środa, 29 grudnia 2010

Chleb z serem i sokiem pomidorowym

Ostatnio w kółko tłukłem tylko chlebki żytnie, aż mi się na moment przejadły. Pomyślałem, że pora na małą odmianę :)

Składniki:

0,5 kg mąki pszennej
100 g żółtego sera
70 g drożdży
125 ml wody
125 ml soku pomidorowego
40 g masła
jajko
1 łyżeczka soli
Ser zmielić blenderem lub zetrzeć na drobnej tarce, połączyć z resztą składników i wytrobić na jednolite ciasto (wyrabiać około 20 minut). Ja nawet lubię sam proces gniecenia ciasta, ale tym razem czasu miałem niewiele więc posłużyłem się automatem do chleba :) Wrzuciłem wszystkie składniki i uruchomiłem program. Jak już się wymieszało to zatrzymałem maszynę i przełożyłem wyrobione ciasto do foremki wysmarowanej tłuszczem. Chociaż prawda jest taka, że chyba lepiej jest przełożyć do dwóch foremek, bo ciasto nieprawdopodobnie rośnie! Mi po niecałych 30 minutach wystawało z formy z dobre 5 centymetrów! A może i więcej. W końcu drożdży jest całkiem sporo i powinno dać mi to do myślenia. Niestety nie dało... Tak więc włóżmy ciasto do dwóch keksówek, pewnie będzie go ze dwa-trzy centymetry na dnie (to tylko pół kilo mąki i dlatego zasugerowałem się jedną foremką) i zostawmy na godzinę do wyrośnięcia w ciepłym miejscu. Powinno wyrosnąć całkiem obficie. A potem już tylko wsadzamy na 40 minut do piekarnika nagrzanego do 200 stopni.

wtorek, 28 grudnia 2010

Zapiekanka z makaronem Cannelloni

Dalszy ciąg Madziowych szaleństw opisanych tutaj. Teraz do Carlo Rossi jako drugie danie podjechała owa zapiekanka. To dopiero było niebo w gębie! Myślałem, że ta lazania (jakoś wolę pisać tę potrawę po polsku :)) była smaczna, ale te smaki, które odkryłem tutaj to po prostu mistrzostwo świata! Jak już pisałem wcześniej Magda nie przykłada zbyt dużej wagi do ilości/proporcji składników tak więc przepis będzie dość chaotyczny do dowolnej modyfikacji.

Na patelni podsmażamu pół kilograma mielonego mięsa, dorzucamy do niego pokrojoną w kostkę cebulę i paprykę, potem pieczarki (ile kto lubi) i przyprawy: bazylia, czosnek (duuużo), oregano, łagodna papryka, chilli (Magdzie się całkiem sporo sypnęło i w sumie dobrze), sos sojowy, a potem puszkę pomidorów. Jeśli mamy pomidory krojone to dobrze, a jak w całości to po prostu musimy je na patelnie trochę pomiażdżyć i pomaltretować :). Niech się trochę wszystko razem poddusi. Potem zdejmujemy patelnię z ognia i niech stygnie.
Na dno naczynia żaroodpornego (czy też w naszym przypadku zwykłej dużej prostokątnej blachy wyłożonej papierem do pieczenia) wlewamy troche tego sosu/farszu z patelni. Nadziewamy te grube rury cannelloni przygotowanym i ostudzonym farszem i układamy obok siebie. Posypujemy obficie starym serem i pieczemy w piekarniku przez około 30 minut.

Makaron cannelloni, podobnie jak makaron na lazanię nie wymaga wcześniejszego gotowania, farsz wciskamy do surowego makaronu.

Aż ciężko mi uwierzyć, że tak proste danie może być tak niebiańsko smaczne!

poniedziałek, 27 grudnia 2010

Lasagne ze szpinakiem

Żona moja, Magdalena, stwierdziła, że nie idzie jutro do pracy, bo zmęczona jest i odpocząć musi. No dobra, jak musi to musi, nie ma na to rady. Przyszło owo "jutro", a Magdę nudy zaczęły ogarniać. A jak się żona nudzi to w kuchni szaleje :) No więc tak się rozszalała, że zamiast odpoczywać to taką lasagne odpierdzieliła, że nie mogłem uwierzyć :) A na deser zapiekankę z makaronem cannelloni. W planach miała jeszcze gulasz, ale w porę się powstrzymała! Booooosz! :) Tak więc podaję przepis na te pyszności. Niestety Magda nie jest zbyt skrupulatna i przepisów wszelakich raczej nie stosuje, daje co chce i ile chce, więc przepis ten będzie dość luźny, do dowolnej modyfikacji.
Tak więc na malutkim ogniu rozmrażamy opakowanie mrożonego szpinaku (może być też oczywiście świeży jeśli tylko mamy - wtedy nie rozmrażamy tylko podduszamy). Do niego dodajemy 5-7 pokrojonych w plasterki dużych pieczarek. Przyprawiamy odpowiednio. Magda zastosowała kombinację: pieprz, sos sojowy, bazylia, oregano, czosnek (dość dużo, bo lubimy). Pod koniec smażenia/duszenia dodajemy ze dwie łyżki śmietany. Dusimy jeszcze troszkę i zdejmujemy z ognia. Niech stygnie.

W międzyczasie dość grubo ścieramy żółty ser (jak spytałem o ilość sera to usłyszałem: "duuużo!").

Do naczynia żaroodpornego układamy warstwy: makaron (takie płaty lasagne) - szpinak - ser - makaron - szpinak - ser i tak aż nam naczynia starczy. Kończymy warstwą makaron - ser. Te płaty lasagne układamy surowe, znaczy sie sztywne, takie prosto z pudełka, nie gotujemy ich.

I do piekarnika na około 30 minut. No po prostu poezja smaku! A przepis na zapiekankę z makaronem cannelloni jutro :)

Aaa, zapomnaiłem dodać: do tego wszystkiego popijaliśmy jeszcze białe Carlo Rossi. Nie mam pojęcia czy pasuje, nie znam się na winach. Ale w sumie skoro było smaczne to znaczy, że pasuje :)

sobota, 25 grudnia 2010

Babeczki kokosowe z mąki ryżowej (dieta bezglutenowa)

Kolejny przepis dla osób na diecie bezglutenowej.

Ostatnio coraz częściej zdarza mi się opisywać tutaj coś innego niż chleby. Oto kolejny przykład: babeczki z mąki ryżowej :)

Składniki:

2 jajka
0,5 szklanki oleju
0,5 szklanki mleka (mleko krowie można zastapić sojowym)
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii lub cukru waniliowego
2 szklanki mąki ryżowej
1 łyżeczka bezglutenowego proszku do pieczenia
3 łyżki wiórków kokosowych
0,5 szklanki cukru
szczypta soli
kandyzowana skórka pomarańczowa

Piekarnik nagrzać do temperatury 200 stopni. Formę na babeczki natłuścić lub wyłożyć papierowymi papilotkami.

Jajka lekko ubić, połączyć z mlekiem, olejem i wanilią. Do drugiej miski przesiać mąkę z solą, proszkiem do pieczenia i cukrem. Dodać wiórki kokosowe.

Połączyć mokre składniki z suchymi. Lekko wymieszać nie wyrabiając. Nakładać łyżką w zagłębienia formy. Przyozdobić babeczki skórką pomarańczową.

Wstawić do nagrzanego piekarnika na środkową półkę. Piec około 25 minut w temperaturze 200 stopni, aż babeczki będą lekko złote.

Po upieczeniu wyjąć z formy i ostudzić.

Jak widać na zdjęciu moje babeczki wyszłu okrutnie koślawe, bo nie miałem metalowych foremek, tylko te papierowe i babeczki jak rosły to się za bardzo rozpychały. Ale pyszny smak pozostał :) I kolejny raz zamiast piekarnika użyłem prodiża.

czwartek, 23 grudnia 2010

Chleb cebulowy z curry

Gdzieś jakoś tak w internecie chyba przepis znalazłem, na forum jakimś. I postanowiłem sprawdzić czy smaczny :)

Składniki:

500 g mąki pszennej
20 g świeżych drożdzy
2 łyżeczki cukru
1 łyżeczka soli
1 i pół łyżeczki przyprawy curry
obfita szczypta papryki
250 ml ciepłego mleka
50 g roztopionego masła
250 g cebuli

Procedura taka jak zawsze: przesiewamy mąką do miski, mieszamy z solą, robimy w środku wgłębienie, do wgłębienia wkruszamy drożdże, cukier, wlewamy mleko, rozrabiamy z częścią mąki i pozwalamy zaczynowi wyrosnąć 10 minut.  Potem dodejy do tego curry, masło, paprykę i wyrabiamy ciasto przez 20 minut. Potem dodajemy cebulę pokrojoną w piórka i wyrabiamy kolejne 10 minut. Potem przekłądamy do foremki wysmarowanej tłuszczem i wysypanej bułką tartą i pozostawiamy do wyrośnięcia na 2 godziny. A jak wyrośnie to do piekarnika nagrzanego do 190 stopni na 50 minut. Potem wyłączamy piekarnik i pozwalamy chlebkowi powoli stygnąć wraz z piekarnikiem. Jak już wszystko wystygnie to wyjąć z piekarnika, wyjąć z foremki i wąchać. O taaaak, wąchać... Niesamowicie aromatyczny chlebek!

niedziela, 19 grudnia 2010

Chleb wieloziarnisty III

Pszenno-żytni chlebek. Bardzo dobry, bardzo syty, bardzo zdrowy - taką przynajmniej mam nadzieję :)

Składniki:
250 g mąki pszennej pełnoziarnistej
250 g mąki żytniej pełnoziarnistej
50 g drożdży
3 lyżki ziaren słonecznika
150 g jogurtu naturalnego
łyżeczka soli

Obydwa rodzaje mąki przesiewamy do miski. dodajemy sól, mieszamy ze sobą. Robimy wgłębienie, do środka wkruszamy drożdże i wlewamy pół szklanki letniej wody. Lekko mieszamy z częścią mąki i zostawiamy na 10 minut, aby rozczyn wyrósł.
Po tym czasie wsypujemy ziarno słonecznika, wlewamy jogurt i 1/3 szklanki letniej wody. Wszystkie składniki wyrabiamy na gładkie ciasto, tak mniej-więcej 20-25 minut.
Po wyrobieniu ciasta miskę przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce na 90 minut do wyrośnięcia. Następnie krótko wyrabiamy ciasto i przekładamy je do natłuszczonej podłużnej formy. Znowu przykrywamy ściereczką i raz jeszcze odstawiamy na 90 minut.

Piekarnik rozgrzewamy do 200 stopni, wkładamy foremkę z chlebem i pieczemy 20 minut. Następnie zmniejszamy temperaturę do 170 stopni i pieczemy jeszcze 30 minut. Wyjmujemy chleb z piekarnika, zostawiamy do ostygnięcia i wyjmujemy z formy.

czwartek, 16 grudnia 2010

Chleb korzenny

Nie jest dobrze, oj nie jest. Dostanie mi się od Karoliny :( Karolka dała mi orzechy żebym jej zrobił american brownie, a ja te orzechy właśnie zdefraudowałem i zrobiłem chlebek korzenny. Niedobrze, Karolka będzie zła... :( Może uda mi się ją jutro w pracy tym chlebem przekupić. Zobaczymy... :)

Oto składniki:
0,5 kg mąki pszennej pełnoziarnistej
250 ml ciepłej wody
szczypta proszku do pieczenia
40 g świeżych drożdży
łyżeczka (taka solidna) miodu
100 g łuskanego słonecznika
50 g posiekanych orzechów włoskich
łyżeczka kminku (opcjonalnie - dla twardzieli :))
łyżeczka kolendry
łyżeczka siemienia lnianego
łyżeczka soli
łyżeczka mieszanki pieprzów (ja używam firmy Kotanyi)
łyżeczka (czubata) sproszkowanej słodkiej papryki
pół łyżeczki zmielonej gałki muszkatołowej
olej i otręby (jakiekolwiek - ja użyłem orkiszowych) do posmarowania i wysypania foremki.

Mąkę wsypać do dużej miski, zmieszać z solą i proszkiem do pieczenia. Zrobić w mące wgłębienie, wsypać w nie drożdże, miód i zalać ciepłą wodą. Wymieszać z częścią mąki i zostawić do wyrośnięcia na jakieś 10-15 minut. Następnie zagnieść z częścią mąki. Zagniatać tak z 15 minut, aż ciasto będzie elastyczne.
Wszystkie ziarna (słonecznik, orzechy, itp) zmieszać razem i odłożyć z nich 2 łyżki. Resztę dodać do ciasta razem z przyprawami i zagniatać kolejne 10 minut.
W międzyczasie (a najlepiej na samym początku) przygotujmy sobie foremkę, tzn. nasmarujmy ją olejem i wysypmy otrębami. A jak skończymy zagniatać ciasto to włóżmy je do naszej foremki. Wierzch ciasta smarujemy wodą i posypujemy odłożonym ziarnem. Wgniećmy lekko w ciasto, tak żeby się trzymało i zostawmy do wyrośnięcia w ciepłym miejscu na godzinę.
W międzyczasie nagrzewamy piekarnik do 200 stopni i jak już przyjdzie pora to wstawiamy chlebek. Po 40 minutach wyłączamy piekarnik, ale nie wyjmujemy chleba. Niech tam sobie stoi, aż piekarnik się ochłodzi i chlebek wystygnie. Wtedy wyjmujemy go z piekarnika i foremki.

To jak Karolka, wybaczysz mi te orzechy? Smakował chlebek? :)

wtorek, 14 grudnia 2010

Ciasto czekoladowe z kremem kawowo-orzechowym



Przepis od mojej kumpeli Kasiuli. Kiedyś razem pracowaliśmy, potem trochę się rozeszły nasze drogi, a teraz znowu się zeszły. Jak to w życiu... :) Kasiula przespisu dać nie chciała, zasłaniała się starą rodzinną recepturą jeszcze z XVII wieku, ale w końcu ją uprosiłem stwierdzeniem, że tak pysznie wyglądające ciacho nie może być tajemnicą, że świat musi mieć do niego swobodny dostęp (tak naprawdę wcale tak nie było, ale muszę trochę historię ubarwić). Więc oto przepis Kasi:

Ciasto:
kostka masła, 1/2 szklanki mleka, szklanka cukru, 4 łyżki kakao, pół tabliczki dobrej gorzkiej czekolady

Składniki wrzucamy do rondelka i gotujemy na małym ogniu do powstania jednolitej masy.

4 białka ubić ze szczyptą soli.

Po ostudzeniu masy czekoladowej - odlewamy pół szklanki, a do reszty dodajemy 1,5 szklanki mąki, proszek do pieczenia (2 łyżeczki) oraz 4 żółtka.

Ciasto wlewamy na blachę i pieczemy 1h w temperaturze 180 st.

Krem:
Do budyniu (najlepiej ugotowany w mniejszej ilości mleka, by był gęstszy, smak cappuccino) dodajemy 3/4 kostki masła, 1 opakowanie mielonych orzechów włoskich, 1 opakowanie mielonych orzechów laskowych oraz rozpuszczoną w niewielkiej ilości wody 1 łyżeczkę kawy rozpuszczalnej, ja dodałam także 3 łyżeczki syropu klonowego.

Upieczone ciacho kroimy na pół - smarujemy kremem oraz polewamy pozostałą częścią masy czekoladowej

Smacznego!

Oto cały przepis Kasi. Prawda, że prosty? :)

sobota, 11 grudnia 2010

Zupa z czerwonej soczewicy

To kolejna z moich ulubionych zupek. Jak nie jem zupy dyniowej to jem z soczewicy :) Prosta, smaczna i pożywna. Przepis na duży gar, taki "rodzinny".

Soczewicę moczyć kilka godzin.
Na gotującą wodę wrzucamy włoszczyznę. Do tego ziele angielskie i liść laurowy - jak to do zupy :) Gotować ok. 15 minut i dodać opłukaną soczewicę. W międzyczasie obrać ziemniaki. Ile kto lubi, wedle gustu. Pokroić w kostkę i dodać do wywaru. W tym czasie powinna być już miękka marchewka z włoszczyzny więc pokrój ją w plasterki. Gotuj dalej na małym ogniu. Dodaj dwie kostki bulionu wołowego. Ogólnie doprawić do smaku. Ja lubię używać Ziarenek Smaku. Do całości dodać jeszcze 3 łyżki koncentratu pomidorowego.
Teraz pokrój w małe kostki 120 g boczku. Podsmaż na patelni. Nie dodawaj oleju, smaż na suchej patelni, sporo tłuszczu i tak wytopi się z boczku. Jak już boczek będzie ładnie rumiany dodaj go do zupy. Pogotuj jeszcze przez moment i zupa gotowa :)

wtorek, 7 grudnia 2010

Bułki kajzerki

Miałem w planach kolejny chleb na zakwasie zrobić, już właściwie zacząłem się za niego zabierać, a tu mi żona wpada do kuchni i marudzi: "Ale zrób kajzerki, no zrób! Ale żeby takie jak w sklepie były! No wiesz, takie na cztery przekrojone, tak przez środek, wiesz, takie w gwiazdkę! I żeby smakowały tak samo!" Cóż było robić, żonie przecież nie odmówię :)
Prawdy zatem są dwie: pierwsza prawda jest taka, że faktycznie nawet w miarę wyglądają jak te sklepowe. A prawda druga: nie mam pojęcia, czy smakują jak te ze sklepu, bo dopiero wyjąłem je z piekarnika i teraz stygną. Pierwsze próbowanie jutro na śniadanie (teraz jest 23:52). Zaniosę jutro Karolinie do pracy to może w komentarzu napisze co-nieco o smaku :) Ale przejdźmy do konkretów. Oto lista potrzebnych nam rzeczy:

650 g mąki pszennej (najlepiej typ 550)
13 g świeżych drożdży
2 szklanki (500 ml) mleka
1 łyżeczka soli
jajko (do posmarowania)

250 g mąki wsypujemy do dużej miski, w środku mąki robimy dołek. Drożdże rozcieramy ze szklanką ciepłego mleka i wlewamy do miski z mąką. Mieszamy żeby składniki się połączyły i zostawiamy na godzinę. Niech wyrośnie trochę. Do podrośniętego ciasta wsypujemy pozostałą mąkę, sól i zagniatając dolewamy szklankę ciepłego mleka. Starannie wyrabiamy ciasto 30 minut, aż przestanie się lepić do dłoni. Potem znowu zostawiamy w ciepłym miejscu do wyrośnięcia, tym razem na 40 minut. Następnie dzielimy na kawałki. Optymalnie by było żeby każdy kawałek ważył około 70 g. A jak nam się nie uda, to będą takie jak nam się uda :) Z każdego kawałka formujemy okrągłe bułeczki i kładziemy na opruszonym mąką blacie lub stolnicy. Zostawiamy do wyrośnięcia na 20 minut. Gdy wyrosną kantem dłoni robimy w nich nacięcia, takie w kształt krzyża, jak to w kajzerkach. Układamy bułki krzyżykami w dół i znowu zostawiamy do wyrośnięcia, teraz na 15 minut.
W międzyczasie wykładamy blachę papierem do pieczenia, a w szklance roztrzepujemy jajko z odrobiną wody (tak z 1/3 szklanki wody). Bierzemy pędzelek i smarujemy roztrzepanym jajkiem bułki. Najpierw od spodu, jak tak sobie leżą na tym blacie, czy stolnicy. Potem przekładamy je na blachę wyłożoną papierem do pieczenia krzyżykami do góry i smarujemy od wierzchu, Nagrzewamy piekarnik do 200 stopni i wstawiamy kajzerki na 30 minut. Gotowe! :)

Z tych składników wyszło mi 14 kajzerek.

sobota, 4 grudnia 2010

Kalafior pod beszamelem

Absolutnie pyszna rzecz! Oczywiście o ile ktoś lubi kalafiory :)

Jak ugotować kalafiora pisać raczej nie muszę, z tym poradzi sobie nawet średnio zdolny facet :) Więc w trakcie, gdy kalafior będzie się gotował zajmijmy się sosem.

Składniki:

40 g masła
1,5 szklanki mleka
2 łyżki mąki
kwasek cytrynowy (lub sok wyciśnięty z cytryny)
sól
pieprz
gałka muszkatołowa


Przygotowanie:

W rondelku rozpuść masło. Uważaj, aby go nie przyrumienić. Powoli partiami wsypuj mąkę, stale mieszając trzepaczką, aż do połączenia obu składników (nie przypal teraz sosu, bo będzie miał gorzki smak). Gdy uzyskasz gładką masę, zacznij wlewać mleko (o temperaturze pokojowej). Nie przestawaj mieszać. Podgrzewaj wszystko na małym ogniu, stale mieszając aż zgęstnieje. Zestaw z ognia i przypraw do smaku solą, pieprzem, gałką muszkatołową i kwaskiem cytrynowym (lub sokiem z cytryny).

W tym czasie akurat ugotował się pewnie kalafior, nałóż więc go na talerze i polej sosem. Danie jest tak proste, że aż ciężko uwierzyć, że tak smaczne :)

Ta ilość sosu wystarczy na 4 porcje.

czwartek, 2 grudnia 2010

Chleb Dukana II



Tym razem zrobiłem chleb Dukana. Znaczy się dozwolony dla ludzi na diecie Dukana - ostatnio dość popularnej. Jeden taki przepis już mam tutaj (od Karoliny), ale teraz chciałem zrobić inny - tak żeby móc kolejny przepis wpisać :) Poczytałem trochę o tej diecie, popatrzyłem na kilka przepisów i zrobiłem swój. Chleb dość specyficzny w smaku, ale nawet całkiem niezły. Przede wszystkim zaskoczyło mnie to, że był taki wilgotny w środku. A tak właściwie to zrobiłem go na zamówienie. Koleżanki z pracy mojej żony uparły się, że chciałyby spróbować. Co było robić... Zakasałem rękawy i wykręciłem dwa bochenki :)
Marta, Mariola, podobno wam bardzo smakował chleb i chciałyście przepis? :) Proszę bardzo :)
Karolina również przepis bardzo chciała, więc i dla ciebie prezent, Karo :)


400 g otrębów owsianych
150 g otrębów pszennych
4 łyżki skrobi kukurydzianej
8 jajek
Pół litra maślanki niskotłuszczowej
450 g serków wiejskich "light"
1 łyżka soli
3 łyżki proszku do pieczenia
4 łyżki szczypiorku

Receptura jest naprawdę banalna (zresztą jak zawsze :))
Po kolei wrzucamy wszystko do dużej miski: otręby, skrobię, proszek do pieczenia, serki, żółtka jaj, maślankę, sól, drobno posiekany szczypiorek (jeśli o czymś zapomniałem to też to dodajemy :)). Białka ubijamy na sztywno i dodajemy na końcu. Jak już mamy wszystko w kupie to mieszamy. Jak już stwierdzimy, że wymieszaliśmy to przekładamy ciasto do foremek i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 200 stopni na 1 godzinię i 15 minut.
Oczywiście, co bardzo istotne, blaszki wykładamy papierem do pieczenia.

A inne przepisy "dukanowe" znajdziecie u Karoliny: www.drdukan.blog.onet.pl
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...