wtorek, 31 stycznia 2012

Chleb żytni na żurku


Aaaaa! Aaaaa-aaaaa! Teraz tutaj powinno wystąpić jakieś zdanie powszechnie uważane za wulgarne, aczkolwiek pokazujące niezwykły entuzjazm, coś w stylu: o k***a, ja pie****ę! :)

Zrobiłem najlepszy chleb w swoim życiu! Absolutny best of the best! Mam tutaj pewnie prawdopodobnie ponad 150 przepisów na wszelakie pieczywka, ale to jest kompletny masakrator! W cuglach wysunął się na prowadzenie, lekko minął peleton i pognał 1000 km dalej! Łaaał, jestem już ponad godzinę po kolacji, ale jeszcze nie mogę się otrząsnąć. A najlepsze jest to, że tak kompletnie od czapy ten chleb robiłem, tak wrzucałem co miałem, żeby sprawdzić co wyjdzie. Na szczęście zawsze jestem bardzo skrupulatny i zanim tak "na odpierdol" wszystko wrzuciłem to dokładnie to poważyłem. Więc przepis dla was mam.
A niesamowite w tym chlebie jest to, że smakuje prawie jak pumpernikiel! Prawie. Myślę, że gdyby dłużej siedział w piekarniku to by identycznie smakował. Kiedyś to sprawdzę.
Niestety oprócz swoich niezaprzeczalnych plusów dodatnich chleb ten ma też, niestety, plusy ujemne. Ale wiadomo, ważne żeby plusy ujemne nie przesłoniły nam plusów dodatnich. I na szczęście nie przesłaniają :) A zady i walety zawsze być muszą.


W sumie wady ma dwie, może trzy. Ale dwie spore. Otóż po pierwsze i najważniejsze: nienawidzę takiego ciasta! Tak bardzo się do dłoni klei, że ledwo można je wygniatać! Jakby się gigantyczną gumę to żucia wygniatało, bleeee! Paskudztwo. Naprawdę ze dwa, czy trzy razy chciałem już zrezygnować i wywalić to ciasto. Uff, dobrze, że tego nie zrobiłem :) Dwa: podczas wyrabiania i wyrastania cuchnie jak stary wigwam! O ja pierdziu, najlepiej wyrabiać w masce przeciwgazowej, a na czas wyrastania się wyprowadzić :/ Nie żartuję. Żurek w połączeniu z zakwasem i czosnkiem tworzy chyba jakiś dziwny związek, którym z pewnością powinien się zainteresować sanepid. Albo chociaż wojsko, bo broń biologiczna jak znalazł. Czy tam chemiczna... Oprócz tego to wszystko wygląda mocno nieapetycznie: jak błoto. Serio. Aż dziw bierze, że efekt końcowy był tak niesamowity! :) Problemem jest też to, że koszmarnie długo się ten chleb robi, tak naprawdę ponad dobę. A co, taki sobie przepis wymyśliłem :) Bo jak odstawiłem do pierwszego rośnięcia to zupełnie nie wyrastał i dopiero po 12 godzinach nieco się podniósł. Więc obrobiłem jak trzeba i pozostawiłem do drugiego rośnięcia. Ale miałem imprezę więc nie bardzo mogłem się nim zajmować. Więc dopiero po kolejnych 12 godzinach do niego zajrzałem :) Nie wiem, być może można krócej, ale wolę nie ryzykować - ten smak jest warty tego czekania.
Ale dobra, rozpisałem się nieco. Pora jakieś konkrety przedstawić.
Albo nie, nie pora, najpierw jeszcze dodam, że znowu korzystałem z dobrodziejstw Bogutyn Młyn. Kto wie, może to też miało wpływ na smak? :) Tym razem prosto z młyna użyłem:

Zatem gdy już wiecie gdzie co kupić to pora na przepis:

400 ml żurku
100 g aktywnego zakwasu
2 łyżeczki soli himalajskiej (jeżeli używamy zwykłej soli to tylko 1 łyżeczka)
1 łyżeczka cukru
2 duże ząbki czosnku (takie naprawdę duże, takie jak 4 małe/średnie)
5 g świeżych drożdży (taka malutka kuleczka)
2 łyżki oleju
białko i mleko do posmarowania - na glazurę

Parę wskazówek:
Tak jak pisałem już: jeżeli nie mamy soli himalajskiej i używamy zwykłej to tylko 1 łyżeczka. Ta himalajska jest jakaś taka mniej słona moim zdaniem. Ale za to zdrowsza.
Zakwas musimy dokarmić, tzn. aktywować go na 12 godzin przed użyciem.
Żurek taki zwykły w butelce, ze sklepu.
To chyba wszystkie wskazówki.
Więc teraz po prostu wszystko tak jak mamy wrzucamy do dużej misy (czosnek przeciskamy przez zgniatarkę) i wyrabiamy. Na szczęście mąka żytnia nie potrzebuje tyle gniecenia co pszenna więc wystarczy 10 minut. Ale to będzie koszmar. Wspominałem już, że ciasto będzie się lepiło do dłoni i w żaden sposób nie będzie chciało zejść. Jakoś musimy się z tym pogodzić. W dodatku ten połączony fetor zakwasu, czosnku i żurku. Eeeee... Bądźcie dzielni, wytrzymajcie, a nagroda was nie ominie. Po tych 10 minutach zagniatania przyda się jakiś nóż żeby z dłoni zeskrobać lepiące się ciasto. Inaczej nie da rady.
No i zawijamy szczelnie miskę folią spożywczą i zostawiamy na 12 godzin. Niech sobie w spokoju fermentuje i produkuje fetorek :) Przez ten czas ciasto trochę podrośnie, ale w sumie bez rewelacji. Ale luz, nie przejmujcie się. Moczymy dłonie (do mokrych mniej się lepi) i przekładamy ciasto do foremki (tak dla przykładu wyłożonej papierem do pieczenia). Wygładzamy wierzch, przykrywamy ściereczką (już nie folią i nie jakoś tak bardzo szczelnie) i znowu zostawiamy na 12 godzin. Znowu trochę wyrośnie, ale znowu nie tak jakoś bardzo. Tak po prostu ma być.
Smarujemy po wierzchu białkiem rozrobionym z odrobiną mleka i pieczemy 1,5 godziny w 200 stopniach.
Nie jemy na ciepło! Wyjmujemy na kratkę i czekamy aż porządnie, zupełnie przestygnie. Na ciepło może być bardzo klejący w środku, dopiero jak wystygnie (najlepiej poczekać do następnego dnia) nabiera swojej formy i właściwości.

A przy okazji bądźcie tacy mili i kliknijcie mi w te reklamy z prawej strony, co? :)

A na koniec przekaz podprogowy: Karolinaaaaaa, tym razem naprawdę masz czego żałować! :)

---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

sobota, 28 stycznia 2012

Chleb orkiszowy ze słodem jęczmiennym


Ostatnio, niedawno temu, zrobiłem chleb z mąki orkiszowej. Madzia tak się na niego napaliła, że specjalnie dla niej postanowiłem zrobić jeszcze raz. Ale tym razem inny, zupełnie inny. Ale też orkiszowy. A właściwie to mieszany. Bo tamten wcześniejszy był tylko z mąki orkiszowej, a ten taki pół-na-pół.
Już w poniedziałek go zrobiłem, ale jakoś czasu mi brakło na wpisanie tutaj przepisu. Teraz jest późna noc, północ za parę minut i wreszcie czas mam. Więc piszę.
A chlebek jest nietypowy, bo po raz pierwszy użyłem słodu jęczmiennego. Rewelacja! Polecam każdemu. Słód ten genialnie wpłynął na kolor chleba (co widać na zdjęciach), poza tym dzięki niemu wyszła fantastyczna skórka. Nie za twarda, a jednocześnie chrupiąca. Naprawdę świetna. I zapach taki jakiś inny, ciekawy bardzo.
Do chleba użyłem też himalajskiej różowej soli. W ogóle nie wiedziałem o istnieniu takiego czegoś, ale ostatnio odkrywam wiele tajemnic :)
Sól ta w ogóle podobno jest bardzo zdrowa, zawiera 84 pierwiastki niezbędna dla człowieka, i takie tam. Ogólnie polecam poczytanie o tej soli, bo ja wielu ciekawych rzeczy się dowiedziałem. Chętnie na stałe się na tę sól przerzucę.
A te wszystkie smakołyki zawdzięczam firmie Bogutyn Młyn. Przysłali mi parę produktów (pewnie pomyśleli, że biedny chłopiec nie ma co jeść :)) żebym sobie chleby porobił.
Wspomnę jeszcze o drożdżach. W sumie drożdże jak drożdże, ale wspomnę o nich z ekonomicznego punktu widzenia. Bo do tej pory przeważnie używałem świeżych drożdży. Tanie, dobre, tylko termin trwałości krótki niestety. Dlatego zawsze, na wszelki wypadek, miałem w szafce schowaną paczkę, czy dwie takich suszonych drożdży. Nie wiem jak u was w sklepach, ale u mnie jedyne suszone drożdże jakie są dostępne to Dr Oetkera, takie w zielonych torebeczkach. I one kosztują tak około 1,50-1,70. Tak mi się wydaje. Taka paczuszka 7 gram.
A teraz razem z kilkoma innymi rzeczami dostałem też z Bogutyn Młyn taką wielką paczkę suszonych drożdży. 100 gram. Zaciekawiony wszedłem na ich stronę i oczom nie wierzę! Taka wielka paczka tylko 5 złotych! No kurcze, ledwie 3 razy drożej od Dr Oetkera, ale za to jest tego 15 razy więcej! Naprawdę polecam.

Trochę się rozpisałem, pora chyba zagęścić ruchy.
Czyli z Bogutyna użyłem:

A przepis wygląda tak:

220 ml wody
1 łyżka oliwy
2 łyżeczki soli (jeżeli używamy zwykłej soli, a nie tej himalajskiej to wystarczy 1 łyżeczka. Ta himalajska jest mniej słona)
1 łyżeczka cukru

Wszystkie składniki umieszczamy w misce i mieszamy. Znaczy się wyrabiamy ciasto. Tak przez 15 minut. Przykrywamy ściereczką i zostawiamy do wyrośnięcia na 1 godzinę. Potem przekładamy do foremki i znów zostawiamy pod przykryciem do wyrośnięcia. Powinno wystarczyć 45 minut żeby tak z górką z foremki wyrosło. No i pieczemy 45 minut w temperaturze 190 stopni.
Wyjmujemy, studzimy na kratce i takie tam... :)

I na koniec dobre wieści dla "maszynistów". Ten chlebek bez najmniejszego problemu można też zrobić w maszynie chlebowej. Proces jak zawsze: wszystko razem do maszyny, ustawiamy wagę około 750 g (jak możemy mniej to nawet lepiej), odpalamy program trwający około 3-3,5 godziny i gotowe. Siadamy przed telewizorem i czekamy.

Smacznego i zapraszam do Bogutyn Młyn na tanie zakupy :)


---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

czwartek, 26 stycznia 2012

Bliny


Dzisiaj dalszy ciąg przepisów weekendowych, czyli opowieść o tym co i jak jedliśmy z Madzią i Justyną. Całą historia jest w poprzednim poście, więc powtarzać raczej nie będę. Co by was nie zanudzać :)
Powiem tylko, że jak Madzia z Justą poleciały do sklepu po kolejną porcję alkoholu (nawet nie podejrzewałem, że człowiek jest w stanie tyle wypić :)) ja zabrałem się za bliny. A cytując Wikipedię bliny to "tradycyjne danie kuchni rosyjskiej, w szczególnie dużych ilościach spożywane w okresie ostatków, w tygodniu poprzedzającym Wielki Post, zwanym maslenica (tydzień naleśnikowy)"
A mówiąc tak po prostu są to placuszki z mąki gryczanej. A dodać muszę, że mąkę gryczaną mam ze sklepu ekologicznego naturo.pl, o którym już wspominałem. Który to sklep przesłał mi "paczkę żywnościową" do testów. Ale i o tym mowa już była wcześniej :)
Nie mniej jednak paczka to cieszy mnie niezmiernie z kilku względów. Np. dlatego, że znalazłem tam mąkę gryczaną, której nigdy dotąd nie używałem.

Zatem podsumowując i przechodząc do przepisu, z prezentów od naturo.pl użyłem:

Zatem (po raz drugi):
250 g mąki gryczanej prażonej bio
100 g mąki pszennej pełnoziarnistej bio
25 g świeżych drożdży
1 łyżeczka cukru
500 ml ciepłego mleka
1 żółtko
50 g roztopionego masła
1 łyżeczka soli
olej do smażenia
dodatki: ser Bieluch, koperek (lub cokolwiek, co kto lubi)


Z naszego mleka odlać 50 ml, rozpuścić w nim drożdże z cukrem i 2 łyżkami mąki pszennej. Zamieszać i odstawić na 15 minut. Żeby trochę wyrosło.
W dużej misce mieszamy resztę składników (oczywiście bez Bielucha i koperku), dodajemy wyrośnięte drożdże, mieszamy łyżką na jednolitą masę, przykrywamy i odstawiamy na 45 minut.
Nakładamy łyżką stołową na rozgrzaną patelnię z olejem i smażymy z obu stron.
Podajemy na ciepło przyozdobione serem i koperkiem (czy czym tam lubimy). U mnie na zdjęciu widać jeszcze dżemik żurawinowy, ale okazał się od niezbyt dobrym pomysłem, chyba nie pasuje. Moim zdaniem najlepiej wchodzi właśnie z Bieluchem, albo po prostu z gęstą kwaśną śmietaną. Można posypać świeżo zmielonym czarnym pieprzem.











Delikatesy ekologiczne naturo.pl
Najbogatsza oferta produktów ekologicznych i naturalnych w Polsce, możliwość dostawy na terenie całego kraju. Przejrzysty podział na kategorie, blisko 3000 produktów ekologicznych i naturalnych oraz wyjątkowo niskie ceny i zaskakujące promocje.
Delikatesy Naturo.pl – Zapraszamy na ekologiczną stronę życia.

---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

wtorek, 24 stycznia 2012

Naleśniki pszenno-jaglane z farszem warzywnym


Witam szanownych czytelników, witam :)
Dzisiaj tak jak w tytule: danie raczej obiadowe. Chociaż w sumie naleśniki na śniadanie to też pomysł nie byle jaki. Zresztą jak tam lubicie, mi wszystko jedno :)

Otóż tym razem za sprawą ekologicznego sklepu internetowego natusfera.pl wszedłem w posiadanie kilku ciekawych produktów, m.in. mąki pszennej pełnoprzemiałowej grubomielonej i mąki jaglanej.
Jaglanej to w ogóle nigdy jeszcze nie używałem, natomiast pszenna grubomielona mnie miło zaskoczyła. Bo dotąd kupowałem mąki tylko w hipermarketach, nie latałem nigdy po eko-sklepach. A jak się okazało to spory błąd, eko-sklepy są fajne (dlatego właśnie polecam zerknięcie na www.natusfera.pl) A dlaczego taki zaskoczony byłem? Bo dotąd jedyna mąka pszenna pełnoziarnista jaką znałem, czyli taka jaka jest powszechnie dostępna w hipermarketach, to mąka firmy Lubella. No i używałem jej z naiwnym przeświadczeniem, że używam mąki pełnoziarnistej. Znaczy może i jest pełnoziarnista, nie znam się, w młynie nie pracuję :) Ale z mąką pszenną pełnoprzemiałową grubomieloną z natusfera.pl nie ma nic wspólnego :) Ta mąka z tego eko-sklepu jest naprawdę grubomielona! Grrrrubo! Jest super, ma takie mega zajebiaszcze "zanieczyszczenia", że aż ślinka leci :) No w końcu jest grubomielona, tak?

Zatem historia była taka (bo co to za przepis bez jakiejś mojej bezsensownej historyjki, prawda?) :
Na weekend wpadła do nas Justyna - przyjaciółka Madzi (coś czuję, że na dłużej zostanie testerką moich produktów, bo niestety Karolina - z przyczyn technicznych - chwilowo odstawiła się na boczny tor). I to dosłownie na weekend, bo jak przyjechała "tak na chwilę, tylko na wieczór" w sobotę, to wyjechała w poniedziałek :) No i jak popiliśmy nieco i jakieś tam inne rzeczy porobiliśmy to jeść się nam zachciało. A że człowiek już nieco zmęczony to i nic skomplikowanego robić się nie chce. Więc padł pomysł naleśników. Ale, że zawsze myślę o moim blogu (czyli o was :)) to nie mogły być to zwykłe naleśniki, bo to nuda przecież. Musiały zatem być jakieś inne. I oto one:

Ciasto:
800 ml mleka
szczypta gałki muszkatołowej
1/3 łyżeczki pieprzu ziołowego
1 łyżeczka majeranku
szczypta kurkumy
1/3 łyżeczka soli
1 łyżeczka soku z cytryny
1 łyżeczka oleju

Farsz:
1 duży por
2 średnie marchewki
70 g sezamu
2 duże ząbki czosnku (jak ktoś lubi to można więcej)
sól

Mieszamy w misce obie mąki, gałkę, pieprz, majeranek, kurkumę i sól. Dodajemy mleko i sok z cytryny, miksujemy porządnie i odstawiamy na 30 minut.
Potem dodajemy łyżeczkę oleju, mieszamy i smażymy naleśniki. Będą dość grube z racji tej naprawdę grubomielonej pszennej mąki.

Teraz farsz: 
Rozgrzewamy na patelni (albo najlepiej na woku, bo wygodniej) nieco oleju i wrzucamy pokrojonego pora i startą na grubych oczkach marchew. Mieszamy i podsmażamy ze 3 minuty. Dodajemy wyciśnięty czosnek i smażymy jeszcze minutę, czy dwie ciągle mieszając. Następnie dolewamy trochę wrzątku (tak z umiarem, nie za dużo, tak żeby na dnie trochę było) i dusimy warzywa do miękkości. Potem dosypujemy sezam, mieszamy i smażymy jeszcze przez chwilę, doprawiamy solą i gotowe.

Nakładamy na połowę naleśnika, drugą połową przykrywamy i gotowe :) Inaczej raczej się nie da zawinąć, bo tak jak pisałem naleśniki są dość grube.
Podawać z ulubionymi sosami.

Jedzonko naprawdę pyszne, Madzia z Justyną potwierdzają :)

A w kolejnym poście (wkrótce) rosyjskie bliny, które też serwowałem w ten pamiętny i uroczy weekend z Justyną :)

Dodam jeszcze tylko, że bliny Justynie smakowały, mi też, Madzi nie za bardzo. Czyli wygrywamy 2:1.
Zresztą dojadam je teraz pisząc ten przepis :)


---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

poniedziałek, 23 stycznia 2012

Stos cegieł, czyli (wyjątkowo) o książkach


Przepraszam was za porcję spamu, ale tym razem w miarę pożyteczny spam to będzie :)

Otóż jest sobie taka pewna Justysia i ma ona swój mały blog o książkach. Taki mały, bo póki co, hmm... jest właśnie mały :) Pisuje tam sobie o tym co przeczytała, co chce przeczytać, i takie tam... I trochę o górach, bo wspinać się też Justysia lubi. No i właśnie jest plan pewien :)
Wejdźcie na jej bloga, może wam się spodoba i zostaniecie na dłużej. Jak Justyś zobaczy, że wejść ma dużo to może się zmobilizuje nieco i częściej pisać będzie. A wtedy może to już nie będzie taki mały blog :)

Zatem z góry dziękuję wszystkim, którzy zapragną chociaż odrobinę zmobilizować Justę do częstszego pisania :)
Zapraszam zatem do Stosu Cegieł.

---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

piątek, 20 stycznia 2012

Chleb orkiszowy z sezamem



Wspominałem parę dni temu na fejsbuku o nawiązaniu współpracy ze sklepem ekologicznym naturo.pl. Fajny sklep, naprawdę ogromny wybór i to nie tylko jedzenia, ale i artykułów higienicznych, środków czystości, czy kosmetyków. Jeżeli kogoś kręci ekologia to jest właśnie doskonałe miejsce dla niego. Zresztą jak kogoś nie kręci to też, bo sklep jest naprawdę fajny.
Ale o co chodzi z tą współpracą? Otóż dostałem od nich "paczkę żywnościową" w ramach testów. No i właśnie mamy pierwszy test. Zaliczony pomyślnie :) Baaaardzo pomyślnie :) Po prostu czuć w smaku, że chleb zrobiłem z innej mąki niż takiej "sklepowej". Bądźmy szczerzy, zwykle kupuję najtańszą mąkę. Co prawda chleb z niej i tak jest pierdyliard razy lepszy niż jakiś niejadalny zajzajer ze sklepu, ale ta mąką z naturo.pl miażdży. Czuć różnicę. Jednak "eko" to nie tylko pusty slogan, to naprawdę jest smak.
Zresztą tak samo sezam. Miałem w domu trochę sezamu z jakiegoś hipermarketu, na wagę kupionego i mam teraz "sezam łuszczony bio" z naturo.pl. Właściwie smaku nie ma co porównywać, mam wrażenie, że to zupełnie inny produkt. I naprawdę nie piszę tego tylko dlatego, że dostałem od nich żarcie za gratisa, tylko faktycznie coś w tej eko-karmie jest, coś co smakuje :)

A swoją drogą czym się różni sezam łuszczony od nie łuszczonego? Pewnie w necie bym znalazł informcje, ale... Ale nie chce mi się :) Bo jestem zajęty pisaniem dla was tego przepisu :) Jak ktoś wie, to proszę o info w komentarzu :)

A z "paczki żywnościowej" do dzisiejszych testów użyłem:

Zatem konkrety:

300 ml ciepłej wody
2 łyżeczki soli
25 g świeżych drożdży (lub 7 g suchych)
2 łyżki oliwy z oliwek
2 łyżeczki miodu
odrobina mleka do posmarowania chleba

Mąkę i sól mieszamy w dużej misce, wkruszamy drożdże. Mieszamy i robimy w środku dołek. A do niego wlewamy oliwę, miód i wodę. I porządnie wyrabiamy ciasto przez 15 minut. Ciasto pewnie będzie trochę klejące, ale nie dosypujmy więcej mąki. Ma być tak jak jest.
Od razu po wyrobieniu ciasto przenieść do foremki (najlepiej wyłożonej papierem do pieczenia). Tak żeby z połowę foremki wypełniało, bo jeszcze urośnie sporo. No i właśnie zostawić na 1-1,5 godziny do wyrośnięcia. Tuż przed włożeniem do piekarnika posmarować wierzch chleba mlekiem i wysypać sezamem.
Piec w temperaturze 200 stopni przez 60 minut.

Inspirację czerpałem z mojewypieki.blox.pl.

Chleb wyszedł naprawdę pyszny. Czy to zasługa ekologicznych produktów z naturo.pl? Cóż, nie wiem, ale nic nie stoi na przeszkodzie żebyście sami przetestowali :)










Delikatesy ekologiczne naturo.pl
Najbogatsza oferta produktów ekologicznych i naturalnych w Polsce, możliwość dostawy na terenie całego kraju. Przejrzysty podział na kategorie, blisko 3000 produktów ekologicznych i naturalnych oraz wyjątkowo niskie ceny i zaskakujące promocje.
Delikatesy Naturo.pl – Zapraszamy na ekologiczną stronę życia.


---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

środa, 18 stycznia 2012

Chleb tostowy dla leniwych


Są takie dni, że się nie chce. Ot tak po prostu. Siedzisz bezczynnie, mógłbyś zrobić sporo pożytecznych rzeczy, ale zamiast tego wolisz gapić się pusto w przestrzeń i mówić "nie!". Czasami każdy pewnie tak ma. Nawet ja :) Dlatego właśnie dzisiaj "chleb dla leniwych". Minimum wysiłku, maksimum smaku. Chleb wyszedł naprawdę dobry, miękki i jasny - taki właśnie "tostowy". Prawdę mówiąc już od dawna miałem ochotę na zwykły, prosty, pszenny, smaczny chlebek. Bez dziwactw, cudowania i wymyślnych składników :) Zwykły prosty chleb. I oto on! :)

340 g mąki pszennej
200 ml wody
15 g świeżych drożdży
1 łyżeczka cukru
1/2 łyżeczki soli
30 g ziaren słonecznika
odrobinę oleju do posmarowania

Skoro ma być prosto i dla leniwych to szybki i prosty przepis.
Co prawda prawdziwy przepis dla leniuchów powinien się zaczynać od słów: "Idź do najbliższego sklepu spożywczego...", ale aż tak łatwo nie będzie :)
Wszystko (poza olejem) do dużej miski i wyrabiamy. Niestety tutaj na moment odłóżmy lenistwo i wyróbmy to ciasto porządnie. Przez 15 minut.
A jak naprawdę masz lenia to możesz nawet i ze słonecznika zrezygnować, i tak wyjdzie pyszny chlebek :)
Jak już wyrobimy to przekładamy do foremki (wyłożonej np. papierem do pieczenia) i smarujemy od góry odrobiną (naprawdę odrobiną) oleju. Zostawiamy do wyrośnięcia na 1 godzinę.
A potem już tylko pieczemy przez 25 minut w 225 stopniach.

A jak naprawdę, ale tak naprawdę macie lenia, a w dodatku jesteście posiadaczami maszyny do wypieku chleba to dzisiaj macie raj. Po prostu wrzucacie wszystkie składniki do pojemnika (zajmie wam to około 1 minuty), ustawiacie jakiś program trwający około 3 godzin (kolejne 5 sekund pracy) i wracacie przed telewizor. A 3 godziny później cieszycie się pysznym pieczywem :)


---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

piątek, 13 stycznia 2012

Blog Roku 2011


Wczoraj ruszyło głosowanie na Blog Roku 2011. I otóż właśnie biorę w nim udział. A właściwie mój blog, bo ja to najwyżej mógłbym się załapać na Paszczaka Roku :)
Ale do rzeczy: jeśli nie macie ciekawszego zajęcia to zagłosujcie, proszę. Niestety głosowanie odbywa się przy pomocy SMSów, więc jest płatne. Ale jeżeli macie zbędną złotówkę (a konkretnie 1,23 zł) to będę baaaaardzo wdzięczny :)

SMS o treści H00197 na numer 7122

Z góry dziękuję :)

---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

wtorek, 10 stycznia 2012

Chleb z suszonymi pomidorami II



Tak, słowa dotrzymuję. Zawsze. Chociaż nie zawsze od razu :) Pewnie już z pół roku minęło jak Magdy mama poprosiła mnie o chleb z suszonymi pomidorami. Raz przypomniała, drugi raz przypomniała, możliwe że i trzeci raz również... I odpuściła. A sprawa musiała po prostu nabrać biegu, jak w urzędzie. Leżała na samym dole sterty, powoli, bardzo powoli, szła do góry, aż po jakimś pół roku znalazła się na wierzchu. I oto mamy chleb z suszonymi pomidorami! :) I wszyscy są zadowoleni: Magdy mama ma chleb, ja mam kolejny przepis, a Wy? Wy możecie poczytać sobie znowu o moich przygodach :)
A właśnie, macie jakiś pomysł na kolejny chlebek? :)

Inspirację czerpałem z bloga O Pysznym Jedzeniu. Szkoda, że od ponad roku jest już nieaktualizowany, bo przepisy są tam naprawdę rewelacyjne.

Z tych składników wyszły mi dwa bochenki:
600 g mąki pszennej
25 g świeżych drożdży
300 ml mleka
4 łyżeczki cukru
4 łyżeczki soli
1 łyżka (może być z górką) gęstego przecieru pomidorowego
60 g suszonych pomidorów
5 łyżek zalewy z suszonych pomidorów
5 łyżek oliwy z oliwek
1 duża cebula

I tak, mówię co następuje: Pomidory kroimy dość drobno, cebulę również. Wrzucamy do miski i zasypujemy mąką.
Całą resztę składników wrzucamy do garnka i lekko podgrzewamy. Nie za mocno, żeby nam drożdże nie padły. Jak będzie ciepłe to wlewamy do miski z mąką i wyrabiamy ciasto. Wyrabiamy tak z 15 minut, powinno być dość elastyczne. Tradycyjnie już przykrywamy ściereczką i zostawiamy do wyrośnięcia. Na 2 godziny.
Po tych 2 godzinach przekładamy do foremek (a chyba się jeszcze nie chwaliłem, że zacząłem używać foremek silikonowych. Genialne są! Nie trzeba ich niczym wykładać, ani smarować, a myje się je w 5 sekund!), znów przykrywamy ściereczką i zostawiamy na 1 godzinę, żeby znowu wyrosło.
Pieczemy 45 minut w 190 stopniach.
Gdybyście w trakcie pieczenia stwierdzili, że wierzch się wam troszkę przypala to przykryjcie chleby folią aluminiową.

---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...