Do tego stopnia pozmieniałem, że wymyśliłem wszystko od nowa, ale faktem jest, że zainspirowałem się właśnie tym blogiem. Piszę szybko i bez zbędnego smęcenia, bo zaraz Madzia z pracy wraca, a ja w totalnej rozsypce jestem, kuchnia wygląda jakby tornado przeszło. Piszę więc szybko i lecę sprzątać :)

2 łyżki oleju
80 ml mleka
20 g świeżych drożdży
2 ziemniaki (około 250 g przed ugotowaniem i obraniem)
1 łyżeczka soli
1 łyżeczka cukru
1 jajko
3 łyżeczki kawy rozpuszczanej

Najpierw gotujemy ziemniaki, potem je odlewamy i porządnie gnieciemy na papkę i czekamy aż wystygną.
A jak wystygną do wszystkie składniki wrzucamy do miski i wyrabiamy ciasto. Korzystając z energii kinetycznej przy pomocy rąk własnych (lub cudzych) wyrabiamy ciasto około 15 minut. Jednak zważywszy na niezbyt przychylną konsystencję ciasta (trochę się klei) warto skorzystać z energii elektrycznej i przez jakieś 8 minut wyrabiać mikserem z odpowiednimi końcówkami.

sobota, 14 kwietnia 2012

Słodko pikantny chleb orkiszowy



Mam cała szufladę zapchaną mąkami orkiszowymi. Uuuff, nie wiem kiedy je zużyję wszystkie, z pewnością ponad 10 kilo tego tam jest :) Zatem, chcąc nieco przerzedzić swoje zapasy, serwuję wam kolejny chleb orkiszowy :) Ale parę już robiłem orkiszowych więc coraz ciężej coś nowego znaleźć. Wymyśliłem zatem słodko pikantny - trochę miodu, trochę chili. Takiego jeszcze nie jadłem. Pomysł wziął się od czekolady, którą niedawno jadłem. Właśnie z chili była, naprawdę świetna. A właśnie teraz, w tej chwili, pisząc to o czekoladzie wpadłem na pomysł chleba z kakao lub kawą :) Super! Pewnie niedługo zrobię :)
A tymczasem mogę powiedzieć, że chleb wyszedł nieźle: leciutko pikantny (chociaż jak dla mnie to odrobinę za mało), słodki dokładnie tak jak trzeba i z chrupiącą przyrumienioną skórką.

Poza tym mam też zalegające litry maślanki więc zamiast wody właśnie maślanka będzie. Tak wymiotę wszystko co się da w ramach sprzątania kuchni :)

No i zrobiłem go w mojej ulubionej foremce z AleDobre.pl. A za mąkę orkiszową przesyłam ukłony do cudownego sklepu ekologicznego natusfera.pl.

czwartek, 12 kwietnia 2012

Quiche z wędzoną makrelą


Dzisiaj quiche, czyli rodzaj placka z kruchego ciasta i nadzienia zalanego jajeczno-śmietanową masą. Specjalnie tak dla koleżanki zrobiłem, bo razem z mężem i córeczką miała przyjechać. Ale o umówionej godzinie Ada zadzwoniła i powiedziała, że córeczka śpi, bo u dentysty byli z nią i nie bardzo chce ją budzić. No i że w takim razie przyjadą znacznie później. OK, rozumiem, siła wyższa, zdarza się. Ale z drugiej strony niech żałują, bo quiche wyszło naprawdę doskonałe. Na kruchym spodzie z mąki orkiszowej. Mniaaaaam! A nie bardzo możemy tyle czekać z obiadem, głodni jak wilki jesteśmy.
Kurcze, w sumie to lubię takie nowe smaki odkrywać :) Bo oczywiście nigdy wcześniej takiego placka nie robiłem i nie jadłem.

A wspomnę jeszcze o samej mące. Dostałem przesyłkę testową (w sumie 3 mąki) od Gdańskich Młynów. Tak żebym się wypowiedział co sądzę. Więc tak... Przede wszystkim w oczy rzuca się opakowanie. Wydaje mi się (chociaż pewności nie mam), że chyba jakiś rebranding teraz przeszli, zmienili opakowania i się mocno promują. Opakowania z daleka się w oczy rzucają, są inne od wszystkich. To z pewnością wyróżnia te mąki spośród całej reszty. Ale z drugiej strony mam pewne obawy, ale to tak już na boku, jako człowiek zajmujący się reklamą. Design opakowania, zwłaszcza typografia sugeruje, że jest to produkt skierowany raczej do młodych ludzi. Boję się, że mimo atrakcyjnego wyglądu opakowania mogą się minąć z targetem. Bądźmy szczerzy: kto głównie używa mąki? Panie w średnim wieku, lub starsze panie. Tak bym powiedział 40+. Młodsi ludzie raczej żyją szybciej i jadają na mieście. Nie to żebym próbował uogólniać, bo akurat tego nie lubię. Ale tak mówią wszelkie badania i analizy. A podejrzewam, że panie 40+ nie specjalnie zwrócą uwagę na "młodzieżowe" opakowanie. No zobaczymy jak to wyjdzie... Prawdą jest, że opakowania zrobili naprawdę fajne.

wtorek, 10 kwietnia 2012

Lazania szpinakowa z trzema serami


Jak wspomniałem w poprzednim poście Madzia zrobiła porządny dwudaniowy obiad. W poprzednim wpisie była zupa z mleka kokosowego z kukurydzą, teraz więc pora na lazanię szpinakową z trzema serami. Dodam, że była naprawdę pyszna i niesamowicie syta. Po jednym kawałku miałem dość. Dobra jest dla większej ilości gości, bo naprawdę po małym kawałku człowiek jest porządnie najedzony. Zresztą nic dziwnego, to prawdziwa bomba kaloryczna! Wyłącznie dla miłośników serów :)
Streszczać się będę dzisiaj, bo jednocześnie piszę tego posta, robię chleb i do tego jeszcze quiche z rybą wędzoną (przepisy oczywiście wkrótce).

Makaron lazania
250 g świeżego szpinaku
0,5 szklanki mleczka zagęszczonego niesłodzonego
250 g serka mascarpone
270 g (opakowanie) sera feta
dużo (nie wiem dokładnie ile, ale spora kostka) sera żółtego
200 ml śmietany 18% 
1 suszona papryczka chili
sól, pieprz, suszona papryka, sezam

niedziela, 8 kwietnia 2012

Zupa-krem kukurydziana z mlekiem kokosowym


Tym razem potrawa Madzi. Siedzę sobie grzecznie za wykładach, tak co by się wyedukować i być najmądrzejszym człowiekiem świata, a tu nagle dostaję SMSa o treści:  "Jedziesz już?". Akurat wykłady mi się niedługo miały kończyć, więc poczekałem aż właśnie się skończą i napisałem, że jadę. Na to Madzia pisze: "To wracaj szybko do domu! Dwie niespodzianki mam dla ciebie". No kurrrrrcze, rewelacja! Ale jak tu szybko wrócić, jak przez całe miasto przebić się muszę. A do tego w ten akurat weekend jakieś dziwne prace remontowe zaplanowali i metro nie jeździ tak jak jeździć powinno. Znaczy się, delikatnie mówiąc, jeździ słabo. Z przesiadkami jakimiś dziwnymi. No wiec najszybciej jak mogłem, czyli po półtorej godziny, dotarłem do domu. A tam czekała na mnie właśnie tytułowa zupa i lazania szpinakowa z trzema rodzajami sera! Łaaał! Nooo, tak to ja mogę do domu wracać :)
Madzia jakoś tak po prostu wielce się nudziła i postanowiła troszkę czasu w kuchni spędzić. Rezultat tego był naprawdę niegłupi :)

piątek, 6 kwietnia 2012

Gotowanie na kolanie - zupa cebulowa


Nooo, no to testujemy :)
Jakiś czas temu pisałem o fajnym programie kulinarnym Gotowanie na kolanie (tutaj). Pisałem też tam, że z ciekawości przetestuję wszystkie te ich przepisy. Więc skoro słowo się rzekło...
Przypomnę, że ideą tego programu jest gotowanie szybkie, tanie, łatwe i smaczne. Takie po prostu "studenckie". Zatem na pierwszy ogień poszła zupa cebulowa z pierwszego odcinka tego programu. Istotnie: łatwa, tania i szybka. A czy smaczna? O tym pod koniec tego wpisu :)

Tutaj - bo inaczej być by nie mogło - dygresję wstawię drobną. Otóż przyjeżdża do nas dzisiaj Kati, kumpela Madzi. I oczywiście zażyczyła sobie żebym coś dobrego zrobił. Spoko, znaczy jak zawsze. Jak ktoś do nas przyjeżdża to zawsze najpierw jest kuchenna lista życzeń. No przyzwyczaiłem się :) Ale oczywiście, zawsze, za każdym razem jest tak samo! No w mordę! Ja naprawdę nie wiem jak to się dzieje, ale dzieje się zawsze! Otóż nic nie zrobię dobrego z moich wypieków, bo oczywiście akurat dzisiaj nie mam czasu. Siedzę całymi tygodniami na dupie, nic konstruktywnego nie robię, a jak raz na jakiś czas ktoś znajomy wpadnie to okazuje się, że akurat tego jednego dnia oczywiście nie mam czasu żeby cokolwiek przygotować. No i pewnie zaraz plotki się narodzą, że te przepisy i te zdjęcia co je mam tutaj to pewnie z internetu kradnę, bo sam to nic zrobić nie potrafię :)
I stąd właśnie pomysł na tę szybką zupę cebulową. A przy okazji Madzia z Kati będą moimi testerkami :)
Ale spoko, będziemy dzisiaj ostro pić więc jeśli zupa okaże się trująca to i tak zneutralizujemy ją alkoholem :)

czwartek, 5 kwietnia 2012

Chleb wielkanocny


A tak mnie jakoś naszło żeby udostępnić wam przepis na chleb wielkanocny. Taki malutki bochenek idealnie mieszczący się w każdym koszyczku.
Przepis ten jest w mojej rodzinie od zawsze. Ja mam go od mojej mamy, ona zaś od swojej mamy, a jej mama od swojej mamy, a ona z kolei... I tak dalej...
Jak byłem dzieckiem to na każde święta (wielkanocne i jakiekolwiek inne również) jeździliśmy do babci. Spotykała się tam cała nasza rodzina. Nie wyobrażałem sobie wówczas Wielkanocy bez tego właśnie chleba. Zawsze obserwowałem babcię jak go robiła, potem kilka razy w każdej godzinie pytałem, czy już mogę spróbować :) I niecierpliwie czekałem momentu, aż w końcu mogłem to zrobić. Babcia od wielu już lat nie żyje i tradycja wspólnych spotkań się zakończyła, ale przepis wciąż jest przekazywany. A ja pomyślałem, że przekażę go wam.
Wielkanoc u nas w domu (u mnie i Madzi) nie jest jakoś wielce obchodzona. Jest raczej traktowana jak Walentynki, Barbórka, Andrzejki, czy imieniny Stanisława, Wojciecha, czy innej Natalii (bez obrazy dla Stanisławów, Wojciechów i Natalii). Czyli po prostu jak każdy normalny dzień. Nie mniej jednak pomyślałem, że taki przepis tutaj na blogu może się przydać.

Dodam jeszcze, że sponsorem tegorocznej Wielkanocy są Gdańskie Młyny i mąka, którą od nich otrzymałem.

150 g mąki graham
110 ml mleka
10 g świeżych drożdży
po pół łyżeczki: soli, cukru, koperku, majeranku, kminku
1 jajko ugotowane na twardo

Wszystkie składniki (oprócz jajka) mieszamy w misce i wyrabiamy przez 10 minut. Odstawiamy przykryte ściereczką do wyrośnięcia na 1 godzinę. Następnie formujemy okrągły bochenek i ostrym nożem nacinam na wierzchu krzyż. Środek nacięcia rozchylamy palcami i wciskamy jajko. Znów przykrywamy i zostawiamy znowu na godzinę do wyrośnięcia.
Pieczemy przez 20 minut w 190 stopniach.



---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

środa, 4 kwietnia 2012

Jajka faszerowane z kawiorem




A tak sobie siedzę któregoś dnia w domu i rozmyślam nad jedzeniem. W sumie to oczywiste, bo o czym ja mogę rozmyślać? Albo o gołych babach, albo o żarciu. Nooo, czasami jeszcze o piciu :) Ale tym razem o jedzeniu akurat myślałem (myślenie o piciu przełożyłem na wieczór, wszak dopiero południe dochodziło). No i właśnie tak myślę, że ostatnio każdego wieczora Madzia pochłania jajka na twardo, jakieś takie parcie strasznie ma. Zupełnie jak ja na szkło (i wcale nie mam na myśli telewizji :)) No a skoro ją tak na te jajka wzięło i tak wieczór w wieczór pochłania je z tym majonezem i keczupem to czemu jej trochę tego nie urozmaicić? Może zatem, tak dla odmiany, jakieś faszerowane jajka zrobić? Dodatkowo tutaj jeszcze przyszedł mi na myśl mój prywatny interes. Bo Wielkanoc się zbliża i zaraz wszyscy na jajka tradycyjnie się rzucą. Więc może mój przepis komuś się przyda? Więc połączywszy interes prywatny z publicznym wziąłem się do roboty :)



6 jajek
2 łyżki majonezu
1 łyżka soku z cytryny
1 łyżka przecieru pomidorowego
1 łyżka drobno pokrojonego koperku
1 plasterek szynki
1 malutki ząbek czosnku (lub pół większego)
czerwony kawior (czarny też może być)
1 łyżka parmezanu
1 łyżka serka mascarpone
1 łyżeczka musztardy
sól, pieprz

Nooo, sporo składników, bo to jajka na bogato :) Gotujemy zatem jajka na twardo. I tutaj mała lekcja: jajka należy gotować (tzn. wkładamy jajka o temperaturze pokojowej ostrożnie przy pomocy łyżki do wrzątku) 7-8 minut. Maksymalnie 10, w żadnym wypadku nie dłużej. Po około 10 minutach gotowania wokół żółtka tworzy się szarozielona obwódka, a jajka stają się mniej smaczne. Oszczędzę wam chemicznego bełkotu. Powiem tylko, że na skutek zbyt długiej obróbki termicznej w jajku tworzy się siarkowodór i siarczek żelaza i to one właśnie są odpowiedzialne za ten osad wokół żółtka i nieco nieprzyjemny zapach. Spokojnie, nawet jak już do tego dojdzie to nie zabije nas to raczej. Nie mniej jednak powinniśmy uważać, po takim zbyt długo gotowanym jajku może nam się odbijać.

No dobra, lekcja chemii za nami, pora wrócić do tematu. Zatem jak już ugotowaliśmy jajka (gotujmy w osolonej wodzie) to obieramy ze skorupki. Kroimy wzdłuż na pół i wyciągamy żółtka. Połówki białek odkładamy na bok, a żółtka do miseczki. I do żółtek dodajemy wszystkie składniki. Jeżeli mamy dużo kawioru to łyżkę możemy też dodać do farszu. Mi została tylko resztka z sushi więc użyłem go do ozdoby jajek.
Plasterek szynki bardzo drobno kroimy, parmezan bardzo drobno ścieramy, a czosnek przepuszczamy przez praskę. No i mieszamy wszystko razem aż powstanie jednolita masa. Wkładamy w wydrążone białka, ozdabiamy kawiorem i mamy gotową kolację. Smacznego :)



---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Chleb orkiszowy na zakwasie II


No dobra, wypróbowałem nowe szklane naczynie, o którym pisałem w poprzednim poście. Tak żeby taki fajny okrągły chlebek zrobić. Czyli ciąg dalszy pozbywania się zalegającej w szufladach mąki orkiszowej :) Jeszcze tylko z pół roku i akcja zostanie zakończona sukcesem. Zatem pomęczę was kolejnym orkiszowcem. Taki zwykły zupełnie, tyle że na zakwasie.
No i mam pewne nowe uwagi co do tego naczynia. Otóż musiałem dwa razy ten chleb zrobić, bo pierwszy niestety wylądował w śmietniku :( Nie to żeby to była wina naczynia, nie o to chodzi. Po prostu przyzwyczaiłem się, że robię teraz chleby w formach silikonowych, lub też innych nieprzywieralnych. No i kierując się tym przyzwyczajeniem niczym tego naczynia nie natarłem. Po prostu myślałem, że do szkła nie przywrze. Źle myślałem :( Chleb wyrósł cudownie, był tak fajnie okrągły jak te ze sklepu, naprawdę byłem zachwycony. Ale w żaden sposób nie dało się go z naczynia wyjąć. Przykleił się jakby go ktoś klejem nasmarował. Musiałem po kawałku nożem wycinać. I tak kawałek po kawałku do śmietnika :(
I tutaj mała uwaga do samego naczynia. W poprzednim poście opisywałem ogólne wrażenia i pisałem, o tym co twierdzi producent. Otóż twierdzi on, że "(...)wygląd sprawia wrażenie świeżego nawet po wielu latach użytkowania", a także, że "specjalna powłoka na dnie zapobiega zarysowaniom podczas gotowania i mycia". Otóż właśnie pokonałem niestety specjalną powłokę na dnie podczas uwalniania chleba i w moim nowym naczyniu są trzy lub cztery malutkie ryski. Mam nadzieję, że nie przeszkodzi to w normalnym użytkowaniu. Znaczy z całą pewnością nie przeszkodzi. Ale tak jakoś smutno mi się zrobiło... :(

No i tak... Jeszcze powiem, że ten pierwszy chleb, ten co się przykleił miał taki cudowny kształt, taki dokładnie tak samo okrągły jak te sklepowe. A ten drugi wyrósł jak dziki i jest za wysoki. Już nie wygląda tak ładnie. Szkoda... Ale to nie wina naczynia oczywiście, chleby po prostu różnie rosną. Ale wiem za to, że w tym naczyniu to takie raczej mniejsze trzeba robić, wtedy na pewno wyjdą takie jak trzeba.

Aaaa, no i napisać muszę, żeby każdy wiedział kto w takim naczyniu będzie chciał robić chleb: za drugim podejściem obficie całe naczynie nasmarowałem olejem i dokładnie wysypałem mąką. Chleb dał się po upieczeniu wyjąć bez najmniejszych problemów.

Dodam, że mąka orkiszowa prosto z ekologicznego sklepu natusfera.pl. Używałem jej już wcześniej, w porządku jest. Tylko dlaczego mam jej jeszcze z 10 kilo?! :) Ja chyba znienawidzę chleby orkiszowe :)

Dodam jeszcze też, że ten chleb ma w tytule "II", bo mam już tutaj bardzo podobny chleb, właściwie z identycznymi składnikami. Tylko, że ten teraz znacznie krócej wyrasta, przez co, mimo identycznych składników, smak jest inny. Polecam wypróbowanie obu przepisów.

300 ml wody
150 g zakwasu żytniego
1 łyżeczka soli
1 łyżeczka cukru

Zakwas musi być oczywiście aktywny, czyli dzień wcześniej dokarmiony. No i dajemy wszystko razem do kupy i wyrabiamy ciasto przez 15 minut. Przykrywamy ściereczką i zostawiamy na 3 godziny żeby wyrosło.
Potem przekładamy do foremki (jeśli mamy taką przywierającą to wykładamy ją papierem do pieczenia lub solidnie natłuszczamy) i zostawiamy pod przykryciem na kolejne 1,5 godziny. Przed wsadzeniem do piekarnika chleb spryskujemy/nacieramy olejem. Pieczemy 40 minut w temperaturze 210 stopni.
Wyjmujemy na kratkę, studzimy i zajadamy się :)



---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...