środa, 31 sierpnia 2011

Pszenno-żytni chleb z suszonymi śliwkami


Ostatni przepis sierpniowy. Dokładnie miesiąc temu - 31 lipca - napisałem, że każdego dnia w sierpniu będę udostępniał jeden przepis. No i udało się! Otóż właśnie dzielę się z wami 31 sierpniowym przepisem :) Kurcze, może powinienem częściej takie akcje robić, co? :)
Tak więc jako ostatni z sierpniowych przepisów chciałbym zaprezentować wam pyszny, absolutnie pyszny chleb śliwkowy. Jest rewelacyjny, naprawdę! Trochę długo się go robi, ale warto ten czas poświęcić. Znaczy się nie to, że się robi, tylko wyrasta dłużej niż przeciętny chleb.
Dobra, troszkę się spieszę, bo zaraz muszę lecieć odebrać Magdę (bo znowu na swojej wiosce była i właśnie wraca) więc przejdźmy niezwłocznie do sedna:

100 g aktywnego zakwasu żytniego (dokarmionego ze 12 godzin wcześniej)
350 g mąki żytniej typ 720
130 g mąki pszennej
350 ml wody
20 g świeżych drożdży
150 g suszonych śliwek
1,5 łyżeczki soli
20 g otrębów żytnich

Tradycyjnie wszystko robimy w dużej misce: wrzucamy tam wszystko oprócz śliwek i otrębów. Śliwki wrzucimy później, a otręby są potrzebne do posypania już wyrośniętego chlebka.
Jak już wrzuciliśmy to mieszamy, tak ze 3 minuty. Dopiero wtedy wrzucamy śliwki i razem ze śliwkami mieszamy jeszcze 7 minut, tak żeby razem było 10 minut wyrabiania ciasta.
Nie napisałem jeszcze, że śliwki kroimy. Każdą śliwkę na 3 części. I dopiero wrzucamy. A jak ciasto wyrobiliśmy to przykrywamy ściereczką i odstawiamy do wyrośnięcia na 2,5 godziny.
A jak ciasto nam wyrośnie to przekładamy je do długiej keksówki wyłożonej papierem do pieczenia. Dobrze jest zmoczyć przy tym dłonie. Ciasto się bardzo klei, a do mokrych dłoni nieco mniej :) Jak już wypełnimy keksówkę to mokrymi dłońmi wygładzamy powierzchnię chleba i posypujemy otrębami. Możemy nieco przyklepać żeby się bardziej trzymały. Przykrywamy ściereczką i zostawiamy na kolejne 1,5 godziny.
Nagrzewamy piekarnik do 210 stopni i pieczemy około 45 minut. Po upieczeniu spryskujemy chleb wodą i chowamy do piekarnika (wyłączonego już, ale gorącego) na 5 minut. Po tym czasie wyjmujemy chlebek i studzimy na kratce.

Podobno zachowuje świeżość przez kilka dni, ale nie udało mi się sprawdzić, tak długo chlebek nie przetrwał! :)

---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

wtorek, 30 sierpnia 2011

Chleb wiejski III


Wróciłem razem z Magdą do domu, już dobrze po 20 było. Bo po pracy  trochę spraw na mieście miałem, potem poczekałem aż Magda angielski skończy, razem poszliśmy na szybkie zakupy do marketu i wróciliśmy do domu. Szybką kolację zjeść trzeba było to Magda jakiś cycek kurczakowy podgrzała na patelni z papryką, jogurtem, ryżem i pewnie czymś tam jeszcze. Ogólnie niezłe całkiem. Ale jak już się ogarnęliśmy, zjedliśmy, odpoczęliśmy moment to zaczęła powoli dochodzić 22. A chleba na rano nie ma. Eeehhh, i znowu po nocy robić będę. W sumie powinienem się już przyzwyczaić... No to jaki chlebek zrobić? Zaglądam do szafki w kuchni, a tam właściwie nic nie ma! Ani orzechów, ani rodzynek, ani płatków owsianych, czy otrębów, nawet mąki kukurydzianej! No nic, masakra po prostu, wszystko się skończyło! Mąka tylko, pszenna i żytnia, ocalała. No to nie mając zbyt wielkiego wyboru zrobiłem pszenno-żytni chlebek "wiejski" :)

400 g mąki pszennej pełnoziarnistej
200 g mąki żytniej typ 720 (lepszy byłby typ 1400, ale nie miałem)
30 g świeżych drożdży
300 ml letniej wody
2 łyżeczki soli
2 łyżeczki cukru

Mąki wsypujemy do dużej miski, dodajemy sól, cukier i mieszamy to razem. Wkruszamy drożdże, wlewamy wodę i zaczynamy wyrabiać ciasto. Wyrabiamy około 15 minut. Ciasto zrobi się sprężyste, nie będzie się kleiło do miski i dłoni. Wtedy przykrywamy miskę ściereczką i zostawiamy na godzinę do wyrośnięcia.
Po godzinie wyjmujemy na blat, znów krótko wyrabiamy, wałkujemy na placek grubości około 1 cm i formujemy okrągły bochenek (tak jakbyśmy zawijali sakiewkę). Staramy się jak najlepiej naciągnąć w powierzchnię chleba. Wierzch płytko nacinamy w kratkę ostrym nożem.
Kładziemy chlebek na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i znowu przykrywamy na godzinę.
Nagrzewamy piekarnik do 220 stopni i pieczemy chleb około 40 minut.

Gotowe i smacznego! :)

A jutro 31 dzień sierpnia i 31 sierpniowy przepis, ostatni w tym miesiącu. Ufff, udało mi się :)

---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Klasyczny chleb żytni


Tak jak w tytule - zwykły, klasyczny, najprostszy z prostych chleb żytni. I bardzo smaczny do tego :) A co ciekawe robi się go szybciej niż większość chlebów. Co dodatkowo podnosi jego wartość :) Bo właśnie noc późna - jak zawsze jak się za pieczenie biorę - i pomyślałem, że własnie takiego trochę szybszego chlebka potrzebuję, żeby możliwie jak najszybciej spać iść. Nie jest może jakiś super szybki, ale w stosunku do przeciętnego chleba zyskujemy ze 40 minut. Czyli w sumie sporo.

375 g mąki żytniej typ 720
20 g drożdży
250 ml letniej wody
1 łyżka oliwy z oliwek
1 łyżka miodu
1 łyżeczka soli
2 łyżki słonecznika - do posypania po wierzchu

Wszystko - oprócz słonecznika - wrzucamy do dużej miski i wyrabiamy 10 minut. Ciasto niestety będzie z gatunku tych, których nie lubię najbardziej, czyli będzie się bardzo bardzo lepiło do dłoni. Ale takie ma być. Po 10 minutach wyrabiania odstawiamy pod przykryciem na 40 minut. W tym czasie ciasto ładnie wyrośnie.
Potem mokrymi dłońmi (żeby ciasto się mniej lepiło) przekładamy do keksówki wyłożonej papierem do pieczenia. Moczymy jeszcze raz dłonie i wygładzamy wierzch. Przykrywamy ściereczką i odstawiamy na 40 minut. Znowu ciasto nam ładnie wyrośnie. Posypujemy słonecznikiem, możemy lekko palcami ponaciskać żeby ziarna lepiej przywarły.
Nagrzewamy piekarnik do 190 stopni i pieczemy chlebek przez 40 minut. Wyjmujemy z piekarnika, wyjmujemy z formy i studzimy na kratce.
Moim zdaniem chleb żytni lepiej smakuje na zimno (w odróżnieniu od pszennego) więc dajmy mu spokojnie przestygnąć :)

AKTUALIZACJA (19.06.2012):
Pod tym przepisem pojawiło się kilka krytycznych komentarzy. Zasmuciło mnie to wielce, bo martwię się jak komuś nie udają się wypieki z moich przepisów. Postanowiłem zatem sprawdzić skąd i dlaczego tak wiele osób psy na mnie i na tym przepisie wiesza. No i okazało się, że faktycznie, mogło nieco nie wyjść... Teraz już wszystko poprawiłem i powinno już być dobrze. Generalnie za wysoka była podana temperatura pieczenia i zbyt długi czas. Nieco zmniejszyłem też ilość drożdży. Przepraszam wszystkich, którzy próbowali i się nie udało. Mam nadzieję, że teraz, po tych poprawkach, już będzie dobrze.

---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

niedziela, 28 sierpnia 2011

Co Magda zrobiła w sobotę na śniadanie?


Nie bardzo wiedziałem jak nazwać tę potrawę, czyli jaki dać tytuł posta. Myślałem i myślałem, aż w końcu dałem taki jak widać :) No więc co Magda zrobiła na śniadanie?
Otóż śpię sobie grzecznie, nikomu nie przeszkadzam (no może za wyjątkiem kotów - rozwaliłem się jak kłoda na łóżku i dla nich już miejsca nie ma :)), aż tu nagle jakieś zapachy mnie budzą. Otwieram oko (tylko jedno - na drugie jeszcze nie pora była), patrzę na zegar, a tam 10:30. "No żesz motyla noga" - zakląłem szpetnie, bowiem zaplanowaliśmy wstanie o 7:30 żeby kilka pilnych spraw załatwić. No nic, za późno na żale, teraz mogę się co najwyżej zapachami z kuchni delektować. Próbuję się na łokciu lekko podnieść, a tu już Magda z gotowym śniadaniem do pokoju wpada :) A oto owo śniadanie:

świeży szpinak
bakłażan
pomidorki koktajlowe
makaron wstążki
ser żółty
słonecznik, sezam
pieprz, słodka papryka
sos sojowy

Gotujemy makaron. W międzyczasie myjemy świeży szpinak i dusimy na patelni w niewielkiej ilości oleju i sosu sojowego. Bakłażana kroimy na pół-plasterki i dusimy razem ze szpinakiem. Pod koniec duszenia dodajemy pokrojone na pół pomidory koktajlowe i jeszcze trochę dusimy. Doprawiamy pieprzem i słodką papryką, dosypujemy słonecznika i sezam. Mieszamy, dusimy przez moment.
Nakładamy do miseczki makaron, zalewamy go naszymi duszonymi warzywkami i od wierzchu posypujemy startym żółtym serem.
Pychota!

Dziękujemy Magda! :)

---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

sobota, 27 sierpnia 2011

Pasztet z królika według Danusi


Nie mogłem nie podzielić się z wami takim smakołykiem!
Otóż Magda co jakiś czas jeździ do siebie na wieś. A jak już pojedzie to zawsze musi mi przywieźć od babci jedną z dwóch rzeczy: albo pasztet z królika, albo smalec :) Tym razem akurat padło na pasztet. Babcia robi taki pasztet (z własnych królików), że mi kapcie spadają! W życiu takiego nie jadłem! Za każdym razem zajadam się nim jakbym pierwszy raz miał go w ustach. Naprawdę jest niesamowity! A oto tajny przepis babci Danusi:

Przednia część królika (około 1 kg)
Wątroba -około 200 g
250 g wieprzowiny
300 g boczku niezbyt tłustego
100 g pieczarek
100 g czerstwej bułki
2 cebule
3 jajka
sól, pieprz, starta gałka muszkatołowa

Boczek, wieprzowinę, pokrojoną cebulę i pieczarki gotujemy w garnku. Później dokładamy pociachanego na kawałki królika i dalej gotujemy na małym ogniu, tak żeby pod koniec gotowania było maksymalnie dwie szklanki wody. Następnie dodać pokrojoną wątrobę i gotować tylko tyle, żeby straciła swój krwisty kolor.
Zdjąć z gazu, ostudzić. Jak wystygnie to dodać do gara pokruszoną/pokrojoną czerstwą bułkę, niech sobie nasiąknie tym "sosem". 
Teraz mięso oddzielamy od kości i całość dwukrotnie mielimy w maszynce do mięsa. Przy drugim mieleniu używamy bardzo drobnego sitka. Do masy dodać pieprz, sól, startą gałkę muszkatołową i jajka i dokładnie wszystko wyrobić.
Formę smarujemy smalcem i obficie wysypujemy bułką tartą. Ciasno upychamy masę w foremce i mokrymi dłońmi wygładzamy wierzch. Formę wstawiamy do innego naczynia z wodą (niewielką ilością) na dnie i całość wsadzamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni i pieczemy godzinę.
Odstawiamy na kilka godzin żeby wystygło i gotowe :) No po prostu niebo w gębie!

Dzięki babciu! :)

Nie posiadam niestety zdjęć pasztetu w całości, mam tylko to co widać, czyli moje śniadanie w pracy sfotografowane komórką. Może następnym razem zdążę zrobić zdjęcia to podmienię :)

---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

piątek, 26 sierpnia 2011

Kotlet schabowy w płatkach kukurydzianych


No i w końcu ostatni z weekendowych przepisów. Jak Magda w niedzielę wróciła to przywitałem ją tym własnie obiadkiem :) Czyli kotletami schabowymi w panierce z płatków kukurydzianych. Niby nic wielkiego, ale naprawdę smaczne i fajnie chrupiące. A do przygotowania tych kotletów będziemy potrzebować całe mnóstwo rzeczy. Bo nie samym mięsem człowiek żyje :)

schab
płatki kukurydziane
małe młode ziemniaki
rzodkiewka
pomidor
sałata lodowa
cukinia
koperek
zsiadłe mleko
zwykłe mleko
sól, pieprz

Zacząć robić obiad musimy już z samego rana. Mianowicie tłuczemy nieco kotlety i wkładamy je do miski. A w misce zalewamy je mlekiem (zwykłym, nie zsiadłym. Zsiadłe będzie do picia :)) tak żeby były całe zakryte. Solimy, pieprzymy i chowamy na kilka godzin do lodówki. Jak tak poleżą w tym mleku to potem będą delikatniejsze w smaku. No i jak już poleżą i nadejdzie już pora obiadu to miażdżymy (ale też nie za bardzo) rękami do miseczki płatki kukurydziane i obtaczamy w nich kotlety. I ciach na patelnię :) W tym samy czasie gotujemy ziemniaki w mundurkach, a na patelni dusimy cukinię.
Talerz przyozdabiamy sałatą, resztę warzywek ładnie kroimy, wszystko układamy na talerzu i podajemy Madzi :) A do popicia zsiadłe mleko - prosto z podlubelskiej wsi od Magdy babci.

---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

czwartek, 25 sierpnia 2011

Bezglutenowa babka piaskowa miękka jak puch


Kolejny, trzeci już, z weekendowych przepisów.
Na wstępie napiszę, że jak żyję to nie jadłem tak delikatnego ciasta. Poważnie! Tak jak w tytule - jest miękkie jak puch! A najbardziej dla mnie zaskakujące jest to, że to ciasto jest z mąki ziemniaczanej! Do tej pory myślałem, że mąka ziemniaczana to może się nadać co najwyżej na kopytka, czy inne tego typu kluchy. Znaczy się coś twardego i gumowego może z niej wyjść. A tutaj taka niespodzianka! No po prostu niebo w gębie! Jak bym umarł, trafił do nieba i chmurki zjadał :)
Zatem konkrety:

5 jajek
1 szklanka drobnego cukru do wypieków
1 i 3/4 szklanki mąki ziemniaczanej
200 g masła
3 łyżeczki proszku do pieczenia
sok z połowy cytryny

Formę do babki dokładnie, bardzo dokładnie, miejsce przy miejscu smarujemy masłem. Jak niezbyt dokładnie wysmarujemy to babka się przyklei i ciężko będzie ją później wyciągnąć. Przepis jest na formę o pojemności 2,6 litra. Ja miałem taką małą, znacznie mniejszą, więc oprócz tej formy wypełniłem ciastem jeszcze keksówkę. Ale po kolei. Jak już nasmarujemy formę to wysypujemy ją tartą bułką lub po prostu mąką. A jeśli chcemy żeby było bezglutenowo to wysypujemy zmielonymi migdałami bez skórki.

Jajka wbijamy do misy miksera i ubijamy na jasną, bardzo puszystą masę. Miksujemy tak z 10, może i 15 minut. Jajka bardzo bardzo urosną. Potem, dalej miksując, łyżka po łyżce stopniowo dosypujemy cukier.
Mąkę ziemniaczaną razem z proszkiem do pieczenia przesiewamy (nie wsypujemy na raz tylko właśnie przesiewamy) do wciąż miksujących się jajek z cukrem.
W międzyczasie roztapiamy w rondelku masło i takie gorące wlewamy do naszej masy.
Dalej miksujemy i wciskamy sok z połowy cytryny. Miksujemy jeszcze przez minutkę i wlewamy ciasto do formy. Ciasto nie powinno zajmować więcej niż 2/3 formy, bo w piekarniku jeszcze urośnie.
Nagrzewamy piekarnik do 170 stopni i pieczemy przez 60 minut. Potem wyjmujemy z piekarnika i czekamy kilka minut. Dopiero wtedy wyjmujemy na kratkę żeby ostygło. Możemy na koniec oprószyć pudrem. Ja - jak widać na zdjęciach - miałem tylko kakaowy cukier puder.

Inspirację czerpałem w www.mojewypieki.blox.pl

---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

środa, 24 sierpnia 2011

Bułki na zakwasie


Pora zatem na drugi - z czterech - weekendowych przepisów. Bo jak pisałem weekend był intensywny :) Te bułki będą od nas wymagały sporo czasu. Trzeba je zacząć robić jednego dnia, a dokończyć drugiego. Tak to już jest z tym pieczywkiem na zakwasie.

Najpierw robimy zaczyn:
60 g mąki żytniej
60 ml wody
60 g zakwasu żytniego

Mieszamy wszystko w misce, przykrywamy i zostawiamy na minimum 8 godzin, a lepiej na 12.

Ciasto właściwe:
200 g wody
500 g mąki tortowej
60 g roztopionego masła
1 łyżeczka soli
1 łyżeczka cukru
powyższy zaczyn


jajko i odrobina masła na glazurę

Składniki na ciasto mieszamy w misce razem z zaczynem i wyrabiamy około 15 minut. Ciasto będzie idealnie sprężyste, w ogóle nie będzie się kleiło do dłoni. Jak wyrobimy to tradycyjnie przykrywamy szmatką i zostawiamy na godzinę. Ciasto troszkę nam podrośnie. Nie tak jak chlebek na drożdżach, ale trochę wyrośnie. Potem wyjmujemy na blat i dzielimy na dwie części. Z każdej z nich lepimy długą bułkę. Najlepiej zrobić to tak, że wałkujemy ciasto na płasko, na długi, dość wąski prostokąt. I składamy tak w "kopertę". Najpierw krótsze boki do środka, potem dłuższe boki do środka. Potem jeszcze możemy dłońmi trochę tę naszą bułkę rozwałkować, żeby nieco dłuższa była. Jak już mamy dwie bułki to układamy je na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Przykrywamy ściereczką i czekamy minimum 5 godzin. W tym czasie bułki powinny ładnie wyrosnąć. Następnie rozbijamy w szklance jajko, mieszamy dokładnie z odrobiną mleka i dokładnie smarujemy bułki.
Nagrzewamy piekarnik do 200 stopni i pieczemy buły 30 minut - aż do zrumienienia.
Studzimy na kratce i gotowe.

Przepis podpatrzony na www.kotlet.tv

---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

wtorek, 23 sierpnia 2011

Sałatka Danusi


Uff, dobiega końca intensywny weekend (ten wpis pewnie troszkę z opóźnieniem się pojawi). Magda wyjechała na weekend, zostałem sam na gospodarce :) A co robi facet jak jest sam? Piątek alkohol, sobota alkohol, niedziela walka z kacem i intensywne sprzątanie, hehe :) Ale gdzieś tam jeszcze znalazłem czas na zrobienie paru pysznych rzeczy. I bułki zrobiłem (które właśnie też opiszę) i fajny obiad na przywitanie żony (też przepis wkrótce się tutaj znajdzie), a wieczorem razem babkę jeszcze zrobiliśmy :) A Magda przywiozła od babci sałatkę. Może nie jakaś wyszukana, ale też zamieszczę tutaj, a co! :) Miło się babci zrobi :) Zresztą oczywistą oczywistością jest, że babcie robią najlepsze sałatki. Więc przepis znaleźć się musi :) Sałatka - mimo że nie wyględna - to pyszna :) No to może zacznijmy od tej sałatki, pozostałe pyszności z dzisiejszego dnia w kolejnych wpisach.

makaron "łezki" - taki w kształcie ryżu
3 jajka
4 ogórki kiszone
groszek konserwowy
wędlina
sól, pieprz
majonez

No i sprawa prosta: makaron gotujemy, jajka drobno kroimy, ogórki też i pozwalamy im trochę obcieknąć na sitku, wędlinę też ładnie w kosteczkę. Wszystko do kupy mieszamy, dodajemy pieprz, sól, majonez. Mieszany, przechładzamy trochę w lodówce i gotowe :) Opcjonalnie można dodać pokrojona w kostkę paprykę.


---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Zakwas - jak zrobić?


Własnie uświadomiłem sobie naprawdę istotną rzecz! Ale tym razem naprawdę istotną. Bo zwykle to mam przemyślenia typu: "kurcze, te trzy piwa co mam w lodówce starczą na wieczór, czy dokupić jeszcze dwa?" :) Ale tym razem z prędkością światła przez mój umysł przemknęła myśl mega istotna! Otóż prowadzę tego bloga już półtora roku i jeszcze nie zamieściłem przepisu na zakwas! A przecież bez tego ani rusz! No może nie tak do końca "ani rusz", bo w sumie można całe życie jechać na drożdżach. Ale co to za życie... :)
I tak się tym przejąłem, że teraz siedząc w pracy piszę tego posta. Bo aż mi wstyd normalnie! Półtora roku mi zajęło uprzytomnienie sobie, że brakuje mi tutaj najważniejszej rzeczy!
A przepisów na zakwas jest naprawdę mnóstwo, nie sposób zliczyć wszystkich. Jak to się mówi: co kraj to obyczaj :) Ja podam wam najprostszy z prostych. Bo przecież po co komplikować coś, co z natury rzeczy ma być proste?

Otóż zajmie nam to 4 dni. Niestety nie posiadam zdjęć poszczególnych etapów produkcji, ale postaram się wszystko ładnie opisać.

Dzień 1:
Bierzemy słoik, taki konkretny jakiś, minimum 1 litr. Ja akurat mam swój zakwas w 3 litrowym (właściwie to miałem, bo teraz na jakiś czas - z przyczyn technicznych - przełożyłem do mniejszego). I wsypujemy do niego 100 g mąki żytniej i zalewamy 100 ml wody (najlepiej jakąś mineralną, ewentualnie zwykła przegotowana). Mieszamy jakąś łyżką, aż powstanie jednolita masa. Zakręcamy luźno i odstawiamy w ciepłe miejsce.
Po 12 godzinach bierzemy łychę i mieszamy. Znów luźno zakręcamy. Mija 12 godzin i:

Dzień 2:
Otóż tego dnia robimy dokładnie to samo co dzień wcześniej :) Czyli dosypujemy 100 g mąki żytniej i dolewamy 100 ml wody. Mieszamy, zakręcamy, odstawiamy w ciepłe miejsce. Możliwe, że już będą lekkie bąbelki. A po 12 godzinach mieszamy. A po kolejnych 12 zaczyna się kolejny dzień :)

Dzień 3:
Więc... Ku zaskoczeniu wszystkich robimy znowu to samo :) 100 g mąki żytniej, 100 ml wody, łycha w dłoń, mieszamy, zakręcamy, odstawiamy. Zakwas powinien już mocno bąblować, a charakterystyczny smrodek powinien dawać nam znać, że to już niedługo :)
A po 12 godzinach mieszamy. Znów mija godzin 12 i nastaje dzień czwarty.

Dzień 4:
Teraz to już chyba nie będzie zaskoczeniem, jak napiszę, że znowu robimy to samo, prawda? :) No więc własnie robimy. Zakwas pewnie trochę nam opadnie w stosunku do poprzedniego, trzeciego, dnia. Ale to dobrze, tak ma być.
Więc jak dosypiemy, dolejemy, zamieszamy, a po 12 godzinach znowu zamieszamy to mamy zakwas gotowy! Tam-dara-dam! :) Możemy piec!

A jak zakwas przechowywać? Bo przecież nie będziemy za każdym razem robić nowego zakwasu. Tym bardziej, że im zakwas starszy tym lepszy. Słyszałem plotki, że gdzieś w San Francisco jest piekarnia, która piecze na ponad stuletnim zakwasie!
Zakwas przechowuje i "konserwuje" się łatwo. Ale tak samo ile sposobów na produkcję, tyle sposobów na przechowywanie. Więc przedstawię ten, którego ja używam :)
Jeśli masz w planach codziennie piec chleby na zakwasie to po prostu ustaw sobie zakwas gdzieś w kuchni i co 24 godziny dodawaj do niego 100 g mąki i 100 ml wody. I mieszaj.
A jeśli jednak tylko co jakiś czas chcesz używać zakwasu to trzymaj go zakręconego w lodówce. Wyjmuj raz na tydzień, dokarmiaj tak jak powyżej (będzie go coraz więcej więc lepiej mieć duży słoik :)) i znów chowaj do lodówki. A jak planujesz wypiek to wyjmij zakwas minimum 12 godzin wcześniej i dokarm go.

Prawda, że proste? Nie taki zakwas straszny jaki ma zapach :)

AKTUALIZACJA 25-11-2014: Pisząc "mąka żytnia" miałem na myśli żytnią pełnoziarnistą (czyli typ 2000).


---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

niedziela, 21 sierpnia 2011

Pomidory faszerowane


Dzisiejszy dzień (czyli wczorajszy - mam na myśli sobotę, czyli dzień, w którym to piszę) zaczął się ciężko... Bardzo... Zaczął się około godziny 7.00 potężnym kacowym bólem głowy. I jednocześnie zaczął się wyścig z czasem: zdążę znaleźć tabletkę ketonalu i szklankę wody zanim mi głowa wybuchnie, czy nie zdążę? Uff, zdążyłem :) Połknąłem, popiłem i przewróciłem się znowu na łóżko. A następna rzecz, którą pamiętam to gdzieś w oddali głos Madzi: "Kochanie, kochanie, a wiesz, że już prawie jest trzynasta?" Jezus Marian, pół dnia przespaliśmy! Poleżeliśmy jeszcze z pół godziny, minęła 13 i trzeba było wstawać na śniadanie :) Okazało się, niestety, że lodówka pusta kompletnie. Jak nie wyjdziemy do sklepu to nie zjemy. Znaczy się ja miałem jeszcze 2 grejpfruty, więc w sumie śniadanie miałem. Magda niestety nie lubi grejpfrutów więc głodna była. Zatem sklep był niezbędny. A jak już znaleźliśmy się w sklepie to odkryliśmy, że są mega-tanie pomidory! No to kupić trzeba! :) A że pomidory były duże i twarde to od razu wiedzieliśmy co z nich zrobimy :)

Zatem konkrety:

12 dużych twardych pomidorów
2 cebule
500 g mięsa mielonego
200 g brązowego ryżu
2 ząbki czosnku
1 papryka chilli
jogurt (175 ml)
żółty ser
pieprz, sos sojowy, papryka słodka, oregano, bazylia, sól

Zaczynamy od pokrojenia w kostkę cebuli. Podsmażamy na patelni. Po 2-3 minutach dodajemy mięso mielone, podlewamy sosem sojowym, pieprzymy, mieszamy i zostawiamy na malutkim ogniu.
Teraz zaczynamy gotować ryż. Brązowy ryż gotuje się znacznie dłużej od białego, ok. 30 minut. Więc jak ryż będzie się gotował to na malutkim ogniu niech nam dochodzi nasze mięsko z cebulą.
A jak już się ugotuje to wrzucamy go na patelnię do całej reszty. Dorzucamy też przepuszczony przez zgniatarkę czosnek i dajemy do smaku sproszkowanej słodkiej papryki. I smażymy jeszcze z 5 minut.

A teraz bierzemy się za pomidory. Możemy zrobić je - żeby nie tracić czasu - podczas gotowania się ryżu.
Odkrajamy górę pomidora (zostawiamy ją, przyda się jeszcze) i delikatnie drążymy w środku. Musimy z wyczuciem to robić żeby nie popękały. Popękany niestety nie nadadzą się. A środek, to co wydrążymy wrzucamy do garnka. Do tego garnka dodajemy drobniutko pociętą papryczkę chilli i duuuuuużo świeżego oregano i bazylii. Trochę soli i gotujemy. Jak zagotujemy to zaprawiamy jogurtem.

I teraz tak: na dno naczynia żaroodpornego wylewamy trochę mięsa z patelni. I faszerujemy pomidory: napychamy je całe naszym mięsem, na górę kładziemy plaster sera i zakrywamy je tą częścią pomidora, którą odcinaliśmy na początku. Układamy je ciasno obok siebie w naczyniu i od góry obficie polewamy tym sosem, który przygotowaliśmy z wydrążonej część pomidorów.

I wstawiamy do rozgrzanego piekarnika na 40 minut.
Gotowe i pyszne! :)

Napiszę jeszcze (bo inaczej pewnie w łeb dostanę), że te pomidory to robiła Magda :)

Przepis bierze udział w akcji: http://durszlak.pl/akcje-kulinarne/warzywa-psiankowate

---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

sobota, 20 sierpnia 2011

Warkocze z makiem


Tym razem coś innego. Ani to chlebek, ani bułki. Mianowicie ciasto zaplecione w warkocz i to w dodatku mocno makowy warkocz :)
Tak sobie siedzimy w domu, Magda ogląda "Bruneta wieczorową porą" (aż wstyd powiedzieć, ale nigdy wcześniej tego nie widziała! :)), w kuchni dusi się cukinia na kolację, a ja wpadłem na pomysł tego warkocza. To znaczy nie do końca tak, że wpadłem na pomysł, co raczej podejrzałem pomysł na fantastycznym blogu bitedelite.com. A warkocze te są naprawdę rewelacyjne jako słodka przekąska i przypominają mi smak dzieciństwa.

2 szklanki mąki
200 g miękkiego masła
2 żółtka
2 łyżki gęstej śmietany
4 łyżki cukru pudru
3 łyżeczki proszku do pieczenia
1 szklanka maku

Wszystkie składniki wrzucamy do miski i zagniatamy ciasto. Jak zagnieciemy to chowamy do lodówki na pół godziny (lub dłużej) - ciasto będzie się wtedy lepiej lepiło. A później to już urywamy po kawałku, w dłoniach te kawałki rolujemy na długie sznureczki i z każdych trzech sznureczków pleciemy warkocz.
Układamy na blaszce, smarujemy białkiem (które nam pozostało po zabraniu żółtek do zagniecenia ciasta), nagrzewamy piekarnik do 190 stopni i pieczemy przez 30 minut.

Wyszło mi kilkanaście niezbyt długich warkoczy (jak na zdjęciach). Zrobiłem dwa długie, ale to ciasto nie jest zbyt wygodne w formowaniu, a poza tym okazało się, że po upieczeniu warkocze są bardzo kruche. I takie długie nie były zbyt funkcjonalne, łamały się przy próbie zjedzenia ich :) A mam też w planach (najbliższych) z podobnego ciasta zrobić kruche okrągłe ciasteczka z jakimś nadzieniem dżemowym :) Zobaczymy kiedy się zbiorę do tego...

---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

piątek, 19 sierpnia 2011

Zupa pomidorowa


Długo się zastanawiałem, czy zamieścić tutaj ten przepis. Bo w sumie zupa pomidorowa to żaden wyczyn, pewnie każdy bez przepisu i problemu ją zrobi :) Ale ta wyszła (Magdzie, bo ona robiła) tak pyszna, że stwierdziłem, że muszę podzielić się przepisem :) Zrobiła ją zaraz po tym jak ja skończyłem swoją babkę kukurydzianą (z wczorajszego przepisu) więc mieliśmy dwie pyszne rzeczy jednego dnia :) No po prostu rozpusta!

2 udka kurczaka
kostka rosołowa
2 puszki pomidorów (całych, nie krojonych)
4 ząbki czosnku
bazylia (najlepiej świeża)
sos sojowy
pieprz, sól, ziele angielskie, liść laurowy i co tam jeszcze chcemy i lubimy
włoszczyzna (sporo marchewki)
śmietana

Udka najpierw gotujemy w wodzie żeby oddały swój aromat i smak. Jak się trochę pogotują (w międzyczasie wyjmujmy z gara "szum", który będzie pewnie powstawał) to wrzucamy go gara włoszczyznę, kostkę rosołową, drobno posiekany czosnek, pieprz, sól i pozostałe przyprawy. Doprawiamy trochę sosem sojowym. Bazylię dodamy na samym końcu gotowania zupy. Gotujemy trochę, tak kilka minut i dodajemy pomidory. Nie kroimy ich, będą miło wyglądały w zupie tak w całości. Gotujemy dłuższy czas, kilkanaście minut. W tym czasie włoszczyzna zrobi się już miękka wyjmij ją - nie będzie nam już potrzebna. Poza marchewką. Marchewkę pociachamy w krążki i wrzucamy z powrotem do gara. Tak samo wyjmujemy kurczaka i skubiemy drobno mięsko. I poskubane mięsko też wraca do gara. Łyżką możemy nieco zmiażdżyć pomidory, ale tak też z umiarem. Teraz dodajemy trochę świeżych liści bazylii i zaprawiamy kilkoma łyżkami śmietany. Powoli, delikatnie, żeby śmietana się nie zważyła. Chociaż dodatek śmietany nie jest absolutnie konieczny, sam nie zawsze dodaję. A nawet znam ludzi, którzy nie tykają zup zabarwionych śmietaną  (i teraz wszyscy pozdrawiają Mateusza :)) Gotujemy jeszcze 3-5 minut i zupa gotowa :)

Teraz jeszcze tylko pozostało nam ugotować makaron. Albo nawet i nie, zawsze można zjeść taką "czystą" zupę :)

Smacznego!

---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)

czwartek, 18 sierpnia 2011

Babka kukurydziana


Pisałem wczoraj, że dzisiaj pora na słodki wypiek. No i jak pisałem tak się stało :) Pisałem też, że niezbyt często używam mąki kukurydzianej. Tak więc żeby nadrobić zaległości dzisiaj też jej użyłem. Ciasto z mąki kukurydzianej.  Wyszło żółto i pysznie :)
Przy okazji wpadła moja mama to się załapała na porcję. A jutro w pracy też obdzielę kogo trzeba :) Karolka, Gosia, Sylwia, słyszycie? :p

100 g bardzo miękkiego masła
1 szklanka cukru
5 jajek
1/2 szklanki mąki pszennej
2 szklanki mąki kukurydzianej
2 łyżeczki proszku do pieczenia
skórka otarta z połowy cytryny
2 łyżeczki esencji waniliowej

Odpalamy mikser i wrzucamy do miski masło i ucieramy je z cukrem na jednolitą masę. Nie przerywając mieszania dodajemy esencję waniliową i po kolei po jednym jajku. Kolejne jajko dodajemy dopiero wtedy, gdy dodane poprzednio całkowicie połączy się z masą. Obie mąki przesiewamy przez sito. Dodajemy proszek do pieczenia. Na koniec dodajemy skórkę z cytryny. Opcjonalnie można też dodać 2 łyżki mocnego alkoholu (koniak, rum). Ja niestety nie dodałem, bo nie miałem. Alkohol u mnie rozchodzi się na bieżąco, nie leży i nie czeka zbyt długo :)
Wszystko mieszamy mikserem dotąd aż ciasto będzie gładkie i jednolite. Następnie przekładamy je do keksówki dokładnie wysmarowanej masłem i wysypanej bułką tartą lub mąką. Wkładamy do lekko nagrzanego piekarnika i pieczemy w temperaturze 180 stopni przez około 70 minut. Najlepiej po godzinie wbić patyczek w ciasto i sprawdzić jak się sprawy mają. Jak patyczek suchy to wystarczy, jak nie to nie.

Powiem jeszcze tylko, że ciasto zniknęło w ciągu 10 minut! Dobrze, że zdołałem wcześniej zabezpieczyć 3 kawałki do pracy :)


---------------------------------------------------------------------
Chcesz dostawać moje przepisy prosto na e-mail? Wpisz swój adres z prawej strony w okienko "Przepisy prosto na twój e-mail!". Od tej pory żaden przepis Ci nie umknie :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...