wtorek, 28 lutego 2012

Zupa gulaszowa


Do tej pory jedyne zupy gulaszowe, które sam robiłem to były zalewane wrzątkiem Amino lub Knorry. Tak żeby na szybko się zapchać. W sumie jak nic innego akurat nie miałem do jedzenia to w miarę dobre się wydawały. Ale siedząc jakiś czas temu na fejsbuku natknąłem się na pewien przepis, który to z kolei doprowadził mnie do bloga Obados na Obiados. A tam przepis na zupę gulaszową! Jeeeeee, cudeńko! Już podczas czytania tego przepisu przebierałem nogami pod stołem i czułem zapach, czułem to ciepło rozlewające się po ustach i powoli zsuwające się przełykiem do żołądka. Czułem ten lekko pikantny smak, który rozgrzewa mnie od środka, gdy za oknem mróz. Nie mogłem się powstrzymać i następnego dnia kupiłem potrzebne składniki i zrobiłem taką zupę gulaszową, że długo będę ja wspominał. Uwierzcie mi, że to coś niesamowitego. Jeśli nigdy jeszcze nie jedliście to spróbować musicie, nie ma innej opcji. Tym bardziej, że przepis jest banalny, zupa właściwie robi się sama.

3 puszki krojonych pomidorów
500 g mięsa gulaszowego
2 czerwone papryki
300 g pieczarek
1 duża cebula
pikantne papryczki chilli
2 łyżki mielonej papryki
liść laurowy, ziele angielskie, sól, pieprz

Na początki mięso obtaczamy w mielonej papryce i doprawiamy solą i pieprzem. A następnie podsmażamy na rozgrzanym tłuszczu.
W tym samym czasie w garnku, w którym będziemy robić zupę podsmażamy - na łyżce masła - do miękkości drobno posiekaną cebulę. Pieczarki kroimy na plasterki i dodajemy do cebuli. Podsmażamy jeszcze 10 minut. Następnie dodajemy pokrojoną w kostkę paprykę, usmażone wcześniej mięso i zalewamy pomidorami z puszki. Dodajemy bardzo drobno posiekane papryczki chilli. Ilość zależy od indywidualnych preferencji, ja dałem 3 sztuki i zupa naprawdę nieźle trzepała :) Madzia twierdziła, że za ostra dla niej. A ja twierdziłem, że zupa gulaszowa taka po prostu być musi.
Dodajemy też wedle smaku i gustu sól pieprz, ziele angielskie i liście laurowe.
Zagotowujemy, zmniejszamy ogień na najmniejszy z możliwych i gotujemy pod przykryciem przez 40 minut. Możemy co jakiś czas trochę przemieszać. No i gotowe :) Proste, prawda?

No i podawać z chlebem.

A pamiętacie o mojej bardzo miłej i uprzejmej prośbie żebyście kliknęli, tak w miarę możliwości, w te reklamy na pasku z prawej strony? :)


---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

niedziela, 26 lutego 2012

Chleb orkiszowy na zakwasie z automatu


Eeehh, kolejny orkiszowy :) Mam nadzieję, że jeszcze się wam nie znudził. Ale tym razem na specjalną prośbę moich czytelniczek. Jednego dnia dwie czytelniczki niezależnie od siebie zgłosiły zapotrzebowanie na taki właśnie przepis. A czytelników ignorować nie należy :) Co prawda nie jest to taki czysty chleb orkiszowy, raczej taki mieszaniec pół-na-pół. Ale mam nadzieję, ze dziewczyny będą zadowolone. Dziewczyny, słyszycie? Lepiej żebyście był zadowolone, bo specjalnie dla was naraziłem się Madzi, która chciała jakieś bułki. A ja powiedziałem, że nie będzie bułek, bo muszę zrobić orkiszowy z maszyny i to w dodatku na zakwasie :) Więc nooo... Wiecie...
Dawno już nie używałem maszyny, oj dawno. Pewnie już od roku odpoczywa na zasłużonej emeryturze na lodówce. Zatem zdjąłem ją, odkurzyłem i okazało się, że wciąż działa :)
Ale nie bardzo lubię chleby z maszyny robić, bo to tak jakoś życia wcale w tym nie ma, tylko wrzucasz do środka co trzeba i przed telewizor idziesz. Ja to jednak lubię czuć ciasto w dłoniach. Żeby więc chociaż odrobinę uatrakcyjnić cały proces to dodałem bardzo ciekawego składnika. Oprócz zwykłego żytniego zakwasu dodałem również - cytuję za etykietką - "Naturalny zakwas żytni SIENA (z dodatkiem słodu)". Na tejże etykietce jest jeszcze napisane: "Zakwas instant nie powoduje wyrastania ciasta chlebowego, polepsza smak i aromat gotowego wypieku jak również strukturę miękiszu. Zakwas instant stosujemy razem z drożdżami (świeżymi lub również instant)." A ten cudny suszony zakwas dostałem w prezencie od BogutynMłyn. Zdecydowanie polecam kupno, bo naprawdę smak chleba okazał się doskonały. Poza tym jakby przeliczyć cenę tego zakwasu na ilość chlebów, do których go użyjemy to cena naprawdę wychodzi znikoma. A różnica smaku zauważalna. Ba, nawet nie tyle zauważalna co drastycznie inna. Inna, znaczy się lepsza.
W ogóle cały ten chlebek to mi Bogutyn zasponsorował, bo i mąki i drożdże również. Nawet sól. :)
Korzystaliście już w ogóle z produktów Bogutyna? Macie jakieś zdanie na ten temat?

No i jeszcze przed ostatecznym podaniem przepisu wspomnę, że niestety konieczne było dodanie nieznacznej ilości drożdży - bałem się, że sam zakwas nie podoła i chleb nie urośnie. W końcu zakwasowce (bez drożdży) rosną po kilka/kilkanaście godzin. W maszynie tyle czasu nie mają. Dlatego też musiałem jakoś ten proces przyspieszyć.

150 g aktywnego zakwasu żytniego
2 g suchych drożdży (lub 10 g świeżych)
300 ml wody
1 łyżka miodu (taka obfita, nie żałujcie sobie)
80 g nasion dyni

No i sprawa prosta, jak to z maszyną: wrzucamy wszystko oprócz pestek dyni do pojemnika, ustawiamy wagę około 1 kg, stopień przypieczenia skórki jaki lubimy (u mnie średni) i odpalamy program podstawowy, lub "chleb pełnoziarnisty" - jeśli taki mamy. Generalnie jakiś możliwie długo trwający - żeby ten zakwas zdążył  urosnąć. Odpalamy maszynę, a po sygnale dodawania składników dodajemy nasiona dyni. No i tyle. Po zrobieniu wyjmujemy chlebek na kratkę żeby wystygł, potem zjadamy, a potem wracamy tutaj i zostawiamy ładny komentarz :) A po wystawieniu komentarza, lub przed - to już jak lubicie - klikamy na reklamy na bocznym pasku z prawej strony, tak? :)

Mi, niestety, pod koniec pieczenia chleb się troszkę zapadł. Nie bardzo wiem dlaczego :( Ale nie jakoś bardzo, tragedii nie ma. Trochę tylko.

I kilka praktycznych porad na koniec:
- jak już w maszynie skończy się etap mieszania ciasta i zacznie etap wyrastania to zagłębiamy łapkę w ciasto i wyjmujemy z maszyny śmigiełko, tak żeby potem w upieczonym chlebie była tylko malutka dziurka.
- jak nie mamy soli himalajskiej to oczywiście możemy użyć zwykłej, ale już nie 2 łyżeczki tylko 1.
- jeżeli używamy drożdży suszonych, a nie świeżych to zdecydowanie polecam te z Bogutyna. Ich cena powala. 5 złotych za 100 gram. Znacie tańsze? Ja nie.
- możecie zrezygnować z suchego zakwasu Siena, ale naprawdę warto go kupić. Smak pieczywa jest o wiele lepszy z tym zakwasem.
- może się tak zdarzyć - chociaż mam nadzieję, że się nie zdarzy - że chleb nie urośnie, czy tam słabo urośnie. Wszystko zależy od zakwasu. Im zakwas starszy tym mocniejszy, im młodszy tym słabszy. Gdyby jednak zdarzyło się, że nie urośnie, a byliście wcześniej na tyle sprytni, że wyjęliście śmigiełko z maszyny (zgodnie z pierwszą poradą) to jak zakończy się etap wyrastania to zatrzymajcie maszynę i uruchomcie ją raz jeszcze. Da to chlebowi dodatkowe 2-3 godziny wyrastania. Co prawda sporo czasu stracicie, ale uratujecie chleb. Chociaż mam nadzieję, że do tego nie dojdzie :)


---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

piątek, 24 lutego 2012

Ciasto ze śliwkami i budyniem




Ostatnio Madzia co wieczór jakieś dziwne pytania zadaje: Paweeeeł, a mamy coś słodkiego? No jakby nie znała odpowiedzi. Nie, nie mamy, bo nie jadamy raczej takich rzeczy. Słodki w domu to mamy tylko cukier, pewnie nic więcej :) No i tak wieczór za wieczorem. Przygotowałem się więc któregoś dnia i jak Madzia była w pracy to zrobiłem specjalnie dla niej ciasto. A że się nie znam kompletnie na ciastach to zrobiłem tak z głowy, takie swojego pomysłu ciasto no i wyszło mi coś jakby takie biszkoptowe chyba. Zresztą nie wiem, przecież nawet nie wiem co to biszkopt :) Chciałem z owocami jakieś takie zrobić, ale jedyne co miałem to suszone śliwki (które zresztą dostałem w prezencie od naturo.pl). Chciałem jeszcze od góry polać jakąś mazią, coś w stylu bitej  śmietany, ale okazało się, że nie mam niestety nic takiego. No w sumie skąd mam mieć, skoro nie używamy raczej takich rzeczy. Ale okazało się, że doskonale się do tego nada budyń! Ciasto okazało się naprawdę smaczne, te suszone śliwki dawały taki fajny, niespotykany przeze mnie dotąd w ciastach posmak. Zresztą rozeszło się dość szybko, jeszcze Justyna wpadła do nas w odwiedziny to się załapała na spory kawałek :)
No i to chyba tyle, następne ciasto pewnie najwcześniej za pół roku. Mam nadzieję, że Madziowe zapotrzebowanie na słodycze zostało zaspokojone :)
Ale coś tak cichcem i mimochodem Justyna przebąkuje, że chce się do nas wprowadzić. A to się nie skończy dobrze... :) Trzeba będzie więcej czasu w kuchni spędzać, eeehhh :)

5 jajek
125 g mąki tortowej
80 g mąki ziemniaczanej
180 g cukru
1 łyżeczka proszku do pieczenia
100 g śliwek suszonych kalifornijskich
2 budynie waniliowe

Białka oddzielamy od żółtek i ubijamy (najlepiej mikserem) ze szczyptą soli na sztywną pianę. Jak już piana będzie sztywna to ubijamy dalej i powoli, stopniowo dodajemy cukier. Wciąż ubijając po kolei dodajemy żółtka.
Przełączamy mikser na najwolniejsze obroty i powoli przesiewamy do naszej masy mąkę. I na tych najwolniejszych obrotach mieszamy delikatnie wszystko.
Wyrobioną masę przelewamy do foremki wyłożonej stosownym czymś, np. papierem do pieczenia. Ja gdzieś zgubiłem tortownicę (serio, nie mogłem jej znaleźć) więc użyłem prostokątnej formy.
Teraz kroimy śliwki na plasterki i układamy na górze ciasta. Sporo tych śliwek będzie, pewnie pokryją nam cały wierzch ciasta. I bardzo dobrze.
No i pieczemy w 160 stopniach przez 40-50 minut (sprawdzamy patyczkiem po 40 minutach, czy to już).
A w trakcie pieczenia ciasta przygotowujemy budyń. Wedle instrukcji na opakowaniu. Jak zrobimy to niech sobie stygnie. Ciasto też jak się zrobi to wyjmujemy z piekarnika i niech stygnie. Ale niech stygnie w formie! Wyjmujemy je z formy dopiero jak ostygnie!
No i jak już wyjmiemy to w połowie wysokości kroimy wzdłuż na pół. Tak żeby otrzymać dwa placki. Smarujemy środek budyniem (dość obficie, sporo go mamy) i z powrotem składamy. I górę smarujemy budyniem. Ale tak naprawdę obficie, żeby gruba warstwa była.
Dla ozdoby (i w sumie smaku też) można posypać mieloną czekoladą.










Delikatesy ekologiczne naturo.pl

Najbogatsza oferta produktów ekologicznych i naturalnych w Polsce, możliwość dostawy na terenie całego kraju. Przejrzysty podział na kategorie, blisko 3000 produktów ekologicznych i naturalnych oraz wyjątkowo niskie ceny i zaskakujące promocje.

Delikatesy Naturo.pl – Zapraszamy na ekologiczną stronę życia.

---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

środa, 22 lutego 2012

Chleb cebulowy


Ostatnio opisywałem jaką fajną formę do pieczenia chleba dostałem z AleDobre.pl, to teraz się pochwalę chlebem, który zrobiłem w tej formie. Taki zwykł prosty chleb cebulowy, ze zwykłej pszennej mąki. W ramach testów chciałem najprostszy chleb zrobić, że w razie jak coś się nie uda to żeby nie żałować za bardzo :) Ale udało się doskonale, chleb wyszedł mięciutki, puszysty, sprężysty i pyszny. A przede wszystkim wygląda jak z piekarni, poważnie! Ta forma nadaje taki genialny kształt, że pewnie już tylko jej będę używał. Zresztą Madzia mówi, że te "kwadraciaki" już się jej znudziły. Znaczy te z keksówek chleby. Mi chyba też zresztą.
A dodam jeszcze, że przepis znalazłem na blogu Przepisy Ani. Blog niestety już od prawie dwóch lat nie aktualizowany, a szkoda, bo fajny.

400 g mąki pszennej
250 ml wody
1,5 łyżeczki soli
1 łyżeczka cukru
12 g świeżych drożdży
1 cebula

No to tak: cebulę w miarę drobno siekamy i dusimy na małej ilości oleju na patelni. Znaczy może nie tyle dusimy co podsmażamy trochę. Żeby zeszklić znaczy się. Uuff, w końcu właściwe sowo znalazłem :) No i studzimy.
Jak wystygnie to razem z resztą składników do miski i uczciwie 20 minut wyrabiamy ciasto. Przykrywamy ściereczką i odstawiamy do wyrośnięcia na godzinę. Przekładamy po tej godzinie do foremki (koniecznie kupcie sobie taką zajebiaszczą jak ja mam :)) i znów pod ręcznikiem na godzinę zostawiamy. Potem dokładnie i delikatnie smarujemy wierz oliwą.
Nagrzewamy piekarnik do 190 stopni i pieczemy 45 minut.

A jeśli chcemy to też uda się ten chleb zrobić w maszynie chlebowej. Po prostu tak jak to w maszynie: wszystkie składniki do kupy, ustawić wagę około 750 g, program podstawowy i gotowe.

Smacznego :)

---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

poniedziałek, 20 lutego 2012

Owalna forma do chleba


Ha! Stało się, nareszcie!
Otóż wiele razy Madzia sugerowała mi, żeby może taki chleb w kształcie chleba zrobił. Znaczy się nie taki prostokątny z formy, tylko taki zwykły owalny, bez formy robiony. Taki jak w sklepie są. No i próbowałem nawet dwa razy tak zrobić, ale jakieś takie niekształtne te bochenki robiłem i jak wyrastały to na boki mi szły i całość wyglądała jak Jabba z Gwiezdnych Wojen :/ Musiałem wtedy szybko wkładać ciasto do foremki i udawać, że nic się nie stało :) No i z ręcznego lepienia bochenka nigdy nic nie wychodziło.
Aż tu nagle dostaję przesyłkę-gifta od AleDobre.pl. Swoją drogą sklep naprawdę fajny, ciekawe rzeczy tam mają. Odniosłem wrażenie tylko, że ceny trochę spore, ale jak popatrzyłem na te produkty to zrozumiałem. Są naprawdę wysokiej jakości. Naprawdę. Po prostu jakość tyle kosztuje.
Poza tym zaciekawiło mnie, że jak ci się nie spodoba kupiona rzecz to można ją zwrócić w ciągu roku! Hmm, całkiem sporo czasu :) Ustawowo, według prawa, jest na to 10 dni. W AleDobre.pl jest rok :) Mało tego: przy zwrocie towaru zwracają też koszty przesyłki. A wcale nie muszą. Miło z ich strony.
Ale dobra, skończmy z tym pochwałami samej firmy, nie to właściwie miałem pisać.

Pisałem więc, że gifta dostałem. Rozpakowuję paczkę, a tam taka genialna owalna forma do pieczenia chleba firmy Kaiser. Taka właśnie żeby bochenki jak ze sklepu były! Nawet nie wiedziałem, że są takie formy. Bo jak bym wiedział to już dawno bym kupił. Czyli dobrze, że nie wiedziałem. Bo zamiast kupić to dostałem :)

Sama forma jest naprawdę solidna. Ma 32 cm długości i nadaje się na chlebki o wadze ok. 750 g. Lub jeśli ktoś robi z gotowych sklepowych mieszanek to idealnie się sprawdzą takie 500 g. To tyle jeśli chodzi o opis z pudełka.
Od siebie dodam, że... że... że AAAAAAAA! :) Super jest! Pokryta jest powłoką antyadhezyjną. Nieprzywieralną znaczy się. Nie wiem jakiego typu to powłoka, nie jest napisane. Z całą pewnością nie teflon. Coś innego. I świetne to jest, bo niczym nie trzeba wykładać tej foremki, żadnym papierem do pieczenia, czy natłuszczać, czy co tam robić. Po prostu wkładasz do środka ciasto i pieczesz. I faktycznie tak jest. Na koniec formę przechyliłem, a chleb mi sam wypadł ze środka.
A myje się równie prosto. Z racji, że nic nie przylega to właściwie nie ma co myć :) Przecieramy wilgotną szmatką i po myciu. Poważnie!

Polecam tę formę z cała odpowiedzialnością za swoje słowa, bo naprawdę zdaje egzamin. Poza tym wygląda na baaaardzo długowieczną i zrobioną z doskonałego materiału. Pomyślałem sobie, że skoro już mam testować to konkretnie i zrobiłem crash-test. Przez 10 minut ta forma przeszła tyle uderzeń i upadków ile w normalnej kuchni przeszłaby w kilka lat. Serio. I to nie było jakieś tam głaskanie tylko crash-testy pełną gębą, aż się o swoją podłogę obawiałem. I co? No właściwie nic. Jedno prawie niezauważalne wgłębienie. I co ciekawe warstwa nieprzywieralna nie została naruszona. Gdyby to był teflon to pewnie byłoby już po nim. Tak więc mimo stosunkowo wysokiej ceny forma zdecydowanie warta kupna. Chociażby dlatego, że prawdopodobnie będzie to nasz ostatni tego typu zakup. Jestem prawie pewien, że ta forma jest niezniszczalna i starczy mi do końca życia.

A w następnym wpisie chleb cebulowy właśnie z tej formy. To na zdjęciu zobaczycie jak takie chleby wychodzą.

Zatem przypominam: formę można obejrzeć/kupić tutaj.


---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

sobota, 11 lutego 2012

Chleb orkiszowy na zakwasie


Ostatnio Madzia mnie ciśnie na chleby orkiszowe. Twierdzi, że są najlepsze. Przez kilka lat nauczyłem się kilku rzeczy, a przede wszystkim tego, żeby się z nią nie kłócić. Więc skoro są najlepsze, to pewnie są :) Ostatniego chleba, ryżowego, nie chciała za bardzo jeść, bo to nie z tej "prawidłowej" mąki :) No tak, ryż to nie pszenica, też mi odkrycie. Ale tak jak mówiłem - nie kłócę się :) Ale w porządku, chce mieć "prawidłowy" chleb to niech ma. Ale żeby nie było tak prosto i zwyczajnie to zrobiłem go na zakwasie. Zupełnie, bez kawałka drożdży. Sam zakwas. Trochę trwa wyrastanie takiego chleba niestety, więc to przepis raczej dla cierpliwych. Ale gwarantuję, że warto, właśnie teraz - w trakcie pisania - jem kanapki z tym orkiszowym chlebkiem. Skórka fajnie chrupie w zębach :)

Tak jak wspomniałem chleb jest na samym zakwasie, więc proces jest dwudniowy. Albo całodobowy, jak ktoś w nocy chce piec. Ale za to łatwy. Nic się nie namęczymy tylko czekać trzeba. Tym razem użyłem mąki od natusfera.pl, orkiszowa chlebowa typ 750. Fajna jest, taka delikatna bardzo, jasna taka. Bo zwykle to się z takimi ciemniejszymi trochę spotykałem, a ta właśnie jest z tych jasnych. W sumie tak jakbym zwykły najprostszy pszenny chleb jadł, tylko o wiele smaczniej. Znaczy gwoli wyjaśnienia: orkisz to też pszenica. Tylko inna :)

Bo tak naprawdę to jest zwykły prosty chleb, bez żadnych dodatków. Tyle tylko, że na zakwasie.

Więc tak:

165 g zakwasu żytniego
300 ml wody
1 łyżeczka soli
1 łyżeczka cukru
olej do posmarowania chleba

No i kilka szybkich wskazówek:
Myślę, że zakwas nie musi być koniecznie żytni. Jak ktoś ma pszenny, czy inny (słyszałem też o zakwasie ryżowym) to pewnie też się nada. Ale rzecz ważna przy każdym zakwasie: przed pieczeniem trzeba go dokarmić (jeśli stale stacjonuje u nas w lodówce). To znaczy dodajemy do niego ze 100 ml wody, tyle samo mąki, mieszamy i odstawiamy na jakieś 8-12 godzin. Zakwas ładnie się aktywuje.
Ale też istotna wskazówka: zakwas musi być dość stary żeby nie trzeba było dodawać drożdży, tak pewnie minimum z pół roku musi mieć. Jeśli mamy dość młody zakwas to jednak z 5-8 gram drożdży trzeba będzie dać.

No i tak: wszystkie składniki łączymy ze sobą w dużej misce i wyrabiamy ciasto. Przez 15-20 minut. A jak mamy specjalny mikser (a właściwie specjalną końcówkę) to pewnie wystarczy z 8 minut. No i jak już wyrobimy to przykrywamy ściereczką i odstawiamy na minimum 8 godzin. U mnie chyba nawet 12 było. W tym czasie ciasto nam urośnie. Znów troszkę je wyrabiamy i przekładamy do foremki na kolejne 8 godzin.  Tym razem pilnujmy żeby nie za długo (to znaczy 8 powinno spokojnie wystarczyć), bo może wystąpić efekt przerośnięcia i ciasto nam się zapadnie w sobie. A tego nie lubimy, prawda? Tuż przed wsadzeniem do piekarnika smarujemy dokładnie i ostrożnie chleb olejem/oliwą z wierzchu.
No i do piekarnika na 40 minut w temperaturze 210 stopni. Wyjmujemy (ostrożnie), przekładamy na kratkę i czekamy grzecznie aż ostygnie.

A jeśli faktycznie ktoś ma młody zakwas i doda troszkę drożdży, to proces wyrastania będzie znacznie szybszy, myślę, że po 2 godziny na pierwsze i drugie rośnięcie trzeba by poświęcić.

Jakoś tak bardzo niedługo, w najbliższym czasie, zrobię też chleb orkiszowy z automatu, z maszyny chlebowej. Bo doszły mnie słuchy, że moje czytelniczki się tego domagają :) Eeeh, jakby nie mogły przejść na wyższy level i piekarnika odpalić :) Ale dobrze już, dobrze, o czytelników dbać trzeba, będzie przepis z maszyny.
Chociaż prawda jest taka, że gdzieś tam w odmętach, nieprzebranych czeluściach tego bloga są już takie dwa przepisy. Właśnie na orkiszowy z automatu, chyba nawet na zakwasie. Ale prawda jest taka, że początki tego bloga były trudne. Eeehh, jak czytam te stare wpisy to mi wstyd nieco :) Takie jakieś suche i bez duszy wcale. Bleee... Więc zróbcie mi przyjemność i nie szukajcie tamtych przepisów.
A jak jeszcze drugą przyjemność chcecie mi zrobić to poklikajcie co-nieco w te reklamy na bocznym pasku z prawej strony :) Będę bogaty! :) Normalnie kilkadziesiąt takich klików i mi na torebkę mąki wystarczy! :)


---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

czwartek, 9 lutego 2012

Ciasto z mąki pełnoziarnistej z ananasem


Niedziela wieczór, grzecznie odpoczywam sobie, jak przykładny obywatel, znaczy w telewizor bezmyślnie się gapię i gdzieś z oddali dociera do mnie: "Paaaaaweł! Paaaweł! No Paweł, no słyszysz mnie? Coś słodkiego bym zjadła! No ty weź coś zrób! No chociaż biszkopt  jakiś, no cokolwiek. Weź no zrób!" Wyrwałem się z błogiego letargu, moje bezmyślne wpatrywanie się w ekran zostało brutalnie zakłócone i chcąc-nie chcąc wrócić musiałem do rzeczywistości, w której myśleć czasami trzeba. Patrzę w prawo i przypomniałem sobie, że to Madzia obok siedzi. Siedzi i marudzi, że głodna. Właściwie to nie głodna nawet tylko łasuch z niej straszny. Eehhh...
Dobra tam, biszkopta chce, żeby zapchać się tak tylko, to dostanie biszkopta. Parę minut roboty i będę mógł wracać do odmóżdżania się.
Ale patrzę i problema widzę. Wszelakich mąk mam w szafkach pewnie ze 30. Rodzaje bardzo różne, przeróżne, niektóre to nawet nie wiem czym są i do czego służą. Ale nie mam najzwyklejszej, najprostszej, tradycyjnej mąki pszennej. No w mordę skończyła się! Na zewnątrz -20 stopni, do sklepu ponad kilometr, zmotoryzowany nie jestem... O nieeee! Na pewno nie! Zostaję w domu. Ale co zrobić jak ta mi na kanapie marudzi? No coś innego zrobić :) Z czego można zrobić ciasto jakieś? Nie mam pojęcia, może pszenna pełnoziarnista się nada? Akurat miałem taką z naturo.pl.

No to szybkie myślenie, opracowanie receptury i ogień!


  • 250 g mąki pszennej pełnoziarnistej
  • 150 g masła
  • 125 g cukru trzcinowego
  • 4 jajka
  • 6 łyżek mleka
  • szczypta soli
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • ananas (lub inne owoce, które lubimy)

Masło z solą i cukrem ucieramy w misce na jednolitą masę. Dodajemy mąkę z proszkiem do pieczenia, dolewamy mleko i miarę możliwości znów na jednolitą masę rozcieramy.
Jajka (białka razem z żółtkami) ubijamy mikserem na puszystą masę, tak z 5-7 minut nam to zajmie. Potem jajka przelewamy do reszty składników i delikatnie, ale dokładnie mieszamy. Jak dokładnie wymieszamy to przelewamy do foremki na ciasto, na górę kładziemy ananasa (lub inne owoce, które lubimy) i pieczemy 30 minut w 180 stopniach.

A na talerzu można ozdobić wiórkami czekoladowymi. Lub czymś innym :)

Ciasto nie jest może jakieś takie "łaaaał", dupy nie urywa, gacie nie spadają. Jest po prostu całkiem smaczne jeżeli potrzebujemy coś na szybko, bo jak nie to umrzemy :)

Nooo, i ten... nooo... Nie chcę być nudny, ale poklikajcie mi trochę w te reklamy na bocznym pasku z prawej strony :)











Delikatesy ekologiczne naturo.pl

Najbogatsza oferta produktów ekologicznych i naturalnych w Polsce, możliwość dostawy na terenie całego kraju. Przejrzysty podział na kategorie, blisko 3000 produktów ekologicznych i naturalnych oraz wyjątkowo niskie ceny i zaskakujące promocje.

Delikatesy Naturo.pl – Zapraszamy na ekologiczną stronę życia.




--------------------------------------------------------------------- 
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

wtorek, 7 lutego 2012

Chleb z mąki ryżowej



Zachciało mi się chleba. Znaczy się zrobić mi się zachciało. No i tak myślę jaki zrobić, myślę, szafki przeglądam żeby zobaczyć co mam. No i widzę, że wciąż mam całkiem pokaźną ilość dziwnych produktów z naturo.pl. Tak patrzę na nie i widzę, że co jeden to dziwniejszy. A tak mi wysłali, bo chcieli sprawdzić jaki twardziel jestem i co z tymi dziwnymi produktami zrobię :) Albo może za wszelką cenę chcieli się pozbyć rzeczy, z którymi sami nie wiedzieli co zrobić, hie hie. No nic, zakasałem rękawy, założyłem fartuszek i z miną filmowego twardziela niskim głosem stwierdziłem: OK, CHALLENGE ACCEPTED.
Zatem z paczki oznaczonej wielkim czerwonym napisem: "Mąka quinoa, płatki quinoa, mąka z ciecierzycy... Co to k**wa jest?!  No to cię, Paweł, ziomy z naturo.pl załatwiły :)" wyjąłem mąkę ryżową, mąkę sojową, mąkę pszenną pełnoziarnistą i siemię lniane.

A tak na marginesie ogłaszam konkurs bez nagród :) Co, w mordę, można zrobić z tych właśnie składników (quinoa i mąka z ciecierzycy)? Ma ktoś jakiś pomysł? Pomóżcie, bo jak uda mi się rozwiązać wszystkie zagadki, tzn. zjeść/zużyć wszystkie produkty to dostanę kolejną paczkę żywnościową :)

Ale wracając do tematu... Wyjąłem to co napisałem i stwierdziłem, że pora zatem na chlebek ryżowy. Takiego jeszcze ani sam nie robiłem, ani nigdzie nie jadłem. W ogóle o takim nie słyszałem :) Podumałem zatem jak dopasować składniki, podumałem i dopasowałem.

300 ml wody
20 g świeżych drożdży
1 łyżka oleju z pestek winogron
1,5 łyżeczki soli
1 łyżeczka cukru

Zacznijmy od wyprażenia siemienia. Znaczy się wrzucamy go na suchą patelnię na malutki ogień. Tak na jakąś minutę, może dwie. Jak zacznie strzelać i uciekać z patelni to znaczy, że już ma dosyć. Wyłączamy patelnię i czekamy parę chwil żeby siemię przestygło.
A w międzyczasie wszystkie pozostałe składniki bez zbędnych ceregieli wrzucamy do dużej miski. Dodajemy przestudzone siemię i wyrabiamy ciasto. Tym razem nie musimy tak jakoś bardzo długo, wystarczy 10 minut. Ale uczciwie tak.
No i przykrywamy szmatką i zostawiamy na 1 godzinę do wyrośnięcia. Ciasto nie będzie jakoś tak wielce wyrastało, ale trochę wyrośnie.
Potem przez kilka sekund znów je powyrabiać i przełożyć do foremki (jakoś tak wyłożonej papierem do pieczenia, czy natłuszczonej, czy co tam lubicie). W sumie nie będzie bardzo dużo tego ciasta więc przyda się jakaś mała foremka, jeśli macie taką.
No i znów pod ściereczką na godzinę do wyrastania. Znów trochę tam wyrośnie i pieczemy przez 45 minut w 200 stopniach.

Dodam, że chleb miał smak dość specyficzny. Nie, nie chcę przez to powiedzieć, że był niesmaczny. Absolutnie nie! Gdyby był niejadalny to by się tutaj nie znalazł, przemilczałbym fakt, że zrobiłem jakąś porutę :) Smak po prostu jest specyficzny, bo w sumie chleb w większości jest z ryżu. A jak powszechnie wiadomo ryż to nie to samo co zboże :)
Smakuje więc zupełnie inaczej niż wszystkie chleby jakie robiłem/jadłem. Ale to właśnie akurat dobrze. Fajnie jest raz na jakiś czas nowy smak spróbować. Poza tym miał mega chrupiącą skórkę!

A jak będziecie ładnie klikać w te reklamy z prawej strony na bocznym pasku to będę miał dużo pieniążków i będę mógł fajne rzeczy robić :)










Delikatesy ekologiczne naturo.pl
Najbogatsza oferta produktów ekologicznych i naturalnych w Polsce, możliwość dostawy na terenie całego kraju. Przejrzysty podział na kategorie, blisko 3000 produktów ekologicznych i naturalnych oraz wyjątkowo niskie ceny i zaskakujące promocje.
Delikatesy Naturo.pl – Zapraszamy na ekologiczną stronę życia.


---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

sobota, 4 lutego 2012

Sałatka makaronowa z grillowanym kurczakiem



W poprzednim poście odgrażałem się, że wkrótce będzie sałatka z grillowanym kurczakiem. No to jest właśnie :) Przypomnę, dla tych co regularnie nie śledzą.... Siedzieliśmy zmelanżowani z Madzią, po tym jak dzień wcześniej nawiedzili nas Szczur, Ania i Zocha i próbowaliśmy dojść do siebie po tym wydarzeniu. No i trwał wyścig głowy z żołądkiem. I tak raz kac wysuwał się na prowadzenie, raz głód, i tak się zamieniali miejscami. Aż w końcu kac został w tyle, głód ostro dał do przodu więc trzeba było się zwlec i kolację zrobić. A że byliśmy już w temacie sałatki, bo cały dzień dojadaliśmy tę z poprzedniego dnia to i na kolację zrobiłem sałatkę. Ale inną zupełnie. To znaczy też makaronową, ale z grillowanym kurczakiem. Tak samo jak poprzednio nie podam konkretnych ilości, to już każdy wedle smaku i gustu sobie dopasuje. Tylko składniki.

Na sałatkę:
makaron wstążki
pierś z kurczaka
ser feta
pomidorki koktajlowe
orzeszki ziemne
szczypiorek
sól, pieprz

Na sos:
2 łyżki octy balsamicznego
1 łyżka sosu sojowego
2 ząbki czosnku
2 łyżki oliwy z oliwek

Oczywiście jak robimy dużo sałatki to sosu możemy więcej zrobić, ważne tylko żeby proporcje były zachowane.

Pierś z kurczaka grillujemy. Najlepiej jak akurat mamy rozstawionego takiego zwykłego grilla. Ale pewnie nie mamy. Więc ja mam na przykład takiego domowego elektrycznego grilla, naprawdę fajna rzecz. Byłem dość sceptycznie do tego zakupu nastawiony, ale jedzenie smakuje naprawdę jak z prawdziwego grilla. Albo możemy na patelni grillowej od biedy to zrobić. A jak już naprawdę nie mamy jak tu już niech będzie po prostu na patelni podsmażany. Ale nie mówcie o tym nikomu :)
To znaczy pierś kroimy na plastry i dopiero te plastry grillujemy.
Zdejmujemy z grilla, kroimy na części, ale takie raczej dość duże i ciach do miski.
W międzyczasie gotujemy makaron, studzimy i do tej samej miski.
Orzeszki też do miski. Pomidorki koktajlowe kroimy na pół i lecą w ślad za orzeszkami. Szczypiorek siekamy, fetę też jakoś tam kroimy i wszytko do miski. Sól i pieprz również.
Robimy sos i też do miski. I dokładnie mieszamy. No i już możemy jeść.
To jest dość ciężka sałatka, pewnie przez ten czosnek i sos więc z powodzeniem może być daniem obiadowym.

A ci co jeszcze nie klikali w reklamy z prawej strony to już wiedzą co mają zrobić, tak? :)


---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

czwartek, 2 lutego 2012

Sałatka z makaronem


Tym razem prosty przepis na szybką przekąskę.


Otóż ostatnio odwiedzili nas znajomi, których nie widziałem, tak żeby nie skłamać 7, może 10 lat. Zośka, Szczur i dziewczyna Szczura Ania. Eeeh, aż łezka w oku mi się zakręciła, wiele razem przeszliśmy, wiele wypiliśmy... :) No i z tej okazji trzeba było na szybko cokolwiek przygotować. Tak żeby stało sobie na stole między butelkami i ładnie wyglądało. No to sałatka makaronowa. Łatwa w zrobieniu, a i najeść się można, gdyby ktoś potrzebował.
A wyszła naprawdę smaczna. Szczur, Zocha i Ania zarzekali się, że oni to nieeee, że oni po obiedzie, oni może później, a może w ogóle innym razem... Pierwszy się Szczur odważył, a potem to już poszło jak efekt kuli śnieżnej :) Talerz za talerzem szedł, myślałem, że się przy tych miskach to pobiją :)

Nie podaję jakichś konkretnych proporcji, po prostu ile będziecie chcieli tyle dacie poszczególnych składników. Napiszę tylko co dać trzeba.

makaron rurki
papryka
świeży ogórek
koperek
cebula
ser feta
szynka
oliwki
sól
pieprz
ocet balsamiczny

Makaron gotujemy, odlewamy i zostawiamy do ostygnięcia.
Ogórka, paprykę i szynkę kroimy w kostkę, cebulę w talarki. Fetę też jakoś tam kroimy jak nam wyjdzie. I tak się rozpaćka na malutkie kawałki. Koperek siekamy. A oliwki na pół kroimy.
Dodajemy wszystko do siebie w dużej misce, przyprawiamy solą i pieprzem, dolewamy odrobinę octu balsamicznego (to naprawdę ważny składnik) i mieszamy. Możemy przed jedzeniem schłodzić w lodówce.

Sałatkę dojadaliśmy z Madzią jeszcze następnego dnia, bo naprawdę pokaźną ilość zrobiliśmy. A na kolację tego właśnie następnego dnia zrobiłem kolejną sałatkę, tak żeby klimat utrzymać. Też makaronową, ale z grillowanym kurczakiem. Przepis wkrótce, w kolejnym poście :)

I pamiętajcie o klikaniu w reklamy z prawej strony :)


---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...